{"id":304,"date":"2007-09-01T09:47:22","date_gmt":"2007-09-01T07:47:22","guid":{"rendered":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/2007\/09\/01\/pamietnik-kingi-z-trzecieskiach-moysowej-mojej-ciotecznej-babci-tom-i-lata-1902-1907\/"},"modified":"2023-03-16T16:05:06","modified_gmt":"2023-03-16T15:05:06","slug":"pamietnik-kingi-z-trzecieskiach-moysowej-mojej-ciotecznej-babci-tom-i-lata-1902-1907","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/?p=304","title":{"rendered":"Pami\u0119tnik Kingi z Trzecieskich Moysowej (mojej ciotecznej Babci) tom I lata 1902 &#8211; 1907"},"content":{"rendered":"<div align=\"left\">\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">\n<div align=\"left\">\n<div align=\"left\"><!--more--><\/div>\n<\/div>\n<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<b>Kinga z Trzecieskich Moysowa &#8211; Wspomnienia z mojego dzieci\u0144stwa<\/b><br \/>\nDyn\u00f3w, w dzie\u0144 Niepokalanego Pocz\u0119cia N.M.P.<br \/>\n6. grudnia, 1954 r.<\/div>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp; Od dawna ju\u017c nosz\u0119 si\u0119 z zamiarem napisania wspomnie\u0144 mojego dzieci\u0144stwa sp\u0119dzonego we dworze w Dynowie, tj. w moim rodzinnym domu. Pragn\u0119 opowiedzie\u0107 dzieciom z rodziny, kt\u00f3re \u017cyj\u0105 i \u017cy\u0107 b\u0119d\u0105 w tak zupe\u0142nie innych warunkach ni\u017c ja \u017cy\u0142am, jak wygl\u0105da\u0142 ten dw\u00f3r w Dynowie w latach mniej wi\u0119cej 1902- 1908, tj. 50 lat temu, jacy w nim ludzie \u017cyli, jakie by\u0142o to \u017cycie, jakie zwyczaje i obyczaje.<\/div>\n<div align=\"left\">\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp; Zaczynam od tego, \u017ce nie mam najmniejszego talentu literackiego i nie mam do niego pretensji; b\u0119d\u0119 pisa\u0107 jakbym to wszystko ustnie opowiada\u0142a i tak jak pami\u0119tam. Mog\u0119 te\u017c wszystkich zapewni\u0107, \u017ce b\u0119d\u0119 pisa\u0107 najszczersz\u0105 prawd\u0119, niczego nie upi\u0119kszaj\u0105c, ani tym mniej zmy\u015blaj\u0105c.<br \/>\nJest te\u017c rzecz\u0105 zrozumia\u0142\u0105, \u017ce czasy, o kt\u00f3rych b\u0119d\u0119 tu m\u00f3wi\u0107, wspominam z mi\u0142o\u015bci\u0105, \u017ce kocha\u0142am ten m\u00f3j dom rodzinny, nasz ko\u015bci\u00f3\u0142 parafialny, tych ludzi, o kt\u00f3rych tu pisa\u0107 b\u0119d\u0119 i ca\u0142\u0105 atmosfer\u0119 tak charakterystyczn\u0105 dla tych czas\u00f3w, a kt\u00f3rej dzisiejsze pokolenie nie mo\u017ce sobie wyobrazi\u0107. \u015awiat zmieni\u0142 si\u0119 radykalnie, w niejednym mo\u017ce na lepsze, ale wspomnienia z dzieci\u0144stwa, to wspomnienia do kt\u00f3rych si\u0119 zawsze ch\u0119tnie wraca, bo by\u0142o si\u0119 m\u0142odym i zdawa\u0142o si\u0119, \u017ce cz\u0142owiek zawsze m\u0142odym i szcz\u0119\u015bliwym zostanie.&nbsp;<\/p>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<u><b> Dyn\u00f3w, 10.XII.1954 r.<\/b><\/u><\/div>\n<div align=\"center\"><b>Opis domu, otoczenia, rodziny<\/b><\/div>\n<p>Opisz\u0119 wpierw sam dw\u00f3r, tj. jego po\u0142o\u017cenie, budynki, ogr\u00f3d, a potem nasz\u0105 rodzin\u0119, kt\u00f3ra w tym domu \u017cy\u0142a, tych co tu pracowali, szare dni codzienne i zawsze radosne dni \u015bwi\u0105teczne, oraz zwi\u0105zane z nimi zwyczaje dzi\u015b ju\u017c nieistniej\u0105ce, albo bardzo zmienione.<br \/>\nW roku 1902, to jest, gdy ja mia\u0142am 6 lat ju\u017c sobie doskonale przypominam jak wygl\u0105da\u0142 nasz tzw. \u201estary dom\u201d. Sta\u0142 on mniej wi\u0119cej w \u015brodku ca\u0142ego obej\u015bcia, troch\u0119 na p\u00f3\u0142nocny zach\u00f3d od starego d\u0119bu, (kt\u00f3ry do dzi\u015b jeszcze stoi). Stary dom by\u0142 zbudowany przez Stanis\u0142awa Trzecieskiego oko\u0142o roku 1755- go, a gruntownie odrestaurowany przez mojego ojca, Stefana, w roku 1895.<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-270\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_1862.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"308\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_1862.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_1862-300x185.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">By\u0142 murowany, niski, frontem zwr\u00f3cony do p\u00f3\u0142nocy. Mia\u0142 du\u017cy ganek wsparty na sze\u015bciu grubych, okr\u0105g\u0142ych s\u0142upach, typowy dla dwor\u00f3w polskich z XVIII wieku.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-271\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_1937.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"326\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_1937.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_1937-300x196.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Stary dw\u00f3r Trzecieskich od frontu<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Po lewej stronie drzwi wchodowych do domu wisia\u0142 obraz tzw. \u201eB\u0142ogos\u0142awie\u0144stwo duchowe domu\u201d, du\u017ca karta ozdobiona obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej z modlitwami o b\u0142ogos\u0142awie\u0144stwo dla mieszka\u0144c\u00f3w tego domu. Na tym ganku zawsze si\u0119 w lecie jada\u0142o, bo by\u0142 obszerny i \u0142adnie umeblowany koszykowymi meblami lakierowanymi na czerwono. S\u0142upy by\u0142y oplecione zwojami Kapryfolium, kt\u00f3re w Czerwcu nape\u0142nia\u0142y ca\u0142y ganek przemi\u0142ym zapachem. Najmilsze by\u0142y te letnie wieczory, gdy cz\u0119sto podczas kolacji m\u00f3j Ojciec na d\u017awi\u0119k dzwonka ko\u015bcio\u0142a na Anio\u0142 Pa\u0144ski, wstawa\u0142 od sto\u0142u, wychodzi\u0142 przed ganek i zwr\u00f3cony do zorzy wieczornej, kt\u00f3r\u0105 bardzo lubi\u0142, odmawia\u0142 Anio\u0142 Pa\u0144ski, przykl\u0119kaj\u0105c przy s\u0142owach: \u201eA S\u0142owo Cia\u0142em si\u0119 sta\u0142o\u201d.<br \/>\nZ ganku wchodzi\u0142o si\u0119 do tzw. \u201eKamiennej sieni\u201d, gdzie sta\u0142 st\u00f3\u0142 z kamienia, du\u017ca szafa i prowadzi\u0142y drzwi na strych. Sie\u0144 ta bywa\u0142a w dni uroczyste o\u015bwietlana lamp\u0105 \u201eweneck\u0105\u201d z \u201efer forge\u201d z kolorowymi okr\u0105g\u0142ymi szkie\u0142kami. My dzieci, ogromnie lubili\u015bmy, gdy s\u0142u\u017c\u0105cy zapala\u0142 j\u0105, bo wprowadza\u0142o to pewien nastr\u00f3j \u015bwi\u0105teczny i zapowiada\u0142o si\u0119 jakie\u015b mi\u0142e wydarzenie w \u017cyciu rodziny.<br \/>\nZ Kamiennej sieni drzwi na prawo prowadzi\u0142y do pokoju jadalnego, w kt\u00f3rym koncentrowa\u0142o si\u0119 w pewnym stopniu \u017cycie w zimie. Pok\u00f3j ten mia\u0142 tapety na\u015bladuj\u0105ce boazerie, du\u017cy kaflowy piec, \u015bciany za\u015b by\u0142y obwieszone portretami rodzinnymi. Tu\u017c przy drzwiach by\u0142 portret Stanis\u0142awa Trzecieskiego, Konfederata Barskiego, w ciemnym kontuszu, z koralow\u0105 spink\u0105 przy \u017cupanie, obok niego, jego \u017cona Wiktoria z Drami\u0144skich, w bia\u0142ym czepku i sukni obszytej futrem. Naprzeciw wisia\u0142 portret mojej prababki Izabeli z Urba\u0144skich, J\u00f3zefowej Trzecieskiej, robiony oko\u0142o roku 1860, w balowej, niebieskiej krynolinie, z wachlarzem w pi\u0119knych r\u0119kach i per\u0142owymi kolczykami. Obok by\u0142 portret jej m\u0119\u017ca, J\u00f3zefa w jaskrawym mundurze z epoletami. W pokoju tym by\u0142 te\u017c sztych Augustyna Trzecieskiego w mundurze pu\u0142kownika 15 pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w Ksi\u0119stwa Warszawskiego, kt\u00f3rego by\u0142 fundatorem, a przytem Kawalerem orderu Virtuti Militari i \u015aw. Stanis\u0142awa. Posiada\u0142 te\u017c Legi\u0119 Honorow\u0105 francusk\u0105 (La Legion d` honneurs).<br \/>\nNa umeblowanie tego pokoju sk\u0142ada\u0142y si\u0119 du\u017cy, rze\u017abiony kredens ozdobiony w g\u00f3rze herbem Trzecieskich \u201eStrzemi\u0119\u201d. Le\u017ca\u0142 na nim zawsze po\u017c\u00f3\u0142k\u0142y bukiet \u015blubny mojej Matki, kt\u00f3ry wydawa\u0142 mi si\u0119 jakim\u015b bardzo tajemniczym przedmiotem, kt\u00f3rego stamt\u0105d zdj\u0105\u0107 nie wolno.<br \/>\nNa du\u017cej kanapie z wysokim oparciem wyprawiali\u015bmy nasze dziecinne harce i kozio\u0142ki. Krzes\u0142a obite skor\u0105, z kt\u00f3rych kilka przetrwa\u0142o dwie wojny \u015bwiatowe, podczas gdy inne meble oraz portrety zniszczy\u0142a ju\u017c pierwsza wojna \u015bwiatowa w 1914 roku.<br \/>\nZ pokoju jadalnego wchodzi\u0142o si\u0119 do tzw. \u201ebiblioteki\u201d, w kt\u00f3rej sta\u0142 fortepian, dwie szafy pe\u0142ne ksi\u0105\u017cek, fotele i ogromna kanapa, pod\u0142oga za\u015b ca\u0142a by\u0142a wy\u0142o\u017cona ciemnozielonym suknem. W tej bibliotece sp\u0119dzali\u015bmy w dzieci\u0144stwie wieczory z rodzicami. Matka<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-272\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/leonia_trzecieska_z_chamcow.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"382\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/leonia_trzecieska_z_chamcow.jpg 300w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/leonia_trzecieska_z_chamcow-236x300.jpg 236w\" sizes=\"auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Eleonora Trzecieska jako panna (portret St. Batowskiego)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">pokazywa\u0142a nam ryciny, czyta\u0142a g\u0142o\u015bno, a Ojciec cz\u0119sto grywa\u0142 na fortepianie. Gdy\u015bmy czasem ta\u0144czyli w takt oberka czy polki (a do ta\u0144ca gra\u0142 Ojciec \u015bwietnie), to cz\u0119sto przerywa\u0142 gr\u0119 twierdz\u0105c, \u017ce \u201eta\u0144czymy obok taktu\u201d, co Go , jako bardzo muzykalnego cz\u0142owieka, dra\u017cni\u0142o.<br \/>\nWracaj\u0105c do opisu domu dodaj\u0119, \u017ce z pokoju jadalnego prowadzi\u0142y oszklone drzwi do tzw. \u201ebuduaru\u201d mojej matki. By\u0142 to mi\u0142y, \u0142adny pokoik oddzielony od sypialni rodzic\u00f3w czerwono-br\u0105zow\u0105 kotar\u0105. Sta\u0142o w nim ma\u0142e biureczko damskie, szafka biblioteczna inkrustowana per\u0142ow\u0105 mas\u0105, niskie wygodne fotele i kanapa. W rogu pokoju by\u0142 bia\u0142o-r\u00f3\u017cowy kaflowy piec z kominkiem.<br \/>\nSypialnia rodzic\u00f3w mia\u0142a \u0142adne orzechowe meble, du\u017ce lustro (do dzi\u015b istniej\u0105ce), marmurowy stolik pod umywalni\u0105 i tzw. <em>(okre\u015blenie nieczytelne M. W.)<\/em> srebrn\u0105 z szufladk\u0105, kt\u00f3r\u0105 Matka czasem tylko otwiera\u0142a, aby nam pokaza\u0107 jej zawarto\u015b\u0107. By\u0142y tam futera\u0142y ze sk\u00f3ry wy\u0142o\u017cone at\u0142asem, a w nich par\u0119 \u0142adnych przedmiot\u00f3w z bi\u017cuterii: serduszko z brylant\u00f3w, du\u017ca bransoleta z k\u0142osem z brylant\u00f3w i szmaragd\u00f3w, broszka z szafirem i brylantami i par\u0119 mniej cennych drobiazg\u00f3w. Ogl\u0105dali\u015bmy to nieraz, ale z r\u00f3wnym zawsze zaciekawieniem.<br \/>\nZ buduaru i sypialni prowadzi\u0142y du\u017ce, oszklone drzwi na werand\u0119, czyli tzw. \u201egaleri\u0119\u201d otwart\u0105 i otoczon\u0105 \u017celazn\u0105 balustrad\u0105.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-273\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/kinia_jozia_z_rodzicami_1897.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"328\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/kinia_jozia_z_rodzicami_1897.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/kinia_jozia_z_rodzicami_1897-300x197.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Malutkie J\u00f3zia i Kinia z rodzicami Leoni\u0105 i Stefanem na werandzie, 1897 r.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">By\u0142 to najcieplejszy k\u0105t naszego domu. Weranda ta by\u0142a os\u0142oni\u0119ta od p\u00f3\u0142nocy, wschodu i zachodu, a otwarta od po\u0142udnia. Schodzi\u0142o si\u0119 z niej paroma stopniami do ogrodu, w kt\u00f3rym na lewo sta\u0142 patriarcha naszych drzew dynowskich, stary, pi\u0119kny d\u0105b, kt\u00f3ry ju\u017c wtenczas mia\u0142 do 400 lat i dzi\u015b jeszcze stanowi najpi\u0119kniejsz\u0105 ozdob\u0119 resztki naszego ogrodu. Cz\u0119\u015b\u0107 ogrodu znajduj\u0105ca si\u0119 na po\u0142udnie od domu s\u0142u\u017cba i ch\u0142opi nazywali \u201eza pokojami\u201d, bo \u201epokoje\u201d w ich ludowej gwarze to by\u0142 ca\u0142y mieszkalny dom, czyli dw\u00f3r.<br \/>\nWschodnia cze\u015b\u0107 domu zajmowa\u0142 salonik \u201ezielony\u201d malutki i przytulny, kt\u00f3rego najmilszym meblem by\u0142 ma\u0142y stolik obity zielonym aksamitem i opatrzony tak\u0105\u017c firaneczk\u0105. Na nim&nbsp; sta\u0142a zawsze kaseta pe\u0142na rodzinnych fotografii, kt\u00f3rych nam, dzieciom, nie wolno by\u0142o samym ogl\u0105da\u0107. Salon mia\u0142 wygodne, du\u017ce meble, kryte pasowym adamaszkiem i zwykle os\u0142oni\u0119te pokrowcami, kt\u00f3re zdejmowa\u0142o si\u0119 na przyj\u0119cie go\u015bci. W oknach wszystkich pokoi wisia\u0142y ci\u0119\u017ckie firanki, a raczej portiery z tego samego materia\u0142u co meble, a i drzwi by\u0142y portierami obramowane. W uroczyste dni na bia\u0142ym, kaflowym kominku trzaska\u0142 zim\u0105 ogie\u0144 ku naszej wielkiej rado\u015bci. Moja matka lubi\u0142a \u0142adne lampy, wiec by\u0142o ich kilka, bardzo gustownych, z kryszta\u0142u, br\u0105zu, z aba\u017curami z jedwabiu i koronek, za\u015bwiecane w wyj\u0105tkowych okoliczno\u015bciach. Za salonem by\u0142y trzy pokoje dziecinne, z kt\u00f3rych jeden nazywano \u201e\u0142azienk\u0105\u201d, cho\u0107 nikt si\u0119 w nim nigdy nie k\u0105pa\u0142, mo\u017ce z racji kamiennej posadzki. W pokojach tych moje rodze\u0144stwo, czyli J\u00f3zia, Antek, Kuba i ja sp\u0119dzili\u015bmy nasze najpierwsze dzieci\u0144stwo, z nimi zwi\u0105zane by\u0142y pierwsze wspomnienia z \u017cycia, radosne i przykre. Okna wychodzi\u0142y na ogr\u00f3d, a w jednym z pokoi by\u0142y drzwi prowadz\u0105ce wprost do ogrodu, w lecie stale otwarte, tak \u017ce w nocy czasem \u017caby do pokoju wskakiwa\u0142y.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-274\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_pld_1916.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"362\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_pld_1916.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_pld_1916-300x217.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Stary dw\u00f3r w Dynowie od strony stargo b\u0119bu (d\u0105b do dzisiaj ro\u015bnie &#8211; pomnik przyrody)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Raz nawet nasza ulubiona i uprzywilejowana krowa \u201ePisanka\u201d, kt\u00f3rej by\u0142o wolno pa\u015b\u0107 si\u0119 samej w ogrodzie, schroni\u0142a si\u0119 przed deszczem do tego pokoju, ku naszemu zachwytowi.<br \/>\nZa pokojami dziecinnymi znajdowa\u0142y si\u0119 tzw. w j\u0119zyku dawnych dwor\u00f3w \u201egarderoby\u201d w budynku dobudowanym do g\u0142\u00f3wnego domu. By\u0142 to osobliwy budynek: drewniany, bardzo stary, w kt\u00f3rym by\u0142y dwie ogromne spi\u017carnie i olbrzymia, ciemna sie\u0144, bez okre\u015blonego przeznaczenia. Pe\u0142no w nim by\u0142o myszy i szczur\u00f3w. Budynek ten zwany przez mego Ojca \u201elamusem\u201d, zosta\u0142 rozebrany, gdy\u015bmy si\u0119 dnia 9 Grudnia 1905 cz\u0119\u015bciowo przeprowadzili do nowego domu, w kt\u00f3rym do dzi\u015b mieszkamy. Wspomniana \u201egarderoba\u201d to by\u0142a du\u017ca izba z kuchennym piecem w kt\u00f3rej mieszka\u0142y dziewcz\u0119ta s\u0142u\u017c\u0105ce, a wi\u0119c praczka, pokoj\u00f3wka i nia\u0144ka do dzieci. Tam si\u0119 dla ma\u0142ych dzieci gotowa\u0142o, prasowa\u0142o bielizn\u0119.<br \/>\nDrzwi z niej prowadzi\u0142y do \u201egarderoby\u201d Tety w kt\u00f3rej mieszka\u0142a do 1905 r. nasza ukochana Teta, czyli Teklu\u0144cia, o kt\u00f3rej jeszcze obszerniej wspomn\u0119. Okno tego pokoju wychodzi\u0142o wprost na cz\u0119\u015b\u0107 ogrodu&nbsp; \u201eza pokojami\u201d. Sta\u0142y w nim rz\u0119dem niskie, ciemne szafy pe\u0142ne sukien i okry\u0107, ca\u0142a pi\u0119kna wyprawa naszej Matki zrobiona w 1895 roku w pierwszych zak\u0142adach krawieckich Wiednia.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-275\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_pln-zach.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"341\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_pln-zach.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_stary_dwor_pln-zach-300x205.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; Czteroletnia Kinia z niani\u0105(?) 1900 r.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><u><b>Dyn\u00f3w, 12.12.1954 <\/b><\/u><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Gdy nasza poczciwa Teklu\u0144cia chcia\u0142a nam tj. J\u00f3zi i mnie zrobi\u0107 przyjemno\u015b\u0107, to pokazywa\u0142a nam zawarto\u015b\u0107 tych szaf. By\u0142y tam suknie balowe z prawdziwych lio\u0144skich jedwabi, niezmiernie szerokie i prze\u0142adowane ozdobami, szarfami i koronkami, szlafrok ze z\u0142otobr\u0105zowego aksamitu, stanik \u015blubny mojej Matki pokryty gaz\u0105; za\u015b ze sp\u00f3dnicy \u015blubnej z lio\u0144skiej \u201emory\u201d&nbsp; \u201eivoire\u201d zosta\u0142a zrobiona kapa do Dynowskiego Ko\u015bcio\u0142a, dzi\u015b jeszcze po 60 latach u\u017cywana. W tej szafie sta\u0142y maszyny do szycia, na kt\u00f3rych Teta szy\u0142a nasze sukienki. Resztki materia\u0142\u00f3w i szmatki sk\u0142ada\u0142a do du\u017cego kosza, kt\u00f3ry stanowi\u0142 dla nas przedmiot ci\u0105g\u0142ych po\u017c\u0105da\u0144. Mia\u0142y\u015bmy ochot\u0119 cz\u0119sto wyci\u0105ga\u0107 z niego jakie\u015b szmatki do zabawy, ale cz\u0119sto Teklu\u0144cia nie pozwala\u0142a s\u0142owami: \u201eNie rusz tego, to potrzebne\u201d. Garderoba ta by\u0142a zamykana na olbrzymi klucz nazywany przez Teklu\u0144ci\u0119 \u201eKluczem \u015awi\u0119tego Piotra\u201d. Pami\u0119tam dobrze czas, w kt\u00f3rym mi si\u0119 zdawa\u0142o, \u017ce \u201eKlucze Kr\u00f3lestwa Niebieskiego\u201d s\u0105 na pewno do tego klucza podobne.<br \/>\nW tej cz\u0119\u015bci domu rozlega\u0142y si\u0119 wieczorami istne koncerty \u015bwierszczy, kt\u00f3re bardzo lubi\u0142am. Dzi\u015b jeszcze mam w uszach ostre i monotonne \u0107wierkanie w zakamarkach starego, pe\u0142nego wspomnie\u0144, domu.<br \/>\nDruga cze\u015b\u0107 domu za pokojem jadalnym i bibliotek\u0105 by\u0142a zaj\u0119ta przez m\u0119sk\u0105 s\u0142u\u017cb\u0119 i nazywa\u0142a si\u0119 \u201eKredens\u201d. Mieszka\u0142 tam tzw. \u201ech\u0142opiec kredensowy\u201d, zwykle m\u0142ody ch\u0142opak, ucz\u0105cy si\u0119 na lokaja pod okiem s\u0142u\u017c\u0105cego, czyli tzw. lokaja. W \u201eKredensie\u201d tym czyszczono obuwie, nalewano naftowe lampy i palono kaw\u0119, to te\u017c unosi\u0142 si\u0119 w nim zawsze swoisty zapach nafty, \u201eszwarcu\u201d, but\u00f3w, (bo wtedy jeszcze tzw. pasty nie znano) i \u015bwie\u017co palonej, ziarnistej kawy.<br \/>\nZa Kredensem by\u0142 korytarz, z kt\u00f3rego drzwi prowadzi\u0142y do Kancelarji mego Ojca. By\u0142 to du\u017cy pok\u00f3j tworz\u0105cy skrzyd\u0142o zachodnie domu. Mia\u0142 sw\u00f3j specjalny charakter i bynajmniej nie przypomina\u0142 miejskich, urz\u0119dniczych kancelarji. Z lewej strony od drzwi sta\u0142 domowy o\u0142tarzyk nakryty obrusem a na nim Krucyfiks, statuetka Matki Boskiej i stary obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Pali\u0142a si\u0119 na tym o\u0142tarzyku zawsze oliwna lampka, a na kl\u0119czniku przed nim kl\u0119kali moi Rodzice w majowe i czerwcowe wieczory na majowe i czerwcowe nabo\u017ce\u0144stwo. Zbiera\u0142a si\u0119 na nie ca\u0142a rodzina i ca\u0142a s\u0142u\u017cba domowa i folwarczna. Odmawiano litani\u0119, dziesi\u0105tek R\u00f3\u017ca\u0144ca a potem modlitwy u\u0142o\u017cone przez mego Ojca, w kt\u00f3rych polecali\u015bmy Bogu \u201ekrewnych, domownik\u00f3w, przyjaci\u00f3\u0142 i nieprzyjaci\u00f3\u0142 naszych\u201d.<br \/>\nZapach czeremchy, narcyz\u00f3w, bzu, a potem ja\u015bminu zmieszany z zapachem spalonej w lampce oliwy a te\u017c zapachem stajennym, przyniesionym w ubraniach s\u0142u\u017cby wprost ze stajni, przypomina\u0142 mi zawsze te pe\u0142ne uroku wiosenne wieczory i te modlitwy przepojone g\u0142\u0119bok\u0105 wiar\u0105. Pami\u0119tam, i\u017c pewnego wieczoru przyjechali do nas niespodzianie dwaj Ojcowie Jezuici ze Starejwsi i wszed\u0142wszy do Kancelarji podczas tego nabo\u017ce\u0144stwa ukl\u0119kli przy drzwiach i modlili si\u0119 z nami a po sko\u0144czonej modlitwie powitali nas s\u0142owami: \u201ePok\u00f3j temu domowi\u201d.<br \/>\nWracaj\u0105c do opisu Kancelarji Ojca, dodaj\u0119, \u017ce sta\u0142o tam ogromne biurko opatrzone jakby p\u00f3\u0142k\u0105 z przegrodami na rozmaite papiery i zas\u0142aniaj\u0105ce osob\u0119 siedz\u0105c\u0105 przy nim. By\u0142a tam tez du\u017ca szafa, kanapa i pokryty cerat\u0105 fotel, na kt\u00f3rym stale le\u017ca\u0142 pies mojej Matki \u017c\u00f3\u0142ty legawiec \u201eBravo\u201d. Na zielonym suknie uj\u0119tym w d\u0119bowa ram\u0119 wisia\u0142y strzelby my\u015bliwskie mego Ojca, a pod oknem sta\u0142o drugie biurko jesionowe i pulpit na gospodarskie rejestry i ksi\u0119gi. By\u0142 te\u017c w tej Kancelarji kominek, przed kt\u00f3rym stawali wieczorami na \u201etzw\u201d sesje polowi, ekonom i karbownik. Na takiej sesji omawiano roboty gospodarskie na dzie\u0144 nast\u0119pny.<br \/>\nOto mniej wi\u0119cej opis og\u00f3lny naszego Dynowskiego \u201estarego domu\u201d. Sta\u0142 on przez nieomal 200 lat, bo zosta\u0142 zbudowany przez Stanis\u0142awa Trzecieskiego w po\u0142owie XVIII wieku.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div style=\"text-align: center;\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-276\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stanislaw_trzecieski_1.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"519\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stanislaw_trzecieski_1.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stanislaw_trzecieski_1-231x300.jpg 231w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div style=\"text-align: center;\">&nbsp;<\/div>\n<div style=\"text-align: center;\">Stanis\u0142aw Trzecieski z \u017con\u0105 Wiktori\u0105 z Drami\u0144skich<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div style=\"text-align: center;\">&nbsp;<\/div>\n<p style=\"text-align: center;\">&nbsp;&nbsp; <img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-277\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/wiktoria_stanislawowa_trzecieska.jpg\" alt=\"\" width=\"450\" height=\"600\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/wiktoria_stanislawowa_trzecieska.jpg 450w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/wiktoria_stanislawowa_trzecieska-225x300.jpg 225w\" sizes=\"auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px\" \/><\/p>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Urodzi\u0142o si\u0119 w nim i wychowa\u0142o sze\u015b\u0107 pokole\u0144 naszej rodziny, a mianowicie: Syn Stanis\u0142awa, Jak\u00f3b Trzecieski, (zmar\u0142y w 1832 roku i pochowany na cmentarzu w Dynowie pod obeliskiem na prawo od Kaplicy cmentarnej),<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-278\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jakob_trzecieski.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"524\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jakob_trzecieski.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jakob_trzecieski-229x300.jpg 229w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">Jak\u00f3b Trzecieski<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-279\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jakobowa_trzecieska.jpg\" alt=\"\" width=\"350\" height=\"467\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jakobowa_trzecieska.jpg 350w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jakobowa_trzecieska-225x300.jpg 225w\" sizes=\"auto, (max-width: 350px) 100vw, 350px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Jak\u00f3bowa Trzecieska<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">jego syn J\u00f3zef Trzecieski, \u017conaty z Urba\u0144sk\u0105, ich syn Zbigniew Trzecieski<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-280\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/zbigniew_trzecieski.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"603\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/zbigniew_trzecieski.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/zbigniew_trzecieski-199x300.jpg 199w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Zbigniew Trzecieski w m\u0142odo\u015bci<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">\u017conaty z Ignacj\u0105 hr. Mi\u0105czy\u0144sk\u0105,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-281\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/ignacja.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"512\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/ignacja.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/ignacja-234x300.jpg 234w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;ich syn Stefan Trzecieski \u017conaty z Eleonor\u0105 Jaxa Chamiec, ich syn Antoni Trzecieski \u017conaty z Ann\u0105 Jaxa Chamiec, kt\u00f3ry wyjecha\u0142 w 1933 roku do Ameryki.<br \/>\nWymieni\u0142am tu tylko najstarszego syna rodziny. Zbigniew Trzecieski by\u0142 moim dziadkiem, Stefan Ojcem, Antoni bratem.<br \/>\nDawny dom w Dynowie kocha\u0142am jak \u017cyw\u0105 istot\u0119, nazywa\u0142am go zawsze \u201estara cha\u0142up\u0105\u201d. By\u0142 on niski, przytulny, w zimie ciep\u0142y, w lecie ch\u0142odny, otoczony starymi drzewami i ogrodem pe\u0142nym kwiat\u00f3w w lecie. Ka\u017cdy pok\u00f3j, ka\u017cdy sprz\u0119t \u0142\u0105czy\u0142 si\u0119 ze wspomnieniami, czasem smutnymi. Ale o wiele cz\u0119\u015bciej weso\u0142ymi i rzewnymi dzieci\u0144stwa i pierwszej m\u0142odo\u015bci. Pokoi mia\u0142 dziesi\u0119\u0107, przewa\u017cnie \u015bredniej wielko\u015bci, o niewielkich oknach. Opatrywano te okna zawsze na zim\u0119 mchem. Jak ten mech \u015blicznie pachn\u0105\u0142 i jak zim\u0119 przypomina\u0142. W buduarze mojej Matki w zimie pe\u0142no by\u0142o kwiat\u00f3w, wpierw w jesieni chryzantem, potem przywo\u017cono cyklameny, cynerarie, a pod wiosn\u0119 ju\u017c cudnie pachn\u0105ce hiacynty. W tym pokoju mia\u0142y\u015bmy z J\u00f3zi\u0105 lekcje z mam\u0105, cz\u0119sto podczas nich przychodzi\u0142 na palcach nasz ogrodnik Jan Guternal z konewk\u0105, aby podla\u0107 kwiaty stoj\u0105ce na \u017cardinierach pod du\u017cymi oszklonymi drzwiami wychodz\u0105cymi na \u201egaleri\u0119\u201d.<br \/>\nW starym domu mieszkali\u015bmy wszyscy do grudnia 1905 roku, poczem przenie\u015bli\u015bmy si\u0119 cz\u0119\u015bciowo do \u201enowego domu\u201d,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img decoding=\"async\" src=\"images\/Do_Kini_t.1\/dynow_nowy_dwor_1937.jpg\" alt=\"\"><\/div>\n<div align=\"center\">Nowy dw\u00f3r dynowski wybudowany w 1904 r. (stoj\u0105cy do dzisiaj tj. 2013 r.)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">za\u015b w starym zosta\u0142y: pok\u00f3j jadalny, kancelaria, dwa salony, biblioteka, a z pokoi dziecinnych zrobiono pokoje go\u015bcinne. Stary dom przetrwa\u0142 do r.1944. W\u00f3wczas to, a mianowicie 26 lipca 1944 r. nadesz\u0142a godzina \u015bmierci drogiego \u201estaruszka\u201d, kt\u00f3ry pami\u0119ta\u0142 Konfederacj\u0119 Barsk\u0105, Powstanie Ko\u015bciuszkowskie, wojny napoleo\u0144skie, powstania w roku 1831 i 1863, potem d\u0142ugie lata spokoju i ustabilizowanego \u017cycia i wreszcie obie wojny \u015bwiatowe z r. 1914-1920 i 1939-1944.<br \/>\nDobrze pami\u0119tam ostatnie dni tego domu, ci\u0119\u017carowe auta niemieckie zwo\u017c\u0105ce na nasze obej\u015bcie stosy amunicji, nasz\u0105 ucieczk\u0119 na wie\u015b, a wieczorem szalon\u0105 detonacj\u0119, kt\u00f3ra nieomal ca\u0142y dynowski dw\u00f3r i jego budynki zamieni\u0142a w kup\u0119 gruz\u00f3w.<\/div>\n<div align=\"left\">\n<div align=\"center\"><b><u>Dyn\u00f3w, 16.XII 1954.<\/u><\/b><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W latach mego dzieci\u0144stwa na zach\u00f3d od starego domu sta\u0142a drewniana oficyna gospodarska, w kt\u00f3rej by\u0142a kuchnia tzw. \u201epa\u0144ska\u201d i \u201eczeladna\u201d, pralnia, stelmarnia i pok\u00f3j klucznicy. Budynek ten zawsze szpeci\u0142 otoczenie, ale by\u0142 wygodny dla pani domu. Kuchnia tzw. \u201epa\u0144ska\u201d wy\u0142o\u017cona ceg\u0142ami, z du\u017cym okapem, piecem piekarskim i urz\u0105dzeniem do pieczenia na ro\u017cnie, to by\u0142a domena naszego d\u0142ugoletniego kucharza Wojciecha K\u0142ysza, a&nbsp; w czeladnej rezydowa\u0142a gospodyni czeladna Ka\u015bka Kuczowa nazywana \u201eKa\u015bka nie wiem co takie\u201d, od stale przez ni\u0105 u\u017cywanego zwrotu. Na strychu tej oficyny ogrodnik suszy\u0142 nasiona, by\u0142o to dla nas dzieci miejsce niedost\u0119pne, stale zamkni\u0119te, ale wielce n\u0119c\u0105ce i tajemnicze. Oficyna ta zosta\u0142a rozebrana zdaje mi si\u0119 na opa\u0142 przez wojska rosyjskie podczas inwazji rosyjskiej w I szej wojnie w roku 1914-1915.<br \/>\nZa t\u0105 oficyn\u0105 by\u0142a cieplarnia i oran\u017cerja. Lubi\u0142am do tej cieplarni chodzi\u0107. Przepada\u0142am za jej ciep\u0142\u0105 i wilgotna atmosfer\u0105, nape\u0142nion\u0105 woni\u0105 kwiat\u00f3w i ro\u015blin. W oran\u017cerii sta\u0142y w wazonach krzewy laur\u00f3w, fikusy i inne oran\u017ceryjne ro\u015bliny. Na wiosn\u0119 wystawiano je zawsze naoko\u0142o starego domu pod oknami salonu. By\u0142a to mi\u0142a chwila zapowiadaj\u0105ca ju\u017c nieodwo\u0142alnie powr\u00f3t wiosny. W cieplarni by\u0142o pe\u0142no kwiat\u00f3w doniczkowych, a przed Wielkanoc\u0105 dusi\u0142o wprost od zapachu aksamitnych lak\u00f3w i pastelowych hiacynt\u00f3w.<br \/>\nStary nasz spichlerz, kt\u00f3ry jeden pami\u0119ta dawne czasy i osta\u0142 si\u0119 w\u015br\u00f3d tylu burz dziejowych, tak samo mniej wi\u0119cej wygl\u0105da\u0142 jak dzi\u015b. Ma on dat\u0119 wystawienia 1883 r. Na po\u0142udniowej \u015bcianie, a nad \u017celaznymi drzwiami ma\u0142y czarny, metalowy krzy\u017cyk zawieszony tam przez mego Ojca w tym\u017ce roku. Wisi ten krzy\u017cyk, nigdy nie zdejmowany przez lat przesz\u0142o 70 i dziwnym trafem ca\u0142kiem nieuszkodzony przez tysi\u0105ce kul i od\u0142amk\u00f3w pocisk\u00f3w, kt\u00f3re bi\u0142y jak grad w mury starego spichlerza w pami\u0119tny dzie\u0144 26 Lipca 1944.<br \/>\nW spichlerzu tym by\u0142y tzw. \u201es\u0105sieki\u201d, czyli przegrody z desek na zbo\u017ce, tam je czyszczono, stamt\u0105d fury ze zbo\u017cem odje\u017cd\u017ca\u0142y na sprzeda\u017c.<br \/>\nZa spichlerzem by\u0142a stara mroczna ku\u017ania, gdzie przez lat przesz\u0142o 30 pracowa\u0142 kowal Karol Kasprowicz, za ku\u017ani\u0105 by\u0142 dom, gdzie mieszka\u0142 karbownik Sikora (dom ten do dzi\u015b stoi), a dalej kurnik i tzw. \u201ekapu\u015bciarnia\u201d tj. izba gdzie sta\u0142y beczki z kiszon\u0105 kapust\u0105 dla czeladzi. By\u0142y one tak du\u017ce, \u017ce si\u0119 do nich po drabince wchodzi\u0142o.<br \/>\nObora otoczona by\u0142a z trzech stron d\u0142ugimi stajniami, z kt\u00f3rych naj\u0142adniejsza by\u0142a tzw. \u201enowa\u201d stajnia na 80 sztuk byd\u0142a, betonowana, z du\u017cym rezerwuarem na wod\u0119, do kt\u00f3rego j\u0105 pompowano z pobliskiej studni. W stajni fornalskiej by\u0142y konie robocze, czyli tzw. \u201efornalka\u201d. By\u0142o ich 11 czw\u00f3rek, czyli 44 konie.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; Najokazalszym i najestetyczniejszym budynkiem na dynowskim folwarku by\u0142a stajnia ko\u0144ska &#8222;cugowa&#8221; czyli wyjazdowa. Trzeba pami\u0119ta\u0107, \u017ce lata 1900 &#8211; 1904 by\u0142y to lata, w kt\u00f3rych nie mieli\u015bmy z Dynowa kolei, najbli\u017cszymi stacjami kolejowymi by\u0142y Rzesz\u00f3w i Przemy\u015bl, wi\u0119c musiano tych koni wyjazdowych trzyma\u0107 du\u017co. Stajnia ta by\u0142a wysok\u0105, murowan\u0105, z p\u00f3\u0142okr\u0105g\u0142ymi du\u017cymi oknami, solidnie i \u0142adnie zbudowan\u0105. Sta\u0142o w niej 3 pary koni &#8222;cugowych&#8221; i dwa wierzchowce. Ze stajni\u0105 po\u0142\u0105czona by\u0142a wozownia, dla dzieci najmilsze miejsce na ca\u0142ym folwarku. Sta\u0142y tam 2 l\u015bni\u0105ce czarno lakierowane karety, wybite granatowym suknem, o grubych r\u017cni\u0119tych szybach, dwa wiede\u0144skie powozy, wysoki &#8222;fajetonik&#8221; nigdy nie u\u017cywany &#8222;aby sie nie zniszczy\u0142&#8221; i pi\u0119kne sanie &#8211; za\u0142ubnie wybite p\u0105sowym suknem i ozdobione jakimi\u015b g\u0142owami z br\u0105zu.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; Na \u015bcianie wisi\u0105\u0142y uprz\u0119\u017ce tzw. &#8222;szory&#8221; z niklowanymi okuciami. Jedna para z nich mia\u0142a okucia mosi\u0119\u017cne. By\u0142a to ta, w kt\u00f3r\u0105 by\u0142y zaprz\u0119gni\u0119te konie w dzie\u0144 przyjazdu mojej Matki po jej \u015blubie do Dynowa 27 kwietnia 1895. Stajni\u0105 cugow\u0105 rz\u0105dzi\u0142 stary nasz furman Marcin Siekaniec, o kr\u00f3rym d\u0142u\u017cej p\u00f3\u017aniej wspomn\u0119.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przed t\u0105 stajni\u0105 pod dwoma du\u017cymi jesionami sta\u0142a na dw\u00f3ch s\u0142upach zawieszona drewniana ko\u0142atka, czyli ruchoma deseczka, a obok niej wisia\u0142y dwa drewniane m\u0142otki. Archaiczne urz\u0105dzenie sygnalizacyjne!!!<br \/>\nNa ko\u0142atce tej karbownik dawa\u0142 dono\u015bnym, trzykrotnym ko\u0142ataniem znak, czyli has\u0142o do zaprzestania pracy w po\u0142udnie i rozpocz\u0119cia jej po po\u0142udniu. Ko\u0142atka ta wydawa\u0142a pod uderzeniami m\u0142otk\u00f3w suchy i bardzo dono\u015bny klekot. Marzy\u0142am zawsze w dzieci\u0144stwie o tym, aby zobaczy\u0107 Sikor\u0119 w chwili, gdy ko\u0142ata i jako\u015b nigdy si\u0119 to marzenie dzieci\u0144stwa nie spe\u0142ni\u0142o, bo nigdy w tej chwili nie by\u0142am ko\u0142o stajni.<br \/>\nW miejscu gdzie dzi\u015b jest m\u0142ody sad Leopolda Wola\u0144skiego sta\u0142a ogromna drewniana s\u0142om\u0105 kryta stodo\u0142a, a za ni\u0105 okr\u0105g\u0142y budynek &#8211; kierat, kt\u00f3rym puszczano w ruch prymitywna m\u0142ocarni\u0119.<br \/>\nM\u0142ocarnia ta hucza\u0142a przeci\u0105gle przez niemal ca\u0142\u0105 zim\u0119. W stodole tej mog\u0142o si\u0119 zmie\u015bci\u0107 par\u0119 tysi\u0119cy kop zbo\u017ca a pachn\u0119\u0142a zawsze cudownie s\u0142om\u0105 i sianem. W gor\u0105ce dni letnie wy\u0142adowane i zaprz\u0119\u017cone w czw\u00f3rk\u0119 koni wozy ze zbo\u017cem wje\u017cd\u017ca\u0142y chwiej\u0105c si\u0119 we wrotach do tej stodo\u0142y. Stoj\u0105cy na progu \u201ekarbownik\u201d karbowa\u0142 kozikiem na leszczynowym pr\u0119cie ilo\u015b\u0107 k\u00f3p, kt\u00f3re fornal z pola przywi\u00f3z\u0142 a mianowicie tyle naci\u0119\u0107 ile k\u00f3p by\u0142o na wozie. To te\u017c archaiczny spos\u00f3b, od kt\u00f3rego pochodzi nazwa&nbsp; &#8222;karbowy\u201d, albo u nas \u201ekarbownik\u201d.<br \/>\nW rogu tej stodo\u0142y by\u0142 powieszony stary obrazek Matki Boskiej Cz\u0119stochowskiej za zakurzon\u0105 i pozielenia\u0142\u0105 szybk\u0105.<br \/>\nW pobli\u017cu by\u0142a ogromna, odwieczna studnia,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-282\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stara_studnia.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"611\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stara_studnia.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stara_studnia-196x300.jpg 196w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">ocembrowana drzewem, bardzo prymitywna i niezgrabna, z olbrzymim ko\u0142em i korytem wyciosanym w pniu drzewnym. Pojono przy niej konie i jako\u015b nigdy nie przysz\u0142o nikomu do g\u0142owy, aby ja troch\u0119 zmodernizowa\u0107 i ulepszy\u0107.<br \/>\nZa folwarkiem i za drog\u0105 gminn\u0105 sta\u0142a druga ogromna stodo\u0142a tzw.&nbsp; &#8222;Boisko na bagnie\u201d. Na jej s\u0142omianym, bardzo wysokim dachu przez ca\u0142y czas mego dzieci\u0144stwa gnie\u017adzi\u0142y si\u0119 co roku bociany. Wi\u0142y sobie gniazdo na starym kole, kt\u00f3re tam m\u00f3j Ojciec kaza\u0142 umie\u015bci\u0107. Jaka to by\u0142a rado\u015b\u0107, gdy po raz pierwszy na wiosn\u0119 dolecia\u0142 do domu klekot bociana, jak pilnie obserwowali\u015bmy, czy bocianica ju\u017c wysiaduje jaja a p\u00f3\u017aniej czy bociani\u0119ta ju\u017c bior\u0105 od rodzic\u00f3w \u201elekcje latania\u201d.<br \/>\nPo drugiej stronie folwarku by\u0142y chlewy, gdzie si\u0119 chowa\u0142o stale do 20 sztuk \u015bwi\u0144 i ciel\u0119tarnia, gdzie sta\u0142o m\u0142ode byd\u0142o i dwa olbrzymie rasowe buhaje.<br \/>\nBa\u0142am si\u0119 zawsze tam chodzi\u0107 od czasu gdy raz zobaczy\u0142am jak taki buhaj wyrwa\u0142 si\u0119 i ugania\u0142 jak szalony po folwarku dop\u00f3ki<br \/>\ngo z trudem nie z\u0142apano.<br \/>\nWszystkie tu opisane budynki z wyj\u0105tkiem spichlerza, \u201ekarbownik\u00f3wki\u201d i ciel\u0119tarni wylecia\u0142y w lipcu 1944 w powietrze podczas wybuchu niemieckiej amunicji, a na miejscu stajni cugowej jest olbrzymi lej wype\u0142niony wod\u0105 zask\u00f3rn\u0105. Dzie\u0144 26 lipca 1944 zmieni\u0142 w zupe\u0142no\u015bci wygl\u0105d dynowskiego dworu tak, \u017ce gdy zamkn\u0119 oczy i staram si\u0119 odtworzy\u0107 w pami\u0119ci jego wygl\u0105d sprzed 50 laty a potem je otworz\u0119 i zobacz\u0119 jak tu dzi\u015b wygl\u0105da, to zdaje m i si\u0119, \u017ce jestem w zupe\u0142nie innym miejscu. Zaledwie kilka starych drzew, jak stary d\u0105b, jesiony ko\u0142o spichlerza pami\u0119taj\u0105 pi\u0119kno i urok dynowskiego dworu sprzed pierwszej wojny \u015bwiatowej, kt\u00f3ra rozpocz\u0119\u0142a w nim dzie\u0142o zniszczenia.<\/div>\n<div align=\"center\"><b><u>Dyn\u00f3w 18 grudnia 1954 r.<\/u><\/b><\/div>\n<div align=\"left\">\n<div align=\"center\"><u><b>Dynowski ogr\u00f3d<\/b><\/u><\/div>\n<p>Stary nasz dom w Dynowie by\u0142 wprost wtulony w mas\u0119 drzew, tak, \u017ce niekt\u00f3rzy twierdzili, \u017ce by\u0142o ich za du\u017co, ale Rodzice moi kochali te drzewa i za nic nie byliby \u017cadnego wyci\u0119li.<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; Od p\u00f3\u0142nocy wje\u017cd\u017ca\u0142o si\u0119 z drogi gminnej przez bia\u0142\u0105 bram\u0119, nigdy nawet na noc nie zamykan\u0105. Od tej bramy ci\u0105gn\u0119\u0142a si\u0119 lipowa aleja.<br \/>\nNa folwarku by\u0142y dwa rz\u0119dy lip a ju\u017c w samym ogrodzie tylko jeden rz\u0105d drzew pi\u0119knych, cho\u0107 jeszcze nie starych, sadzonych w dzieci\u0144stwie mego Ojca po roku 1875.<br \/>\nNa \u015brodku du\u017cego gazonu, przed domem by\u0142a ta sama lipa, kt\u00f3ra tam do dzi\u015b ro\u015bnie, (cho\u0107 mocno obecnie przez wojn\u0119 uszkodzona). Posadzona by\u0142a w roku 1837 z okazji urodzin mego Dziadka Zbigniewa Trzecieskiego. Obok niej mniejsza (dzi\u015b tam jeszcze ro\u015bnie) posadzona w roku urodzenia mego brata Antoniego Trzecieskiego w 1898 r.<br \/>\nOd folwarku oddziela\u0142a gazon grupa \u015bwierk\u00f3w, par\u0119 lip i k\u0119py akacji z podszyciem z bz\u00f3w.<br \/>\nWschodnia cz\u0119\u015b\u0107 ogrodu zajmowa\u0142y tzw. \u201ekrzaki na hu\u015btawce\u201d, zas\u0142aniaj\u0105ce stodo\u0142y. Sta\u0142y te\u017c tam pi\u0119kne nadwi\u015bla\u0144skie topole, do kt\u00f3rych w jednym miejscu by\u0142a przytwierdzona hu\u015btawka, na kt\u00f3rej hu\u015btali\u015bmy si\u0119 z zapa\u0142em.<br \/>\nPod du\u017cymi drzewami ros\u0142a g\u0119sto leszczyna i inne krzewy. Tam w dzieci\u0144stwie bawili\u015bmy si\u0119 godzinami zaszyci jak w d\u017cungli.<br \/>\nDo hu\u015btawki przytyka\u0142 od po\u0142udnia tzw. \u201elasek sosnowy\u201d, k\u0119pa kilkudziesi\u0119ciu sosen posadzona za czas\u00f3w mojej Babki Ignacji Trzecieskiej. Sta\u0142 w tym lasku st\u00f3\u0142 i niskie \u0142awki z r\u00f3\u017cowego kamienia. Wysoki&nbsp; p\u0142ot z tarniny oddziela\u0142 ogr\u00f3d od sadu i ogrodu warzywnego. W sadzie tym by\u0142o troch\u0119 jab\u0142oni, na kt\u00f3rych jeszcze m\u00f3j Ojciec ku\u0142 koniugacje \u0142aci\u0144skie, ale wi\u0119kszo\u015b\u0107 drzew by\u0142a zasadzona przez moj\u0105 Matk\u0119 oko\u0142o 1896-1897r i w okresie mego dzieci\u0144stwa by\u0142y to drzewa jeszcze bardzo m\u0142ode. Pod jedn\u0105 ze starych jab\u0142oni (gdzie obecnie biegnie nowa droga do miasta), sta\u0142a s\u0142omiana buda wartownika. By\u0142 nim przez ca\u0142y szereg lat stary, do gnoma le\u015bnego podobny, J\u0119drzej Bielec.<br \/>\nNosi\u0142 on zawsze wysok\u0105&nbsp; barani\u0105 czap\u0119, mia\u0142 pot\u0119\u017cny nos, a r\u0119ku s\u0119kat\u0105 \u201epalic\u0119\u201d, na ewentualnych z\u0142odziei. Chocia\u017c ca\u0142y sad by\u0142 otoczony tarninowym p\u0142otem z \u201ekoron\u0105\u201d z kolc\u00f3w i zamkni\u0119ty na dwie bramki, zamykane na klucz, to jednak stary J\u0119drzej twierdzi\u0142, \u017ce \u201e stary z\u0142odziej lizie wierzchem, a ma\u0142y sunie spodem jak gad\u201d.<br \/>\nBuda J\u0119drzeja by\u0142a nakryta s\u0142om\u0105 i przesi\u0105kni\u0119ta zapachem jab\u0142ek. Marzeniem moim dziecinnym by\u0142o w niej spa\u0107.<br \/>\nOd p\u00f3\u0142nocy ci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119 wzd\u0142u\u017c sadu parkan, a na nim szereg rozpi\u0119tych brzoskwi\u0144 rodz\u0105cych w tym okresie cudne r\u00f3\u017cowo-z\u0142ociste owoce. Za sadem od wschodu ci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119 tzw. \u201ewa\u0142\u201d, o kt\u00f3rym m\u00f3wiono, \u017ce by\u0142 resztk\u0105 jakiego\u015b sztucznie usypanego wa\u0142u obronnego. Sta\u0142o na nim kilka starych brz\u00f3z i lipa cudnego sto\u017ckowatego kszta\u0142tu.<br \/>\nOgr\u00f3d warzywny, nachylony do po\u0142udnia dawa\u0142 w tym czasie bardzo wiele jarzyn; by\u0142a du\u017ca szparagarnia, w czerwcu i lipcu obfito\u015b\u0107 truskawek, agrestu, malin. Ogrodzony i pilnie strze\u017cony, nie by\u0142 nara\u017cony na tyle szk\u00f3d co obecnie i dawa\u0142 wszystko co w naszym klimacie ogr\u00f3d da\u0107 mo\u017ce.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Cz\u0119\u015b\u0107 ogrodu&nbsp; spacerowego \u201e za pokojami\u201d posiada\u0142a nasze najpi\u0119kniejsze drzewa, a mianowicie istniej\u0105cy do dzi\u015b stary d\u0105b, za nim dwa kolosalne \u015bwierki, kt\u00f3rych ga\u0142\u0119zie sp\u0142ywa\u0142y nieomal do ziemi i tworzy\u0142y jak gdyby sklepienie szumi\u0105ce i pachn\u0105ce \u017cywic\u0105. By\u0142y to dwa najpi\u0119kniejsze \u015bwierki, jakie w \u017cyciu widzia\u0142am. Pod nimi ros\u0142y na ma\u0142ym stoku wiosn\u0105 fio\u0142ki, tu bawili\u015bmy si\u0119 latem, cho\u0107 igliwie k\u0142u\u0142o nasze, zawsze w lecie bose, stopy.<br \/>\nS\u0105siadem tych dw\u00f3ch \u201e staruszk\u00f3w\u201d by\u0142 przepi\u0119kny, p\u0142acz\u0105cy jesion, istniej\u0105cy w stanie szcz\u0105tkowym jeszcze dzi\u015b. W\u00f3wczas tworzy\u0142 on ogromn\u0105 zielon\u0105 kopu\u0142\u0119, wy\u015bcielon\u0105 na dole barwinkiem, pod kt\u00f3r\u0105 mo\u017cna si\u0119 by\u0142o schroni\u0107 podczas niewielkiego deszczu.<br \/>\n\u201eZa pokojami\u201d ros\u0142y te\u017c olbrzymie nadwi\u015bla\u0144skie topole i kilka pi\u0119knych grab\u00f3w nad drog\u0105 prowadz\u0105c\u0105 wzd\u0142u\u017c ma\u0142ej \u201erzeczki\u201d.<br \/>\nW k\u0119pach bz\u00f3w i ja\u015bmin\u00f3w \u015bpiewa\u0142y w maju s\u0142owiki i \u015bwiergota\u0142y roje innych ptaszk\u00f3w.<br \/>\nPrzed domem u st\u00f3p galerji mieni\u0142y si\u0119 klomby lewkonii, astr\u00f3w, tu kwit\u0142y te\u017c grupy \u201e sztamowych\u201d r\u00f3\u017c: \u201eGloire de Dijon\u201d, \u201eLa France\u201d, \u201eNoiserki\u201d i wiele innych. Sama galeria by\u0142a opleciona powojem a pod oknami \u201dKredensu\u201d i \u201e\u0141azienki\u201d zwiesza\u0142y si\u0119 niebieskie grona \u201e glicynii\u201d posadzonej tam w p\u00f3\u017aniejszych latach.<br \/>\nZajazd przed frontowym gankiem by\u0142 te\u017c obsadzony r\u00f3\u017cami i rabatami letnich kwiat\u00f3w. M\u00f3j ojciec oskar\u017ca\u0142 zawsze ogrodnika Gubernata o brak gustu, bo czasem sadzi\u0142 astry liliowe obok buraczkowych, ale ja pami\u0119tam, \u017ce nasz ogr\u00f3d w tym czasie ton\u0105\u0142 w kwiatach, a atmosfera letnich wieczor\u00f3w by\u0142a przesycona ich zapachem.<br \/>\nWspomnia\u0142am ju\u017c, \u017ce w g\u0119stwinie krzak\u00f3w i zaro\u015bli niemal przez ca\u0142\u0105 dob\u0119 w maju \u015bpiewa\u0142y s\u0142owiki, bo s\u0142owik milczy tylko po zachodzie s\u0142o\u0144ca, o czym ju\u017c S\u0142owacki pisze: \u201djest chwila, w kt\u00f3rej ma si\u0119 ksi\u0119\u017cyc ukaza\u0107, kiedy si\u0119 wszystkie s\u0142owiki ucisz\u0105\u201d.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><b><u>Dyn\u00f3w 20 grudnia 1954<\/u><\/b><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp; Ja osobi\u015bcie od dziecka bardzo lubi\u0142am ogr\u00f3d, zw\u0142aszcza gdy by\u0142 dobrze utrzymany. To te\u017c cieszy\u0142am si\u0119 gdy wstawszy w lecie pos\u0142ysza\u0142am klepanie kos na gazonie, terkot maszynki do strzy\u017cenia gazon\u00f3w i charakterystyczny odg\u0142os motyk, kt\u00f3rymi naj\u0119te dziewcz\u0119ta gracowa\u0142y \u015bcie\u017cki w ogrodzie. Takie generalne&nbsp; porz\u0105dki robi\u0142 Gubernat zawsze par\u0119 razy w ci\u0105gu lata. Zdawa\u0142o mi si\u0119 w\u00f3wczas ze nie ma \u015bwiecie pi\u0119kniejszego, milszego k\u0105ta jak ten nasz ogr\u00f3d, w kt\u00f3rym zna\u0142o si\u0119 ka\u017cdy krzew i ka\u017cde drzewo.<br \/>\nMaj\u0105tek ziemski Dyn\u00f3w zosta\u0142 kupiony oko\u0142o r. 1740 przez Andrzeja Trzecieskiego, ojca Stanis\u0142awa.<br \/>\nW czasie, kt\u00f3ry tu opisuj\u0119 mia\u0142 Dyn\u00f3w 560 morg\u00f3w ( oko\u0142o 280 hektar\u00f3w) roli, 30 morg\u00f3w \u0142\u0105k i 600 morg\u00f3w lasu po\u0142o\u017conego w \u0141ubnie na tzw. \u201e Popielaku\u201d i \u201e Stefan\u00f3wce\u201d.<br \/>\nOd folwarku ci\u0105gn\u0119\u0142y si\u0119 pola r\u00f3wnym prostok\u0105tem a\u017c do go\u015bci\u0144ca \u201e rzeszowskiego\u201d, czyli \u201e cesarskiego\u201d, stawu w Harcie, a na wsch\u00f3d a\u017c po San. Pami\u0119tam nazwy poszczeg\u00f3lnych \u0142an\u00f3w, a wi\u0119c \u201eBagno\u201d ko\u0142o folwarku, dalej na P\u00f3\u0142noc \u201ePodmokliska\u201d, \u201eG\u00f3rki\u201d, \u201e Ma\u0142a Cegielnia\u201d, ko\u0142o obecnej mleczarni, \u201eWielka cegielnia\u201d, nad Sanem &#8222;L\u0119g\u201d \u201eStawy\u201d i \u201eM\u0142ynarskie\u201d z najlepsz\u0105 w Dynowie ziemi\u0105.<br \/>\nCa\u0142a ta ziemia znajduje si\u0119 od lat przesz\u0142o 30 w r\u0119kach ch\u0142op\u00f3w, przewa\u017cnie pochodz\u0105cych z innych wsi, kt\u00f3rzy j\u0105 od mego Ojca kupili w latach 1919-1944. Pola te nazywaj\u0105 si\u0119 obecnie \u201e B\u0142oniami\u201d. Jest to nazwa powsta\u0142a dopiero po pierwszej wojnie \u015bwiatowej, podczas parcelacji dworskich p\u00f3l.<br \/>\nNa og\u00f3\u0142 Dyn\u00f3w uchodzi\u0142 za \u015bliczny maj\u0105tek ziemski, doskonale skomasowany o dobrej, \u0142atwej do uprawy glebie.<br \/>\nOpisa\u0142am tu w bardzo og\u00f3lnych zarysach nasz dom i jego otoczenie, a teraz chce przej\u015b\u0107 do charakterystyki tych ludzi, kt\u00f3rzy ten dom podczas mego dzieci\u0144stwa zamieszkiwali: rodziny i s\u0142u\u017cby, kt\u00f3ra u moich Rodzic\u00f3w d\u0142ugie lata pracowa\u0142a.<br \/>\nZaczn\u0119 od mego Ojca Stefana Trzecieskiego, kt\u00f3rego jeszcze przewa\u017cnie cz\u0119\u015b\u0107 mieszka\u0144c\u00f3w Dynowa ze starszego pokolenia pami\u0119ta, bo umar\u0142 jako 89 letni starzec 3 lutego r.1953 &#8211; a niemal do ostatnich lat swego \u017cycia, bo do 87 roku widywano Go codziennie na Mszy \u015bw. w ko\u015bciele. Ojciec m\u00f3j, syn Zbigniewa i Ignacji z hr. Mi\u0105czy\u0144skich, urodzi\u0142 si\u0119 1 wrze\u015bnia 1864 roku.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-283\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski_1891.jpg\" alt=\"\" width=\"450\" height=\"658\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski_1891.jpg 450w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski_1891-205x300.jpg 205w\" sizes=\"auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Stefan Trzecieski jako kawaler<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dodaje nawiasowo, \u017ce w tych moich wspomnieniach b\u0119d\u0119 m\u00f3wi\u0107 szczer\u0105 prawd\u0119 o ludziach z tym, \u017ce b\u0119d\u0119 m\u00f3wi\u0107 g\u0142\u00f3wnie o ich dobrych stronach, chocia\u017c wie si\u0119, \u017ce mieli oni i wady jak wszyscy ludzie od Adama i Ewy pocz\u0105wszy.<br \/>\nWracaj\u0105c do charakterystyki mego Ojca zaczynam od tego, \u017ce by\u0142a to dusz czysta, niezdolna z rozmys\u0142em pope\u0142ni\u0107 co\u015b coby nie licowa\u0142o z etyk\u0105 czy honorem. By\u0142 to typ Polaka w ca\u0142ym tego s\u0142owa znaczeniu: gor\u0105cy Katolik, \u015blepo do wiary przywi\u0105zany, gorliwie praktykuj\u0105cy. Przez ca\u0142e moje \u017cycie sp\u0119dzone w Dynowie, nie pami\u0119tam ani jednego dnia (by\u0142 \u017celaznego zdrowia i nigdy nie chorowa\u0142) w kt\u00f3rym by nie by\u0142 w Ko\u015bciele na Mszy \u015bw.<br \/>\nOd czasu gdy \u015bwi\u0119ty Papie\u017c Pius X wyda\u0142 encyklik\u0119 o codziennej Komunii \u015bw. m\u00f3j Ojciec codzie\u0144 do Komunii \u015bw. przyst\u0119powa\u0142 przez lat nieomal 40 t.j. od 1910 do 1951 roku, kiedy to jeszcze m\u00f3g\u0142 do Ko\u015bcio\u0142a chodzi\u0107. Zna\u0142 doskonale \u0142acin\u0119 i modli\u0142 si\u0119 przewa\u017cnie w tym j\u0119zyku a liturgi\u0119 znal nieomal jak ksi\u0105dz.<br \/>\nPrzez przesz\u0142o 50 lat by\u0142 Sodalisem Marja\u0144skim Sodalicji Pan\u00f3w Ziemi Sanockiej z siedzib\u0105 w Starejwsi i prowadzonych przez Ojc\u00f3w Jezuit\u00f3w. Co roku je\u017adzi\u0142 na zamkni\u0119te rekolekcje i zjazd tej\u017ce Sodalicji.<br \/>\nZ Zakonem Jezuit\u00f3w \u0142\u0105czy\u0142y go najlepsze stosunki, to te\u017c z rado\u015bci\u0105 przyj\u0105\u0142 wiadomo\u015b\u0107, \u017ce wnuk jego, m\u00f3j Stefanek wst\u0119puje do tego Zakonu. Gdy Stefanek by\u0142 u nas w Dynowie w r. 1952 ju\u017c naturalnie w sutannie jezuickiej, to tak serdecznie si\u0119 z nim po\u017cegna\u0142, \u017ce dot\u0105d pami\u0119tam Jego s\u0142owa: siedz\u0105c w fotelu, w kt\u00f3rym sp\u0119dzi\u0142 ostatnie lata swego \u017cycia obj\u0105\u0142 Stefanka za g\u0142ow\u0119 i powiedzia\u0142: \u201eNiech Ci\u0119 Pan Jezus Swoj\u0105 Hosti\u0105 pob\u0142ogos\u0142awi\u201d. Widzia\u0142 Stefanek Go wtedy po raz ostatni.<br \/>\nPrzez cale swoje dzieci\u0144stwo patrzy\u0142am na to jak Tata szed\u0142 rano swym elastycznym krokiem przez ogr\u00f3d na Msz\u0119 \u015aw. wysoki, szczup\u0142y, o zawsze m\u0142odzie\u0144czej sylwetce.<br \/>\nOjciec m\u00f3j by\u0142 bardzo mi\u0142osierny dla wszelkiej biedy i niedoli ludzkiej. Jeden Pan B\u00f3g wie ile zrobi\u0142 ludziom dobrego, ile n\u0119dzy wspom\u00f3g\u0142, jak lubi\u0142 dawa\u0107. Nie mia\u0142 w sobie ani cienia tak cz\u0119stej w\u00f3wczas dumy, czy snobizmu, zawsze grzeczny i uprzejmy dla wszystkich, a przytem weso\u0142y, dowcipny, pe\u0142en \u017cycia i temperamentu. Kocha\u0142 bardzo muzyk\u0119 i gra\u0142 dobrze na fortepianie, pomimo, \u017ce si\u0119 tego prawie nie uczy\u0142, a na organach w ko\u015bciele grywa\u0142 bardzo cz\u0119sto i to trudne, klasyczne utwory. Ulubionymi jego kompozytorami byli Beethoven, a na organy Bach, kt\u00f3rego gra\u0142 biegle i z wielkim zrozumieniem.<br \/>\nW m\u0142odo\u015bci mia\u0142 wielkie zami\u0142owanie do roli, kocha\u0142 te\u017c gor\u0105co przyrod\u0119 i by\u0142 niezmiernie wra\u017cliwy na jej pi\u0119kno.<br \/>\nLud wiejski kocha\u0142 te\u017c bardzo, ka\u017cdego ch\u0142opa traktowa\u0142 jak r\u00f3wnego sobie cz\u0142owieka, lubi\u0142 nawet ich towarzystwo. By\u0142 to na og\u00f3\u0142 typ szlachcica &#8211; katolika i ziemianina, kt\u00f3rego \u017cycie by\u0142o kierowane dekalogiem i zasadami honoru. Cz\u0119sto mawia\u0142, \u017ce \u0142atwiej mo\u017cna cz\u0142owiekowi wybaczy\u0107 zbrodni\u0119 pope\u0142nion\u0105 w tzw. \u201eafekcie\u201d, ni\u017c \u201e\u015bwi\u0144stwo pope\u0142nione na zimno, z rozmys\u0142em&#8221;.<br \/>\nPowierzchowno\u015b\u0107 mia\u0142 nasz Ojciec wytworn\u0105, wi\u0119cej ni\u017c \u015bredniego wzrostu, maniery i spos\u00f3b bycia swobodne, cechuj\u0105ce dobrze wychowanego cz\u0142owieka. G\u0142\u00f3wn\u0105 ozdob\u0105&nbsp; Jego rasowej g\u0142owy by\u0142 pi\u0119kny nos, kt\u00f3rym w \u017carcie cz\u0119sto si\u0119 chwali\u0142.<br \/>\nPar\u0119 razy w \u017cyciu widzia\u0142am go w kontuszu.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-284\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"626\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski-192x300.jpg 192w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Stefan Trzecieski w dniu \u015blubu (1895r.)<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Mia\u0142 \u017cupan ze srebrnej lamy, granatowy kontusz z wylotami z bia\u0142ego atlasu, czerwone, safianowe buty, pi\u0119kny pas i delie z sobolowym ko\u0142nierzem oraz taki sam ko\u0142pak. Pi\u0119knie mu w tym by\u0142o i dobrze umia\u0142 ten prze\u015bliczny str\u00f3j nosi\u0107.<br \/>\nOjciec nasz mia\u0142 du\u017c\u0105 zdolno\u015b\u0107 m\u00f3wienia do ludu, kt\u00f3rego dobrze znal i wiedzia\u0142 jak si\u0119 do niego zwraca\u0107, to te\u017c przed pierwszymi wyborami do parlamentu austriackiego, kt\u00f3re si\u0119 odby\u0142y na zasadzie powszechnego prawa wyborczego w r.1907, m\u00f3j ojciec organizowa\u0142 wiece ch\u0142opskie w Dynowie i okolicy i cz\u0119sto s\u0142uchaczy porywa\u0142 za sob\u0105.<br \/>\nOstatni raz widzia\u0142am go m\u00f3wi\u0105cego do t\u0142umu na obchodzie 500 letniej bitwy pod Grunwaldem 14 lipca 1910 r. na rynku w Dynowie, gdy ods\u0142oni\u0119to tam stoj\u0105cy do dzi\u015b pomnik kr\u00f3la W\u0142adys\u0142awa Jagie\u0142\u0142y. Mia\u0142 w\u00f3wczas na sobie pi\u0119kny kontusz w barwach ziemi sanockiej, kt\u00f3ry tu powy\u017cej opisa\u0142am.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; <u><b>Dyn\u00f3w 2.I.1955<\/b><\/u><\/div>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp; Przez dwa tygodnie nie pisa\u0142am tego pami\u0119tnika, bo \u015awi\u0119ta i wyjazd z domu temu przeszkodzi\u0142y. Dzi\u015b powracam do niego i chce skre\u015bli\u0107 pobie\u017cnie sylwetki duchowe mieszka\u0144c\u00f3w dynowskiego dworu z pocz\u0105tku naszego XX stulecia..<br \/>\nMatka moja, Eleonora z Jaxa Chamc\u00f3w Stefanowa Trzecieska<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-285\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/leonia_trezecieska_z_d_chamiec_zona_stefana.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"475\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/leonia_trezecieska_z_d_chamiec_zona_stefana.jpg 300w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/leonia_trezecieska_z_d_chamiec_zona_stefana-189x300.jpg 189w\" sizes=\"auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Eleonora &#8211; Leonia &#8211; Trzecieska, w dniu \u015blubu<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">by\u0142a typem, kt\u00f3rego napr\u00f3\u017cno by\u0142oby szuka\u0107 w obecnych czasach.<br \/>\nUrodzi\u0142a si\u0119 i wychowa\u0142a w Wiedniu dok\u0105d wyemigrowa\u0142 m\u00f3j Dziadek Antoni Jaxa Chamiec po powstaniu 1963 r., w kt\u00f3rym bra\u0142 czynny udzia\u0142 i musia\u0142 z carskiej Rosji ucieka\u0107.<br \/>\nW latach 1902-1908, kt\u00f3re tu opisuje, moja Matka mia\u0142a 30-36 lat. By\u0142a to istota o wybitnej indywidualno\u015bci, serce mia\u0142a gor\u0105ce, potrafi\u0142a kocha\u0107 ludzi a\u017c do zupe\u0142nego zapomnienia o sobie, nie by\u0142o w Niej cienia egoizmu.<br \/>\nInteligencje mia\u0142a zupe\u0142nie wyj\u0105tkow\u0105, interesowa\u0142a si\u0119 nauk\u0105, czyta\u0142a wiele i ci\u0105gle si\u0119 sama uczy\u0142a n.p. nauk przyrodniczych chc\u0105c uzupe\u0142ni\u0107 braki w tej dziedzinie, bo za czas\u00f3w jej m\u0142odo\u015bci zupe\u0142nie ich dziewcz\u0105t nie uczono.<br \/>\nBy\u0142a \u017celaznego wprost zdrowia, uwielbia\u0142a sparta\u0144ski, surowy tryb \u017cycia, nigdy przez ca\u0142e \u017cycie nie s\u0142ysza\u0142am z Jej ust skargi na zm\u0119czenie czy inn\u0105 dolegliwo\u015b\u0107. Mo\u017ce tam czasem i cierpia\u0142a, ale nikt o tym nie wiedzia\u0142. Mia\u0142a o\u015bmioro dzieci, kt\u00f3re urodzi\u0142a wszystkie w starym domu w Dynowie, w tym samym pokoju. Dwie c\u00f3rki, Felcia i Marylka umar\u0142y w dzieci\u0144stwie, a nas sze\u015bcioro si\u0119 wychowa\u0142o tj.: J\u00f3zia, Antek,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">\n<div style=\"text-align: center;\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-286\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/antek_trzecieski_1902.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"443\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/antek_trzecieski_1902.jpg 300w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/antek_trzecieski_1902-203x300.jpg 203w\" sizes=\"auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Antoni Trzecieski 1902<\/div>\n<\/div>\n<div align=\"left\">Kuba,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-287\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_jakub_Trz_1862.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"362\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_jakub_Trz_1862.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/dynow_jakub_Trz_1862-300x217.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Jak\u00f3b Trzecieski z Ernestyn\u0105 1912(?)<\/div>\n<div align=\"left\">Stefcia, Hania i ja.<br \/>\nMiedzy nami ze starszej czw\u00f3rki, do kt\u00f3rej nale\u017celi moi dwaj bracia Antek i Kuba, J\u00f3zia i ja by\u0142o tylko po roku, najwy\u017cej p\u00f3\u0142tora roku r\u00f3\u017cnicy wieku, to tez bawili\u015bmy si\u0119 razem bardzo dobrze.<br \/>\nMama wychowywa\u0142a nas w \u017celaznym wr\u0119cz rygorze, kt\u00f3rego nigdy w \u017cadnej rodzinie nie spotka\u0142am; mowy nie by\u0142o o tym aby m\u00f3g\u0142 kto\u015b z dzieci Mamy nie pos\u0142ucha\u0107, lub opryskliwie Jej odpowiedzie\u0107.<br \/>\nSparta\u0144ski styl \u017cycia, kt\u00f3ry wprowadzi\u0142a w swoim \u017cyciu osobistym stosowa\u0142a i w wychowaniu dzieci. Spali\u015bmy na siennikach i w\u0142osianych twardych poduszeczkach, chodzili\u015bmy od wiosny do jesieni ca\u0142kiem boso, bez \u017cadnych sanda\u0142\u00f3w, musieli\u015bmy je\u015b\u0107 wszystko co nam dawano bez \u017cadnych grymas\u00f3w, kt\u00f3rych Mama nie uznawa\u0142a.<br \/>\nByli\u015bmy ogromnie zahartowani na zimno, wilgo\u0107, upa\u0142. Matka od dzieci\u0144stwa przyzwyczaja\u0142a nas do fizycznej pracy, musieli\u015bmy w 7 mym roku \u017cycia (tj. my dziewczynki) my\u0107 za sob\u0105 naczynie, sprz\u0105ta\u0107 pok\u00f3j, dawa\u0107 sobie rady w codziennym, praktycznym \u017cyciu.<br \/>\nBy\u0142a tez Mama wielbicielk\u0105 sport\u00f3w, w\u00f3wczas jeszcze tak ma\u0142o u nas znanych. Po prostu genialnie lat temu przesz\u0142o 50, przewidzia\u0142a czasy, w kt\u00f3rych nam \u017cy\u0107 przyjdzie; mawia\u0142a zawsze, \u017ce doczekamy czas\u00f3w, w kt\u00f3rych ka\u017cdy b\u0119dzie musia\u0142 sobie samemu dawa\u0107 rady, w kt\u00f3rych nie b\u0119dzie \u017cadnej &#8211; tak licznej w\u00f3wczas \u2013 s\u0142u\u017cby domowej.<br \/>\nZa to, \u017ce nas przyzwyczai\u0142a do twardego \u017cycia, nale\u017cy si\u0119 Jej wdzi\u0119czno\u015b\u0107 i cze\u015b\u0107 dla Jej pami\u0119ci, cho\u0107 nie zazna\u0142y\u015bmy od Niej macierzy\u0144skiej czu\u0142o\u015bci i pieszczot, a nawet cz\u0119sto czu\u0142y\u015bmy si\u0119 pokrzywdzone przez zbytni\u0105 mo\u017ce surowo\u015b\u0107 i wymagania.<br \/>\nRodzice moi pomarli oboje w Dynowie w tym samym ju\u017c \u201enowym domu\u201d, gdzie obecnie mieszkamy.<br \/>\nMatka umar\u0142a po ataku sklerotycznym i po zupe\u0142nie przytomnie odbytej spowiedzi dnia 5 lutego 1947 r. W\u0142a\u015bciwie nie by\u0142a ani jednego dnia chor\u0105, co sobie chyba u Boga wyprosi\u0142a, bo nie znosi\u0142a leczenia si\u0119 i lekarzy ko\u0142o siebie.<br \/>\nOjciec umar\u0142 w 7 lat po Niej 3 lutego 1953 r., w 89 roku \u017cycia, w\u0142a\u015bciwie tez na uwi\u0105d starczy, bo organizm by\u0142 do ostatnich tygodni zdr\u00f3w. On tez na par\u0119 dni przed \u015bmierci\u0105 przyj\u0105\u0142 Sakramenty \u015awi\u0119te, umar\u0142 jednak bez przytomno\u015bci i \u015bwiadomo\u015bci \u015bmierci.<br \/>\nPrzez dwa dni t\u0142umy ludzi modli\u0142y si\u0119 przy Jego Zw\u0142okach, niekt\u00f3rzy dzi\u0119kowali Mu g\u0142o\u015bno za dobrodziejstwa jakie im w \u017cyciu wy\u015bwiadczy\u0142, a pogrzeb, pomimo szalonego mrozu i \u015bnieg\u00f3w dnia 5.II 1953 by\u0142 manifestacja ca\u0142ej ludno\u015bci Dynowa i ho\u0142dem dla jego pami\u0119ci.<br \/>\nMoi Rodzice le\u017c\u0105 oboje w naszym grobowcu rodzinnym na najstarszym cmentarzu Dynowa, obok kaplicy cmentarnej na prawo, pod obeliskiem z wyrytym na nim naszym herbem \u201eStrzemi\u0119\u201d.<br \/>\nTam le\u017c\u0105 te\u017c Rodzice mego Ojca, Zbigniewowie Trzeciescy, m\u00f3j prapradziadek Jak\u00f3b Trzecieski, moje dwie ma\u0142e siostry i moja Ciotka, siostra mojej Matki, Gabryjela z Chamc\u00f3w Radzimi\u0144ska.<br \/>\nW domu naszym by\u0142 ca\u0142y szereg os\u00f3b z tak zwanej w\u00f3wczas s\u0142u\u017cby domowej. Byli to ludzie, kt\u00f3rzy ca\u0142ymi latami u moich Rodzic\u00f3w s\u0142u\u017cyli, a nam dzieciom si\u0119 wydawa\u0142o, \u017ce tworz\u0105 z nami jedn\u0105 rodzin\u0119, jedna ca\u0142o\u015b\u0107, tak, \u017ce wog\u00f3le nie mo\u017cna by\u0142o sobie bez nich naszego dzieci\u0144stwa wyobrazi\u0107.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-288\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefanowa_nianka_1870.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"636\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefanowa_nianka_1870.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefanowa_nianka_1870-189x300.jpg 189w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">Stefanowa, nia\u0144ka Stefana Trzecieskiego1890 (?)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pierwsze miejsce nale\u017cy si\u0119 w tych moich wspomnieniach Tekli Frey i nad jej szlachetn\u0105 postaci\u0105 musze si\u0119 d\u0142u\u017cej zatrzyma\u0107.<br \/>\nTekla Frey by\u0142a to tzw. w\u00f3wczas \u201epanna s\u0142u\u017c\u0105ca\u201d, czyli osoba, kt\u00f3rej g\u0142\u00f3wnym obowi\u0105zkiem by\u0142o us\u0142ugiwanie Pani domu we dworze.<br \/>\nPrzyjecha\u0142a z naszymi Rodzicami do dynowskiego dworu w dniu ich \u015blubu tj. 27 kwietnia 1895 r. i pozosta\u0142a w nim bez przerwy do \u015bmierci tj. 19.X.1936 r. a wiec przez 41 lat. Ca\u0142e Jej \u017cycie to pasmo dni wype\u0142nionych praca dla naszej rodziny, praca pe\u0142na po\u015bwiecenia, bezinteresown\u0105, bo ca\u0142ymi latami nie bra\u0142a \u017cadnego wynagrodzenia za ni\u0105, nigdy si\u0119 o nic dla siebie nie upomina\u0142a.<br \/>\nNas dzieci kocha\u0142a jak matka, wychowa\u0142a nas sze\u015bcioro od urodzenia, po nocach przy niemowl\u0119tach nie sypia\u0142a, piel\u0119gnowa\u0142a w chorobach, zawsze pe\u0142na po\u015bwiecenia, wierna i oddana bez granic.<br \/>\nNazywali\u015bmy J\u0105 Teklu\u0144ci\u0105 albo Tet\u0105 i kochali\u015bmy ca\u0142ym sercem. Teklu\u0144cia by\u0142a ma\u0142ego wzrostu, o inteligentnej, pe\u0142nej uroku twarzy, dobr\u0105 i niemal zawsze pogodn\u0105 i weso\u0142\u0105.<br \/>\nMieszka\u0142a w starym domu w tzw. \u201egarderobie Tety\u201d i tam pod oknem sta\u0142a maszyna do szycia, na kt\u00f3rej szy\u0142a wszystko dla naszej Matki i dla nas. Zajmowa\u0142a si\u0119 bielizn\u0105, garderob\u0105 ca\u0142ego domu, uczy\u0142a dziewcz\u0119ta s\u0142u\u017c\u0105ce pra\u0107, prasowa\u0107, pilnowa\u0142a, aby ka\u017cdy swoje obowi\u0105zki wykonywa\u0142, a o powierzone sobie rzeczy bardziej dba\u0142a ni\u017c o w\u0142asne.<br \/>\nTeklu\u0144cia by\u0142a g\u0142\u0119boko religijn\u0105, co dzie\u0144 przez ca\u0142e swoje pracowite \u017cycie znajdowa\u0142a czas, aby odm\u00f3wi\u0107 ca\u0142y r\u00f3\u017caniec t.j. wszystkie trzy cz\u0119\u015bci. Modli\u0142a si\u0119 wieczorami gdy wychodzi\u0142a z kt\u00f3r\u0105\u015b z dziewcz\u0105t na ulubion\u0105 godzink\u0119 spaceru w pole, otulona peleryn\u0105.<br \/>\nRano zawsze przy pracy \u015bpiewa\u0142a \u201eGodzinki\u201d do Matki Boskiej i za nic nie da la ich sobie przerwa\u0107. Gdy w p\u00f3\u017aniejszych latach zajmowa\u0142a si\u0119 robieniem kawy na \u015bniadanie i dla ka\u017cdego z nas przygotowywa\u0142a osobny garnuszek i imbryczek, te\u017c zawsze \u015bpiewa\u0142a \u201eGodzinki\u201d. Czasem kt\u00f3ra\u015b z nas zapyta\u0142a: \u201eTeklu\u0144ciu, kt\u00f3ra to moja kawa?\u201d, odpowiada\u0142a ruchem g\u0142owy wskazuj\u0105c kt\u00f3r\u0105 wzi\u0105\u0107, ale jednocze\u015bnie \u015bpiewa\u0142a: \u201dOlej wylany, o Maryjo Imi\u0119 Twoje, s\u0142udzy Twoi zakochali si\u0119 bardzo w Tobie\u201d, czy tez inny wiersz hymn\u00f3w godzinkowych.<br \/>\nMia\u0142a te\u017c \u015bliczny, staropolski zwyczaj, \u017ce w chwili, gdy zapala\u0142a naftow\u0105 lamp\u0119 wieczorem, zawsze m\u00f3wi\u0142a: \u201eNiech b\u0119dzie pochwalony Jezus Chrystus\u201d, na znak, \u017ce Chrystus jest \u201d\u015awiat\u0142o\u015bci\u0105 \u015bwiata\u201d.<br \/>\nGdy zaczyna\u0142a kraja\u0107 bochenek chleba zawsze kre\u015bli\u0142a na nim znak krzy\u017ca.<br \/>\nTeklu\u0144cia nauczy\u0142a nas pacierza, ona te\u017c uczy\u0142a nas podczas adwentu kolend i starych pastora\u0142ek, kt\u00f3re \u015bpiewa\u0142a \u015bwie\u017cym, mi\u0142ym g\u0142osem. Umia\u0142a te\u017c du\u017co starych, polskich piosenek o romantyczno-sentymentalnym zabarwieniu, kt\u00f3rych dzi\u015b ju\u017c nikt nie \u015bpiewa, a kt\u00f3re mia\u0142y tyle uroku, poezji i \u015bwie\u017co\u015bci.<br \/>\nS\u0142u\u017cba w domu nazywa\u0142a J\u0105 \u201e Panna\u201d i cz\u0119sto krytykowa\u0142a, mo\u017ce, dlatego \u017ce zbyt dba\u0142a o dobro \u201e Pa\u0144stwa\u201d, zbyt wiernie temu \u201ePa\u0144stwu\u201d s\u0142u\u017cy\u0142a.<br \/>\nBy\u0142a doskona\u0142ym pedagogiem, dziewcz\u0119ta w garderobie, kt\u00f3rych zawsze w okresie naszego dzieci\u0144stwa by\u0142o kilka, t.j. nia\u0144ka, praczka, pokoj\u00f3wka, ba\u0142y si\u0119 Jej ale i lubi\u0142y J\u0105 bardzo, bo cho\u0107 by\u0142a surow\u0105 ale i sprawiedliw\u0105 dla nich.<br \/>\nBy\u0142a to osoba pochodzenia niemieckiego, wnuczka kolonist\u00f3w z Le\u017cajska, a wychowanka pp. Adam\u00f3w Krechowieckich ze Lwowa. (Adam Krechowiecki, powie\u015bciopisarz i przyjaciel Henryka Sienkiewicza). Teklu\u0144cia w m\u0142odo\u015bci widywa\u0142a Sienkiewicza u Krechowieckich i by\u0142a \u017carliw\u0105 wielbicielk\u0105 jego powie\u015bci, g\u0142\u00f3wnie \u201eQvo vadis\u201d i \u201e Trylogii\u201d.<br \/>\nPomimo niemieckiego pochodzenia by\u0142a gor\u0105c\u0105 patriotk\u0105 polsk\u0105 i nie lubi\u0142a, gdy kto\u015b o jej niemieckim pochodzeniu wspomina\u0142.<br \/>\nW p\u00f3\u017aniejszych latach, gdy\u015bmy ju\u017c doro\u015bli, zmieni\u0142a swe obowi\u0105zki z \u201e panny s\u0142u\u017c\u0105cej\u201d i wychowawczyni niemowl\u0105t, i sta\u0142a si\u0119 prawa r\u0119ka mojej Matki, ca\u0142e gospodarstwo kobiece spoczywa\u0142o na jej g\u0142owie. Bezwzgl\u0119dnie uczciwa pilnowa\u0142a te\u017c i inn\u0105 s\u0142u\u017cb\u0119, aby kto\u015b czego\u015b nie ukrad\u0142 czy nie zniszczy\u0142.<br \/>\nBy\u0142a w ustawicznej \u201ewojnie\u201d z&nbsp; tzw. \u201e Kreden\u015bnikami\u201d, czyli lokajem i ch\u0142opcami kredensowymi, bo uwa\u017ca\u0142a, \u017ce oni niszcz\u0105 bielizn\u0119 sto\u0142ow\u0105, o kt\u00f3ra ona ogromnie dba\u0142a.<br \/>\nMoja Matka wychodz\u0105c zam\u0105\u017c dosta\u0142a \u015bliczn\u0105 wypraw\u0119 robion\u0105 w Wiedniu u Beyera. By\u0142y to ca\u0142e tuziny osobistej bielizny z lnianego, belgijskiego p\u0142\u00f3tna haftowane r\u0119cznie, tuziny prze\u015bcierade\u0142, obrus\u00f3w i serwet adamaszkowych, suknie, pi\u0119kne futra itp. Wyprawa ta mie\u015bci\u0142a si\u0119 w kilku szafach, do kt\u00f3rych tylko Teta mia\u0142a przyst\u0119p.<br \/>\nPo praniu wi\u0105za\u0142a bielizn\u0119 r\u00f3\u017cowymi wst\u0105\u017ckami w tuziny!!!! I przez 19 lat nie brakowa\u0142a ani jedna sztuka. Dopiero wszystko przepad\u0142o w ca\u0142o\u015bci podczas pierwszej wojny \u015bwiatowej w 1914 r.<br \/>\nTak\u0105 by\u0142a nasza kochana, wierna, niezapomniana Teklu\u0144cia.<br \/>\nPo naszym zam\u0105\u017cp\u00f3j\u015bciu by\u0142a u mnie przez p\u00f3\u0142 roku, gdy si\u0119 m\u00f3j Stefanek urodzi\u0142 i piel\u0119gnowa\u0142a go w ten sam serdeczny, troskliwy spos\u00f3b co i nas. Jakby si\u0119 teraz cieszy\u0142a gdyby Go teraz widzia\u0142a ksi\u0119dzem, odprawiaj\u0105cym Msz\u0119 \u015aw.<br \/>\nTeklu\u0144cia biedna umar\u0142a na raka w \u017co\u0142\u0105dku 19.X.1936 r. Podobno nie chcia\u0142a si\u0119 leczy\u0107, nie skar\u017cy\u0142a si\u0119 nigdy, nie chcia\u0142a swoja choroba nikomu najmniejszej przykro\u015bci zrobi\u0107.<br \/>\nNiech Jej pan B\u00f3g hojnie zap\u0142aci za \u017cycie ofiarne, za jej szlachetno\u015b\u0107 i dobro\u0107. Le\u017cy na cmentarzu \u201e \u015brednim\u201d w Dynowie, gdzie ma skromny nagrobek z napisem: \u201eTekla Frey\u201d \u201e Przesz\u0142a przez \u017cycie dobrze czyni\u0105c\u201d.<br \/>\nDrug\u0105 postaci\u0105 nieod\u0142\u0105czn\u0105 od dynowskiego dworu by\u0142 Marcin Siekaniec, furman, kt\u00f3ry s\u0142u\u017cy\u0142 w naszej rodzinie przesz\u0142o 60 lat, bo przyszed\u0142 do s\u0142u\u017cby jako ch\u0142opak stajenny maj\u0105c 14 lat, na p\u00f3\u0142 roku przed urodzeniem mego Ojca na wiosn\u0119 w 1864 r, a obowi\u0105zki furmana pe\u0142ni\u0142 bez przerwy do 1922 r. Potem dosta\u0142 od mego Ojca pe\u0142n\u0105 emerytur\u0119, ale pracowa\u0107 ju\u017c nie m\u00f3g\u0142.<br \/>\nBy\u0142 to typowy dworski furman, wielki mi\u0142o\u015bnik koni, doskonale powozi\u0142, je\u017adzi\u0142 konno, dba\u0142 o dobry wygl\u0105d koni.<br \/>\nStajnia tzw. \u201e cugowa\u201d czyli wyjazdowa w latach 1902-1908 mie\u015bci\u0142a 3 pary koni \u201e cugowych\u201d czyli do wyjazdu, 2 klacze wierzchowe i ogiera tzw. \u201erz\u0105dowego\u201d.<br \/>\nBy\u0142o to najmilsze miejsce pobytu nas dzieci. Marcin puszcza\u0142 nas do wozowni, gdzie mo\u017cna by\u0142o si\u0119 bawi\u0107, siedzie\u0107 w karecie lub na saniach. W stajni konie sta\u0142y w tzw. \u201eboxach\u201d, w zimie nakryte \u017c\u00f3\u0142tymi kocami i takim samym kocem by\u0142o nakryte \u0142\u00f3\u017cko Marcina.<br \/>\nUnosi\u0142 si\u0119 w tej stajni charakterystyczny zapach koni, siana i ten sam zapach przynosi\u0142 ze sob\u0105 Marcin, gdy przychodzi\u0142 po co\u015b do mego Ojca, do kancelarji. Nie wyobra\u017cali\u015bmy sobie, aby furman m\u00f3g\u0142 si\u0119 nazywa\u0107 inaczej ni\u017c Marcin, to te\u017c, gdy\u015bmy raz przyjechali do Lwowa, to m\u00f3j brat, 5 letni Antek na widok konnych doro\u017cek dworcu, zawo\u0142a\u0142: \u201dCo tu Marcin\u00f3w!\u201d<br \/>\nMarcin nosi\u0142 zawsze furma\u0144sk\u0105 czapk\u0119 ceratow\u0105, a w lecie liberi\u0119 w paski z herbowymi guzikami. By\u0142 zawsze w dobrym humorze, \u0142agodny i mi\u0142y. Z moim Ojcem, kt\u00f3rego zna\u0142 od dziecka przekomarza\u0142 si\u0119 cz\u0119sto; gdy Ojciec, kt\u00f3ry zawsze bardzo ostro konie trzyma\u0142 przy powo\u017ceniu, zwraca\u0142 mu uwag\u0119: \u201e Marcin, jak ty jedziesz, lejce ci chlapi\u0105\u201d, odpowiada\u0142:\u201d ciekaw jestem kto kogo uczy\u0142 powozi\u0107\u201d.<br \/>\nJa, siedmioletnie dziecko, je\u017adzi\u0142am na kucu, kt\u00f3rego Marcin prowadzi\u0142 za uzd\u0119 po ogrodzie. Zawsze przytem droczy\u0142 si\u0119 z ogrodnikiem, kt\u00f3rego nazywa\u0142\u201d badylarzem\u201d, a gdy widzia\u0142 przed \u201egarderob\u0105\u201d Teklu\u0144ci\u0119 besztaj\u0105c\u0105 kt\u00f3r\u0105\u015b z garderobianych dziewcz\u0105t, mrucza\u0142: \u201e Oho, ju\u017c panna dziewki spowiada\u201d<br \/>\nW lecie je\u017adzili\u015bmy z Marcinem du\u017cym w\u00f3zkiem bez resor\u00f3w do k\u0105pieli do Sanu, w zimie saniami na Igioz\u0119 na \u015blizgawk\u0119 i zawsze tylko Marcin przypina\u0142 nasze \u0142y\u017cwy.<br \/>\nCzasem Marcin, w granatowym liberyjnym p\u0142aszczu zaje\u017cd\u017ca\u0142 powozem, gdy Rodzice jechali w s\u0105siedztwo, ale najcz\u0119\u015bciej widywano go na tzw. tarantasie, na kt\u00f3rym je\u017adzi\u0142 z moim Ojcem w pole par\u0105 kr\u0119pych koni, z kt\u00f3rych jeden nazywa\u0142 si\u0119 \u201e Ch\u0142op\u201d, a drugi \u201e Stadnicki\u201d.<br \/>\nPami\u0119tam doskonale czasy, gdy w Dynowie nie by\u0142o kolei i gdy si\u0119 je\u017adzi\u0142o do najbli\u017cszej stacji kolejowej, kt\u00f3ra by\u0142 Przemy\u015bl. W tym czasie by\u0142o wi\u0119cej koni cugowych, kt\u00f3re w fachowych r\u0119kach Marcina zawsze doskonale chodzi\u0142y.<br \/>\nOstatni raz Marcin siedzia\u0142 na ko\u017ale, gdy wi\u00f3z\u0142 mie do \u015blubu 11.X.1921 r.<br \/>\nW par\u0119 lat potem umar\u0142 jeden z ostatnich przedstawicieli starej, wiernej s\u0142u\u017cby. Zostawi\u0142 liczn\u0105 rodzin\u0119, bo 12 dzieci z kt\u00f3rych kilkoro mieszka jeszcze dzi\u015b w Dynowie.<br \/>\nW latach, kt\u00f3re tu opisuje Rodzice moi hodowali oko\u0142o 80 sztuk byd\u0142a. Dozorc\u0105 stajni by\u0142 Benedykt Skubisz nazywany zawsze krotko Benedyk lub Benedycio.. By\u0142 to ogromnie sympatyczny typ dworskiego s\u0142ugi: niezmiernie uczciwy, zawsze weso\u0142y i ogromnie dowcipny. \u015awietnie zna\u0142 si\u0119 na bydle i cz\u0119sto by\u0142 u\u017cywany wokolicy do chorych kr\u00f3w.<br \/>\nMia\u0142 pod swoja komenda pi\u0119\u0107 dziewcz\u0105t stajennych, kt\u00f3re trzyma\u0142 kr\u00f3tko, ale by\u0142 lubiany dla swojej weso\u0142o\u015bci.<br \/>\nChodzi\u0142y\u015bmy z Matk\u0105 prawie co dzie\u0144, w po\u0142udnie do podoju, do du\u017cej tzw. \u201dnowej\u201d stajni. Matka zapisywa\u0142a na tablicy ilo\u015b\u0107 udojonego mleka, legawiec \u201e Bravo\u201d ch\u0142epta\u0142 pian\u0119 z mleka, kt\u00f3r\u0105 mu kt\u00f3ra\u015b z dziewcz\u0105t z \u0142aski chlapn\u0119\u0142a na betonow\u0105 posadzk\u0119.<br \/>\nBenedyk cz\u0119sto cz\u0119stowa\u0142 nas swoim obiadem, kt\u00f3ry mu \u017cona przynosi\u0142a w tzw. \u201ddwojaczkach\u201d. By\u0142y to dwa garnuszki gliniane z\u0142\u0105czone ze sob\u0105, dzie\u0142o jakiego\u015b domoros\u0142ego garncarza.<br \/>\nNic nam tak nie smakowa jak pierogi, lub kapusta przyrz\u0105dzona przez star\u0105 \u201e Benedyczk\u0119\u201d.<br \/>\nBenedykt s\u0142u\u017cy\u0142 u moich Rodzic\u00f3w przez lat niemal 40, zawsze obowi\u0105zkowy, sumienny i nieskazitelnie uczciwy.<br \/>\nD\u0142ugoletnim s\u0142ug\u0105 by\u0142 te\u017c Karol Kasprowicz, kt\u00f3ry przepracowa\u0142 u nas te\u017c oko\u0142o 40 lat. Poniewa\u017c by\u0142 dosy\u0107 mrukliwego usposobienia, wi\u0119c ma\u0142o z nim mieli\u015bmy styczno\u015bci, ale swoj\u0105 drog\u0105 ku\u017ania dworska, kt\u00f3ra sta\u0142a pomi\u0119dzy spichlerzem a domem Karbownika Sikory, zawsze nas n\u0119ci\u0142a swoj\u0105 pewn\u0105 tajemniczo\u015bci\u0105: czarno w niej by\u0142o, tylko iskry tryska\u0142y z \u017celaza na kowadle, gdy Kasprowicz ku\u0142 podkowy, a w k\u0105cie le\u017ca\u0142y stosy rozmaitego \u017celaziwa niewiadomego dla nas przeznaczenia.<br \/>\nKasprowicz zajmowa\u0142 si\u0119 te\u017c maszynami rolniczymi, kt\u00f3rych by\u0142o u nas &#8211; jak na owe czasy &#8211; du\u017co: kosiarki, \u017cniwiarka, siewniki, motor benzynowy, cyrkularka do ciecia drzewa itp.<br \/>\nTzw. karbownikiem, czyli tym, kt\u00f3remu powierzony by\u0142 sam folwark, spichlerz, inwentarz, by\u0142 przez nieomal lat 40 Marcin Sikora, ulubieniec mego Ojca, o ogorza\u0142ej twarzy i sumiastych w\u0105sach, a tzw. \u201epolnym\u201d- Turczak i Kasprzycki.<br \/>\nWspomnia\u0142am tu ju\u017c o d\u0142ugoletnim ogrodniku, kt\u00f3rym by\u0142 Gubernat. M\u00f3j Ojciec mawia\u0142 o nim, \u017ce si\u0119 min\u0105\u0142 z powo\u0142aniem, bo powinien by\u0142 zosta\u0107 inspektorem hodowli byd\u0142a, poniewa\u017c maj\u0105c s\u0142abowita \u017con\u0119, sam si\u0119 swoj\u0105 krow\u0105 zajmowa\u0142 i cz\u0119sto do niej chodzi\u0142.<br \/>\nMoja Matka z ca\u0142ej s\u0142u\u017cby najlepiej lubi\u0142a kucharza Wojciecha K\u0142ysza. By\u0142 to bardzo dobry cz\u0142owiek, ale pijaczyna, kt\u00f3ry cz\u0119sto wraca\u0142 pijany z szynku, \u201e od Szperlinga\u201d, gdzie by\u0142 codziennym go\u015bciem.<br \/>\nMama mu to wybacza\u0142a, bo by\u0142 nam bardzo \u017cyczliwy i do rodziny naszej przywi\u0105zany.<br \/>\nPami\u0119tam codzienny ranny obrazek: Mama z legawcem \u201eBrawem\u201d i p\u0119kiem kluczy, a za ni\u0105 Wojtek K\u0142ysz w bia\u0142ym fartuchu i w bia\u0142ej kucharskiej czapce, za nim kuchcik i \u201e gospodyni czeladna\u201d z rondlami do \u201ewybioru\u201d, czyli wydawania ze spi\u017carni co by\u0142o potrzebne na ca\u0142y dzie\u0144.<br \/>\nW latach, o kt\u00f3rych pisz\u0119, by\u0142o nas na wikcie oko\u0142o 40 os\u00f3b, bo opr\u00f3cz naszej rodziny i s\u0142u\u017cby domowej, by\u0142y te\u017c dziewcz\u0119ta stajenne, Kowalczyk, dw\u00f3ch ogrodniczk\u00f3w i ch\u0142opiec stajenny.<br \/>\nDla s\u0142u\u017cby folwarcznej gotowa\u0142a gospodyni czeladna w kuchni czeladnej.<br \/>\nLubi\u0142am tam czasem zagl\u0105da\u0107 na \u017cytni \u017cur, kt\u00f3ry Katarzyna Kucz umia\u0142a dobrze przyrz\u0105dza\u0107.<br \/>\nGdy ja mia\u0142am lat 6 przyjecha\u0142a do nas Francuska, Ernestyna Osiral. Zaanga\u017cowa\u0142 ja w Wiedniu nasz dziadek Chamiec. By\u0142a to 20 letnia przystojna dziewczyna, z warkoczem do ziemi, ale nam wydawa\u0142a si\u0119 stara i niesympatyczna, a do tego bali\u015bmy si\u0119 jej towarzystwa, bo nie umia\u0142a ani s\u0142owa po polsku, a my ani s\u0142owa po francusku.<br \/>\nKazano si\u0119 nam z ni\u0105 bawi\u0107 ca\u0142y dzien. J\u00f3zia ucieka\u0142a przed ni\u0105 w krzaki, na \u201ehu\u015btawce\u201d odmawia\u0142y\u015bmy nawet \u201enowenny\u201d w \u201ezbo\u017cnym\u201d celu, aby dosta\u0142a \u201e influency\u201d, jak dawniej nazywano gryp\u0119, s\u0142owem biedna dziewczyna, nie mia\u0142a z nami s\u0142odkiego \u017cycia.<br \/>\nPo kilku jednak miesi\u0105cach my dwie starsze m\u00f3wi\u0142y\u015bmy nieomal p\u0142ynie po francusku, a i Antek r\u00f3wnie\u017c, tylko Kuba, w \u017caden spos\u00f3b nie da\u0142 si\u0119 tego j\u0119zyka nauczy\u0107, kt\u00f3rym mia\u0142 p\u00f3\u017aniej &#8211; mieszkaj\u0105c w Belgii &#8211; ca\u0142e \u017cycie m\u00f3wi\u0107.<br \/>\nErnestyn\u0119 polubili\u015bmy z czasem bardzo, a i ona przywi\u0105za\u0142a si\u0119 do nas i pozosta\u0142a na sta\u0142e wyszed\u0142szy zam\u0105\u017c w roku 1910 za naszego rz\u0105dc\u0119 Pi\u0105tkowskiego.<br \/>\nS\u0142u\u017cba nazywa\u0142a j\u0105 \u201e panna marmuazela Agrestyna\u201d.<br \/>\nCi wszyscy ludzie, o kt\u00f3rych tu wspomina\u0142am od dawna ju\u017c w grobie; z\u0142o\u017cy\u0142o si\u0119 tak, \u017ce m\u00f3j Ojciec prze\u017cy\u0142 wszystkich, kt\u00f3rzy z nim pracowali.<br \/>\nStosunek do s\u0142u\u017cby by\u0142 w naszym domu oparty z naszej strony na \u017cyczliwo\u015bci. Rodzice moi nie mieli w sobie ani \u015bladu snobizmu, wynios\u0142o\u015bci i pychy, Ojciec ze s\u0142u\u017cb\u0105 \u017cartowa\u0142, opowiada\u0142 dykteryjki ze zdarze\u0144 z ich \u017cycia, a cho\u0107 cz\u0119sto &#8211; b\u0119d\u0105c natury porywczy &#8211; beszta\u0142 i krzycza\u0142, ale nigdy nikogo s\u0142owem czy te\u017c post\u0119pkiem nie skrzywdzi\u0142.<br \/>\nLudzie s\u0142u\u017cyli u nas latami, nawet dorabiali si\u0119, wychowywali bardzo du\u017co dzieci, z kt\u00f3rych wiele dzi\u015b jeszcze \u017cyje w Dynowie i te czasy pami\u0119ta.<br \/>\nFornale mieszkali z rodzinami w du\u017cym starym budynku nad rzeczk\u0105 poni\u017cej obecnego, nowego mostu, nazywanym \u201e browarem\u201d. By\u0142 tam oko\u0142o 1870 roku rzeczywi\u015bcie browar, w kt\u00f3rym stary \u017cyd wyrabia\u0142 piwo. Gdy by\u0142 zaspany wo\u0142a\u0142 na swojego pomocnika: \u201eFranciszku pali?\u201d- \u201ePali\u201d- odpowiada\u0142&nbsp; Franciszek &#8211; \u201e ko\u0142uje?\u201d- ko\u0142uje. \u201e Dobrze, dobrze, misiaj, misiaj (czyli: mieszaj).\u201d<br \/>\nZa mego dzieci\u0144stwa budynek ten nadal nazywano \u201ebrowarem\u201d, cho\u0107 w nim ju\u017c nikt nie ko\u0142owa\u0142, ani \u201emisia\u0142\u201d piwa. Wychowywa\u0142y si\u0119 w nim roje dzieci; raz \u2013 pami\u0119tam &#8211; m\u00f3j Ojciec naliczy\u0142 ich 70-ro.<br \/>\nA teraz skolei chc\u0119 opisa\u0107 nasze \u017cycie w latach 1902-1908 t.j. gdy ja mia\u0142am 6-12 lat. Pami\u0119tam te czasy doskonale, a \u017ce nasze \u017cycie by\u0142o \u015bci\u015ble zwi\u0105zane z \u017cyciem Ko\u015bcio\u0142a z jednej strony, a przyrod\u0105 z drugiej, przeto zaczn\u0119 od pocz\u0105tku Roku Ko\u015bcielnego.<br \/>\nAdwent! D\u0142ugie wieczory, na dworze wiatr, gruda, czasami sanna, a czasem tylko \u015bwiat \u015bniegiem przypruszony. Wieczorami siedzieli\u015bmy w pokoju jadalnym gdzie m\u00f3j Ojciec dawa\u0142 J\u00f3zi i mnie lekcje pisania. Stary s\u0142u\u017c\u0105cy Bazyli, tzw.&nbsp; \u201eBazio\u201d kiwa\u0142 nad nami g\u0142owa i wypowiada\u0142 pesymistyczne zdanie: \u201dju\u017c ja w moim sercu czuj\u0119, \u017ce ty si\u0119 nigdy nie nauczysz pisa\u0107\u201d. Po lekcji sz\u0142y\u015bmy do biblioteki i tam przy poczciwej lampie naftowej woko\u0142o du\u017cego sto\u0142u siadali\u015bmy z Matk\u0105, kt\u00f3ra nam pokazywa\u0142a obrazki i ryciny. Ojciec cz\u0119sto grywa\u0142 na fortepianie, przewa\u017cnie walce z niepor\u00f3wnanym temperamentem i wyczuciem rytmu. My\u015bmy skakali cz\u0119sto po kanapie i fotelach, a\u017c Ojciec wstawa\u0142 od fortepianu z uwag\u0105, \u017ce \u201eu nas dzieci wszystkie meble zniszcz\u0105\u201d.<br \/>\nWieczorami odbywa\u0142y si\u0119 tez tzw. \u201esesje gospodarskie\u201d w kancelarji mego Ojca.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-289\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski_1900.jpg\" alt=\"\" width=\"400\" height=\"626\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski_1900.jpg 400w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stefan_trzecieski_1900-192x300.jpg 192w\" sizes=\"auto, (max-width: 400px) 100vw, 400px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">Stefan Trzecieski 1900 r.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Przychodzili na nie: karbownik Sikora, ekonom z Igiozy, Rado\u0144 z ogromnym, czerwonym nosem, i zaczyna\u0142o si\u0119 omawianie prac na dzie\u0144 nast\u0119pny. Czasami Ojciec si\u0119 z\u0142o\u015bci\u0142, czasami \u017cartowa\u0142 i przekomarza\u0142 ze swoim folwarcznym sztabem. Na du\u017cym ceratowym fotelu chrapa\u0142 \u201eBrawo\u201d, czasem pali\u0142 si\u0119 ogie\u0144 na kominku, a my\u015bmy wygl\u0105dali, czy pod oszklonymi drzwiami prowadz\u0105cymi na ganeczek nie stoi bia\u0142a posta\u0107 \u015aw. Miko\u0142aja ze z\u0142otym pastora\u0142em w r\u0119ku.<br \/>\nPami\u0119tam te\u017c te ranki adwentowe, r\u00f3\u017cowe od zorzy przegl\u0105daj\u0105cej si\u0119 mi\u0119dzy pniami naszego \u201dsosnowego lasku\u201d. My\u015bmy byli pewni, \u017ce niebo czerwieni si\u0119 od tego, \u017ce Matka Boska piecze pierniki w niebieskim piecu dla dzieci na \u015aw. Miko\u0142aja i Gwiazdk\u0119.<br \/>\n\u015awi\u0119tym Miko\u0142ajem by\u0142 zawsze m\u00f3j Ojciec; gra\u0142 go doskonale, a nam serca bi\u0142y ze wzruszenia gdy wchodzi\u0142 do przyciemnionego jadalnego pokoju we wspania\u0142ym ornacie, z\u0142otej infule i g\u0142\u0119bokim basem zaczyna\u0142: \u201e Jak si\u0119 macie moje dzieci?\u201d Nazajutrz budzili\u015bmy si\u0119 ciemn\u0105 noc\u0105, zanim ludzie szli na \u201eroraty\u201d, aby zobaczy\u0107 co \u015bw. Miko\u0142aj po\u0142o\u017cy\u0142 ko\u0142o \u0142\u00f3\u017cek. Cudne chwile pe\u0142nego szcz\u0119\u015bcia, beztroskiej rado\u015bci, gdy dzieci z okrzykami pokazywa\u0142y sobie lalki, ksi\u0105\u017cki, inne zabawki, s\u0142odycze od \u015bw. Miko\u0142aja.<br \/>\nAdwent mija\u0142 w oczekiwaniu na Bo\u017ce Narodzenie, kt\u00f3re w czasach mego dzieci\u0144stwa by\u0142o u nas obchodzone z zachowaniem wszystkich przecudnych zwyczaj\u00f3w i tradycji wsi i dworu polskiego.<br \/>\nNa \u015bwi\u0119ta przyje\u017cd\u017cali zawsze nasi dziadkowie, t.j. rodzice mojej Matki: Antoni Jaxa Chamiec<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-290\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/antoni_chamiec.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"400\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/antoni_chamiec.jpg 300w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/antoni_chamiec-225x300.jpg 225w\" sizes=\"auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">i jego \u017cona Ludwika.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-291\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/ludwika_jaxa_chamiec_1891.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"469\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/ludwika_jaxa_chamiec_1891.jpg 300w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/ludwika_jaxa_chamiec_1891-192x300.jpg 192w\" sizes=\"auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Byli to w tym czasie ludzie jeszcze w pe\u0142ni si\u0142, dziadzio mia\u0142 przesz\u0142o 60 lat, babcia by\u0142a o 13 lat m\u0142odsza. Ludzie o wysokiej kulturze, kt\u00f3rzy sp\u0119dzili \u017cycie w najwytworniejszych \u015brodowiskach Wiednia i Lwowa; mieli we Lwowie \u0142adn\u0105 will\u0119 przy ul. Technickiej i pi\u0119kny maj\u0105tek ziemski, Skowiaty\u0144, na po\u0142udniowym Podolu. Dziadek by\u0142 pos\u0142em do Parlamentu Austriackiego i Sejmu Galicyjskiego oraz Prezesem tzw. Wydzia\u0142u Krajowego we Lwowie.<br \/>\nDziadek kocha\u0142 nas bardzo, przywozi\u0142 nam cz\u0119sto prze\u015bliczne zabawki, o kt\u00f3rych obecne dzieci nawet poj\u0119cia mie\u0107 nie mog\u0105, pozwala\u0142 si\u0119 nam dr\u0119czy\u0107 i bawi\u0142 si\u0119 z nami jak dziecko.<br \/>\nBabcia by\u0142a ma\u0142ego wzrostu, t\u0119ga, zawsze pi\u0119knie ubrana, z brylantowymi \u201ebutonami\u201d w uszach. Nie by\u0142a tak przez nas kochana jak dziadzio, ale i ona pozostawi\u0142a po sobie dobre wspomnienie i &#8211; szczeg\u00f3lnie w latach p\u00f3\u017aniejszych &#8211; nauczyli\u015bmy si\u0119 j\u0105 ceni\u0107.&nbsp; Przyje\u017cd\u017ca\u0142a tez z nimi na \u015bwi\u0119ta a\u017c do 1906 roku ich m\u0142odsza c\u00f3rka, Kochana Ciocia Gabryjelka (p\u00f3\u017aniejsza Radzimi\u0144ska). Dom si\u0119 zape\u0142nia\u0142, w salonie lokaj zapa\u0142a\u0142 kominek oraz od\u015bwi\u0119tn\u0105 lamp\u0119 kryszta\u0142ow\u0105 z r\u00f3\u017cowym kloszem, wyjmowano srebro sto\u0142owe, porcelan\u0119 w niebieskie kwiatki, urz\u0105dzano pokoje go\u015bcinne.<br \/>\nNa par\u0119 dni przed \u015bwi\u0119tami okna w bibliotece by\u0142y zas\u0142oni\u0119te p\u0142\u00f3ciennymi storami, a drzwi na klucz zamkni\u0119te. Chodzili\u015bmy zemocjonowani i niespokojni, czy anio\u0142ki przynios\u0105 drzewko.<br \/>\nMusz\u0119 tu doda\u0107, \u017ce dzi\u015b panuje s\u0142uszne przekonanie i wszyscy ksi\u0119\u017ca je podzielaj\u0105, \u017ce nie powinno si\u0119 dzieciom m\u00f3wi\u0107, ze to Anio\u0142ki przynosz\u0105 drzewko, bo dziecko \u0142\u0105czy prze\u017cycie religijne z k\u0142amstwem i pr\u0119dzej czy p\u00f3\u017aniej przekonuje si\u0119, \u017ce go ok\u0142amano. U wielu dzieci mo\u017ce to wywo\u0142a\u0107 wstrz\u0105s moralny i nawet \u017cal do rodzic\u00f3w za to, \u017ce je oszukiwano.<br \/>\nWili\u0105 wilii, rano na bufecie w jadalni le\u017ca\u0142a ju\u017c monumentalna strucla, prawie metrowej d\u0142ugo\u015bci, a w k\u0105tach pokoju sta\u0142y snopy zbo\u017ca. Wo\u0142ano te\u017c nas zawsze do kuchni, gdzie w du\u017cym \u201eszafliku\u201d, czyli cebrze p\u0142ywa\u0142y ryby z Sanu: kolosalne szczupaki, liny i karpie ze stawu.<br \/>\nDziadek, kt\u00f3ry znakomicie znal francuski j\u0119zyk i cz\u0119sto w rodzinie go u\u017cywa\u0142, droczy\u0142 si\u0119 z nami: \u201e Je ne vois pas de preparatifs. Nie widz\u0119 przygotowa\u0144\u201d. Nie wiadomo co b\u0119dzie z drzewkiem? Czasami Ciocia Gabryjelka cieniutkim g\u0142osikiem \u015bpiewa\u0142a kolendy w bibliotece, a my\u015bmy przez dziurk\u0119 od klucza zagl\u0105dali, chc\u0105c podpatrze\u0107 te duchy niebieskie.<br \/>\nW dzie\u0144 wilii obiadu si\u0119 nie jad\u0142o, tylko jakie\u015b pieczone kartofle i sardynki, a wcze\u015bnie po po\u0142udniu Teklu\u0144cia bra\u0142a nas do dziecinnych pokoi, aby nas ubra\u0107 w od\u015bwi\u0119tne sukienki, cz\u0119sto prezenty od dziadzia z Wiednia.<br \/>\nByli\u015bmy wtedy wzorowo grzeczni i spokojni; w zielonym saloniku wtuleni w k\u0105t za pluszowym, zielonym stolikiem, oczekiwali\u015bmy b\u0142ogos\u0142awionej chwili wilii.<br \/>\nPrzychodzili ksi\u0119\u017ca: Ks. Proboszcz Gabryel Sa\u0142ustowicz,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-292\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/proboszcz_gabryel_salustowicz.jpg\" alt=\"\" width=\"350\" height=\"539\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/proboszcz_gabryel_salustowicz.jpg 350w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/proboszcz_gabryel_salustowicz-195x300.jpg 195w\" sizes=\"auto, (max-width: 350px) 100vw, 350px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">ks. Katecheta Drzewicki. O sz\u00f3stej zbierano si\u0119 w jadalni. Mam w oczach wyra\u017anie ten d\u0142ugi, niski pok\u00f3j, na \u015bcianach pociemnia\u0142e portrety, d\u0142ugi st\u00f3\u0142 nakryty pi\u0119knym obrusem, siano pod nim, \u0142adne, srebrne kandelabry i bia\u0142e op\u0142atki na strucli na \u015brodku sto\u0142u.<br \/>\nRodzice brali op\u0142atki i \u0142amali si\u0119 nimi ze wszystkimi, a potem szli do s\u0142u\u017cby, kt\u00f3ra by\u0142a zebrana przy swoim stole wigilijnym w \u201eKredensie\u201d.<br \/>\nMenu wieczerzy wigilijnej sk\u0142ada\u0142o si\u0119 z tradycyjnych potraw jak zupa rybna, barszcz, kilka rodzaj\u00f3w ryb, z kt\u00f3rych niekt\u00f3re by\u0142y tak du\u017ce, \u017ce je podawano nie na p\u00f3\u0142miskach, ale na deskach owini\u0119tych serwet\u0105. By\u0142 te\u017c kompot z suchych \u015bliwek, kutia z pszenicy i hiszpa\u0144ski tort.<br \/>\nWedle tradycji mia\u0142o by\u0107 12 potraw, ale przesz\u0142o polowa odchodzi\u0142a nietkni\u0119ta do Kredensu dla s\u0142u\u017cby, kt\u00f3ra podczas wilii wielkim g\u0142osem kolendowa\u0142a.<br \/>\nPod koniec wilii, my dzieci, ju\u017ce\u015bmy nie mogli nic je\u015b\u0107, a oczy nasze by\u0142y wlepione w drzwi biblioteki. Jeszcze chwila po wilii, jeszcze moment ciszy i nagle srebrzysty d\u017awi\u0119k dzwonka, niezapomniany do dzi\u015b i drzwi biblioteki otwiera\u0142y si\u0119 szeroko.<br \/>\nDrzewko jak zjawisko nieziemskie ukazywa\u0142o si\u0119 naszym zachwyconym oczom. Ale bo tez to by\u0142o drzewko, o kt\u00f3rym obecne dzieci marzy\u0107 nie mog\u0105. Wysokie do sufitu, spowite w b\u0142yszcz\u0105ce z\u0142ote i srebrne \u0142a\u0144cuchy, obwieszone cudnym \u015bwiecide\u0142kami mieni\u0105cymi si\u0119 jak t\u0119cza. Z\u0142ocone orzechy, koszyczki ze srebrnej siatki, gwiazdy, postacie anielskie, cukierki owini\u0119te w kolorowy staniol, du\u017ce korale z b\u0142yszcz\u0105cego szk\u0142a, ptaszki, zwierz\u0105tka z czekolady i marcepanu, kolorowe \u015bwieczki, to wszystko czyni\u0142o z pachn\u0105cej lasem i \u017cywic\u0105 jode\u0142ki przecudne, barwne zjawisko.<br \/>\nPod drzewkiem le\u017ca\u0142y prezenty dla dzieci, zawsze bardzo \u0142adne lalki du\u017ce (raz pami\u0119tam dosta\u0142am tak\u0105 krakowiank\u0119 i wyprawk\u0119 dla niej w du\u017cej szkatule), salonik dla lalek, dla ch\u0142opc\u00f3w kolejki, narz\u0119dzia, \u015bliczne klocki kamienne do budowania itp. Twierdz\u0119 stanowczo, \u017ce chwila wilii, a potem chwila, gdy oczom dzieci ukazuje si\u0119 choinka i prezenty pod ni\u0105 u\u0142o\u017cone, to chwile prawdziwego, pe\u0142nego szcz\u0119\u015bcia, jakiego cz\u0142owiek ju\u017c w p\u00f3\u017aniejszym \u017cyciu nie zazna.<br \/>\nPoczciwi Rodzice i Dziadkowie cieszyli si\u0119 te\u017c naszym szcz\u0119\u015bciem, ale Mama, kt\u00f3ra bardzo lubi\u0142a kolendy, kaza\u0142a kolendowa\u0107 i to zaraz, pod choink\u0105. Ojciec zasiada\u0142 do fortepianu i z pe\u0142nej, ufnej i wezbranej piersi kolendowali\u015bmy przy akompaniamencie fortepianu. Umieli\u015bmy tych kolend bez liku: ko\u015bcielnych i ludowych pastora\u0142ek. S\u0142u\u017cba przychodzi\u0142a z Kredensu i bra\u0142a udzia\u0142 w tym \u015bpiewie. Czasem ga\u0142\u0105zka zaj\u0119\u0142a si\u0119 od \u015bwieczki i pok\u00f3j nape\u0142nia\u0142 si\u0119 przemi\u0142ym zapachem spalonej jedliny tak \u017cywo przypominaj\u0105cym te pi\u0119kne, ca\u0142e \u017cycie niezapomniane i niepowrotne chwile, wolne od wszelkich przeczu\u0107 tego, co \u017cycie cz\u0142owiekowi przyniesie.<br \/>\nPowoli \u015bwieczki dopala\u0142y si\u0119, my dzieci, szli\u015bmy, nios\u0105c nasze nowe skarby do salonu, gdzie ogie\u0144 na kominku trzaska\u0142, a my, mimo senno\u015bci starali\u015bmy si\u0119 nie zasn\u0105\u0107, aby m\u00f3c p\u00f3j\u015b\u0107 na Pasterk\u0105, na kt\u00f3rej ju\u017c jako siedmioletnie dziecko by\u0142am.<br \/>\nJutrzni\u0119 przed Pasterka \u015bpiewa\u0142 \u015blicznie nasz proboszcz, ks. Sa\u0142ustowicz. Dot\u0105d mam w oczach jego pi\u0119kny profil rzymskiego patrycjusza i s\u0142ysz\u0119 cudn\u0105 melodie: \u201eChristus natus est nobis, venite adoremus\u201d<br \/>\nKo\u015bci\u00f3\u0142 w tym czasie by\u0142 o\u015bwietlony mniej ni\u017c dzi\u015b, ale lampki kolorowe ko\u0142o Krucyfiksu w g\u0142\u00f3wnym o\u0142tarzu, wydawa\u0142y si\u0119 nam \u015bliczne, a pot\u0119\u017cny \u015bpiew ca\u0142ego ko\u015bcio\u0142a na pocz\u0105tku Mszy \u015bw. \u201eW\u015br\u00f3d nocnej ciszy \u201d wstrz\u0105sa\u0142 do g\u0142\u0119bi duszy. Raz w roku na Pasterk\u0119 wolno by\u0142o t.j. J\u00f3zi i mnie na\u0142o\u017cy\u0107 \u0142adne kapuzy podbite niebieskim jedwabiem, prezent od dziadzia, i to te\u017c dodawa\u0142o uroku Pasterce.<br \/>\n\u015awi\u0119ta Bo\u017cego Narodzenia w Polsce, przed pierwsz\u0105 wojn\u0105 \u015bwiatow\u0105 posiada\u0142y na wsi \u2013 wedle wyra\u017cenia jednego z publicyst\u00f3w polskich &#8211; wprost \u201e niesamowity urok\u201d. Jest to ca\u0142kiem s\u0142uszne twierdzenie, gdy\u017c przepojone by\u0142y trudn\u0105 do oddania w s\u0142owie, swoist\u0105 urocz\u0105 atmosfer\u0105, pe\u0142n\u0105 weso\u0142o\u015bci, owiane czarem starej, polskiej i nawskro\u015b katolickiej tradycji.<br \/>\nPami\u0119tam, \u017ce w tym czasie w dzie\u0144 \u015aw. Szczepana fornale ubierali konia w kap\u0119 zrobion\u0105 z cienkich s\u0142omianych warkoczy, jeden z fornali siada\u0142 na niego odziany w podobny s\u0142omiany str\u00f3j. Inni fornale w s\u0142omianych czapkach otaczali go i ca\u0142e to towarzystwo wchodzi\u0142o przez ganek i \u201e Kamienn\u0105 sie\u0144\u201d po prostu do jadalni. Wielka to by\u0142a dla nas uciecha, ale wielkie niezadowolenie lokaja i ch\u0142opc\u00f3w kredensowych, bo ta s\u0142omiana kawalkada przynosi\u0142a \u015bnieg i b\u0142oto na froterowane parkiety. Fornale, najcz\u0119\u015bciej dosy\u0107 fa\u0142szywie, \u015bpiewali \u201d Dzi\u015b dzie\u0144 Narodzenia Syna Jedynego\u201d, a Ojciec dawa\u0142 im kolend\u0119 w postaci gulden\u00f3w srebrnych austriackich.<br \/>\nZwyczaj ten nazywa\u0142 si\u0119 \u201es\u0142omiany ko\u0144\u201d, a czapki robione ze s\u0142omy, wysokie i szpiczaste, dziwnie przypomina\u0142y czapki tatarskie z rycin przedstawiaj\u0105cych napady tatarskie na Kresy Polskie. Stary ten zwyczaj poszed\u0142 po pierwszej wojnie \u015bwiatowej zupe\u0142nie w niepami\u0119\u0107.<br \/>\nW czasie \u015awi\u0105t chodzili\u015bmy naturalnie z mam\u0105 na sum\u0119. W dzie\u0144 \u015aw. Szczepana, po sumie, na pami\u0105tk\u0119 kamienowania tego pierwszego M\u0119czennika, ch\u0142opcy rzucali z ch\u00f3ru na ksi\u0119dza gar\u015bcie owsa, kt\u00f3ry to zwyczaj utrzyma\u0142 si\u0119 u nas do dzi\u015b.<br \/>\nWiecz\u00f3r \u015aw. Szczepana to by\u0142 wiecz\u00f3r kolendnik\u00f3w i szopek. Przez par\u0119 godzin z rz\u0119du, mniej wi\u0119cej od 6 tej do 9 tej wieczorem, gdy\u015bmy siedzieli w salonie z go\u015b\u0107mi, ci\u0105gle przychodzili ch\u0142opcy wiejscy z szopk\u0105 lub gwiazd\u0105 ruchom\u0105 z prze\u017aroczystych kolorowych papier\u00f3w. Niekt\u00f3re szopki by\u0142y naprawd\u0119 \u0142adne i du\u017ce. Kryte s\u0142om\u0105, postacie z papieru naklejane, a okienka najcz\u0119\u015bciej z czerwonej \u017celatyny.<br \/>\nCh\u0142opcy wzajemnie rywalizowali w urz\u0105dzaniu szopek i gwiazd. Korytarz za nasz\u0105 jadalni\u0105 ko\u0142o kredensu by\u0142 \u201escen\u0105\u201d, na kt\u00f3rej odbywa\u0142y si\u0119 wokalne popisy kolendnik\u00f3w z szopkami i tzw. \u201eturem\u201d. Ci ostatni byli to przewa\u017cnie doro\u015bli lub dorastaj\u0105cy ch\u0142opcy, poprzebierani za kr\u00f3la Heroda, \u015bmier\u0107, \u017cyda, diab\u0142a i inne klasyczne postacie polskiej szopki. Kr\u00f3l Herod nosowym monotonnym g\u0142osem skazywa\u0142 na \u015bmier\u0107 dzieci betleemskie, \u017cyd z ogromnym garbem na plecach i konopn\u0105 brod\u0105 mu nadskakiwa\u0142 i na zapytanie Heroda: \u201e\u017bydzie, gdzie si\u0119 rodzi B\u00f3g\u201d, odpowiada\u0142 przeci\u0105g\u0142ym, \u017cydowskim akcentem:\u201d Ny! B\u00f3b to si\u0119 rodzi ja\u015bnie panu na \u017bydowskiej G\u00f3rze\u201d Potem \u015bmier\u0107 zcina\u0142a g\u0142ow\u0119 Heroda, a diabe\u0142 ci\u0105gn\u0105\u0142 go do piek\u0142a.<br \/>\nBardzo typow\u0105 postaci\u0105 tych prymitywnych jase\u0142ek by\u0142 tzw. \u201eTur\u201d. Ch\u0142opiec zgi\u0119ty w p\u00f3\u0142 i nakryty jakim\u015b ciemnym kocem mia\u0142 g\u0142ow\u0119 w kszta\u0142cie g\u0142owy bydl\u0119cej, z d\u0142ugim, k\u0142api\u0105cym pyskiem. Pami\u0119tam, \u017ce ba\u0142am si\u0119 tego tura w dzieci\u0144stwie, bo gro\u017anie k\u0142apa\u0142 pyskiem i obiecywa\u0142, \u017ce dzieci pozjada; ba\u0142am si\u0119 te\u017c \u015bmierci owini\u0119tej prze\u015bcierad\u0142em trzymaj\u0105c\u0105 d\u0142ug\u0105 drewnian\u0105 kos\u0119. Moja matka, kt\u00f3ra bardzo zwalcza\u0142a boja\u017aliwo\u015b\u0107 u dzieci, gniewa\u0142a si\u0119 na mnie za to i stara\u0142a si\u0119 przekona\u0107, \u017ce to nie jest ani prawdziwy tur, ani \u015bmier\u0107.<br \/>\nPo \u015bmierci herodowej i otrzymaniu kilku \u201esz\u00f3stek\u201d, kolendnicy odchodzili ze \u015bpiewem: \u201dWiwat, wiwat ju\u017c idziemy, za kolend\u0119 dzi\u0119kujemy\u201d. Cz\u0119sto m\u00f3j Ojciec, w przyst\u0119pie dobrego humoru, \u015bpiewa\u0142 im: \u201e A dajcie\u017c nam dajcie\u017c co nam macie da\u0107, bo nie b\u0119dziemy tutaj d\u0142u\u017cej sta\u0107 i b\u0119dziem wygadywali, \u017ce nam tutaj nic nie dali. Hej kolenda!\u201d<br \/>\nGdy ju\u017c przesta\u0142am si\u0119 ba\u0107, \u017ce mnie tur zje, albo \u015bmier\u0107 g\u0142ow\u0119 zetnie, lubi\u0142am bardzo te star\u0105 tradycj\u0105 tchn\u0105ce \u201eprzedstawienia\u201d kolendnik\u00f3w, o ile\u017c bardziej charakterystyczne ni\u017c te, kt\u00f3re dzi\u015b ch\u0142opcy wiejscy w okresie \u015bwi\u0105t urz\u0105dzaj\u0105.<br \/>\nGo\u015bcie z rodziny zwykle zostawali u nas do Trzech Kr\u00f3li i te dwa tygodnie by\u0142y dla nas jednym \u015bwi\u0119tem. Prawie codzie\u0144 je\u017adzili\u015bmy lub chodzili na Igioz\u0119, o kt\u00f3rej mam tu te\u017c troch\u0119 do powiedzenia.<br \/>\nW roku 1902-gim, gdy mia\u0142am lat sze\u015b\u0107, moja matka kupi\u0142a za sw\u00f3j posag folwark le\u017c\u0105cy na zachodnim kra\u0144cu \u201eprzedmie\u015bcia dynowskiego\u201d, zwanym Igioz\u0105. Nazwa ta brzmi\u0105ca z w\u0142oska pochodzi stad, \u017ce hrabia Parys jeszcze w XVIII wieku by\u0142 w\u0142a\u015bcicielem tego folwarku, a \u017ce mia\u0142 troje dzieci Ignacego, J\u00f3zefa i Izabel\u0119 nazwa\u0142 je od pocz\u0105tkowych zg\u0142osek ich imion ig-jo-za, a potem to przesz\u0142o na cala cze\u015b\u0107 wsi i do dzi\u015b pozosta\u0142o.<br \/>\nW 1903 roku siostra mego ojca, Janina, urz\u0105dzi\u0142a na Igiozie bardzo mi\u0142y i elegancki dom. By\u0142 to stary, pochodz\u0105cy z pocz\u0105tku XIX wieku dw\u00f3r, nie tak \u0142adny i typowy jak dynowski, o 8 niewielkich pokojach, w kt\u00f3rym mieszkali Rodzice mego Ojca, Zbigniew Trzecieski i jego \u017cona, babcia Ignacja z hr. Mi\u0105czy\u0144skich, z c\u00f3rka Janin\u0105, p\u00f3\u017aniejsz\u0105 Jaszczurowsk\u0105.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-293\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/zbigniew_trzecieski_zona_ignacja_z_miaczynskich_corka_ja.jpg\" alt=\"\" width=\"600\" height=\"450\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/zbigniew_trzecieski_zona_ignacja_z_miaczynskich_corka_ja.jpg 600w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/zbigniew_trzecieski_zona_ignacja_z_miaczynskich_corka_ja-300x225.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 600px) 100vw, 600px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">Zbigniewowie Trzeciescy z c\u00f3rka Janin\u0105 w Bronowicach pod Krakowem&nbsp; 1900 (?)<\/div>\n<div align=\"left\">\n<div align=\"left\">Igioza by\u0142a niewielkim maj\u0105tkiem ziemskim ( oko\u0142o 300 morg\u00f3w); wok\u00f3\u0142 domu \u0142adny, niedu\u017cy ogr\u00f3d ze \u015blicznym widokiem na ca\u0142y Dyn\u00f3w i dolin\u0119 Sanu a opadaj\u0105cy sztucznymi podobno jeszcze za pa\u0144szczyzny robionymi tarasami,&nbsp; ku po\u0142udniowi. U do\u0142u tych taras, obsadzonych drzewami owocowymi, by\u0142a niedu\u017ca sadzawka. Gdy by\u0142 mr\u00f3z i l\u00f3d na niej, je\u017adzi\u0142o si\u0119 codziennie na Igioz\u0119, na \u015blizgawk\u0119. Popo\u0142udniu zaje\u017cd\u017ca\u0142 Marcin niekutymi \u201e kopanicami\u201d, na kt\u00f3re \u0142adowa\u0142a si\u0119 czw\u00f3rka dzieciak\u00f3w poowijanych kocami, mama iczasami panna Ernestyna. Jazda trwa\u0142a zaledwie kilkana\u015bcie minut i dot\u0105d nie wiem dlaczego tak zahartowane dzieci, jakimi my byli\u015bmy, trzeba by\u0142o tak na t\u0119 jazd\u0119 \u201eopatula\u0107\u201d. By\u0142o to &#8211; zdaje si\u0119 &#8211; ust\u0119pstwo mojej matki na rzecz \u201ebabci z Igiozy\u201d, kt\u00f3ra nie uznawa\u0142a hartowania dzieci.<\/div>\n<p>Marcin na Igiozie prowadzi\u0142 konie do stajni, przypina\u0142 nam \u0142y\u017cwy i przez ca\u0142e popo\u0142udnie \u015blizgali\u015bmy si\u0119 z mam\u0105 na lodzie, na kt\u00f3ry si\u0119 stale narzeka\u0142o, bo mia\u0142 wielkie mankamenty: ch\u0142opcy wiejscy go psuli, obrzucali piaskiem i kamieniami.<br \/>\nPo \u015blizgawce sz\u0142o si\u0119 do domu na podwieczorek do cioci Ja\u0144ci. Pok\u00f3j jadalny by\u0142 niski, niewielki, przytulny. Ciocia zna\u0142a si\u0119 \u015bwietnie na kuchni i wypiekaniu wszelkich smako\u0142yk\u00f3w. St\u00f3\u0142 by\u0142 zawsze starannie nakryty a pachn\u0105ca czekolada ponalewana w du\u017ce, czarne, w z\u0142ote kwiaty, fili\u017canki. Podawano do niej znakomite makaroniki i tzw. piernik kr\u00f3lewski. Lubi\u0142am te jazdy na Igioz\u0119 i do dzi\u015b, pomimo minionych 55 lat mam je \u017cywo w pami\u0119ci.<br \/>\nMoja babka Ignacja by\u0142a ma\u0142o na Igiozie widziana.<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-294\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/na_werandzie_w_dynowie.jpg\" alt=\"\" width=\"550\" height=\"626\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/na_werandzie_w_dynowie.jpg 550w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/na_werandzie_w_dynowie-264x300.jpg 264w\" sizes=\"auto, (max-width: 550px) 100vw, 550px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Ignacja Trzecieska (pierwsza&nbsp; z prawej) na werandzie starego dworu, druga z lewej Leonia Trzecieska 1912 (?)<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Mieszka\u0142a w dw\u00f3ch oddzielnych pokojach na pi\u0119trze, miewa\u0142a bezsenno\u015bci, by\u0142a cz\u0119sto zdenerwowana i nie lubi\u0142a ha\u0142a\u015bliwego towarzystwa dzieci. Siedzia\u0142a zwykle na niskim fotelu w czarnej sukni i czarnej mantyli i ciemnej koronce na g\u0142owie. W r\u0119ku zawsze wachlarz, r\u00f3wnie\u017c czarny, kt\u00f3rym si\u0119 wachlowa\u0142a bez wzgl\u0119du na por\u0119 roku, bo m\u00f3wi\u0142a \u017ce ma \u201ekongestie\u201d, czyli uderzenia krwi do g\u0142owy. Dzi\u015b wygl\u0105da\u0142oby to co najmniej, na arcydziwactwo, ale dzieli nas od tego czasu dwie wojny i rewolucja spo\u0142eczna.<br \/>\nBabcia pozwala\u0142a nam ogl\u0105da\u0107 stosy \u201eTygodnika Ilustrowanego\u201d, najlepszego w\u00f3wczas pisma ilustrowanego w Polsce, ale pod warunkiem, \u017ce nie b\u0119dziemy ha\u0142asowa\u0107.<br \/>\nNa Igiozie by\u0142 bardzo du\u017cy i bardzo niski salon, w kt\u00f3rym w okresie Bo\u017cego Narodzenia zbiera\u0142a si\u0119 cz\u0119sto ca\u0142a nasza rodzina. Par\u0119 razy byli tam tez wujostwo Juliuszowie Ulenieccy, t.j. druga siostra mego ojca, Marja, tzw. \u201eCiocia Mimka\u2019<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-295\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/maria_trzecieska_1880_za_koniem_furman_marcin.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"578\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/maria_trzecieska_1880_za_koniem_furman_marcin.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/maria_trzecieska_1880_za_koniem_furman_marcin-260x300.jpg 260w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Maria z Trzecieskich Uleniecka (za koniem Marcin, furman) 1890 (?)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;i jej m\u0105\u017c. By\u0142 on ogromnego wzrostu i bawi\u0142o nas to, \u017ce m\u00f3g\u0142 w tym salonie r\u0119k\u0105 dosi\u0119gn\u0105\u0107 sufitu.<br \/>\nZdaje mi si\u0119, \u017ce w r. 1904 obchodzono na Igiozie bardzo weso\u0142o Sylwestra. Po kolacji czekano na Nowy Rok i witano go gor\u0105cym ponczem z pomara\u0144czami w wazie. Nam dzieciom podoba\u0142o si\u0119 g\u0142\u00f3wnie to, \u017ce mogli\u015bmy w tym dniu p\u00f3j\u015b\u0107 p\u00f3\u017ano spa\u0107.<br \/>\nPi\u0119kn\u0105 postaci\u0105 zwi\u0105zan\u0105 z domem igiozeckim by\u0142 m\u00f3j dziadek Zbigniew Trzecieski. Przypominam go sobie doskonale, bo umar\u0142, gdy ja mia\u0142am ju\u017c lat 10. Nie by\u0142 to wprawdzie kochany dziadzio Chamiec ze Lwowa, kt\u00f3ry biega\u0142 z nami dooko\u0142a gazonu, ale i on by\u0142 dobry, delikatny i mi\u0142y w obej\u015bciu. By\u0142 to pi\u0119kny m\u0119\u017cczyzna, ogromnego wzrostu, bardzo zahartowany i m\u0119ski. Wspaniale m\u00f3wi\u0142 paroma j\u0119zykami, dla wszystkich by\u0142 grzeczny i uprzejmy. Pieknie wygl\u0105da\u0142 na koniu, a za m\u0142odych lat du\u017co z Marcinem, furmanem je\u017adzi\u0142 konno w s\u0105siedztwo. Opowiada\u0142 nam nieraz Marcin, \u017ce \u201ejake\u015bmy ze starszym panem siedli na konie w Niedziel\u0119, to\u015bmy a\u017c w Sobot\u0119 wr\u00f3cili\u201d. Je\u017adzi\u0142o si\u0119 od dworu do dworu i wsz\u0119dzie nocowa\u0142o. Dziadek by\u0142 bardzo towarzyski i ca\u0142e \u017cycie sp\u0119dzi\u0142 w\u015br\u00f3d s\u0105siad\u00f3w, kt\u00f3rych by\u0142o du\u017co w okolicy Dynowa.<br \/>\nBy\u0142 zapalonym my\u015bliwym i w \u017cyciu swoim zdoby\u0142 pi\u0119kne trofea \u0142owieckie. Zastrzeli\u0142 z ko\u0144cem ubieg\u0142ego stulecia ostatniego wilka w naszej okolicy i dopiero druga wojna \u015bwiatowa rozmno\u017cy\u0142a par\u0119 lat temu tego szkodnika w lasach za Sanem.<br \/>\nDziadzio Zbigniew by\u0142 typem ziemianina z ko\u0144ca zesz\u0142ego stulecia o poj\u0119ciach, kt\u00f3re dzi\u015b wydawa\u0142yby si\u0119 przestarza\u0142e, dla kt\u00f3rego honor szlachecki, a przede wszystkim etyka katolicka by\u0142y drogowskazami \u017cycia. Dla rodziny by\u0142 ogromnie dobry, a dla kobiet, bez wzgl\u0119du na pochodzenie i stanowisko spo\u0142eczne, wytwornie grzeczny i rycerski. Umar\u0142 na raka w \u017co\u0142\u0105dku 26.VI.1906 r. Jest pochowany w naszym grobowcu pod obeliskiem, na prawo od kaplicy.<br \/>\nAle wracam do wspomnie\u0144 z okresu Bo\u017cego Narodzenia. Musz\u0119 tu co\u015b powiedzie\u0107 o jase\u0142kach, kt\u00f3re\u015bmy grali u nas w domu w latach 1904-1906. \u017bywe to zawsze i s\u0142odkie wspomnienie. Ju\u017c od Listopada moja matka z pomoc\u0105 miejscowej nauczycielki p. Marii Szarkowej rozpoczyna\u0142a przygotowania do nich. Par\u0119 razy w tygodniu odbywa\u0142y si\u0119 pr\u00f3by, na kt\u00f3re przychodzi\u0142y dzieci z Przedmie\u015bcia bior\u0105ce udzia\u0142 w jase\u0142kach. W 1906 grali\u015bmy nawet \u201e Betleem Polskie\u201d Lucjana Rydla. \u015awi\u0119ta w tym roku to by\u0142o jedno pasmo dni radosnych, a kulminacyjnym punktem by\u0142o przedstawienie grane w dzie\u0144 \u015aw. Szczepana. Pok\u00f3j sypialny rodzic\u00f3w i tzw. buduar matki przemieniono na scen\u0119, kostiumy szy\u0142a Teklu\u0144cia, szop\u0119 betleemsk\u0105 zrobi\u0142 nasz stelmach Stanis\u0142aw Gerula.&nbsp; W \u201e Betleem Polskim\u201d- jak wiadomo &#8211; wyst\u0119puje wesele krakowskie, w kt\u00f3rym ja bra\u0142am udzia\u0142. Dosta\u0142am na te okazje \u015bliczny str\u00f3j krakowski: czerwony, pokryty cekinami gorsecik, zielona sp\u00f3dnic\u0119 w kwiaty, wianek ze sztucznych kwiat\u00f3w, ca\u0142a mas\u0119 krakowskich wst\u0105\u017cek i kilkana\u015bcie sznurk\u00f3w paciork\u00f3w. Ja ta\u0144czy\u0142am z Czubskim, synem naszego organisty. Za scen\u0105 Tata z niepor\u00f3wnanym temperamentem gra\u0142 na fortepianie krakowiaka.<br \/>\nJ\u00f3zia gra\u0142a zawsze doskonale, g\u0142\u00f3wnie m\u0119skie role, ale i inne dzieci dobrze wywi\u0105za\u0142y si\u0119 ze swych r\u00f3l.<br \/>\nJednym z g\u0142\u00f3wnych organizator\u00f3w tego przedstawienia by\u0142 cioteczny brat mojej matki Zygmunt Chamiec, zwany u nas \u201eMu\u015b\u201d. Kochalismy wszyscy tego cz\u0142owieka. By\u0142 to wtedy m\u0142ody jeszcze student medycyny, kt\u00f3r\u0105 studiowa\u0142 we Lwowie, pomimo, \u017ce ojciec jego, brat babci Ludwiki Chamcowej, mia\u0142 du\u017cy maj\u0105tek Stepa\u0144ce na Ukrainie w kijowszczy\u017anie w powiecie Kamiowskim. Mu\u015b by\u0142 zdolny, o b\u0142yskotliwej inteligencji i weso\u0142y, a przytem dobry, uczynny, \u017cyczliwy dla wszystkich bez wyj\u0105tku w domu. Do domu dynowskiego by\u0142 przywi\u0105zany jak do w\u0142asnego. Pomimo, \u017ce mia\u0142 w\u00f3wczas zaledwie 24 lata, a wi\u0119c by\u0142 w wieku, gdy m\u0142odzi ludzie zwykle ma\u0142o si\u0119 dzie\u0107mi interesuj\u0105, to jednak bawi\u0142 si\u0119 z nami jak dziecko. Z zapa\u0142em ustawia\u0142 kulisy, charakteryzowa\u0142 pasterzy, anio\u0142k\u00f3w i inne osoby jase\u0142ek, \u017cartowa\u0142, droczy\u0142 si\u0119 i sw\u0105 promienn\u0105 weso\u0142o\u015bci\u0105 i dobroci\u0105 jedna\u0142 sobie ka\u017cdego.<br \/>\nNa przedstawienie, opr\u00f3cz ca\u0142ej naszej rodziny, Rodzice zaprosili te\u017c du\u017co ludzi z miasteczka i ze wsi, tak, \u017ce przepcha\u0107 si\u0119 nie mo\u017cna by\u0142o, tymbardziej, \u017ce wst\u0119p by\u0142 wolny.<br \/>\n\u201eSpektakl\u201d powt\u00f3rzyli\u015bmy trzy razy i z \u017calem wielkim, po ostatnim przedstawieniu,&nbsp; patrzy\u0142am na zwijanie kulis i sk\u0142adanie kostium\u00f3w. Do dzi\u015b pami\u0119tam jak mi si\u0119 serce wprost kraja\u0142o ze smutku, gdy po Trzech Kr\u00f3lach go\u015bcie si\u0119 rozjechali, a mu musieli\u015bmy si\u0119 zabra\u0107 do nauki przerwanej na okres \u015awi\u0105t.<br \/>\nNasz dzie\u0144 powszedni, w okresie, kt\u00f3ry tu opisuje, przedstawia\u0142 si\u0119 mniej wi\u0119cej tak: Wstawali\u015bmy oko\u0142o 7 mej a zaraz po \u015bniadaniu rozpoczyna\u0142y si\u0119 lekcje z pann\u0105 Ernestyn\u0105, a potem z Matk\u0105, kt\u00f3ra nas bardzo du\u017co uczy\u0142a. Do szko\u0142y wprawdzie nie chodzili\u015bmy, ale nauki wymagano od nas du\u017co.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-296\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jozia_Trz_dabrowka_starzenska_1904.jpg\" alt=\"\" width=\"450\" height=\"266\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jozia_Trz_dabrowka_starzenska_1904.jpg 450w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jozia_Trz_dabrowka_starzenska_1904-300x177.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">J\u00f3zia i Kinia w D\u0105br\u00f3wce, u Starze\u0144skich, 1904 r.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-297\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/kinia_trzecieska_dabrowka_starzenska_1904.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"365\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/kinia_trzecieska_dabrowka_starzenska_1904.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/kinia_trzecieska_dabrowka_starzenska_1904-300x219.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Ja zacz\u0119\u0142am si\u0119 uczy\u0107 jednocze\u015bnie z J\u00f3zi\u0105, maj\u0105c 6 lat, a J\u00f3zia zaledwie pi\u0119\u0107, co by\u0142o stanowczo za wcze\u015bnie i biedne dzieciska wprost nie mog\u0142y umys\u0142owo obj\u0105\u0107 tego czego od nich bezwzgl\u0119dnie \u017c\u0105dano. Prawie jednocze\u015bnie z j\u0119zykiem polskim uczyli\u015bmy si\u0119 po francusku. Trudne \u201everby\u201d francuskie, ca\u0142a naje\u017cona trudno\u015bciami gramatyka i pisownia francuska, zwali\u0142y si\u0119 na nasze dziecinne glowy. Matka uczy\u0142a nas te\u017c religii i historii polskiej ze starej ksi\u0105\u017cki \u201eWieczory pod Lip\u0105\u201d. Trzeba przyzna\u0107, ze Mama umia\u0142a wpoi\u0107 w nas mi\u0142o\u015b\u0107 Ojczyzny i cze\u015b\u0107 dla jej historii, kt\u00f3ra my w wieku 7-9 lat zna\u0142y\u015bmy mo\u017ce lepiej ni\u017c niejeden ucze\u0144 szko\u0142y \u015bredniej w p\u00f3\u017aniejszym okresie niepodleg\u0142o\u015bci Polski.<br \/>\nBy\u0142y to czasy zabor\u00f3w, ale u nas pod zaborem austriackim temperatura uczu\u0107 patriotycznych u dzieci i u m\u0142odzie\u017cy z inteligencji by\u0142a bardzo gor\u0105ca. Marzyli\u015bmy o dniu, w kt\u00f3rym Polska wyzwoli si\u0119 spod zabor\u00f3w, znali\u015bmy nieomal wszystkie pi\u0119kne pie\u015bni i piosenki polskie: \u201e Patrz Ko\u015bciuszko\u201d, \u201eBo\u017ce Ojcze Twoje dzieci\u201d, \u201eTysi\u0105c walecznych opuszcza Warszaw\u0119\u201d, \u201e Hej Strzelcy wraz\u201d, \u201dHej, co za gwar, weso\u0142y car,\u201d nie m\u00f3wi\u0105c ju\u017c o mazurku D\u0105browskiego i hymnie \u201eBo\u017ce co\u015b Polsk\u0119\u201d.<br \/>\nAle wracam do opisu powszedniego dnia: Po lekcjach, J\u00f3zia i ja chodzi\u0142y\u015bmy prawie co dzie\u0144 do stajni, do po\u0142udniowego udoju, przy kt\u00f3rym moja matka by\u0142a zawsze ze swoim nieodst\u0119pnym, \u017c\u00f3\u0142tym legawcem. Pewnego razu s\u0142u\u017c\u0105cy, Jak\u00f3b Zygar, nast\u0119pca \u201eBazia\u201d, zawo\u0142a\u0142 na ch\u0142opca kredensowego: \u201e Franek, nie\u015b waz\u0119 do kuchni, bo pies ju\u017c jest\u201d. Mia\u0142o to znaczy\u0107, \u017ce za psem przyjdzie zaraz Mama i b\u0119dzie mo\u017cna obiad podawa\u0107.&nbsp;<\/p>\n<p><u><b>Dyn\u00f3w, dn.26 stycznia 1955<\/b><\/u><\/p>\n<p>Do sto\u0142u siada\u0142o nas przeci\u0119tnie oko\u0142o 8 os\u00f3b, t.j. Rodzice, nas czworo, panna Ernestyna i cz\u0119sto kto\u015b z rodziny: Ciocia Gabcia, Mu\u015b, kt\u00f3rzy miesi\u0105cami u nas przebywali. Wspomnia\u0142am ju\u017c raz, ze mama nie uznawa\u0142a kaprys\u00f3w przy jedzeniu i \u017ce trzeba by\u0142o je\u015b\u0107 wszystko, \u201ebez pardonu\u201d, ale &#8211; wedle \u00f3wczesnych poj\u0119\u0107 i zasad &#8211; pakowano w nas tego jedzenia o po\u0142ow\u0119 za du\u017co; po prostu nie mogli\u015bmy temu da\u0107 rady. Zwracano te\u017c bardzo uwag\u0119 na tzw. \u201emaniery\u201d przy stole i m\u00f3wiono, \u017ce po sposobie jedzenia mo\u017cna pozna\u0107 w jakim \u015brodowisku si\u0119 cz\u0142owiek wychowa\u0142.<br \/>\nCa\u0142kiem ma\u0142e dzieci jad\u0142y w dziecinnym pokoju z Tet\u0105, a do sto\u0142u przychodzi\u0142y dopiero oko\u0142o 6 go roku&nbsp; \u017cycia i w\u00f3wczas ju\u017c musia\u0142y si\u0119 porz\u0105dnie zachowywa\u0107.<br \/>\nPo obiedzie musieli\u015bmy bezapelacyjnie i\u015b\u0107 na spacer i to przy ka\u017cdej pogodzie. Nie by\u0142o takiego mrozu, pluchy, zawiei, kt\u00f3ra by usprawiedliwia\u0142a siedzenie po po\u0142udniu w domu. Ubierano nas lekko, bez futer, szalik\u00f3w, kaptur\u00f3w na g\u0142ow\u0119 i musia\u0142o si\u0119 chodzi\u0107 z pann\u0105 Ernestyn\u0105 do czwartej po po\u0142udniu w zimie. W lecie, naturalnie, sp\u0119dzali\u015bmy ca\u0142y wolny czas w ogrodzie. Wieczory by\u0142y przeznaczone na nauk\u0119, a najmilsze godziny to te, gdy mama pokazywa\u0142a nam ilustracje du\u017cego wydawnictwa \u201eW\u0142ochy\u201d. By\u0142a to wspania\u0142a ksi\u0105\u017cka ogromnego formatu ze \u015blicznymi ilustracjami. Wszystko co W\u0142ochy posiadaj\u0105 w dziedzinie przyrody i sztuki, znajdowa\u0142o si\u0119 tam. Z ksi\u0105\u017cki tej nauczyli\u015bmy si\u0119 bardzo du\u017co i ju\u017c jako 7-9 letnie dzieci mieli\u015bmy dosy\u0107 jasne poj\u0119cie o skarbach sztuki w\u0142oskiej.<br \/>\nUczono nas po francusku historii greckiej i rzymskiej. Trzeba by\u0142o umie\u0107 na pami\u0119\u0107 imiona napo\u0142y legendarnych kr\u00f3l\u00f3w rzymskich od Romulusa pocz\u0105wszy i zna\u0107 wszystkie postacie i legendy staro\u017cytnej Hellady i Rzymu. Gdy ja mia\u0142am lat dziewi\u0119\u0107, a moje rodze\u0144stwo odpowiednio mniej, mama zacz\u0119\u0142a nam co dzie\u0144 po kolacji g\u0142o\u015bno czyta\u0107, w jadalnym pokoju, przy du\u017cym, rozk\u0142adanym stole. I nie by\u0142y to ju\u017c ksi\u0105\u017cki dziecinne, ale czytanie to otworzy\u0142o nam skarby naszej literatury.<br \/>\nZacz\u0119\u0142o si\u0119 od \u201ePana Tadeusza\u201d, kt\u00f3rego\u015bmy ju\u017c wtedy doskonale rozumieli. Mama podczas czytania robi\u0142a r\u0119czn\u0105 robot\u0119 szyde\u0142kow\u0105, bo ca\u0142e ust\u0119py Pana Tadeusza umia\u0142a na pami\u0119\u0107. My\u015bmy s\u0142uchali, ale byli\u015bmy te\u017c zaj\u0119ci malowaniem rycin wodnymi farbami, co nam zupe\u0142nie w s\u0142uchaniu nie przeszkadza\u0142o. Podczas zimy 1906\/1907 przeczytali\u015bmy Pana Tadeusza dwa razy, bo gdy Mama pierwszy raz sko\u0144czy\u0142a, poprosili\u015bmy o powt\u00f3rzenie.<\/p>\n<p><u><strong>Dyn\u00f3w 27.I.1955 r<\/strong><\/u><\/p>\n<p>Mama mia\u0142a pi\u0119kne wydanie \u201e Pana Tadeusza\u201d z ilustracjami Andriollego, czyta\u0142a bardzo dobrze, szczeg\u00f3lnie ust\u0119py opisuj\u0105ce pi\u0119kno przyrody, a najmilszym by\u0142 dla Niej Koncert Wolskiego i cudowne w nim wyczucie uroku muzyki.<br \/>\nPo sko\u0144czeniu \u201e Pana Tadeusza\u201d, przysz\u0142a kolej na \u201eTrylogi\u0119\u201d Sienkiewicza, kt\u00f3ry porwa\u0142 odrazu&nbsp; nasze dziecinne serca i umys\u0142y pot\u0119g\u0105 swego talentu. Zacz\u0119li\u015bmy po prostu \u017cy\u0107 t\u0105 ksi\u0105\u017ck\u0105, ka\u017cdy bohater sta\u0142 si\u0119 nam bliski jak kto\u015b \u017cywy, \u015bmiali\u015bmy si\u0119 z Zag\u0142oby, dr\u017celi o los Heleny Kurcewicz\u00f3wnej, a gdy nadesz\u0142a scena \u015bmierci Longinusa Podbipi\u0119ty pod Zbara\u017cem, to pami\u0119tam ci\u0105gle kt\u00f3re\u015b z nas niby to opuszcza\u0142o jak\u0105\u015b farb\u0119 lub p\u0119dzelek na ziemi\u0119, aby m\u00f3c j\u0105 podnie\u015b\u0107 i pod sto\u0142em wyciera\u0107 oczy z gorzkich \u0142ez.<br \/>\nCzytanie zawsze trwa\u0142o do dziewi\u0105tej.<br \/>\nZ niech\u0119ci\u0105 patrzyli\u015bmy na wskaz\u00f3wki zegara posuwaj\u0105ce si\u0119 nieub\u0142aganie w stron\u0119 tej godziny. Byliby\u015bmy chyba ca\u0142\u0105 noc potrafili s\u0142ucha\u0107 nie\u015bmiertelnych s\u0142\u00f3w Sienkiewicza. Trylogia zrobi\u0142a z nas jeszcze gor\u0119tszych patriot\u00f3w polskich, pami\u0119tam, \u017ce marzy\u0142am, aby za Polsk\u0119 si\u0119 bi\u0107, bra\u0107 udzia\u0142 w jakim\u015b powstaniu o jej niepodleg\u0142o\u015b\u0107, pozna\u0107 te tak cudownie opisane w \u201eOgniem i mieczem\u201d stepy ukrai\u0144skie i rozlany Dniepr, kt\u00f3ry si\u0119 nam wydawa\u0142 w\u00f3wczas rzek\u0105&#8230;&#8230;.&nbsp; polsk\u0105.<br \/>\nZima mija\u0142a w ten spokojny spos\u00f3b, pe\u0142en uroku, cho\u0107 nie pozbawiony rozmaitych dziecinnych, cz\u0119sto g\u0142\u0119bokich trosk i smutk\u00f3w.<br \/>\nCieszyli\u015bmy si\u0119 bardzo pierwszymi podmuchami wiosny. Nadchodzi\u0142 Wielki Post, podczas kt\u00f3rego poszczono od mi\u0119sa w \u015arody, Pi\u0105tki i Soboty, co w tych czasach uwa\u017cano za umartwienie (dzi\u015b nie jada si\u0119 go tygodniami i przestano si\u0119 nad tym zastanawia\u0107). W ko\u015bciele \u015bpiewano w niedziel\u0119 te sam\u0105 Pasj\u0119 co i dzi\u015b. Chodzili\u015bmy na ni\u0105, ale rzadko, bo trwa\u0142a bardzo d\u0142ugo.<br \/>\nW ogrodzie sikorki \u015bwiergota\u0142y, rzeczka pod ogrodem szumia\u0142a a nasze dziecinne serca te\u017c si\u0119 trzepota\u0142y z rado\u015bci.<br \/>\nWspomnia\u0142am ju\u017c raz, \u017ce nasze codzienne \u017cycie by\u0142o \u015bci\u015ble zwi\u0105zane z \u017cyciem Ko\u015bcio\u0142a i rytmem roku liturgicznego, kt\u00f3ry szczeg\u00f3lnie w Wielki Tydzie\u0144 dawa\u0142 najwi\u0119cej wra\u017ce\u0144 i prze\u017cy\u0107.<br \/>\nNasz ukochany dynowski ko\u015bci\u00f3\u0142, ile wspomnie\u0144 \u0142\u0105czy nas z jego murami, to nie jest zimny, martwy budynek, ale jaka\u015b \u017cywa, droga istota; ka\u017cdy szczeg\u00f3\u0142 w nim, ka\u017cdy k\u0105t ma w nim co\u015b do powiedzenia.<br \/>\nW sobot\u0119 przed Palmow\u0105 Niedziela przynosi\u0142 grabarz Socha kilka du\u017cych, \u0142adnych palm, przetykanych \u201ebaziami\u201d, czyli jak si\u0119 dawniej m\u00f3wi\u0142o \u201ekotkami\u201d. Nazajutrz szli\u015bmy jak zwykle na sum\u0119, aby by\u0107 obecnym na ceremonii po\u015bwi\u0119cenia palm, procesji i otwierania zamkni\u0119tych podczas procesji drzwi ko\u015bcielnych. Wszystkie liturgiczne obrz\u0119dy Wielkiego Tygodnia celebrowa\u0142 zawsze ks. Proboszcz Gabryel Sa\u0142ustowicz i bez niego trudno by\u0142oby mi sobie ko\u015bcio\u0142a dynowskiego wyobrazi\u0107 w moim dzieci\u0144stwie.<br \/>\nWe Wtorek Wielkiego Tygodnia rozpoczyna\u0142o si\u0119 pieczenie \u015bwi\u0119conego. Nie by\u0142a to zwyk\u0142a kulinarna, gospodarska czynno\u015b\u0107 jak\u0105 jest dzi\u015b, ale co\u015b jakby obrz\u0119d absorbuj\u0105cy wszystkich domownik\u00f3w.<br \/>\nJu\u017c z ko\u0144cem Wielkiego Postu Mama wybiera\u0142a si\u0119 do Przemy\u015bla po \u015bwi\u0105teczne sprawunki i przywozi\u0142a ca\u0142ymi kilogramami figi, daktyle, rodzynki, tzw. \u201ecykat\u0119\u201d i \u201earancini\u201d czyli sma\u017con\u0105 sk\u00f3rk\u0119 pomara\u0144czow\u0105. Chowa\u0142a to wszystko do du\u017cej szafy stoj\u0105cej w \u201eKamiennej Sieni\u201d. W kuchni rozpoczyna\u0142 si\u0119 taki ruch, \u017ce ca\u0142y ten budynek dr\u017ca\u0142 i trzeszcza\u0142 w posadach. Kucharz Wojciech K\u0142ysz p\u0119dzi\u0142 do roboty dw\u00f3ch kuchcik\u00f3w, Mama pozwala\u0142a nam, t.j. J\u00f3zi i mnie przychodzi\u0107 do \u201epomocy\u201d. Wielka to by\u0142a frajda i jedyna sposobno\u015b\u0107 do ob\u017cerania si\u0119 bakaliami, pomimo nieustannych napomnie\u0144 Mamy: \u201dPami\u0119tajcie, to jest Wielki Post i nie wolno ca\u0142y dzie\u0144 je\u015b\u0107, a w dodatku, jak sobie popsujecie \u017co\u0142\u0105dki, to dostaniecie besztanie i rycynus, zamiast \u015bwi\u0119conego\u201d.&nbsp; Niewiele te ostrze\u017cenia pomaga\u0142y i pakowa\u0142y\u015bmy w siebie co si\u0119 da\u0142o, cho\u0107 ukradkiem. J\u00f3zia poczu\u0142a si\u0119 bardzo dotkni\u0119ta, gdy ofiarowa\u0142a kucharzowi sw\u0105 pomoc przy jakim\u015b torcie, a on jej odpowiedzia\u0142:\u201d Gdy chcesz pomaga\u0107, to obieraj kartofle\u201d. Nawiasem dodaj\u0119, \u017ce ca\u0142a s\u0142u\u017cba w tym okresie m\u00f3wi\u0142a do nas \u201ety\u201d, a nie \u201epanienko\u201d czy \u201epaniczu\u201d.<br \/>\nNajlepszym przysmakiem dynowskiego \u015bwi\u0119conego by\u0142 tzw. \u201eTurecki placek\u201d, do kt\u00f3rego sz\u0142y ogromne ilo\u015bci bakalii i st\u0105d jego nazwa.By\u0142 ogromny, p\u0142aski, a r\u00f3wnie dobrego nigdy potem nie jad\u0142am. Robiono torty: \u201dcyga\u0144ski\u201d, \u201edobosz\u201d i inne i olbrzymi przek\u0142adaniec, nazywany przez nas \u201eg\u0142odny\u201d, bo poch\u0142ania\u0142 ca\u0142e warstwy bakalii i konfitur. Nieod\u0142\u0105czn\u0105 cz\u0119\u015bci sk\u0142adow\u0105 by\u0142y rumiane, wysokie baby, pachn\u0105ce rumem. Te si\u0119 piek\u0142o dopiero w Wielki Pi\u0105tek i le\u017ca\u0142y do Wielkiej Soboty na warstwie siana, aby si\u0119 nie pogniot\u0142y.<br \/>\nWielki Tydzie\u0144 by\u0142 wype\u0142niony w kuchni staraniami o cia\u0142o, ale duszy te\u017c w dynowskim ko\u015bciele nie zaniedbywano.<br \/>\nNabo\u017ce\u0144stwa rozpoczyna\u0142a Ciemna Jutrznia w Wielk\u0105 \u015arod\u0119. W Dynowie istnia\u0142 odwieczny lokalny zwyczaj, \u017ce podczas tej Jutrzni ch\u0142opcy opatrzeni ko\u0142atkami szli gremialnie na dzwonnic\u0119 \u201espuszcza\u0107 kota\u201d. Zwyczaj ten polega\u0142 na tym, \u017ce jakiego\u015b kota umieszczano w glinianym, zwykle p\u0119kni\u0119tym garnku, ( bo ca\u0142ego by\u0142aby \u017cadna baba na to nie da\u0142a) i zrzucano ten garnek z okiennej dzwonnicy na ziemi\u0119. Garnek naturalnie t\u0142uk\u0142 si\u0119 w kawa\u0142ki, kot, kt\u00f3remu nigdy nic si\u0119 nie sta\u0142o, ucieka\u0142 jak szalony, a zgraja ch\u0142opczysk\u00f3w, ko\u0142ataj\u0105c ko\u0142atkami i wrzeszcz\u0105c jak stado djab\u0142\u00f3w, p\u0119dzi\u0142a za nim. Zwykle z ko\u015bcio\u0142a wychodzi\u0142 wtedy stary ko\u015bcielny Micha\u0142 Wola\u0144ski i beszta\u0142 ch\u0142opc\u00f3w, \u017ce przeszkadzaj\u0105 w Jutrzni. Pami\u0119tam, \u017ce moi bracia Antek i Kuba, te\u017c brali udzia\u0142 w tym \u201espuszczaniu kota\u201d i to zawsze w towarzystwie Marcina furmana, kt\u00f3ry ni\u00f3s\u0142 garnek. Dlaczego w\u0142a\u015bnie do tej funkcji przeznaczano, tego si\u0119 ju\u017c nie dowiem. Zwyczaj ten od czasu pierwszej wojny \u015bwiatowej zosta\u0142 zarzucony a mia\u0142 podobno symbolizowa\u0107 samob\u00f3jcz\u0105 \u015bmier\u0107 Judasza.<br \/>\nWielki Czwartek. Rano suma, dzwony bij\u0105ce na \u201eGloria\u201d, nasze przepi\u0119kne dzwony dynowskie sprzed pierwszej wojny. Zdaje mi si\u0119 do dzi\u015b, ze nigdzie tak \u015blicznego d\u017awi\u0119ku dzwon\u00f3w nie s\u0142ysza\u0142am. Brali\u015bmy zawsze udzia\u0142 we wszystkich nabo\u017ce\u0144stwach i liturgicznych ceremoniach Wielkiego Tygodnia. Nasza \u0142awka \u201e kolatorska\u201d o pulpicie nakrytym czerwonym suknem by\u0142a tak nami wype\u0142niona, \u017ce Tata kaza\u0142 zrobi\u0107 drug\u0105, mniejsz\u0105 ko\u0142o balask\u00f3w i zawsze przez ca\u0142e dalsze \u017cycie i do ostatnich lat \u017cycia w niej siada\u0142. Znaj\u0105c doskonale \u0142acin\u0119, odpowiada\u0142 ksi\u0119dzu razem z organist\u0105. Irytowa\u0142 si\u0119, gdy wadliwie, lub niedbale kto\u015b po \u0142acinie co\u015b powiedzia\u0142 czy za\u015bpiewa\u0142; kocha\u0142 ten j\u0119zyk i zna\u0142 znacznie lepiej ni\u017c niejeden ksi\u0105dz.<br \/>\nW Wielki Pi\u0105tek ca\u0142y nieomal ranek sp\u0119dzali\u015bmy w ko\u015bciele, a po po\u0142udniu ju\u017c biegali\u015bmy na \u201ew\u0142asna r\u0119k\u0119\u201d do Bo\u017cego Grobu, gdzie nasza dziecinn\u0105 wyobra\u017ani\u0119 bardzo zajmowa\u0142a bij\u0105ca, z beczki umieszczonej za oknem, fontanna i kanarki w klatkach \u0107wierkaj\u0105ce w kaplicy \u015bw. Antoniego, gdzie zawsze umieszczano \u201eBo\u017cy Gr\u00f3b\u201d. W domu nadal robota i ruch z wyka\u0144czaniem \u201e\u015bwi\u0119conego\u201d. Ubiera\u0142o si\u0119 torty, lukrowa\u0142o baby, szynki gotowa\u0142y si\u0119 w du\u017cych kot\u0142ach i sprawia\u0142y swoim zapachem niezno\u015bna pokut\u0119 wyposzczonym \u017co\u0142\u0105dkom.<br \/>\nW domu panowa\u0142a cisza, nikt nie \u015bpiewa\u0142, nie wolno by\u0142o, bro\u0144 Bo\u017ce, dotkn\u0105\u0107 klawisza fortepianu od Czwartku do Soboty, gdy dzwony znowu zabrzmia\u0142y podczas Mszy \u015aw. na \u201eGloria\u201d.<br \/>\nWielkosobotni ranek znowu wype\u0142niony nabo\u017ce\u0144stwem o wielkanocnym, ju\u017c radosnym tonie.<br \/>\nW powietrzu unosi\u0142y si\u0119 d\u017awi\u0119ki ko\u0142atek. Cz\u0119sto, o ile by\u0142a pogoda, ptaszki w ogrodzie po wiosennemu \u015bwiergota\u0142y, z Ko\u015bcio\u0142a dochodzi\u0142 d\u017awi\u0119k wielkopostnych pie\u015bni. Cudowna, przepojona wiar\u0105, wiosna, rado\u015bci\u0105 i star\u0105 tradycj\u0105, atmosfera.<br \/>\nW naszym domu, na og\u00f3\u0142, kuchnia by\u0142a skromna, a tryb \u017cycia raczej surowy, sparta\u0144ski, ale na Wielkanoc trzymano si\u0119 danych zwyczaj\u00f3w i \u201e\u015awi\u0119cone\u201d by\u0142o sute i \u0142adne.<br \/>\nW salonie sta\u0142 du\u017cy st\u00f3\u0142 nakryty pi\u0119knym obrusem na \u201e24 osoby\u201d, po rogach wysokie baby, na \u015brodku, na honorowym miejscu \u201epakowaniec\u201d, \u201eturek\u201d, \u201edziady\u201d &#8211; placki mazurki, a na brzegach sta\u0142y p\u00f3\u0142miski dymi\u0105cych i l\u015bni\u0105cych w\u0119dlin.<br \/>\nTeklu\u0144cia przynosi\u0142a pisanki pisane woskiem i szpilk\u0105 przy ma\u0142ej kuchence w garderobie. Na \u015brodku sta\u0142 baranek z mas\u0142a, \u201earcydzie\u0142o\u201d rze\u017abiarskie kucharza Wojciecha, z oczami z pieprzu i czerwon\u0105 chor\u0105giewk\u0105.<br \/>\nWielk\u0105 ozdob\u0105 \u015bwi\u0119conego by\u0142y kwiaty. Ogrodnik Gubernat przynosi\u0142 kilkadziesi\u0105t wazonik\u00f3w rozkwit\u0142ych hiacynt\u00f3w, cynerarii, lak\u00f3w pachn\u0105cych i aksamitnych. Ka\u017cde wolne miejsce by\u0142o nimi zaj\u0119te. Zapach ich miesza\u0142 si\u0119 z charakterystycznym zapachem ciast i w\u0119dlin, a torty i lukrowane obsypane kolorowym maczkiem baby, mieni\u0142y si\u0119 rozmaitymi barwami. \u0141adne by\u0142o to nasze dynowskie \u015bwi\u0119cone, pe\u0142ne uroku rzeczy dawnych, tradycji i swoistej atmosfery.<br \/>\nOko\u0142o drugiej po po\u0142udniu przyje\u017cd\u017ca\u0142 ksi\u0105dz proboszcz Sa\u0142ustowicz. Zbierali\u015bmy si\u0119 wszyscy w salonie, ksi\u0105dz ubrany w naj\u0142adniejsz\u0105 kom\u017c\u0119 i stu\u0142\u0119 z bia\u0142ego at\u0142asu haftowan\u0105 prawdziwymi per\u0142ami w winne grona, rozpoczyna\u0142 ceremoni\u0119 \u015bwi\u0119cenia. Obok niego honorowa asysta, dw\u00f3ch mieszczan dynowskich w narodowym stroju: czarna czamara przepasana barwnym pasem, podobnym do kontuszowego, wysoka czapka z siwego baranka ozdobiona w tyle paroma kokardkami z bia\u0142ej wst\u0105\u017cki i pa\u0142asz.<br \/>\nWidz\u0119 dot\u0105d pi\u0119kn\u0105 posta\u0107 ks. Sa\u0142ustowicza nad pokrytym kwiatami sto\u0142em, czuj\u0119 dot\u0105d uroczysty nastr\u00f3j tej jedynej w roku chwili.<br \/>\nObok naszego sto\u0142u by\u0142 drugi ze \u015bwi\u0119conym dla s\u0142u\u017cby i \u201edziad\u00f3w\u201d.<br \/>\nPo \u015bwi\u0119ceniu nale\u017ca\u0142a do tradycji kawa z bab\u0105, kt\u00f3r\u0105 w tym celu rozpoczynano kraja\u0107.<br \/>\nW Wielka Sobot\u0119 po po\u0142udniu Mama z kucharzem i z nami rozdziela\u0142a \u015bwi\u0119cone pomi\u0119dzy s\u0142u\u017cb\u0119. Dostawali du\u017c\u0105 \u201epasch\u0119\u201d, czyli ko\u0142acz, pier\u00f3g z kapust\u0105, kie\u0142bas\u0119, w\u0119dzonk\u0119, ser i pisanki. Podobne \u015bwi\u0119cone dostawa\u0142o te\u017c kilkunastu ubogich, kt\u00f3rych Mama zawsze lubi\u0142a i nigdy \u017caden bez hojnego datku od nas nie odszed\u0142. Mama w og\u00f3le by\u0142a bardzo wra\u017cliwa na ludzka bied\u0119, do najn\u0119dzniejszych \u017cebrak\u00f3w (a by\u0142o ich wtedy kilku w okolicy) m\u00f3wi\u0142a serdecznie. Ukochanym \u015awi\u0119tym Mamy by\u0142 \u015bw. Franciszek, \u201e Biedaczyna\u201d z Assy\u017cu i mia\u0142a do niego wielkie nabo\u017ce\u0144stwo. Nale\u017ca\u0142a do Trzeciego zakonu \u015bw. Franciszka, czyli tzw. \u201eTercjarzy\u201d.<br \/>\nNazajutrz Wielka Niedziela! O czwartej rano budzi\u0142 nas huk mo\u017adzierza z ogrodu na \u201ewikar\u00f3wce\u201d. By\u0142o to has\u0142o do wstawania na Rezurekcj\u0119, kt\u00f3ra si\u0119 rozpoczyna\u0142a o 5 tej rano. Sz\u0142o si\u0119 do ko\u015bcio\u0142a cz\u0119sto przy rannej zorzy. W ko\u015bciele ca\u0142\u0105 noc ludzie \u015bpiewali pie\u015bni przy Bo\u017cym Grobie, podobnie zreszt\u0105 jak i dzi\u015b. Rezurekcja r\u00f3wnie\u017c odbywa\u0142a si\u0119 podobnie jak obecnie. Ten sam pe\u0142en tryumfalnego brzmienia hymn: \u201eGloria Tibi Trinitas\u201d, te same t\u0142umy wok\u00f3\u0142 baldachimu i pe\u0142na rado\u015bci pie\u015b\u0144: \u201eWeso\u0142y nam dzi\u015b dzie\u0144 nasta\u0142\u201d. Istnia\u0142y jednak dzi\u015b ju\u017c nie znane zwyczaje. Przed baldachimem post\u0119powa\u0142 szpaler tzw. \u201e gwardii obywatelskiej\u201d z\u0142o\u017conej z mieszczan dynowskich w stroju, kt\u00f3ry tu powy\u017cej opisa\u0142am i z wyci\u0105gni\u0119tymi pa\u0142aszami. Post\u0119powali ci \u201eObywatele Miasta Dynowa\u201d w swoich wysokich barankowych czapkach z kokardkami, pe\u0142ni powagi i godno\u015bci, a przed nimi szpaler stra\u017cy po\u017carnej, czyli z austriacka zwanych \u201efajermanami\u201d, w b\u0142yszcz\u0105cych he\u0142mach.<br \/>\nPod baldachimem b\u0142yszcza\u0142a monstrancja niesiona przez ks. Sa\u0142ustowicza, kt\u00f3rego prowadzi\u0142 pod r\u0119k\u0119 m\u00f3j Ojciec. By\u0142 to przywilej tzw. \u201dkolatora\u201d ko\u015bcio\u0142a, kt\u00f3rym by\u0142 ka\u017cdy w\u0142a\u015bciciel maj\u0105tku ziemskiego w danej parafii, o ile by\u0142 katolikiem. Ca\u0142a nasza rodzina post\u0119powa\u0142a tu\u017c za baldachimem.<br \/>\nOgromnie lubi\u0142am te procesje rezurekcyjna, tylko ba\u0142am si\u0119 strza\u0142\u00f3w z mo\u017adzierzy, kt\u00f3re grzmia\u0142y na \u201ewikar\u00f3wce\u201d, ilekro\u0107 baldachim mija\u0142 g\u0142\u00f3wne wej\u015bcie do ko\u015bcio\u0142a; procesja obchodzi\u0142a trzy razy ko\u015bci\u00f3\u0142.<br \/>\nJestem panu Bogu niezmiernie wdzi\u0119czna, \u017ce i teraz po latach przesz\u0142o pi\u0119\u0107dziesi\u0119ciu mog\u0119 nadal bra\u0107 udzia\u0142 w rezurekcji w naszym dynowskim ko\u015bciele, tak zawsze wzruszaj\u0105cej, tak pe\u0142nej tryumfu Chrystusowego, tak bardzo podobnej do tej z moich dziecinnych lat.<\/p>\n<p><u><strong>Dyn\u00f3w 10 II 1955<\/strong><\/u><\/p>\n<p>Po rezurekcji p\u0119dzili\u015bmy wprost do domu na pierwsze wielkanocne \u015bniadanie. Jedyny to raz w roku, w Wielk\u0105 Niedziel\u0119 do rannej kawy podanej na naj\u0142adniejszej porcelanie, podawa\u0142 lokaj szynk\u0119 i inne w\u0119dliny, baby, przek\u0142adaniec. Byli\u015bmy g\u0142odni po paru dniach ostrego postu, a szynka zrobiona wprost \u015bwietnie przez Wojciecha K\u0142ysza, znika\u0142a w ogromnych ilo\u015bciach.<br \/>\nNazajutrz, w Poniedzia\u0142ek Wielkanocny, \u201e\u015amigus\u201d by\u0142 obchodzony w tym czasie wr\u0119cz z pasj\u0105. Przechodzi ludzkie poj\u0119cie co si\u0119 w tym dniu u nas dzia\u0142o. M\u00f3j Ojciec, cz\u0142owiek w tych czasach jeszcze m\u0142ody, pe\u0142en \u017cycia i humoru, przepada\u0142 za \u201e\u015amigusem\u201d. Dosy\u0107 powiedzie\u0107, \u017ce jeszcze w Wielk\u0105 Sobot\u0119 fornale beczkami wozili wod\u0119 do du\u017cych kadzi ko\u0142o domu i rezerwuaru betonowego w stajni.<br \/>\nPo powrocie z sumy rozpoczyna\u0142o si\u0119 tzw. \u201elanie si\u0119\u201d. M\u00f3j Ojciec biega\u0142 jak m\u0142ody ch\u0142opak z konewkami wody, oblewa\u0142 strumieniami dziewcz\u0119ta z garderoby, pomagali mu w tym wszyscy m\u0142odzi m\u0119\u017cczy\u017ani z folwarku: oblewali dziewcz\u0119ta wiadrami wody, dziewcz\u0119ta im oddawa\u0142y tym samym. Ca\u0142e obej\u015bcie by\u0142o zlane woda, a czasem to i w domu sta\u0142y ka\u0142u\u017ce. Ile by\u0142o przy tym \u015bmiechu, \u017cart\u00f3w, ile szczerej weso\u0142o\u015bci! Pami\u0119tam nasza d\u0142ugoletni\u0105 niani\u0119, Wikci\u0119 Frukan\u00f3wn\u0105, kt\u00f3ra raz za\u0142o\u017cy\u0142a si\u0119 z moim Ojcem, \u017ce si\u0119 nie da obla\u0107 w<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&#8222;Poniedzia\u0142ek Oblewany\u201d. Poprosi\u0142a na ten dzie\u0144 Teklu\u0144ci\u0119 o urlop i posz\u0142a na ca\u0142y dzie\u0144 na wie\u015b do domu. Wr\u00f3ci\u0142a o 10 tej wiecz\u00f3r i musia\u0142a wej\u015b\u0107 do \u201dgarderoby\u201d przez du\u017ca sie\u0144 w starym lamusie. By\u0142y tam schody na strych, na szczycie kt\u00f3rych czatowa\u0142 na ni\u0105 m\u00f3j Ojciec i chlusn\u0105\u0142 na ni\u0105 ca\u0142a konewk\u0105 wody, wo\u0142aj\u0105c: \u201eWidzisz, \u017ce ci\u0119 obla\u0142em\u201d.<br \/>\nNa Igiozie to nawet dziewcz\u0119ta k\u0105pano w stawie, o ile by\u0142 ciep\u0142y dzie\u0144. Gdy kto\u015b kiedy\u015b b\u0119dzie czyta\u0142 te moje wspomnienia, niech nie my\u015bli, \u017ce ja tu co\u015b przesadzam, a mo\u017ce wymy\u015blam rozmaite obrazki z tego \u00f3wczesnego \u017cycia. Niech sobie nie wyobra\u017ca stosunku s\u0142u\u017cby do moich rodzic\u00f3w opartego jedynie na strachu przed \u201epa\u0144stwem\u201d. U nas taka scena jak oblanie s\u0142u\u017c\u0105cej przez \u201eja\u015bnie pana\u201d by\u0142o ca\u0142kiem mo\u017cliwe i nie przesadzone.<br \/>\n\u201eLanie si\u0119\u201d przerywa\u0142 zawsze przyjazd ksi\u0119dza S\u0119kowskiego z Bach\u00f3rza, wielkiego przyjaciela moich Rodzic\u00f3w, kt\u00f3ry nas wita\u0142 swym przemi\u0142ym u\u015bmiechem ze s\u0142owami: \u201eChrystus Zmartwychwsta\u0142\u201d<br \/>\nPo Wielkiej Nocy rozpoczyna\u0142a si\u0119 ju\u017c zwykle wiosna, cz\u0119sto zmienna i kapry\u015bna, czasem ciep\u0142a tak, \u017ce ju\u017c pod koniec Kwietnia wyp\u0119dzano byd\u0142o pierwszy raz na pastwisko. By\u0142 to osobliwy i mi\u0142y dzie\u0144. Wspomnia\u0142am ju\u017c, \u017ce hodowano u nas oko\u0142o 80 sztuk byd\u0142a, z kt\u00f3rego du\u017co by\u0142o swojego chowu i zna\u0142o zwyczaje. W dzie\u0144 przeznaczony na to, po obiedzie szli\u015bmy wszyscy do stajni krowiej. Na czele m\u00f3j Ojciec z palm\u0105 po\u015bwiecon\u0105 w Palmow\u0105 Niedziel\u0119 i talerzem ze \u015bwi\u0119con\u0105 woda. Za nim Mama i my dzieci, panna Ernestyna, a w stajni asystowa\u0142a ca\u0142a s\u0142u\u017cba stajenna. Pami\u0119tam doskonale jak byd\u0142o na widok palmy, kt\u00f3ra m\u00f3j Ojciec kropi\u0142 je wod\u0105 \u015bwiecona, podnosi\u0142o taki ryk, \u017ce stajnia si\u0119 trz\u0119s\u0142a. Mo\u017ce si\u0119 to te\u017c komu\u015b wyda\u0107 ma\u0142o prawdopodobne, ale doprawdy, \u017ce ta rado\u015b\u0107 kr\u00f3w, kt\u00f3re z roku na rok pami\u0119ta\u0142y ten zwyczaj, by\u0142a nieomal wzruszaj\u0105c\u0105.<br \/>\nOjciec z Benedykiem przechodzili ca\u0142\u0105 stajnie kropi\u0105c krowy, potem dziewcz\u0119ta odwi\u0105zywa\u0142y je z \u0142a\u0144cuch\u00f3w i wtedy dopiero rozpoczyna\u0142o si\u0119 istne widowisko. Krowy &#8211; szczeg\u00f3lnie m\u0142ode &#8211; wybiega\u0142y ze stajni jak szalone z podniesionymi ogonami i zaczyna\u0142y na dworze podskakiwa\u0107, b\u00f3\u015b\u0107 si\u0119 ze sob\u0105 dla \u201ezabawy\u201d, a my dzieci brali\u015bmy ca\u0142ym sercem udzia\u0142 w tej krowiej rado\u015bci, w kt\u00f3rej czu\u0142o si\u0119 rado\u015b\u0107 przyrody z powrotu wiosny.<br \/>\nNadchodzi\u0142 Maj pachn\u0105cy czeremch\u0105 i bzami, sad nasz pokrywa\u0142 si\u0119 \u015bniegiem jab\u0142oniowych kwiat\u00f3w, a po krzakach \u201edar\u0142y si\u0119 \u201e wprost s\u0142owiki.<br \/>\nChodzili\u015bmy zawsze wieczorem do ko\u015bcio\u0142a na majowe nabo\u017ce\u0144stwo. Ten sam \u015bliczny obraz Matki Boskiej Dynowskiej patrzy\u0142 na nas z o\u0142tarza, ten sam paj\u0105k kryszta\u0142owy, kt\u00f3rego szkie\u0142ka wydawa\u0142y mi si\u0119 t\u0119czowymi brylantami i ten sam witra\u017c ze scen\u0105 Zwiastowania w pogodne wieczory prze\u015bwietlony s\u0142o\u0144cem. Ta sama tez litania Loreta\u0144ska, kt\u00f3rej nuta jest nieod\u0142\u0105czna od d\u017awi\u0119k\u00f3w polskiej wiosny. W tych czasach jednak podczas majowego nabo\u017ce\u0144stwa nie by\u0142o wystawienia Naj\u015bwi\u0119tszego Sakramentu tak jak dzi\u015b i po litanii \u015bpiewano Suplikacj\u0119.<br \/>\nPo nabo\u017ce\u0144stwie wracali\u015bmy do domu cz\u0119sto przy d\u017awi\u0119kach d\u0119tej orkiestry, kt\u00f3ra co par\u0119 dni gra\u0142a pie\u015bni maryjne na balkonie ko\u015bcio\u0142a. Sz\u0142o si\u0119 potem z Mam\u0105 do wieczornego udoju, podczas kt\u00f3rego doj\u0105ce dziewcz\u0119ta \u015bpiewa\u0142y te same pie\u015bni jak \u201e Matko Niebieskiego Pana\u201d, \u201eCze\u015b\u0107 Maryji\u201d i inne tak \u017cywo przypominaj\u0105ce majowe wieczory.<br \/>\nPo kolacji, ca\u0142a s\u0142u\u017cba i my wszyscy zbierali\u015bmy si\u0119 w kancelarji Ojca na nabo\u017ce\u0144stwo majowe, o czym ju\u017c raz wy\u017cej wspomina\u0142am.&nbsp;<\/p>\n<p><u><strong>Dyn\u00f3w 11 lutego 1955<\/strong><\/u><\/p>\n<p>Ubieranie o\u0142tarzyka majowego nale\u017ca\u0142o do nas, dziewczynek. Bardzo lubi\u0142y\u015bmy ten \u201eobowi\u0105zek\u201d i ca\u0142e nar\u0119cza wiosennych kwiat\u00f3w rozmieszcza\u0142y\u015bmy we flakonach na tym o\u0142tarzyku.<br \/>\nNadchodzi\u0142y coraz to cieplejsze dni i zwykle z pocz\u0105tkiem Maja, mama pozwala\u0142a nam chodzi\u0107 boso. By\u0142a to radosna chwila, bo oznacza\u0142a ju\u017c na pewno wiosn\u0119 i lato, wiec cieszy\u0142y si\u0119 dzieciska ogromnie. Pami\u0119tam, \u017ce jednego dnia Mama wesz\u0142a do dziecinnego pokoju z rozkazem: &#8222;Zdejmijcie trzewiki i biegnijcie do ogrodu\u201d, po tych s\u0142owach zacz\u0119li\u015bmy biega\u0107 naoko\u0142o sto\u0142u jak czw\u00f3rka warjat\u00f3w, a potem p\u0119dem do ogrodu. Na wiosn\u0119 i w lecie, byli\u015bmy, poza godzinami lekcji, stale na dworze, bo Mama bardzo wierzy\u0142a w dobroczynny wp\u0142yw s\u0142o\u0144ca i powietrza na organizm ludzki.<br \/>\nKrzaki \u201ena Hu\u015btawce\u201d i \u201eza pokojami\u201d to by\u0142a nasza domena. Tam przez par\u0119 lat, co roku, ja sobie budowa\u0142am sza\u0142as z ga\u0142\u0119zi \u015bwierkowych, kt\u00f3re zostawa\u0142y po odkryciu r\u00f3\u017c. Sza\u0142asy te by\u0142y tak solidne, \u017ce nawet silne wiatry i deszcze letnie ich nie niszczy\u0142y; sp\u0119dza\u0142am tam nieraz ca\u0142e godziny na zabawie, czyta\u0142am, a czasem i spa\u0107 mi si\u0119 w nich zdarza\u0142o w ci\u0105gu dnia.<br \/>\nW Czerwcu nasz ogr\u00f3d pokrywa\u0142 si\u0119 masa r\u00f3\u017c, go\u017adzik\u00f3w i innych letnich ju\u017c kwiat\u00f3w, dni coraz d\u0142u\u017csze, a wi\u0119c i obowi\u0105zkowe spacery w pole odbywa\u0142y si\u0119 po podwieczorku. Ciemn\u0105 stron\u0105 tych spacer\u00f3w by\u0142o to, \u017ce zawsze towarzyszy\u0142 nam pies, Mamy legawiec \u201eBrawo\u201d, kt\u00f3ry ugania\u0142 po polach, znika\u0142 w zbo\u017cach, czy kartoflach i trzeba go by\u0142o w niebog\u0142osy wo\u0142a\u0107, by si\u0119 gdzie\u015b za zwierzyn\u0105 nie zawieruszy\u0142 i nie przepad\u0142, coby dla Mamy by\u0142o wielka przykro\u015bci\u0105. Mo\u017cna sobie by\u0142o tych krzyk\u00f3w i emocji na spacerze \u0142atwo oszcz\u0119dzi\u0107 zamykaj\u0105c psa na te dwie godziny, ale w\u00f3wczas ludzie zatruwali sobie cz\u0119sto takim g\u0142upstwami \u017cycie.<br \/>\nM\u00f3j Ojciec ca\u0142e dnie w lecie sp\u0119dza\u0142 w polu. Na lekkim w\u00f3zku tzw. \u201etarantasie\u201d je\u017adzi\u0142 z Marcinem przed po\u0142udniem i ca\u0142e popo\u0142udnie, tak, \u017ce kaza\u0142 sobie nawet podwieczorek w pole przynosi\u0107. Z lud\u017ami pracuj\u0105cymi cz\u0119sto \u017cartowa\u0142, sta\u0142ym robotnicom kupowa\u0142 prezenty w postaci chustek, materia\u0142\u00f3w na suknie i du\u017co nawet na to pieni\u0119dzy wydawa\u0142. Nazywa\u0142 te prezenty \u201ebengalami\u201d, prawdopodobnie dlatego, \u017ce za Jego m\u0142odo\u015bci istnia\u0142y ch\u0142opskie chustki na g\u0142ow\u0119 z we\u0142ny zwanej \u201ebengalsk\u0105.\u201d<br \/>\nW Czerwcu wypada\u0142a Oktawa Bo\u017cego Cia\u0142a, w kt\u00f3rej wszyscy brali\u015bmy, naturalnie, udzia\u0142. Tak si\u0119 jako\u015b w tych latach sk\u0142ada\u0142o, \u017ce na samo Bo\u017ce Cia\u0142o by\u0142 wielki upa\u0142; podczas uroczystej procesji po miasteczku \u017car si\u0119 la\u0142 na odkryte g\u0142owy m\u0119\u017cczyzn, a wtedy jeszcze nie znano obecnego zwyczaju chodzenia ca\u0142ego lata z go\u0142a g\u0142ow\u0105 i \u201eprzepalenie\u201d g\u0142owy rzekomo grozi\u0142o powa\u017cnym niebezpiecze\u0144stwem.<br \/>\nDo 10 roku \u017cycia, J\u00f3zia i ja rzuca\u0142y\u015bmy z innymi dziewczynkami z parafii kwiaty pod nogi ksi\u0119dza nios\u0105cego Monstrancj\u0119. Nasza dobra Teklu\u0144cia zawsze nam na te okazje przygotowywa\u0142a nowe, bia\u0142e sukienki, niebieskie wst\u0105\u017cki do w\u0142os\u00f3w i stara\u0142a si\u0119 w swojej wprost macierzy\u0144skiej czu\u0142o\u015bci o to by\u015bmy jak naj\u0142adniej wygl\u0105da\u0142y. Temu znowu sprzeciwia\u0142a si\u0119 Mama, bo si\u0119 ba\u0142a rozbudza\u0107 w nas pr\u00f3\u017cno\u015b\u0107 i zami\u0142owanie do stroj\u00f3w.<br \/>\nNa par\u0119 dni przed Bo\u017cym Cia\u0142em musia\u0142y\u015bmy uwi\u0107 dwana\u015bcie male\u0144kich wianuszk\u00f3w z macierzanki, rozchodnika i innych zi\u00f3\u0142, a Tata pisa\u0142 na czterech kartkach papieru 4 Ewangelie czytane podczas procesji. Zwija\u0142 je w ruloniki i wraz z wianuszkami zawieszano je na monstrancji.<br \/>\nPo Oktawie Ojciec zawiesza\u0142 wianki w kancelarji, a ruloniki z Ewangeliami sam zakopywa\u0142 w czterech rogach swego maj\u0105tku: na \u201eKrzywdzie\u201d, na \u201eWielkiej Cegielni\u201d, ko\u0142o stawu w Harcie, nad Sanem i tzw. \u201eRadzieckiem\u201d, tam, gdzie dzi\u015b jest stacja kolejki. Stary to podobno, ale dzi\u015b m\u0142odym ju\u017c zupe\u0142nie nieznany zwyczaj.<br \/>\nW tych czasach ca\u0142e nasze \u017cycie, sprawy nawet czysto materialne, by\u0142y g\u0142\u0119boko przepojone chrystianizmem, co mo\u017ce si\u0119 dzi\u015b komu\u015b wydawa\u0107 sentymentalizmem i \u0142\u0105czeniem religii z rozmaitymi zwyczajami niewiele z ni\u0105 maj\u0105cymi wsp\u00f3lnego. Mo\u017cna si\u0119 na to w rozmaity spos\u00f3b zapatrywa\u0107, ja tu tylko opowiadam jak pami\u0119tam i jak by\u0142o.<br \/>\nMia\u0142o to nasze dynowskie \u017cycie podczas lata i swoje ciemne strony, kt\u00f3re si\u0119 nam dzi\u015b wydaj\u0105 nie takie zn\u00f3w tragiczne, bo\u015bmy gorsze rzeczy prze\u017cyli, ale w\u00f3wczas to by\u0142a istna zmora. Za mego dzieci\u0144stwa by\u0142y o wiele gwa\u0142towniejsze burze, ulewy, tzw. fale, s\u0142oty trwaj\u0105ce po kilka tygodni. Do tego trzeba doda\u0107, \u017ce Mama jaki\u015b wprost organiczny wstr\u0119t do deszczu i lek przed burz\u0105, grzmotami, gradem. Gdy po upalnym dniu nadci\u0105ga\u0142a burza, mama bra\u0142a do r\u0119ki ma\u0142y dzwoneczek loreta\u0144ski (z Loreto we W\u0142oszech), na patelnie wianki z Bo\u017cego Cia\u0142a po\u0142o\u017cone na \u017carz\u0105ce si\u0119 w\u0119gle i pal\u0105c je dzwoni\u0142a przed domem. Niech nikt nie nazywa tego \u015bmiesznym zabobonem, bo to by\u0142a forma modlitwy i ukazanie Bogu ufno\u015bci, \u017ce oszcz\u0119dzi szkody materialnej. Gradu nie pami\u0119tam w Dynowie nigdy, ale ulewy robi\u0142y du\u017ce szkody, k\u0142ad\u0142y zbo\u017ca, a wylewy Sanu to by\u0142a istna zmora, a zdarza\u0142y si\u0119 przeci\u0119tne co dwa lata, o wiele cz\u0119\u015bciej ni\u017c obecnie. Bywa\u0142y te\u017c lata pogodne i suche; w naszym ogrodzie by\u0142a masa truskawek, porzeczek, agrestu, malin, ale c\u00f3\u017c z tego! Nam, ma\u0142ym dzieciom nie wolno by\u0142o tam wchodzi\u0107, a szczeg\u00f3lnie \u201epod kar\u0105 \u015bmierci\u201d, nie wolno by\u0142o je\u015b\u0107 surowego groszku, czy porzeczek. Nic wtedy nie wiedziano o witaminach, nie jedzono sur\u00f3wek, a ka\u017cd\u0105 jarzyn\u0119 musia\u0142o si\u0119 ugotowa\u0107.<br \/>\nNaturalnie, \u017ce cz\u0119sto zakradali\u015bmy si\u0119 na te \u201ezakazane owoce\u201d, ob\u017cerali\u015bmy si\u0119 nimi i nic nam to nie szkodzi\u0142o. Je\u017celi kt\u00f3re\u015b z nas zachorowa\u0142o czasami, to chyba dlatego, ze dawano nam za du\u017co jedzenia, na kolacj\u0119 zawsze mi\u0119so, plus kwa\u015bne mleko z kasz\u0105, a bardzo cz\u0119sto jeszcze p\u00f3\u0142misek wspania\u0142ych rak\u00f3w, kt\u00f3re ch\u0142opi z Lask\u00f3wki worami przynosili.<br \/>\nW naszej okolicy by\u0142o w\u00f3wczas o wiele wi\u0119cej las\u00f3w, a w tych lasach wiele zr\u0119b\u00f3w szpilkowych pokrytych poziomkami. Zjada\u0142o si\u0119 ich wtedy na raz bez ko\u0144ca. Pewnego dnia nasz lokaj, Jak\u00f3b Zygar, nakry\u0142 do podwieczorku nie na ganku pod s\u0142upami, ale pod du\u017c\u0105 lip\u0105 na gazonie. Postawi\u0142 na stole du\u017cy p\u00f3\u0142misek poziomek i odszed\u0142. Nim przyszli\u015bmy do sto\u0142u, krowa \u201ePisanka\u201d, faworytka mamy, kt\u00f3ra jedna mi\u0142a przywilej pasienia si\u0119 w ogrodzie, podesz\u0142a do sto\u0142u i bez ceremonii ca\u0142y p\u00f3\u0142misek poziomek zjad\u0142a. Gdy\u015bmy przyszli pod lip\u0119, ko\u0144czy\u0142a ju\u017c t\u0119 uczt\u0119 i mlaska\u0142a pyskiem, z kt\u00f3rego wysypywa\u0142y si\u0119 pachn\u0105ce poziomki. Ogromna to by\u0142a rado\u015b\u0107 dla dzieci.<br \/>\nW czerwcu, na \u015awi\u0119tego Antoniego, wypada\u0142 odpust w Dynowie. Po uroczystej sumie i procesji, Tata szed\u0142 zawsze na odpustowy obiad do ks. Proboszcza Sa\u0142ustowicza, a jego matka, bardzo lubiana i szanowana, przysy\u0142a\u0142a z tego obiadu tort i lody. Do regu\u0142y te\u017c nale\u017ca\u0142o, \u017ce Tata po takim obiedzie zawsze twierdzi\u0142, \u017ce si\u0119 przejad\u0142 i cierpi na \u017co\u0142\u0105dek.<br \/>\nM\u00f3wi\u0105c o odpu\u015bcie przypomnia\u0142am sobie osob\u0119 ks. Sa\u0142ustowicza. By\u0142 on proboszczem w Dynowie od r 1890 do1919, a wi\u0119c przez nieomal 30 lat. By\u0142 to przyjaciel naszego Ojca i g\u0142\u00f3wnie dzi\u0119ki niemu to probostwo otrzyma\u0142. W tych czasach tzw. \u201eprezenta\u201d, czyli prawo obj\u0119cia probostwa przez ksi\u0119dza zale\u017ca\u0142o nie tylko od biskupa ale i kolatora parafii i \u201eprezenta\u201d musia\u0142a by\u0107 przez niego podpisana Kolatorem by\u0142 z regu\u0142y w\u0142a\u015bciciel maj\u0105tku ziemskiego w danej parafii.<br \/>\nKsi\u0105dz Sa\u0142ustowicz po\u0142o\u017cy\u0142 du\u017ce zas\u0142ugi dla ko\u015bcio\u0142a w Dynowie. Obj\u0105\u0142 go w stanie zaniedbanym i w ci\u0105gu swego pobytu w Dynowie postara\u0142 si\u0119 o now\u0105, kamienna posadzk\u0119, pi\u0119kne barokowe stalle przed g\u0142\u00f3wnym o\u0142tarzem, nowy ch\u00f3r, o\u0142tarze Matki Boskiej i Serca Jezusowego, dach z blachy cynkowej. By\u0142 to ksi\u0105dz wielkiej dobroci serca, w towarzystwie ogromnie mi\u0142y. S\u0142abo\u015bci\u0105 jego by\u0142o mo\u017ce to, \u017ce czu\u0142 si\u0119 dobrze jedynie w wytwornym towarzystwie, to te\u017c bywa\u0142 bardzo du\u017co po wszystkich szlacheckich dworach w okolicy, a wi\u0119c w Bach\u00f3rzu u Zdzis\u0142aw\u00f3w Skrzy\u0144skich, w Bach\u00f3rcu u Ignacego Krasickiego, w D\u0105br\u00f3wce u Starze\u0144skich, w Ruskiej wsi u pani Weissenwolf. Lubiano go, bo by\u0142 doskonale wychowany, wszystkim szczerze \u017cyczliwy i dobrze gra\u0142 w tzw. w\u00f3wczas \u201ewhista\u201d.<br \/>\nPrzy o\u0142tarzu by\u0142a to pi\u0119kna posta\u0107 o twarzy rzymskiego patrycjusza, pi\u0119kne, swobodne ruchy i doskona\u0142y s\u0142uch i glos. Rzadko mo\u017cna spotka\u0107 ksi\u0119dza odprawiaj\u0105cego r\u00f3wnie pi\u0119knie Msze \u015aw. i inne nabo\u017ce\u0144stwa. Z moim Ojcem byli na \u201ety\u201d i kochali si\u0119 jak bracia ale te\u017c i sprzeczali bardzo cz\u0119sto, g\u0142\u00f3wnie na temat, \u017ce w ko\u015bciele nie jest dosy\u0107 czysto, \u017ce ko\u015bcielny, stary Micha\u0142 Wola\u0144ski jest brudas niedo\u0142\u0119ga, a i dlatego, \u017ce ks. Sa\u0142ustowicz nie zgadza\u0142 si\u0119 ze sparta\u0144skimi metodami, jakie matka stosowa\u0142a w naszym wychowaniu.<br \/>\nKs. Sa\u0142ustowicz chrzci\u0142 nas wszystkich, a J\u00f3zi, Antkowi i mnie dawa\u0142 \u015blub, cho\u0107 w tym okresie ju\u017c nie by\u0142 proboszczem w Dynowie, ale prywatnym kapelanem Ksi\u0105\u017c\u0105t Sapieh\u00f3w w Krasiczynie, gdzie umar\u0142 w 1932 r. i jest pochowany na cmentarzu starym w Dynowie, w grobowcu \u201e Pod anio\u0142em\u201d.<br \/>\nNasz Ojciec w tym czasie du\u017co grywa\u0142 na organach, tak \u017ce Mu\u015b Chamiec zawsze m\u00f3wi\u0142, ze to tylko w Dynowie proboszcz jest na \u201ety\u201d ze swoim organist\u0105. Tata by\u0142 &#8211; jak ju\u017c wspomnia\u0142am &#8211; bardzo muzykalny, nie znosi\u0142 fa\u0142szywego \u015bpiewu i czasem wraca\u0142 z Ko\u015bcio\u0142a poirytowany: \u201e Ja zaczynam Godzinki w As dur, baby pod ambon\u0105 zje\u017cd\u017caj\u0105 na G, ja za nimi jad\u0119 na G, one znowu w d\u00f3\u0142 o p\u00f3\u0142 tonu na \u201eFis\u201d. Wreszcie wsta\u0142em od tych organ\u00f3w, bo mnie zielona pasja wzi\u0119\u0142a. \u015apiewajcie sobie same jak nie umiecie w jednej tonacji \u015bpiewa\u0107\u201d.<br \/>\nAle wracam do opisu p\u00f3r roku i ich wp\u0142ywu na \u017cycie dynowskiego dworu. Lato post\u0119powa\u0142o, \u017cniwa si\u0119 zbli\u017ca\u0142y i rozpoczynano je zwykle w pierwszej po\u0142owie Lipca. W pierwszy dzie\u0144 \u017cniwa Tata by\u0142 ca\u0142y dzie\u0144 w polu, \u017c\u0119\u0142o si\u0119 wtedy \u017cyto i pszenice r\u0119cznie, my\u015bmy z Mam\u0105 wychodzili do \u017cniwa po po\u0142udniu. Rodzic\u00f3w moich i nas, \u017cn\u0105ce dziewcz\u0119ta opasywa\u0142y powr\u00f3s\u0142ami ze zbo\u017ca i dostawa\u0142y za to osobno wynagrodzenie w srebrnych \u201ekoronach\u201d. Jest to stary i w ca\u0142ej Polsce w\u00f3wczas rozpowszechniony zwyczaj, dzi\u015b ju\u017c tez nieomal nieznany.<br \/>\nCzasem Tata jecha\u0142 z Marcinem do miasteczka, przywozi\u0142 od naszych starych dostawczy\u0144, \u017cyd\u00f3wek Sury Pinokier i Kajki Domt chustki, materie na \u201ekatanki\u201d, cz\u0119sto zatyka\u0142 je na lasce na rogu pola i oznajmia\u0142, \u017ce kto pierwszy do tego miejsca dojdzie, dostanie prezent zatkni\u0119ty na lasce. Mo\u017cna sobie wyobrazi\u0107 jak si\u0119 \u017ce\u0144cy spieszyli.<br \/>\nPrze\u015blicznym zako\u0144czeniem \u017cniw by\u0142o \u015awi\u0119to Wniebowzi\u0119cia Matki Boskiej, czyli Matki Boskiej Zielnej.<br \/>\nMi\u0119dzy rokiem 1902 -1908 tak si\u0119 sk\u0142ada\u0142o zawsze, \u017ce by\u0142a w tym dniu pogoda. Ranek, ogr\u00f3d pe\u0142en astr\u00f3w, lewkonii, troch\u0119 jeszcze p\u0105czk\u00f3w r\u00f3\u017canych i gwo\u017adzik\u00f3w, a powietrze przesycone ich zapachem. Na tzw. \u201eboisku\u201d, czyli w stodole za star\u0105 studnia, ruch! Kolo m\u0142ockarni kieratowej na d\u0142ugich \u0142awach trzy \u201ewie\u0144ce\u201d, podobne raczej do ma\u0142ych kopu\u0142 splecionych k\u0142osami. By\u0142o ich zwykle cztery z ka\u017cdego gatunku zbo\u017ca po jednemu. Do ka\u017cdego \u201ewie\u0144ca\u201d przeznaczone by\u0142y cztery dziewcz\u0119ta i jeden ch\u0142opak. Wybierano do tego te, kt\u00f3re najpilniej chodzi\u0142y do \u017cniwa i najlepiej pracowa\u0142y. Ka\u017cda z nich uwa\u017ca\u0142a, \u017ce jest to zaszczyt gdy j\u0105, m\u00f3j Ojciec i polowi, przeznaczyli do wie\u0144ca. Ponadto ka\u017cda z nich dostawa\u0142a od Ojca ca\u0142y krakowski str\u00f3j.<br \/>\nPrzepada\u0142am za tym porankiem w dniu Matki Boskiej Zielnej. Rano przynosi\u0142y\u015bmy obie z J\u00f3zi\u0105 ca\u0142e snopy astr\u00f3w, dalii, floks\u00f3w do ubrania wie\u0144c\u00f3w dziewcz\u0119ta wpina\u0142y je w wie\u0144ce i przetyka\u0142y ga\u0142\u0105zkami szparag\u00f3w, a do nich nale\u017ca\u0142y i inne ozdoby, np. jab\u0142ka, kt\u00f3re wtyka\u0142o si\u0119 na cienkich patyczkach, z\u0142ocone orzeszki laskowe; by\u0142y te\u017c na tych wie\u0144cach pierniki jarmarczne barwnie lukrowane i kolorowe kule szklane, jak na choince.<br \/>\nPrzed sum\u0105 dziewcz\u0119ta ubiera\u0142y si\u0119 w ciemnej komorze, gdzie sta\u0142a m\u0142ocarnia.<br \/>\nPami\u0119tam, \u017ce jednego roku mia\u0142y \u015bliczne gorsety z seledynowego aksamitu, czerwone, szerokie sp\u00f3dnice i bia\u0142e batystowe fartuszki, a na szyi po kilka sznur\u00f3w prawdziwych korali, kt\u00f3re u nas kobiety cz\u0119sto nosi\u0142y. Korale te by\u0142y z ty\u0142u na karku zwi\u0105zane ogromn\u0105 kokarda z szerokiej, jedwabnej wst\u0105\u017cki.<br \/>\nKarbownik Sikora w \u201dwyglancowanych\u201d butach i \u015bwi\u0105tecznym kapeluszu dozorowa\u0142 ca\u0142ego tego obrz\u0119du. Ca\u0142a olbrzymia, mroczna stodo\u0142a pachnia\u0142a \u015bwie\u017co zwiezionym zbo\u017cem u\u0142o\u017conym a\u017c pod strop dachu.<br \/>\nW ko\u0144cu przychodzi\u0142 Tata z ca\u0142ym pud\u0142em pi\u0119knych wst\u0105\u017cek z naturalnego (nie sztucznego) jedwabiu w rozmaitych kolorach, kt\u00f3re sam zawiesza\u0142 na wie\u0144cach, tak, \u017ce by\u0142y nimi ca\u0142kiem pokryte. Zaje\u017cd\u017ca\u0142o trzy drabiniaste wozy zaprz\u0119\u017cone w czw\u00f3rki koni ubranych w ziele\u0144 i kolrowe p\u0119ki kwiat\u00f3w. Dziewcz\u0119ta i ch\u0142opcy umieszczali wie\u0144ce na wozach, sami tez na nich siadali i trzaskaj\u0105c z d\u0142ugich bat\u00f3w ostrym k\u0142usem jechali do ko\u015bcio\u0142a, gdzie wie\u0144ce ustawiano na balaskach.<br \/>\nSuma na Zieln\u0105 by\u0142a taka sama jak obecnie, tak samo pachnia\u0142y zio\u0142a i kwiaty, tylko g\u0142owy dziewcz\u0119ce r\u00f3\u017cni\u0142y si\u0119 od dzisiejszych, \u201eondulowanych\u201d fryzur. Dziewcz\u0119ta zawsze chodzi\u0142y do ko\u015bcio\u0142a z go\u0142\u0105 g\u0142owa, warkocze upina\u0142y wtyle w \u201ek\u00f3\u0142ko\u201d, a z lewej strony k\u00f3\u0142ko to przybierano kwiatami i to szlachetnymi; najlepiej lubiano gwo\u017adziki, lewkonie, p\u0105czki r\u00f3\u017c. Gdy kilkana\u015bcie dziewcz\u0105t sta\u0142o razem w ko\u015bciele, \u015blicznie to wygl\u0105da\u0142o.<br \/>\nW procesji, przy d\u017awi\u0119ku pie\u015bni: \u201eCiebie na wieki wychwala\u0107 b\u0119dziemy\u201d, wie\u0144ce niesiono wysoko ponad t\u0142umem ludzi przed baldachimem.<br \/>\nPo nabo\u017ce\u0144stwie wozy z wie\u0144cami zje\u017cd\u017ca\u0142y przed ganek starego domu, okr\u0105\u017cywszy przedtem dwa razy gazon, przy czym jad\u0105cy na nich fornale z prawdziwym \u201emistrzostwem\u201d trzaskali z bat\u00f3w, a dziewcz\u0119ta zawodzi\u0142y zupe\u0142nie lokaln\u0105 piosenk\u0119:\u201d Idzie burza z Bach\u00f3rza, nasza pani jak r\u00f3\u017ca, a pan jak lelija po ganku si\u0119 uwija\u201d.<br \/>\nWie\u0144ce ustawiano na sto\u0142ach na ganku, ze wsi przybiega\u0142a ca\u0142a hurma ch\u0142opc\u00f3w, a Mama rozdawa\u0142a mi\u0119dzy nich pierniki i cukierki, a Tata pomi\u0119dzy dziewcz\u0119ta, kt\u00f3re by\u0142y \u201edo wie\u0144ca\u201d wst\u0105\u017cki, kt\u00f3re na nich wisia\u0142y. By\u0142y one naprawd\u0119 \u0142adne, szerokie, z tafty lub jedwabnej \u201emory\u201d, w \u0142adnych kolorach. Dziewcz\u0119ta wi\u0105za\u0142y nimi korale w du\u017cy, kolorowy motyl na karku. \u0141adniejsze to by\u0142o ni\u017c obecne miejskie sukienki i od ondulacji podobnych do baranich g\u0142\u00f3w.<br \/>\nCzasami w sam dzie\u0144 Wniebowzi\u0119cia, lub w najbli\u017csza niedziel\u0119 odbywa\u0142y si\u0119 u nas do\u017cynki, kt\u00f3re tu nazywano \u201e wie\u0144czowiny\u201d.<br \/>\nNa r\u00f3wnym placyku przed ku\u017ani\u0105 i spichlerzem w ten dzie\u0144 po po\u0142udniu zasiada\u0142a wiejska kapela z basami, skrzypcami i klarnetem, na sto\u0142ach ustawiano beczki z piwem, kosze bu\u0142ek i kie\u0142basy. Schodzi\u0142o si\u0119 mn\u00f3stwo ludzi ze wsi, a opr\u00f3cz tego ca\u0142a nasza s\u0142u\u017cba i ci, co stale do nas chodzili na robot\u0119. Ca\u0142a nasza rodzina bra\u0142a udzia\u0142 w tej zabawie, Tata \u015bpiewa\u0142 przy\u015bpiewki i krakowiaki, przed muzyk\u0105 ta\u0144czy\u0142 zapami\u0119tale, g\u0142\u00f3wnie z dziewcz\u0119tami \u201eod wie\u0144ca\u201d, rozdawa\u0142 papierosy miedzy ch\u0142op\u00f3w, wes\u00f3\u0142 i o\u017cywiony bawi\u0142 si\u0119 szczerze i serdecznie. Nigdy na tej zabawie nie widzia\u0142am pijanego cz\u0142owieka, nigdy nie s\u0142ysza\u0142am ordynarnych piosenek czy dowcip\u00f3w.<br \/>\n\u201eWie\u0144czowiny\u201d trwaly do 9 tej wiecz\u00f3r, bo Rodzice nie pozwalali na przed\u0142u\u017canie jej przez noc.<br \/>\nPod koniec lata zaczyna\u0142a si\u0119 m\u0142ocka maszyn\u0105 poruszan\u0105 kieratem, w kt\u00f3rym chodzi\u0142o 4 pary koni z oczami zawi\u0105zanymi workiem, aby si\u0119 im od chodzenia w k\u00f3\u0142ko, g\u0142owa nie zakr\u0119ci\u0142a. Kierat sta\u0142 za g\u0142\u00f3wna szop\u0105, a monotonny huk i jakby j\u0119k m\u0142ocarni zapowiada\u0142 zbli\u017canie si\u0119 jesieni: dnie ciche, pogoda znacznie bardziej s\u0142otna ni\u017c w lecie, mg\u0142y ranne ods\u0142aniaj\u0105ce przed po\u0142udniem g\u0142\u0119boki b\u0142\u0119kit nieba nad g\u0142owami.<br \/>\nW latach 1902-1908 pami\u0119tam w Sierpniu par\u0119 razy manewry austriackiej armii. Tak bliski nam Przemy\u015bl by\u0142 w tych czasach najpot\u0119\u017cniejsza forteca w Europie otoczony tzw. \u201efortami\u201d i mieszcz\u0105cy ca\u0142y korpus wojska, kt\u00f3re nadawa\u0142o ton i \u201ekoloryt\u201d ca\u0142emu miastu. Wy\u017csi oficerowie austriaccy byli to przewa\u017cnie Niemcy i bynajmniej nie odznaczali si\u0119 wojowniczo\u015bci\u0105. Byli to przewa\u017cnie dobrze wychowani, grzeczni panowie, kt\u00f3rych g\u0142\u00f3wnym zainteresowaniem by\u0142o siedzenie w cukierniach i kawiarniach, jedzenie, cz\u0119sto hulanki po nocnych lokalach. Wiedza wojskowa sta\u0142a u nich \u201epod psem\u201d. Ojciec m\u00f3j nazywa\u0142 ich \u201e Rindsgolarze\u201d od s\u0142owa Rindsgolasch (czyli gulasz wolowy), ich ulubiona potrawa.<br \/>\nNosili \u0142adne, bardzo barwne mundury, np. u\u0142ani mieli b\u0142\u0119kitne bluzy, czerwone spodnie, wysokie czaka z ko\u0144skim ogonem z boku i wysokie, cz\u0119sto lakierowane buty.<br \/>\nPodczas manewr\u00f3w by\u0142o u nas cz\u0119sto bardzo du\u017co oficer\u00f3w \u201ena kwaterze\u201d. Mama tego bardzo nie lubi\u0142a, ale nas dzieci to bawi\u0142o, a szczeg\u00f3lnie lubili\u015bmy, gdy wieczorami, na gazonie, pod star\u0105 lip\u0105, gra\u0142a muzyka wojskowa z\u0142o\u017cona z samych Czech\u00f3w. Podobno austriacka kapela wojskowa uchodzi\u0142a za najlepsz\u0105 w Europie.<br \/>\nCa\u0142y dw\u00f3r by\u0142 pe\u0142en wojska, dziewczeta biega\u0142y jak nieprzytomne, na krzewach ogrodowych wietrzy\u0142y si\u0119 r\u00f3\u017cne cz\u0119\u015bci garderoby \u017colnierskiej. Pamietam jak Mama tego nie znosi\u0142a i patykiem str\u0105ca\u0142a u\u0142a\u0144skie spodnie z krzew\u00f3w, a nawet i z r\u00f3\u017c. Czasem je\u017adzili\u015bmy przypatrywa\u0107 si\u0119 \u0107wiczeniom i \u201ebitwom\u201d na wzg\u00f3rzach okalaj\u0105cych Dyn\u00f3w. Wojna \u015awiatowa, kt\u00f3ra w 1914 r. wybuch\u0142a, dowiod\u0142a jak ma\u0142\u0105 warto\u015bci\u0105 by\u0142a ta armia dowodzona przez lalkowatych, eleganckich \u201eRindsgolarz\u00f3w\u201d.<br \/>\nWrzesie\u0144, kt\u00f3ry dzieciom chodz\u0105cym do szko\u0142y przynosi rozpocz\u0119cie roku szkolnego, dla nas nie wprowadza\u0142 w\u0142a\u015bciwie zmian. Uczyli\u015bmy si\u0119 przez ca\u0142y rok, nawet w lecie ranki zaj\u0119te by\u0142y lekcjami, a egzaminy zdawali\u015bmy w szkole dynowskiej z ko\u0144cem roku szkolnego. Pierwsze naprawd\u0119 wolne od nauki wakacje mia\u0142am dopiero po zdaniu pierwszego egzaminu w liceum im. Kr\u00f3lowej Jadwigi we Lwowie w 1909 r.<br \/>\nWe wrze\u015bniu chodzili\u015bmy cz\u0119sto na Igioz\u0119, gdzie by\u0142 \u015bliczny sad za\u0142o\u017cony na sztucznych, opadaj\u0105cych ku po\u0142udniowi, tarasach. Znakomite tam by\u0142y owoce, a w sadzie pasieka obs\u0142ugiwana przez Osypank\u0119, pszczelarza z Norzca. Czasem zbi\u00f3r miodu by\u0142 doskona\u0142y; z wir\u00f3wki la\u0142a si\u0119 z\u0142ocista struga i odnoszono pe\u0142ne konewki do domu. Dodaj\u0119, \u017ce miodobranie odbywa\u0142o si\u0119 w Lipcu, a nie Wrze\u015bniu.<br \/>\nW pa\u017adzierniku kopano kartofle; cz\u0119sto by\u0142o jeszcze bardzo ciep\u0142o, a \u015bcierniska i kartofliska by\u0142y pokryte bia\u0142\u0105 zas\u0142on\u0105 paj\u0119czyny, \u201ebabiego lata\u201d. Pies \u201eBrawo\u201d, kt\u00f3ry ugania\u0142 po kartofliskach, wraca\u0142 na rozpaczliwe wo\u0142ania Mamy, z mord\u0105 oplecion\u0105 paj\u0119czyn\u0105.<br \/>\nKartofle kopano na dni\u00f3wk\u0119, ludziom si\u0119 nie \u015bpieszy\u0142o, mo\u017cna by\u0142o pali\u0107 ogniska z badyli piec kartofle, kt\u00f3re by\u0142y zawsze albo niedopieczone, albo spalone na popi\u00f3\u0142. Nam chodzi\u0142o o bieganie poprzez gryz\u0105cy, pachn\u0105cy jesieni\u0105 dym, a nie o jedzenie pieczonych kartofli.<br \/>\nZ pocz\u0105tkiem naszego stulecia by\u0142o w okolicy Dynowa o wiele wi\u0119cej las\u00f3w ni\u017c obecnie. W jesieni pokrywa\u0142y si\u0119 one barwnym p\u0142aszczem li\u015bci \u017c\u00f3\u0142tych, br\u0105zowych i czerwonych, a lasy jod\u0142owe odbija\u0142y od nich ciemn\u0105, prawie czarn\u0105 zieleni\u0105 Na naszych polach chodzi\u0142y siewniki i sia\u0142y oziminy, kt\u00f3re niebawem pokrywa\u0142y pola jaskrawo zielonym kobiercem oplecionym, drgaj\u0105cym srebrem \u201ebabiego lata\u201d<br \/>\nW sadzie zbierano jab\u0142ka, w czym, my dzieci, brali\u015bmy bardzo \u017cywy udzia\u0142. To by\u0142a frajda na ca\u0142ego wyraziwszy si\u0119 dzisiejszym \u017cargonem ulicznym. Stary str\u00f3\u017c, sadownik J\u0119drzej Bielec trzyma\u0142 rozk\u0142adan\u0105 drabink\u0119, bo sam by\u0142 ju\u017c za stary, aby na ni\u0105 wej\u015b\u0107 i co roku opowiada\u0142 t\u0119 sama histori\u0119, \u017ce za jego m\u0142odych lat., czyli oko\u0142o 1850 roku w samo \u017cydowskie \u015bwi\u0119to \u201dS\u0105dnego dnia\u201d, djabe\u0142 porwa\u0142 z bo\u017cnicy w Dynowie jednego \u017byda i ni\u00f3s\u0142 go powietrzem do piek\u0142a. Zrozpaczony \u017byd, nie wiedz\u0105c jak si\u0119 ratowa\u0107, uda\u0142 si\u0119 do \u015bw. Antoniego, wo\u0142aj\u0105c: \u201e\u015bwi\u0119ty Antek, ratuj mnie\u201d. Na to szatan, nie mog\u0105c znie\u015b\u0107 tego wroga szatan\u00f3w, pu\u015bci\u0142 \u017byda, kt\u00f3ry wpad\u0142 mi\u0119dzy krzaki tarniny. Bielec by\u0142 przekonany o prawdziwo\u015bci tego wydarzenia.<br \/>\nJab\u0142ka chowano do piwnicy, sk\u0105d Mama przynosi\u0142a nam je zawsze rano w rogu swojej \u201enie\u015bmiertelnej \u201dpeleryny.<br \/>\nGdy wspomnia\u0142am o \u017cydowskim \u015bwiecie S\u0105dnego Dnia, przypomnieli mi si\u0119 \u00f3wcze\u015bni, dynowscy \u017cydzi. Byli to ludzie tak odr\u0119bni od tych, kt\u00f3rzy dzi\u015b \u017cyj\u0105, ze musz\u0119 tu te\u017c i o nich wspomnie\u0107.<br \/>\nW Dynowie, w miasteczku, stanowili oni g\u0142\u00f3wny odsetek ludno\u015bci, by\u0142o ich nieomal 2000. M\u0119\u017cczy\u017ani nosili str\u00f3j narodowy: d\u0142ugi, czarny, cz\u0119sto at\u0142asowy cha\u0142at, na g\u0142owie \u201ebirydek\u201d w kszta\u0142cie biskupiej piuski, czarny, a na nim czarny, filcowy kapelusz. Ko\u0142o uszu zwisa\u0142y w korkoci\u0105g skr\u0119cone z w\u0142os\u00f3w \u201epejsy\u201d i d\u0142uga broda. W szabas, czyli dzie\u0144 \u015bwi\u0119ta, \u017cydzi nosili na g\u0142owie tzw. \u201esztramete\u201d. By\u0142a to okr\u0105g\u0142a czapka o futrzanym obramowaniu i aksamitnej g\u0142\u00f3wce. Bogaci mieli czasami \u201esztramete\u201d obramowane sobolami.<br \/>\nKobiety, m\u0119\u017catki, mia\u0142y krotko obci\u0119te w\u0142osy, a nich peruki ozdobione \u201ebind\u0105\u201d, czyli opask\u0105 z aksamitu, cz\u0119sto haftowan\u0105 prawdziwymi per\u0142ami.<br \/>\n\u017bydzi w tych czasach trzymali ca\u0142y handel ma\u0142ego miasteczka w swoich r\u0119kach, a to co okoliczne maj\u0105tki i bogaci ch\u0142opi produkowali, wi\u0119c zbo\u017ce, mleko, byd\u0142o, sprzedawa\u0142o si\u0119 tylko \u017cydom. Jedynie \u015bwiniami nie handlowali, bo im na to nie pozwala\u0142a ich moj\u017ceszowa religia.<br \/>\nPami\u0119tam dobrze charakterystyczn\u0105 posta\u0107 takiego kupca zbo\u017cowego. Nazywa\u0142 si\u0119 Weinberger, nosi\u0142 at\u0142asowy cha\u0142at, bia\u0142e po\u0144czochy, czarne pantofle i wspania\u0142\u0105, futrzan\u0105 sztramete. Mia\u0142 d\u0142ug\u0105 siw\u0105 brod\u0119 i czekaj\u0105c na mego Ojca przed kancelarj\u0105 pali\u0142 fajki na metrowej d\u0142ugo\u015bci cybuchu. Z regu\u0142y, gdy w jesieni kupowa\u0142 zbo\u017ce, zachwyca\u0142 si\u0119 pszenic\u0105 w\u0119giersk\u0105, kt\u00f3ra nazywa\u0142\u201d sliczote\u201d i dawa\u0142 bardzo nisk\u0105 cen\u0119 za nasz\u0105.<br \/>\n\u017bydzi \u017ale m\u00f3wili po polsku, pl\u0105tali germanizmy, a miedzy sob\u0105 m\u00f3wili \u017cargonem zbli\u017conym do niemieckiego, z mieszanin\u0105 polskich i hebrajskich wyraz\u00f3w. M\u00f3j Ojciec zna\u0142 \u017byd\u00f3w na wylot, droczy\u0142 si\u0119 z nimi, \u017ce \u017cyd m\u00f3wi np.: \u201dProsz\u0119, aby ja\u015bnie pan powiedzia\u0142 to \u201ekarbownikiemu\u201d, albo \u201eBenedykiemu\u201d, tak jak si\u0119 m\u00f3wi \u201e panu Trzecieskiemu\u201d. Ojciec zna\u0142 te\u017c piosenki \u017cydowskie i doskonale gra\u0142 narodowy taniec \u017cydowski \u201eMajnfes\u201d, ta\u0144czony na weselach \u017cydowskich.<br \/>\n\u017bydzi, pomimo, \u017ce od wiek\u00f3w \u017cyli w Polsce, w\u015br\u00f3d ludno\u015bci polskiej, byli najzupe\u0142niej obcym elementem; r\u00f3\u017cni religi\u0105, j\u0119zykiem, poj\u0119ciami etycznymi, obyczajami i wygl\u0105dem zewn\u0119trznym. Mieli te\u017c zupe\u0142nie r\u00f3\u017cn\u0105 od polskiej kultur\u0119 i usposobienie. Bardzo typow\u0105 postaci\u0105 by\u0142 stary Mendel, rze\u017anik, kt\u00f3ry dostarcza\u0142 nam zawsze ciel\u0119cin\u0119.Nosi\u0142 lepki od brudu cha\u0142at, birydek pod kapeluszem i mia\u0142 niebieskie, za\u0142zawione oczy, oraz nieokre\u015blonego koloru brod\u0119 i pejsy. Nosi\u0142 on mi\u0119so jeszcze do naszej prababki, pani Izabeli Trzecieskiej, \u017cony J\u00f3zefa, kt\u00f3r\u0105 nazywa\u0142 \u201ePani Jeneralka\u201d, bo wysz\u0142a, po wczesnej \u015bmierci pierwszego m\u0119\u017ca za czeskiego genera\u0142a, Szlecht\u0119. Gdy w 1925 r, przyjecha\u0142am z moim w\u00f3wczas 3 letnim Stefankiem do Dynowa, 90 letni w\u00f3wczas Mendel, zobaczywszy go powiedzia\u0142: \u201e Ny&#8230;! To ju\u017c pi\u0105te pokolenie\u201d.<br \/>\n\u017bydzi bali si\u0119 te\u017c panicznie ps\u00f3w, kt\u00f3re ich zawsze jako\u015b dziwnie atakowa\u0142y. Gdy \u017cyd podchodzi\u0142 do ganku to wpierw k\u0142ania\u0142 si\u0119 kapeluszem, uwa\u017caj\u0105c jednak, by nie zsun\u0105\u0107 sobie z g\u0142owy \u201ebirydka\u201d i nie stan\u0105\u0107 z go\u0142\u0105 g\u0142ow\u0105 przed \u201egojem\u201d, czyli chrze\u015bcijaninem. Prosi\u0142 wi\u0119c zaraz, aby odp\u0119dzi\u0107 psa, bo: &#8222;ja si\u0119 boje \u201eza psa\u201d, lub\u201d przed pies\u201d. (germanizm: vos dem Hund), w\u00f3wczas m\u00f3j Ojciec mawia\u0142 \u017cartobliwie: \u201e To dobrze, bo ju\u017c si\u0119 pies nie potrzebuje ba\u0107\u201d.<br \/>\nWszystkie \u015bwi\u0119ta swego, moj\u017ceszowego wyznania \u015bwi\u0119cili ogromnie rygorystycznie; za nic w \u015bwiecie nie by\u0142by \u017caden \u017cyd w to \u015bwi\u0119to handlowal ani te\u017c wyjecha\u0142 z domu. Wilia szabasu, w pi\u0105tek wieczorem, ca\u0142e miasteczko by\u0142o \u201eiluminowane\u201d \u015bwieczkami, kt\u00f3re \u015bwieci\u0142y si\u0119 w ka\u017cdym, \u017cydowskim domu i to po tyle \u015bwieczek, ile by\u0142o cz\u0142onk\u00f3w rodziny. Z ko\u0144cem wrze\u015bnia by\u0142o uroczyste \u015bwi\u0119to&nbsp;&nbsp; \u201ekuczek\u201d i \u201e Tr\u0105bek\u201d oraz tzw. \u201eS\u0105dny Dzie\u0144\u201d, najuroczystsze \u015bwi\u0119to w roku. Ch\u0142opi zawsze m\u00f3wili, \u017ce \u201etrzeba wszystko kupi\u0107 i poza\u0142atwia\u0107 nim \u017cyd\u00f3w z\u0142api\u0105 na twardo \u201e\u015awi\u0119ta\u201d, bo wtedy \u017cycie handlowe w miasteczku zamiera\u0142o.<br \/>\nWspomnia\u0142am ju\u017c, \u017ce handel w tych czasach by\u0142 niemal wy\u0142\u0105cznie w ich r\u0119kach; w Dynowie mieli oni kilkadziesi\u0105t sklep\u00f3w tak zaopatrzonych, ze mo\u017cna by\u0142o kupi\u0107 literalnie wszystko, czego si\u0119 w codziennym \u017cyciu potrzebowa\u0142o. W korzennych sklepach by\u0142y bakalie, pomara\u0144cze i inne przysmaki, obecnie dost\u0119pne tylko w Delikatesach, sklepy b\u0142awatne mia\u0142y stosy \u015blicznych materia\u0142\u00f3w, by\u0142y te\u017c naczynia, \u017celazne towary, narz\u0119dzia gospodarskie.<br \/>\nPrzed otwarciem kolejki Przeworsk &#8211; Dyn\u00f3w \u017cydzi sprowadzali te towary konnymi wozami z Przemy\u015bla lub Rzeszowa i jako\u015b zawsze umieli si\u0119 o to postara\u0107, aby niczego nie brakowa\u0142o.<br \/>\nW roku 1904 zdarzy\u0142o si\u0119 kilka fakt\u00f3w, kt\u00f3re silnie si\u0119 wbi\u0142y w moj\u0105, o\u015bmioletni\u0105 w\u00f3wczas g\u0142ow\u0119. Jeden z nich to nieszcz\u0119\u015bcie ca\u0142ego miasteczka. Pami\u0119tam t\u0119 Wielka \u015arod\u0119 w r.1904. Po po\u0142udniu kucharz Wojciech zabiera\u0142 si\u0119 za pieczenie \u015bwi\u0119conego, a w ko\u015bciele \u015bpiewano nastrojow\u0105 Ciemn\u0105 Jutrznie, gdy wybuch\u0142 na Podwalu po\u017car. Wicher d\u0105\u0142 w\u0142a\u015bnie stamt\u0105d i po\u017car zacz\u0105\u0142 si\u0119 z szybko\u015bci\u0105 rozszerza\u0107 po rynku, kt\u00f3ry by\u0142 wtedy zabudowany domami drewnianymi; mia\u0142y one charakterystyczne dla polskich miasteczek arkady, zwane \u201epodcieniami\u201d, wspartymi na drewnianych s\u0142upach. Wiatr ni\u00f3s\u0142 p\u0142on\u0105ce szczapy, s\u0142om\u0119, gonty w naszym kierunku. Ojciec m\u00f3j jedn\u0105 ze swoich sikawek i wszystkie konie pos\u0142a\u0142 do miasta, a drug\u0105 kaza\u0142 paru ludziom zlewa\u0107 gontowy dach starego domu.<br \/>\nMama, nas czworo, panna Ernestyna modlili\u015bmy si\u0119 w dziecinnym pokoju, a przez okno z trwog\u0105 patrzyli\u015bmy poprzez ga\u0142\u0119zie starego d\u0119bu na morze ognia szalej\u0105ce nad miasteczkiem. Widz\u0119 te\u017c dot\u0105d posta\u0107 kucharza, Wojciecha, zlewaj\u0105cego sikawk\u0105 dach nad naszymi g\u0142owami. W ci\u0105gu paru godzin spali\u0142o si\u0119 w\u00f3wczas w Dynowie 110 dom\u00f3w tj, ca\u0142y rynek i g\u0142\u00f3wna ulica w kierunku cerkwi. \u015awi\u0119ta Wielkanocne by\u0142y smutne w tym roku, nad ca\u0142ym Dynowem unosi\u0142 si\u0119 sw\u0105d spalenizny, ocala\u0142e domy by\u0142y pe\u0142ne pogorzelc\u00f3w, przewa\u017cnie \u017cyd\u00f3w. Poniewa\u017c jednak wi\u0119kszo\u015b\u0107 dom\u00f3w by\u0142o ubezpieczonych, wi\u0119c wkr\u00f3tce potem miasteczko si\u0119 odbudowa\u0142o, ale zatr\u0105ci\u0142o&nbsp; staro\u015bwiecki charakter i styl,&nbsp; jaki mia\u0142o przed po\u017carem.<br \/>\nPrzechodz\u0105c do weselszych wydarze\u0144 dodaj\u0119, \u017ce w\u0142a\u015bnie w tym okresie zar\u0119czy\u0142a si\u0119 siostra mojej Matki, Ciocia Gabryjelka Jaxa Chamc\u00f3wna z W\u0142odzimierzem Radzimi\u0144skim, w\u0142a\u015bcicielem maj\u0105tku ziemskiego Berech pod Krzemie\u0144cem na Wo\u0142yniu, ju\u017c za \u00f3wczesn\u0105 granic\u0105 carskiej Rosji. Ciocia mieszka\u0142a z rodzicami we Lwowie dok\u0105d w czasie mego dzieci\u0144stwa je\u017adzili\u015bmy par\u0119 razy. By\u0142a to zawsze wielka przyjemno\u015b\u0107. Do Przemy\u015bla jecha\u0142o si\u0119 ko\u0144mi, powozem, a rzadziej karet\u0105 o grubych szklannych oknach, wybit\u0105 granatowym suknem i bardzo wygodn\u0105. We Lwowie moi dziadkowie Antoniowie Chamcowie mieli bardzo \u0142adna will\u0119 przy ulicy Technickiej 1, tu\u017c przy pi\u0119knym parku tzw. Jezuickim w najelegantszej dzielnicy miasta. Nazywano j\u0105 \u201ehrabska g\u00f3ra\u201d poniewa\u017c kilka ulic, kt\u00f3re ja tworzy\u0142y zamieszka\u0142ych by\u0142o przez ziemia\u0144stwo &#8211; szlacheckie Towarzystwo Lwowa i wiele dom\u00f3w do niego nale\u017ca\u0142o. Willa przy Technickiej 1, jednopi\u0119trowa, pomalowana na ceglasto &#8211; pompeja\u0144ski kolor robi\u0142a wra\u017cenie raczej w\u0142oskiego pa\u0142acyku, bo mia\u0142a kilka renesansowych okien. Mia\u0142a te\u017c do\u015b\u0107 du\u017cy &#8211; jak na miasto &#8211; ogr\u00f3d i pi\u0119kn\u0105 teras\u0119, na kt\u00f3rej w ciep\u0142ej porze jada\u0142o si\u0119 podwieczorki, jak w wiejskim dworze. Mieszkanie, a raczej apartament dziadk\u00f3w mia\u0142 10 pokoi, w tym 3 salony: turecki, bia\u0142y i zielony. Turecki by\u0142 wy\u015bcie\u0142any dywanem, mia\u0142 niskie sofy i taburety, a co kwadrans dzwoni\u0142y w nim \u015bliczne, stoj\u0105ce zegary. By\u0142o te\u017c par\u0119 artystycznych obraz\u00f3w i warto\u015bciowych drobiazg\u00f3w.<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-298\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jozia_kinia_1906.jpg\" alt=\"\" width=\"350\" height=\"520\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jozia_kinia_1906.jpg 350w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/jozia_kinia_1906-202x300.jpg 202w\" sizes=\"auto, (max-width: 350px) 100vw, 350px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Kinia i J\u00f3zia we Lwowie 1906 r.<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W salonie bia\u0142ym by\u0142y meble w stylu Louis XV, jasne, o z\u0142oconych nogach, pi\u0119kny portret babki Ludwiki Chamcowej w balowej bia\u0142o &#8211; b\u0142\u0119kitnej sukni, dwa du\u017ce cenne gobeliny francuskie i du\u017cy, kryszta\u0142owy \u017cyrandol.<br \/>\nBabcia Chamcowa niezmiernie, mo\u017ce nawet do przesady, dba\u0142a o dom, umia\u0142a go \u015blicznie urz\u0105dzi\u0107 i prowadzi\u0107. Lubi\u0142a systematyczno\u015b\u0107, elegancj\u0119 i estetyk\u0119 w \u017cyciu codziennym. Na ul. Technickiej 1 by\u0142o tez wytwornie i elegancko, do czego przyczynia\u0142o si\u0119 te\u017c niema\u0142o to, \u017ce dziadkowie mieli pi\u0119kny maj\u0105tek ziemski Skowiaty\u0144, na tzw. w\u00f3wczas austriackim Podolu, a opr\u00f3cz tego dziadek jako pose\u0142 na Galicyjski Sejm Krajowy i do Parlamentu Austriackiego mia\u0142 wysokie dochody z tym zwi\u0105zane. Musia\u0142 te\u017c prowadzi\u0107 reprezentacyjny tryb \u017cycia.<br \/>\nDziadkowie mieli doskona\u0142ego kucharza Maksyma, s\u0142u\u017c\u0105cego Prokopa, pokojow\u0105 star\u0105 Maryni\u0119 i furmana Antoniego. Trzymali sobie stale w mie\u015bcie par\u0119 koni, a w ogrodzie by\u0142a du\u017ca, murowana stajnia.<br \/>\nO Dziadku Chamcu ju\u017c m\u00f3wi\u0142am wspominaj\u0105c jego przyjazdy do Dynowa; we Lwowie doprawdy nie wiedzia\u0142 jak si\u0119 nami cieszy\u0107 i jak nam pobyt umili\u0107.<br \/>\nPewnego dnia pojecha\u0142y\u015bmy obie z J\u00f3zi\u0105 i z Antkiem karet\u0105 dziadk\u00f3w do miasta na ul. Karola Ludwika, gdzie by\u0142 znany sklep pod firm\u0105 \u201eKauczy\u0144ski i Olereski\u201d. Dziadzio wprowadzi\u0142 nas do tego \u201eraju\u201d i wypowiedzia\u0142 magiczne s\u0142owa: \u201eNo, dzieci, wybierajcie co si\u0119 Wam podoba\u201d. Byli\u015bmy wprost zaskoczeni i zak\u0142opotani. Tu \u015bliczne lalki o bujnych lokach i zamykaj\u0105cych si\u0119 oczach, dalej domki dla nich, saloniki, kuchenki, naczynia, koleje, wspania\u0142e konie na biegunach, zabawy i gry na powietrzu, stosy kolorowych pi\u0142ek, s\u0142owem stosy \u015blicznie wykonanych zabawek. Nie wiadomo by\u0142o co wybiera\u0107, bo wszystko n\u0119ci\u0142o zachwycone oczy dzieci\u0119ce. Dzi\u015b ju\u017c sobie nie przypominam co\u015bmy sobie wybrali, wiem tylko, \u017ce kareta by\u0142a pe\u0142na, gdy\u015bmy do domu wr\u00f3cili.<br \/>\nDziadkowie prowadzili w\u00f3wczas tzw. \u201eotwarty dom\u201d.<br \/>\nW Poniedzia\u0142ki odbywa\u0142y si\u0119 tzw. \u201efajfy\u201d, czyli zebrania towarzyskie oko\u0142o pi\u0105tej po po\u0142udniu. (st\u0105d angielska nazwa five czyli pi\u0119\u0107). Bywa\u0142o na nich po kilkadziesi\u0105t os\u00f3b z \u00f3wczesnego lwowskiego \u201egrand` mondu\u201d. M\u00f3j Ojciec \u017cartobliwie nazywa\u0142 to \u201egramund\u201d i cho\u0107 sam do niego pochodzeniem i wychowaniem nale\u017ca\u0142, ale nie posiadaj\u0105c za grosz snobizmu, potroch\u0119 wykpiwa\u0142 s\u0142abostki tego \u201egramundu\u201d.<br \/>\nDziadzio zabiera\u0142 nas czasem do cukierni \u201eScholza\u201d na ul. 3 Maja na doskona\u0142a czekolad\u0119 i ciastka.<br \/>\nPewnego razu jednocze\u015bnie z nami przyjechali na Technick\u0105 1 wujostwo mojej Matki Antoniowie Chamcowie. Wuj Mamy by\u0142 bratem babki Ludwiki, kt\u00f3ra tez by\u0142a Chamc\u00f3wna z domu, a \u017cona jego Cecylia by\u0142a z domu Pruszy\u0144ska z Gardycz\u00f3wki ko\u0142o \u017bytomierza. Przyjechali z c\u00f3rkami, Mysi\u0105 i Adzi\u0105,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-299\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/andzia_trzecieska_1910.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"442\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/andzia_trzecieska_1910.jpg 300w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/andzia_trzecieska_1910-204x300.jpg 204w\" sizes=\"auto, (max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Adzia Chamc\u00f3wna w dniu I Komunii \u015aw. 1906 (?)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">kt\u00f3ra p\u00f3\u017aniej wysz\u0142a zama\u017c za mego brata Antoniego.<br \/>\nWujostwo mieszkali stale w swoim pi\u0119knym maj\u0105tku Stepa\u0144ce na Ukrainie w powiecie Kaniowskim, ale cz\u0119sto wyje\u017cd\u017cali zagranic\u0119 na Riwier\u0119 Francuska i po drodze zatrzymywali si\u0119 we Lwowie a i raz zatrzymali si\u0119 w Dynowie. Ich synem by\u0142 nasz kochany Mu\u015b Chamiec, kt\u00f3ry w tym okresie studiowa\u0142 medycyn\u0119 we Lwowie i by\u0142 sta\u0142ym go\u015bciem na Technickiej 1.<br \/>\nWspomnia\u0142am ju\u017c, \u017ce Dziadzio pozwala\u0142 si\u0119 dzieciskom m\u0119czy\u0107. Pewnego dnia, siad\u0142szy w niskim fotelu, wzi\u0105\u0142 gazet\u0119 do czytania, a tymczasem J\u00f3zia, Adzia Chamc\u00f3wna i ja zacz\u0119\u0142y\u015bmy Mu ple\u015b\u0107 z ty\u0142u g\u0142owy warkoczyki z w\u0142os\u00f3w, kt\u00f3re by\u0142y zczesane z czo\u0142a i dosy\u0107 d\u0142ugie nad karkiem. Ka\u017cdy cieniutki warkoczyk wi\u0105za\u0142y\u015bmy w\u0105sk\u0105, kolorow\u0105 wst\u0105\u017ceczk\u0105, kt\u00f3ra, zdaje mi si\u0119, \u017ce si\u0119 odpru\u0142a od krakowskiej sp\u00f3dniczki jakiej\u015b lalki. Dobry Dziadzio mia\u0142 wkr\u00f3tce ty\u0142 g\u0142owy udekorowany barwnymi kokardkami, na co zreszt\u0105 nie zwraca\u0142 uwagi czytaj\u0105c jaki\u015b zapewne polityczny artyku\u0142 w \u2018Czasie\u201d, czy \u201eGazecie Narodowej\u201d.<br \/>\nOstatecznie sko\u0144czy\u0142y\u015bmy to \u201em\u0105dre\u201d zaj\u0119cie, a Dziadzio, zapominaj\u0105c o&nbsp; dekoracji na g\u0142owie, gdy\u017c by\u0142 dosy\u0107 roztargniony, na\u0142o\u017cy\u0142 cylinder t.j. wysoki, jedwabny kapelusz noszony w\u00f3wczas i poszed\u0142 na posiedzenie Sejmu; spod cylindra wystawa\u0142y figlarnie barwne kokardki. Mo\u017cna sobie wyobrazi\u0107 jakie wra\u017cenie wywo\u0142a\u0142 w kuluarach Sejmu, gdzie na szcz\u0119cie zauwa\u017cono i zdj\u0119to te ozdoby z g\u0142owy powa\u017cnego pana Prezesa Wydzia\u0142u Krajowego, kt\u00f3r\u0105 to w\u00f3wczas wysok\u0105, autonomiczn\u0105 godno\u015b\u0107 Dziadek piastowa\u0142.<br \/>\nWspomnia\u0142am ju\u017c, \u017ce Ciocia Gabcia w r.1904 zar\u0119czy\u0142a si\u0119, ale w tym czasie te\u017c wybuch\u0142a wojna rosyjsko-japo\u0144ska. Narzeczony jej, W\u0142odzimierz Radzimi\u0144ski, jako poddany rosyjski, cho\u0107 Polak, musia\u0142 us\u0142ucha\u0107 powo\u0142ania i pojecha\u0142 na t\u0119 wojn\u0119, a biedna Ciocia odprowadzi\u0142a go z moim Ojcem a\u017c do Kijowa, a potem na szereg miesi\u0119cy przyjecha\u0142a do Dynowa.<br \/>\nWiadomo, \u017ce ta wojna ujawni\u0142a ca\u0142\u0105 s\u0142abo\u015b\u0107 carskiej Rosji, a u nas, pod zaborem austriackim, cieszyli\u015bmy si\u0119 niezmiernie z kl\u0119sk rosyjskich, bo Rosji i carskiego rz\u0105du nienawidzili\u015bmy ca\u0142\u0105 dusz\u0105. Mia\u0142am wtedy 8-9 lat, ale przypominam sobie doskonale rado\u015b\u0107 z upadku Port Artura. Wojn\u0119 rosyjsko-japo\u0144ska wprowadzili\u015bmy do naszych zabaw, z tym, \u017ce J\u00f3zia, Antek i ja byli\u015bmy Japo\u0144czykami, a biedny, cztero-letni Kuba, kt\u00f3ry zgadza\u0142 si\u0119 na ha\u0144b\u0119 zostania Moskalem, bo tego jeszcze nie rozumia\u0142, co to jest Moskal, bra\u0142 od nas lanie ile wlaz\u0142o, tak, \u017ce Mama musia\u0142a w tych bitwach interweniowa\u0107.<br \/>\nCiocia Gabcia sp\u0119dza\u0142a wtedy u nas ca\u0142e noce na modlitwach o szcz\u0119\u015bliwy powr\u00f3t narzeczonego i nam dzieciom te\u017c kaza\u0142a si\u0119 modli\u0107. Kochali\u015bmy t\u0119 anielskiej dobroci istot\u0119, przytem tak g\u0142\u0119boko kulturaln\u0105. By\u0142a to pi\u0119kna dusza, pe\u0142na uwielbienia dla sztuki, na kt\u00f3rej si\u0119 doskonale zna\u0142a, szczeg\u00f3lnie sztuki w\u0142oskiej. Uczy\u0142a si\u0119 sama malarstwa u Batowskiego, kt\u00f3ry ca\u0142e miesi\u0105ce sp\u0119dza\u0142 u moich dziadk\u00f3w&nbsp; w Skowiatynie. Zrobi\u0142a i m\u00f3j portret, w niebieskiej sukience, z lalk\u0105 w r\u0119ku. Pami\u0119tam z tych seans\u00f3w ogromn\u0105 palet\u0119 Cioci pokryt\u0105 olejnymi farbami, o mi\u0142ym terpentynowym zapachu, wysok\u0105 sztalug\u0119 i moje usi\u0142owanie, aby si\u0119 nie rusza\u0107 i Cioci tym pracy nie utrudnia\u0107.<br \/>\nU moich Dziadk\u00f3w m\u00f3wiono bardzo du\u017co po francusku i tak dobrze niemal jak po polsku. Znano te\u017c w rodzinie Matki i Ojca r\u00f3wnie dobrze j\u0119zyk niemiecki i angielski, a w szafach bibliotecznych na Technickiej pe\u0142no by\u0142o ksi\u0105\u017cek w tych j\u0119zykach Nieznajomo\u015b\u0107 francuskiego w naszych ziemia\u0144skich \u00f3wczesnych rodzinach by\u0142o uwa\u017cane za wielki brak wykszta\u0142cenia i nara\u017conym si\u0119 by\u0142o na docinki z tego powodu.<br \/>\nW r. 1905 sko\u0144czy\u0142a si\u0119 wojna rosyjsko-japo\u0144ska, a w zimie, 1906 wr\u00f3ci\u0142 W\u0142odzio Radzimi\u0144ski z tej wojny, na kt\u00f3rej by\u0142 nieomal 2 lata, ale Japo\u0144czyka na oczy nie widzia\u0142. Opowiada\u0142, \u017ce na okrzyk \u201eJapo\u0144cy\u201d, armia carska wia\u0142a ile si\u0142 w ko\u0144skich nogach.<br \/>\n\u015alub i wesele Cioci ustalono na 19 Kwietnia. Na par\u0119 tygodni przedtem sprowadzono krawca Harajd\u0119 z Temeszowa, specjalist\u0119 w kraju w szyciu kontusz\u00f3w. Zrobi\u0142 on dla moich braci dwa \u0142adne kontusiki o barwach Ziemi sanockiej, a wi\u0119c jasno-kremowe, at\u0142asowe \u017cupany, a granatowe kontusze. Do tego by\u0142y \u017c\u00f3\u0142te buty i barankowe ko\u0142paczki.<br \/>\nTeklu\u0144cia J\u00f3zi i mnie uszy\u0142a \u015bliczne fularowe sukienki w r\u00f3\u017cowe kwiatki, pokryte bia\u0142\u0105 gaz\u0105.<br \/>\nWesele to by\u0142o ewenementem w \u017cyciu towarzyskim Lwowa. Pami\u0119tam apartament na Technickiej i t\u0142um eleganckich pa\u0144 w toaletach z trenami, ze strusimi pi\u00f3rami w ogromnych kapeluszach, oraz pan\u00f3w we frakach, albo kontuszach. Nasz Ojciec mia\u0142 na sobie sw\u00f3j pi\u0119kny kontusz, kt\u00f3ry wzbudza\u0142 pewnego rodzaju zazdro\u015b\u0107 u pan\u00f3w z za \u201ekordonu\u201d, czyli spod zaboru rosyjskiego, gdzie noszenie kontusza by\u0142o zakazane przez w\u0142adze carskie.<br \/>\nCiocia Gabryelka, po dw\u00f3ch latach sp\u0119dzonych na modlitwie i w niepokoju, szcz\u0119\u015bliwa w swej pi\u0119knej, koronkowej sukni i welonie i sympatyczny, bynajmniej nie wym\u0119czony wojn\u0105 W\u0142odzio,&nbsp; typowy polski szlachcic, blondyn weso\u0142y i u\u015bmiechni\u0119ty&#8230;<br \/>\n\u015alub odby\u0142 si\u0119 w ko\u015bciele Jezuit\u00f3w; d\u0142ugi tren panny m\u0142odej nie\u015bli moi bracia, 8 i 6- letni, Antek i Kuba w swoich granatowych kontusikach, co wzbudza\u0142o og\u00f3lne zainteresowanie. \u015alub dawa\u0142 nasz dynowski proboszcz ks. Sa\u0142ustowicz, a przemow\u0119 zacz\u0105\u0142 od s\u0142\u00f3w: \u201eJak Anio\u0142 sta\u0142a\u015b u boku narzeczonego swoimi modlitwami i wys\u0142ucha\u0142 Ci\u0119 B\u00f3g\u201d. Do Mszy \u015aw. po \u015blubie s\u0142u\u017cyli m\u00f3j Ojciec i m\u0142ody W\u0142odzimierz Je\u0142owicki, obaj w polskich strojach.<br \/>\nPodczas takich uroczysto\u015bci w owych czasach, o ile byli na nich ludzie maj\u0105cy kontusz, widzia\u0142o si\u0119 dopiero ca\u0142e pi\u0119kno tego dawnego stroju szlachty polskiej. Nie by\u0142o wprost nikogo, komu nie by\u0142oby w nim do twarzy. Niekt\u00f3re by\u0142y prze\u015bliczne, pasy mieni\u0105ce si\u0119 z\u0142otymi ni\u0107mi, at\u0142asy wylot\u00f3w i elegancj\u0119 z jak\u0105 wielu pan\u00f3w (miedzy innymi i m\u00f3j Ojciec) umia\u0142o nosi\u0107 deli\u0119 przewieszon\u0105 przez ramiona. Odbija\u0142y one od monotonnej czerni frak\u00f3w i wizytowych ubra\u0144. Niekt\u00f3re kontusze by\u0142y tak barwne i efektowne, \u017ce najpi\u0119kniejsze&nbsp; damskie toalety blad\u0142y przy nich.<br \/>\nPo \u015blubie ca\u0142e towarzystwo zebra\u0142o si\u0119 u wej\u015bcia do willi i gdy na ko\u0144cu zajecha\u0142a kareta pa\u0144stwa m\u0142odych, J\u00f3zia i ja rzuci\u0142y\u015bmy im pod nogi gar\u015bcie fio\u0142k\u00f3w. Potem by\u0142o wspania\u0142e \u015bniadanie tzw. \u201edejeuner dinatoire\u201d z indykami, truflami, bombami i najlepszym francuskim szampanem. Pami\u0119tam wielk\u0105 ilo\u015b\u0107 toast\u00f3w, przy ko\u0144cu kt\u00f3rych nasz Kuba tak si\u0119 upi\u0142, \u017ce spad\u0142 z krzes\u0142a. Na weselu tym by\u0142a ca\u0142a najbli\u017csza rodzina pana m\u0142odego, a wiec Radzimi\u0144scy, Czosnowscy, Pruszy\u0144scy, a po naszej stronie Chamcowie, Mi\u0105czy\u0144scy i my. Pami\u0119tam dwie prze\u015bliczne m\u0142odziutkie panienki: Tol\u0119 Mi\u0105czy\u0144sk\u0105 o szlachetnej twarzy, jasn\u0105 blondynk\u0119 i Stasi\u0119 Chamc\u00f3wn\u0105,<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-300\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stasia_rohozinska_1890.jpg\" alt=\"\" width=\"450\" height=\"635\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stasia_rohozinska_1890.jpg 450w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/stasia_rohozinska_1890-213x300.jpg 213w\" sizes=\"auto, (max-width: 450px) 100vw, 450px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Stasia Chamc\u00f3wna jako dziecko 1885 (?)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">stryjeczna siostr\u0119 mojej Matki, kt\u00f3ra p\u00f3\u017aniej wysz\u0142a zam\u0105\u017c za Z. Rohozi\u0144skiego z Woronnego ko\u0142o Humania.<br \/>\nNast\u0119pny rok 1907 zaznaczy\u0142 si\u0119 dwoma faktami. Urodzi\u0142a si\u0119 w lipcu nasza najm\u0142odsza siostra Hania.<br \/>\nW ten dzie\u0144 Mama wyprawi\u0142a nas czworo starszych z pann\u0105 Ernestyn\u0105 i Marcinem furmanem na ca\u0142odzienn\u0105 wycieczk\u0119 do lasu dyl\u0105gowskiego.&nbsp; By\u0142 te\u017c z nami m\u0142ody nauczyciel Wyskiel, kt\u00f3ry si\u0119 podkochiwa\u0142 w naszej Francuzce. Mieli\u015bmy ze sob\u0105 prowianty na improwizowany \u201eobiad\u201d w lesie, pogoda by\u0142a \u015bliczna i ca\u0142a wyprawa uda\u0142a si\u0119 doskonale. Pami\u0119tam, gdy w\u00f3zek nasz w powrocie do domu mija\u0142 grup\u0119 \u015bwierk\u00f3w na gazonie, a przed kt\u00f3rymi bieg\u0142a szczekaj\u0105c jamniczka zwana \u201eBu\u0142k\u0105\u201d, zobaczyli\u015bmy na drodze pod lipami wysok\u0105 posta\u0107 Musia Chamca z Cioci\u0105 Gabryelk\u0105 z m\u0119\u017cem W\u0142odkiem Radzimi\u0144skim. Przyjechali oboje niespodziewanie i zastali na ganku lokaja Jak\u00f3ba Zygara, kt\u00f3ry im oznajmi\u0142, ze \u201eja\u015bnie pani w tej chwili urodzi\u0142a c\u00f3reczk\u0119\u201d. Po tych s\u0142owach zjawi\u0142 si\u0119 na ganku nie lekarz, ale weterynarz, stary Zbudowski, kt\u00f3ry w\u0142a\u015bnie tego dnia mia\u0142 jaki\u015b interes do Taty. Mu\u015b zawsze wes\u00f3\u0142, \u015bmia\u0142 si\u0119 do rozpuku z tego zabawnego zbiegu okoliczno\u015bci i droczy\u0142 si\u0119 z Mam\u0105, \u017ce nie wezwano do niej lekarza, tylko weterynarza.<br \/>\nDwa lata przedtem urodzi\u0142a si\u0119 Stefcia, te\u017c w pogodny letni dzie\u0144&nbsp; (6 sierpnia 1905), zaledwie w 6 tygodni po nag\u0142ej \u015bmierci Felci, naszej pi\u0105tej z rz\u0119du siostry, kt\u00f3ra umar\u0142a w trzecim roku \u017cycia.<br \/>\nWracaj\u0105c do r.1907 dodaj\u0119, \u017ce w jesieni tego\u017c roku lekarze polecili naszemu dziadkowi Antoniemu Chamcowi wyjazd nad Adriatyk. Dziadostwo zaproponowali, aby\u015bmy obie t.j. J\u00f3zia i ja pojecha\u0142y te\u017c z nimi do Abbazji, kt\u00f3ra wtedy le\u017ca\u0142a w obr\u0119bie monarchii austriacko-w\u0119gierskiej, niedaleko Triestu, a tu\u017c ko\u0142o Finne,&nbsp; dzisiejszej Rijeki. Ucieszy\u0142y\u015bmy si\u0119 nies\u0142ychanie i liczy\u0142y\u015bmy dni do wyjazdu. Pami\u0119tam, \u017ce w wili\u0119 wyjazdu by\u0142 cudny, ksi\u0119\u017cycowy wiecz\u00f3r. Ogr\u00f3d nasz okryty zielonymi jeszcze li\u015b\u0107mi starych drzew, nasycony zapachem kwiat\u00f3w, ton\u0105\u0142 w \u015bwietle ksi\u0119\u017cyca. Chodzili\u015bmy po lipowej alei i panna Roszkiewicz, kt\u00f3ra przez par\u0119 tygodni uczy\u0142a nas gimnastyki. Nasz stary dom wtulony w mas\u0119 drzew, otoczony klombami r\u00f3\u017c, z gankiem wspartym na o\u015bmiu grubych s\u0142upach, taki mi si\u0119 wyda\u0142 \u015bliczny; po prostu jaki\u015b kochany, dobry stary dziadzio, \u015bwiadek \u017cycia ca\u0142ej rodziny, znaj\u0105cy jej wszystkie b\u00f3le i rado\u015bci. Cicho by\u0142o, spokojnie, jasno i srebrno od ksi\u0119\u017cycowej po\u015bwiaty, a w naszych dziecinnych sercach tyle rado\u015bci nadziei na co mamy prze\u017cy\u0107 i zobaczy\u0107.<br \/>\nNazajutrz wyjecha\u0142y\u015bmy z pann\u0105 Roszkiewicz do Lwowa do Dziadostwa Chamc\u00f3w, a stamt\u0105d do Budapesztu dok\u0105d jecha\u0142o si\u0119 ze Lwowa od rana do p\u00f3\u017anego wieczora. Z podr\u00f3\u017cy tej pami\u0119tam Karpaty pokryte, lasami, a potem d\u0142ugie aleje topoli w\u0142oskich na p\u0142askich polach puszty w\u0119gierskiej. W Peszcie mieszkali\u015bmy w hotelu Jagerhorn. Pami\u0119tam jak silne wra\u017cenie wywar\u0142 na mnie Dunaj i pot\u0119\u017cny nad nim zamek kr\u00f3lewski w Budzie, a na wyspie Margarety na Dunaju,&nbsp; prze\u015bliczne klomby kwiat\u00f3w.<br \/>\nNazajutrz pojechali\u015bmy do Finne czyli Rijeki, kt\u00f3ra w tych czasach le\u017ca\u0142a w tzw. Istrji. Od Dynowa a\u017c po Adriatyk nie przejechali\u015bmy ani jednej granicy pa\u0144stwowej. Na tej trasie musieliby\u015bmy przejecha\u0107 dzi\u015b trzy: czesk\u0105, w\u0119giersk\u0105 i jugos\u0142awia\u0144sk\u0105.<br \/>\nZ tej podr\u00f3\u017cy zosta\u0142a mi w pami\u0119ci chwila, w kt\u00f3rej przybli\u017cywszy si\u0119 do okna poci\u0105gu, w kt\u00f3rym by\u0142a ju\u017c czarna noc, ujrza\u0142am nagle jakby bia\u0142aw\u0105, olbrzymia p\u0142acht\u0119 usian\u0105 \u015bwiate\u0142kami. Serce mi zadr\u017ca\u0142o, gdy Babcia powiedzia\u0142a mi, \u017ce to ju\u017c zatoka morska Guarnero, a \u015bwiate\u0142ka, to okr\u0119ty w porcie.<br \/>\nNazajutrz pojechali\u015bmy statkiem do Abbazji i zamieszkali\u015bmy w zacisznej willi Moscagni od strony Voloski. Mieli\u015bmy tam dla siebie dwa du\u017ce pokoje sypialne i du\u017cy salon z werand\u0105 i widokiem na morze. W Abbazji sp\u0119dzili\u015bmy trzy tygodnie. Mi\u0142e to by\u0142y dni, kt\u00f3re z wieloma szczeg\u00f3\u0142ami pami\u0119tam, cho\u0107 od tego czasu min\u0119\u0142o 50 lat! P\u00f3\u0142 wieku, kt\u00f3re przewr\u00f3ci\u0142y \u015bwiat, \u017cycie i zapatrywania, stosunki spo\u0142eczne i polityczne dos\u0142ownie do \u201eg\u00f3ry nogami\u201d, chocia\u017c natura ludzka, jej dobre i z\u0142e strony pozosta\u0142y te same, a i cierpienie te\u017c pozosta\u0142o.<br \/>\nMorze zrobi\u0142o na nas niezapomniane wra\u017cenie. Pomimo moich w\u00f3wczas zaledwie jedenastu lat, potrafi\u0142am godzinami siedzie\u0107 na brzegu i obserwowa\u0107 rozbijaj\u0105ce si\u0119 fale o ska\u0142y, oraz cudowna gr\u0119 kolor\u00f3w na falach, szczeg\u00f3lnie podczas wiatru sirocco, kt\u00f3ry przez ten czas niemal stale wia\u0142.<br \/>\nObie z J\u00f3zi\u0105 by\u0142y\u015bmy jeszcze dzie\u0107mi, ale przyzwyczajone do samodzielno\u015bci, wi\u0119c w\u0142a\u015bciwie nikt nie zajmowa\u0142 si\u0119 naszym ubraniem, myciem czy sk\u0142adaniem ubra\u0144. Chodzi\u0142y\u015bmy te\u017c same na dalekie spacery wzd\u0142u\u017c skalistego wybrze\u017ca. Obiad jadali\u015bmy z w\u0142a\u015bcicielk\u0105 willi, kt\u00f3ra dziwi\u0142a si\u0119 bardzo, \u017ce m\u00f3wi\u0142y\u015bmy obie p\u0142ynie po niemiecku. Mia\u0142y\u015bmy od roku w domu nauczycielk\u0119, Niemk\u0119, Alicj\u0119 Pistuschek, swoj\u0105 droga narwan\u0105, ale da\u0142a nam ona dobre podstawy j\u0119zyka.<br \/>\nRobili\u015bmy statkiem wycieczkowym \u201eTatra\u201d pi\u0119kne morskie wycieczki. Najlepiej pami\u0119tam wycieczk\u0119 do portu wojennego Pola. Sta\u0142y w nim ci\u0119\u017ckie pancerniki ob\u0142o\u017cone pancerzami ze stali, a w mie\u015bcie by\u0142y doskonale zachowane ruiny rzymskiego amfiteatru podobnego do Colosseum.&nbsp; Przypominam sobie, \u017ce zna\u0142y\u015bmy ju\u017c histori\u0119 rzymsk\u0105 i wiedzia\u0142y\u015bmy jakie budowle imperium rzymskie w swoich posiad\u0142o\u015bciach pozostawi\u0142o.<br \/>\nWspomnia\u0142am ju\u017c raz, \u017ce dziadzio Chamiec by\u0142 swojej m\u0142odo\u015bci powsta\u0144cem w roku 1863 i zosta\u0142 skazany przez rz\u0105d rosyjski na \u015bmier\u0107. Jednak uda\u0142o mu si\u0119 uciec do Galicji, a stamt\u0105d pojecha\u0107 do Wiednia. Z tych czas\u00f3w pozosta\u0142a mu g\u0142\u0119boka nienawi\u015b\u0107 do wszystkiego co rosyjskie. Niecierpia\u0142 absolutyzmu carskiego, ca\u0142ej rosyjskiej psychologii, na d\u017awi\u0119k j\u0119zyka rosyjskiego ucieka\u0142.<br \/>\nNa okr\u0119cie Tatra je\u017adzi\u0142o ca\u0142e rosyjskie towarzystwo. Rozmawiali ha\u0142a\u015bliwie i zachowywali si\u0119 jak ludzie&nbsp; bez towarzyskiej kultury. Gdy Dziadzio ich zobaczy\u0142, obr\u00f3ci\u0142 si\u0119 na pi\u0119cie i wr\u00f3ci\u0142 do domu,&nbsp; a z nami jecha\u0142a tylko Babcia Nie by\u0142o sposobu zmuszenia go do jazdy. Twierdzi\u0142, \u017ce ten mi\u0119kki, zniewie\u015bcia\u0142y j\u0119zyk przypomina mu Rosj\u0119, jej ludzi, kt\u00f3rych dobrze zna\u0142 i wola\u0142 o nich nie my\u015ble\u0107.<br \/>\nZ \u017calem \u017cegna\u0142am morze i d\u0142ugo potem w Dynowie t\u0119skni\u0142am do jego widoku.<br \/>\nW tych moich wspomnieniach musz\u0119 jeszcze umie\u015bci\u0107 rodzin\u0119 pa\u0144stwa Bieg\u00f3w.<br \/>\nW\u0142adys\u0142aw Biega by\u0142 d\u0142ugoletnim kierownikiem szko\u0142y &#8211; jak j\u0105 w\u00f3wczas nazywano \u201eludowej\u201d &#8211; w Dynowie. Mia\u0142 siedmioro dzieci, z kt\u00f3rych naszym sta\u0142ym towarzyszem zabaw by\u0142 Tadzio, b\u0119d\u0105cy w moim wieku. W zimie cz\u0119sto przychodzi\u0142 do nas, albo my do niego, do mieszkania, kt\u00f3re w szkole zajmowali.&nbsp; Bawili\u015bmy si\u0119 razem, a tematem naszych zabaw by\u0142y zawsze wojny i powstania z kt\u00f3rych mia\u0142a powsta\u0107 niepodleg\u0142a Polska. Dzi\u015b po tylu do\u015bwiadczeniach, trudach i kl\u0119skach trudno sobie wyobrazi\u0107 napi\u0119cie uczu\u0107 patriotycznych w \u00f3wczesnych m\u0142odych sercach. Dla nas Polska niepodleg\u0142a to by\u0142 szczyt marze\u0144, cos za co mo\u017cna bez wahania odda\u0107 \u017cycie. W lecie Tadzio przychodzi\u0142 do nas i w ogrodzie urz\u0105dzali\u015bmy bitwy i zasadzki na nieprzyjaciela Moskala czy Prusaka.<br \/>\nPami\u0119tam jak bieg\u0142am zdyszana z szabl\u0105 z patyk\u00f3w na pomoc powsta\u0144com polskim, kt\u00f3rzy gdzie\u015b w g\u0105szczu krzew\u00f3w, \u201eza pokojami\u201d, krew za Polsk\u0119 przelewali.<br \/>\nTadzio Biega natychmiast po wybuchu wojny w r. 1914 \u2013tym zg\u0142osi\u0142 si\u0119 na ochotnika do Polskich Legion\u00f3w i zgin\u0105\u0142 w jednej z pierwszych bitew z wojskami carskiej Rosji pod Miechowem. Pokaza\u0142, \u017ce idea\u0142y jego nie by\u0142y tylko dziecinnym, s\u0142omianym ogniem, ale \u017ce mi\u0142o\u015b\u0107 Ojczyzny i pragnienie Jej wolno\u015bci by\u0142y u niego szczere i g\u0142\u0119bokie.<br \/>\nDzieci\u0144stwo moje, kt\u00f3re z oddalenia 55- ciu lat wydaje mi si\u0119 pasmem promiennych, jasnych dni, dzi\u0119ki specyficznej atmosferze starego domu, dzi\u0119ki nieustannemu kontaktowi z pi\u0119knem przyrody, mia\u0142o jednak wiele ciemnych stron, a w\u00f3wczas wydawa\u0142y mi si\u0119 one jeszcze ciemniejsze. Do nich zaliczy\u0107 musz\u0119 obawy przed dziecinnymi chorobami, szczeg\u00f3lnie przed szkarlatyna, kt\u00f3ra &#8211; dzi\u015b zwalczana i niegro\u017ana &#8211; wtedy by\u0142a istn\u0105 zmora rodzic\u00f3w, szczeg\u00f3lnie Ojca.. Na wiosn\u0119 1908 roku nasz Kuba dosta\u0142 jej niewiadomo sk\u0105d. W domu nasta\u0142 istny \u201es\u0105dny\u201d dzie\u0144. Mama zaraz z nami pojecha\u0142a na Igioz\u0119, gdzie mieszka\u0142a Babcia Ignacja Trzecieska, a Ojciec zosta\u0142 w Dynowie. Przy chorym Kubie czuwa\u0142a&nbsp; zawsze wierna i nieoceniona Teklu\u0144cia. Choroba trwa\u0142a 6 tygodni podczas kt\u00f3rych Tata codzie\u0144 do nas na Igioz\u0119 przyje\u017cd\u017ca\u0142, aby Mamie przywozi\u0107 wiadomo\u015bci, ale do nas si\u0119 nie zbli\u017ca\u0142.<br \/>\nPami\u0119tam by\u0142 Maj, wiosna sp\u00f3\u017aniona tak, \u017ce drzewa owocowe kwit\u0142y dopiero oko\u0142o 20 maja. Ze dworu w Igiozie by\u0142 \u015bliczny widok&nbsp; na dolin\u0119 Sanu i na wie\u015b&nbsp; \u201ePrzedmie\u015bcie\u201d opadaj\u0105ce ku miasteczku i otulone jak gdyby falami rozkwit\u0142ych grusz i jab\u0142oni. Pod oknami kwit\u0142y parme\u0144skie pe\u0142ne&nbsp; fio\u0142ki, kt\u00f3re tu posadzi\u0142a Ciocia Ja\u0144cia na rok przed swoim zam\u0105\u017cp\u00f3j\u015bciem.<br \/>\nGdy mowa o Niej,&nbsp; to wspomn\u0119 tu o jej&nbsp; weselu w dniu 8&nbsp; lutego 1908 roku w Dynowie. Zim\u0119 1907 na 1908 sp\u0119dzili\u015bmy we Lwowie, gdzie ci\u0119\u017cko chorowa\u0142 na serce dziadzio Chamiec. Mieszkali\u015bmy w mieszkaniu dziadk\u00f3w, kt\u00f3re tu ju\u017c opisywa\u0142am.<br \/>\nCiocia Ja\u0144cia<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-301\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/janina_jaszczurowska_siostra_stefana.jpg\" alt=\"\" width=\"350\" height=\"529\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/janina_jaszczurowska_siostra_stefana.jpg 350w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/janina_jaszczurowska_siostra_stefana-198x300.jpg 198w\" sizes=\"auto, (max-width: 350px) 100vw, 350px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">Janina Jaszczurowska, siostra Stefana Trzecieskiego<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">tej zimy zar\u0119czy\u0142a si\u0119 z lekarzem dr Kazimierzem Jaszczurowskim. Na jej \u015blub przyjechali\u015bmy do Dynowa. By\u0142a wtedy bardzo ci\u0119\u017cka i \u015bnie\u017cysta, tzw. \u201ezawalna\u201d zima; na drogach metrowe zaspy, ko\u0142o \u015bw. Jak\u00f3ba droga tak zawiana, \u017ce trzeba by\u0142o do go\u015bci\u0144ca polami obje\u017cd\u017ca\u0107, nasza w\u0105skotorowa kolejka, tak zwana \u201eTaradaja\u201d funkcjonowa\u0142a kulawo i czasem sta\u0142a po kilka dni. Dru\u017ckami na weselu mia\u0142y bu\u0107 dwie c\u00f3rki Jan\u00f3w Trzecieskich z Miejsca Piastowego<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-302\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/tytus_trzecieski_tablica_muzeum_bobrka.jpg\" alt=\"\" width=\"500\" height=\"750\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/tytus_trzecieski_tablica_muzeum_bobrka.jpg 500w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/tytus_trzecieski_tablica_muzeum_bobrka-200x300.jpg 200w\" sizes=\"auto, (max-width: 500px) 100vw, 500px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;Epitafium Tytusa Trzecieskieg, ojca Jana (stan dzisiejszy)<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">(Anna, p\u00f3\u017aniejsza Rozwadowska i Krystyna, p\u00f3\u017aniejsza Antoniowa&nbsp; Potocka).<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-303\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/krystna_z_trzecieskic_hr_potocka_z_bratem_tytusem.jpg\" alt=\"\" width=\"350\" height=\"536\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/krystna_z_trzecieskic_hr_potocka_z_bratem_tytusem.jpg 350w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/krystna_z_trzecieskic_hr_potocka_z_bratem_tytusem-196x300.jpg 196w\" sizes=\"auto, (max-width: 350px) 100vw, 350px\" \/><\/div>\n<div align=\"center\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"center\">Krystyna Trzecieska z bratem Tytusem w Miejscu Piastowym 1900(?)<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">Nie przyjecha\u0142y jednak niby spowodu zamieci \u015bnie\u017cnej, ale m\u00f3j Ojciec twierdzi\u0142, \u017ce dlatego, \u017ce w&nbsp; Miejscu Piastowym byli&nbsp; oburzeni, \u017ce pana Trzecieska robi\u201dmezalians\u201d wychodz\u0105c za lekarza.<br \/>\nNasza ca\u0142a rodzina, m\u00f3wi\u0105c nawiasem, by\u0142a te\u017c z tego ma\u0142\u017ce\u0144stwa niezadowolona i du\u017co o tym&nbsp; \u201emezaliansie\u201d m\u00f3wiono. Inne to by\u0142y czasy i inne zapatrywania&nbsp; na te sprawy i mo\u017ce nigdzie wojny, przewroty i rewolucje nie dokona\u0142y tak g\u0142\u0119bokich zmian, jak w\u0142a\u015bnie na tym polu. To by\u0142a wprost inna \u201eera geologiczna\u201d.<br \/>\nNie by\u0142o wi\u0119c dru\u017cek, wi\u0119c J\u00f3zia i ja,&nbsp; zosta\u0142y\u015bmy ich \u201enamiastkami\u201d. Ja mia\u0142am lat 12 a J\u00f3zia o rok mniej. Teklu\u0144cia uszy\u0142a nam r\u00f3\u017cowe, jedwabne sukienki i bia\u0142e watowane pelerynki okryte \u0142ab\u0119dzim puchem. Dumne z naszej roli, pojecha\u0142y\u015bmy karet\u0105 na saniach ( po\u017cyczona od Skrzy\u0144skich z Bach\u00f3rza) do ko\u015bcio\u0142a przez niebotyczne zaspy.<br \/>\nPodczas jazdy poci\u0105ga\u0142am nosem z zimna, a,&nbsp; \u017ce nie mia\u0142am chusteczki,&nbsp; nie podoba\u0142o si\u0119 to memu przysz\u0142emu wujowi i dosy\u0107 ostro powiedzia\u0142 mi :\u201dwytrzyj sobie nos\u201d. Bardzo mnie to ubod\u0142o i zrazi\u0142o do niego..<br \/>\nBabcia Ignacja, podczas \u015blubu, otulona w futra i szale, wachlowa\u0142a si\u0119 du\u017cym, czarnym wachlarzem, bo by\u0142a wzruszona i mia\u0142a wypieki. Zwraca\u0142o to og\u00f3ln\u0105 uwag\u0119, bo bardzo zabawnie i dziwacznie wygl\u0105da\u0142o. Na dworze \u015bniegi, mr\u00f3z, w ko\u015bciele zi\u0105b, futra,&nbsp; a tu rozfurkotany wachlarz.<br \/>\nPo \u015blubie Mama kaza\u0142a&nbsp; nam i\u015b\u0107 na piechot\u0119 do domu. Maszerowa\u0142y\u015bmy w lakierowanych pantofelkach po g\u0142\u0119bokim \u015bniegu, ale przezi\u0119bienia jako\u015b nikt si\u0119 nie ba\u0142. \u015aniadanie weselne w pokoju sto\u0142owym w starym domu by\u0142o wspania\u0142e z indykami, truflami i dobrym, francuskim szampanem., a potem ta\u0144ce w salonie. Pami\u0119tam Mam\u0119 ta\u0144cz\u0105c\u0105 mazura z Bolem Mi\u0105czy\u0144skim, ciotecznym bratem mego Ojca. Oboje ta\u0144czyli \u015blicznie, szczeg\u00f3lnie Bolo, wysoki, pi\u0119kny, wytworny. Dzi\u015b posta\u0107 jego wygl\u0105da\u0142aby jak z innego \u015bwiata, ale i wtedy odbija\u0142 elegancj\u0105 i swobod\u0105, wielkopa\u0144ska wytworno\u015bci\u0105 obej\u015bcia.<br \/>\nCiocia Ja\u0144cia mia\u0142a na sobie wspania\u0142\u0105 wiede\u0144ska suknie z kremowego at\u0142asu, pokryta tzw. \u201egipiur\u0105\u201d, czyli ci\u0119\u017ck\u0105 koronk\u0105 z d\u0142ugim trenem. Wysoko upi\u0119ty na g\u0142owie welon podwy\u017csza\u0142 j\u0105 i wydawa\u0142a mi si\u0119 ogromn\u0105.<br \/>\nW tym czasie na weselach ch\u0142opskich odbywa\u0142y si\u0119 zawsze \u201e oczepiny\u201d panny m\u0142odej, a \u017ce Ciocia Ja\u0144cia przepada\u0142a za ch\u0142opami i ich zwyczajami, wi\u0119c i na jej weselu by\u0142y oczepiny. Przyniesiono do salonu du\u017c\u0105 dzie\u017c\u0119 na ciasto ubran\u0105 mirtem (god\u0142o gospodyni). Ciocia, wedle zwyczaju, ucieka\u0142a, ale ja z\u0142apano i przy piosence: \u201e uciek\u0142a mi przepi\u00f3reczka w proso\u201d posadzono na dzie\u017cy. Marysia \u201eKowalka\u201d \u017cona Kasprowicza, zdj\u0119\u0142a Jej welon i upi\u0119\u0142a czepiec z bia\u0142ej chusteczki jaki w\u00f3wczas u nas zam\u0119\u017cne kobiety nosi\u0142y. Dziewcz\u0119ta ze s\u0142u\u017cby domowej \u015bpiewa\u0142y przy tym znane stare obrz\u0119dowe piosenki jak:\u201dbrzydko ci Ja\u0144ciu, brzydko, masz na g\u0142owie kopytko. Zdejm to kopytko z g\u0142owy i za\u0142\u00f3\u017c se kwiat r\u00f3\u017cowy,\u201d albo:\u201djak ci\u0119 b\u0119d\u0105 czepi\u0107, spojrzyj do powa\u0142y, aby twoje dzieci siwe oczka mia\u0142y\u201d.<br \/>\nNazajutrz mieli\u015bmy wszyscy jecha\u0107 do Lwowa, ale kolejka do Przeworska by\u0142a zasypana \u015bniegiem. Tata chodzi\u0142 po domu i powtarza\u0142:\u201d Taradaju, taradaju, nie pojedziesz ty a\u017c w maju\u201d. Ale mi\u0119dzy go\u015b\u0107mi weselnymi by\u0142a siostra pana m\u0142odego z m\u0119\u017cem Janem Seferowiczem, kt\u00f3ry by\u0142 tzw. prezydentem poczty na Galicj\u0119 i wysok\u0105 figur\u0105. Doda\u0142o to animuszu dynowskiemu zarz\u0105dowi kolei, bo taki dygnitarz nie m\u00f3g\u0142 sta\u0107 zasypany \u015bniegiem. Naj\u0119to ch\u0142op\u00f3w do rozkopywania zasp i pojechali\u015bmy bez przeszk\u00f3d. Jeden z tych ch\u0142op\u00f3w mia\u0142 widocznie przy sobie diament szklarski i niezadowolony, \u017ce mu ka\u017c\u0105 na mrozie pracowa\u0107, wypisa\u0142 nim na jednej z szyb wagonowych:\u201d niech jasny szlag trafi takich go\u015bci weselnych\u201d. Wagon z tym napisem d\u0142ugo je\u017adzi\u0142 na trasie linii Przeworsk \u2013 Dyn\u00f3w.&nbsp;<\/p>\n<p><u><strong>Dyn\u00f3w 21.II.1960<\/strong><\/u><\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Dzi\u015b \u015bw. Eleonory. Dzie\u0144 ten nasuwa mi wspomnienie z mego dzieci\u0144stwa- imieniny naszej Matki. Rano ogrodnik Gubernat przynosi\u0142 dla ka\u017cdego z nas bukiety robione wedle jeszcze dziewi\u0119tnastowiecznego gustu. Kwiaty cynerarii, primule&nbsp; i inne , \u015bci\u015bni\u0119te w kszta\u0142cie sto\u017cka z \u0142odygami owini\u0119tymi sznurkiem i bibu\u0142ka. Rano Teta ubiera\u0142a nas w najlepsze sukienki i jeszcze przed \u015bniadaniem, z uroczystymi minami, maszerowali\u015bmy do sypialnego pokoju .Ka\u017cde z nas musia\u0142o wyrecytowa\u0107 wierszyk wyuczony w sekrecie przed Mam\u0105 i wr\u0119czy\u0107 jaki\u015b w\u0142asnor\u0119cznie wykonany prezencik: poduszk\u0119 na szpilki, zak\u0142adk\u0119 do ksi\u0105\u017cki.<br \/>\nMama nasza nigdy nas nieomal nie pie\u015bci\u0142a. Jej mi\u0142o\u015b\u0107 by\u0142a daleka od macierzy\u0144skiej czu\u0142o\u015bci, my\u015bla\u0142a nieustannie o tym,&nbsp; aby nas zahartowa\u0107 na przeciwno\u015bci losu i w stosunku do nas mia\u0142a stale na oku swoje obowi\u0105zki, a nie dogadzanie macierzy\u0144skiej czu\u0142o\u015bci. W dniu swoich imienin dzi\u0119kowa\u0142a nam jednak serdecznie.<br \/>\nW naszej rodzinie ka\u017cde imieniny rozpoczyna\u0142y si\u0119 wys\u0142uchaniem Mszy \u015bw. w intencji Solenizanta, a potem , o rado\u015bci! Nie by\u0142o lekcji.! Mo\u017cna si\u0119 by\u0142o bawi\u0107 ca\u0142y dzie\u0144, a i obiad bywa\u0142 znacznie lepszy ni\u017c zwykle.<br \/>\nOjciec m\u00f3j mia\u0142 mi\u0142y zwyczaj, \u015bwiadcz\u0105cy dobrze o Jego umys\u0142owej kulturze. Na imieniny oraz na rocznic\u0119 \u015blubu, zawsze Mamie wr\u0119cza\u0142 pi\u0119knie wydan\u0105 ksi\u0105\u017ck\u0119 z napisem: \u201dNajukocha\u0144szej Leonience w szcz\u0119\u015bliw\u0105, z \u0142aski Boga, rocznic\u0119 \u015blubu\u201d.<br \/>\nWi\u0119kszo\u015b\u0107 tych ksi\u0105\u017cek przepad\u0142a podczas wojen, kt\u00f3re si\u0119 miedzy 1914\u2013tym,&nbsp; a 1944-tym nad nami przewali\u0142y.<br \/>\nZosta\u0142y wspomnienia tamtych dni, tak innych od dnia dzisiejszego, \u017ce ma si\u0119 cz\u0119sto wra\u017cenie, i\u017c to nie dziesi\u0105tki, ale chyba setki lat od tego czasu min\u0119\u0142y.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">\n<div align=\"right\">Kinga z Trzecieskich&nbsp; Moysowa<\/div>\n<\/div>\n<div align=\"center\">&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pami\u0119tnik ten przepisa\u0142am bez \u017cadnych poprawek, ani zmiany pisowni (np. z du\u017cej litery pisane miesi\u0105ce czy dni tygodnia, doda\u0142am jedynie zdjecia) w sierpniu 2007 roku. \u017bycz\u0119 wszystkim czytelnikom, w\u015br\u00f3d rodziny i przyjaci\u00f3\u0142, uroczych , a jednocze\u015bnie ciekawych wra\u017ce\u0144 lub przemy\u015ble\u0144 o \u017cyciu naszej rodziny przed 100 laty&#8230;<br \/>\nWczoraj (30.08.2007) opowiedzia\u0142am o mojej pracy skryby &#8211; przepisywacza,&nbsp; bardzo choremu Wujciowi Stefankowi, synowi AUTORKI&nbsp; pami\u0119tnika. Pomimo cierpie\u0144, u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119: \u201e Moja Mama, moja biedna Mama\u201d. Pami\u0119tajmy i o Nim przy lekturze. Pami\u0119tajmy te\u017c i o wszystkich o kt\u00f3rych Babcia Kinia, autorka pami\u0119tnika wspomina, wiedz\u0105c, \u017ce&nbsp; tworz\u0105 oni&nbsp; korzenie naszego losu&#8230;<br \/>\nOcalmy ich i ich \u015bwiat w naszych my\u015blach i&nbsp; wspomnieniach&#8230;..&nbsp;<\/p>\n<p>Za miesi\u0105c- czytelnicy mojej strony- otrzymaj\u0105 przepisany&nbsp; kolejny zeszyt wspomnie\u0144 Kingi Moysowej, mojej Drogiej Babci Kini, dotycz\u0105cy okresu&nbsp; los\u00f3w rodziny Trzecieskich&nbsp; w latach 1912-1919.<br \/>\n\u017bycz\u0119 kolejnej, daj\u0105cej wiele do przemy\u015ble\u0144, lektury .<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"right\">Marychna Baraniecka -Witkowska<\/div>\n<div align=\"center\">&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;Herb rodziny Trzecieskich:<\/div>\n<div style=\"text-align: center;\">&nbsp;<\/div>\n<div style=\"text-align: center;\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-269\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/strzemie.jpg\" alt=\"\" width=\"408\" height=\"546\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/strzemie.jpg 408w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2007\/09\/strzemie-224x300.jpg 224w\" sizes=\"auto, (max-width: 408px) 100vw, 408px\" \/><\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;Z\u0142ote strzemi\u0119 w czerwonym polu. Na nim korona szlachecka bez pa\u0142ek, tylko po bokach po p\u00f3l listka, a w \u015brodku ca\u0142y li\u015b\u0107. Nad koron\u0105 5 pi\u00f3r strusich.<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<div align=\"left\">O Trzecieskich z Trzecie\u017ca pisz\u0105:<br \/>\nD\u0142ugosz {Dl.4.B.II.21, 238,245} 1460 r.<br \/>\nPaprocki {\u0179r\u00f3d\u0142a dziejowe XIV 116 a} 1508.&nbsp;<\/p>\n<p>Herb \u201eStrzemi\u0119\u201d wisi w ko\u015bciele w Dynowie nad kaplica \u015aw. Antoniego i jest wyrze\u017abiony wiernie w stallach ko\u015bcio\u0142a, po prawej stronie o\u0142tarza g\u0142\u00f3wnego.<\/p>\n<\/div>\n<div align=\"left\">&nbsp;<\/div>\n<\/div>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>&nbsp; &nbsp;<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":2457,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":""},"categories":[30],"tags":[],"class_list":["post-304","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-pamietniki"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/304","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=304"}],"version-history":[{"count":3,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/304\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2458,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/304\/revisions\/2458"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/media\/2457"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=304"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=304"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=304"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}