{"id":954,"date":"2015-08-10T15:00:37","date_gmt":"2015-08-10T13:00:37","guid":{"rendered":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/2015\/08\/10\/dwa-razy-w-bolszewickiej-niewoli-cz-iii\/"},"modified":"2020-10-23T16:09:23","modified_gmt":"2020-10-23T14:09:23","slug":"dwa-razy-w-bolszewickiej-niewoli-cz-iii","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/?p=954","title":{"rendered":"JK Paygert &#8211; Dwa razy w niewoli bolszewickiej cz. III"},"content":{"rendered":"<p> \t<strong>Cze\u015b\u0107 trzecia<\/strong><\/p>\n<p> \t<strong><u>I.&nbsp;&nbsp; &nbsp;Po\u017car wi\u0119zienia w Berdyczowie<\/u><\/strong><br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nadszed\u0142 wreszcie dzie\u0144 piaty lipca.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zaraz rano po apelu, weszli do nas dozorcy i wywo\u0142ali tych, kt&oacute;rzy nie byli wi\u0119\u017aniami politycznymi. Zarz\u0105dzenie to przyj\u0119li\u015bmy z ulg\u0105 Korzystaj\u0105c ze swobody zacz\u0119li\u015bmy rozprawia\u0107 nad widokami zako\u0144czenia wojny. W po\u0142udnie przyniesiono nam wyj\u0105tkowo smaczna zup\u0119, kt&oacute;r\u0105 mogli\u015bmy si\u0119 sprawiedliwie rozdzieli\u0107 nie ulegaj\u0105c terrorowi opryszk&oacute;w. W dobrych nastrojach skracali\u015bmy sobie dzie\u0144 drzemk\u0105 lub rozmowami, bo tego dnia nie wywo\u0142ywano nas na spacer. O zmierzchu, gdy przysz\u0142a na mnie kolej opowiadania, zacz\u0105\u0142em przedstawia\u0107 \u017cywot Fouche`go. Zaledwie jednak zdo\u0142a\u0142em naszkicowa\u0107 m\u0142odo\u015b\u0107 tego cz\u0142owieka na tle rewolucji francuskiej, rozleg\u0142 si\u0119 przeci\u0105g\u0142y ryk syreny alarmowej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zamieniamy si\u0119 w s\u0142uch.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Alarm wydal si\u0119 nam inny ni\u017c dotychczasowe, kt&oacute;re sprawi\u0142y nam ju\u017c tyle zawod&oacute;w. Nikt z nas nie wie, ale ka\u017cdy przeczuwa, \u017ce tym razem stanie si\u0119 co\u015b wa\u017cnego. Pakujemy gor\u0105czkowo worki i ubieramy si\u0119 pospiesznie, aby by\u0107 gotowymi gdy Niemcy otworz\u0105 bramy wi\u0119zienia. Up\u0142ywaj\u0105 minuty napr\u0119\u017conego oczekiwania. Naraz dochodzi z g\u0142\u0119bi korytarza st\u0142umiony krzyk:<br \/> \t&#8211; Tiurma (wi\u0119zienie) si\u0119 pali! Wywalajcie drzwi!<br \/> \tZalega \u015bmiertelna cisza. Spogl\u0105damy po sobie zdumieni. Czy to mo\u017cliwe? Kto m&oacute;g\u0142 podpali\u0107 wi\u0119zienie i w jakim celu? Mog\u0142o si\u0119 to sta\u0107 chyba tylko od bomby, ale wybuchu nikt z nas nie s\u0142ysza\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Napi\u0119cie nerw&oacute;w dosi\u0119ga szczytu, gdy z s\u0105siedniej celi dochodzi nas odg\u0142os wywalanych drzwi. Po chwili s\u0142yszymy jak p\u0119kaj\u0105, a na korytarz wybiegaj\u0105 wi\u0119\u017aniowie krzycz\u0105c do nas:<br \/> \t-Wi\u0119zienie w p\u0142omieniach! \u017badnej stra\u017cy nie ma. Wywa\u017cajcie drzwi!<br \/> \tTrudno nam by\u0142o uwierzy\u0107 jeszcze i teraz. Niekt&oacute;rzy wo\u0142aj\u0105, aby si\u0119 przekona\u0107: &rdquo;Dy\u017curny! Dy\u017curny!&rdquo;, ale nie ma odpowiedzi.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W tym momencie, siedz\u0105c naprzeciw drzwi, spostrzeg\u0142em co\u015b, co budzi groz\u0119: przez szpar\u0119 pod progiem prze\u015bwiecaj\u0105 ju\u017c plomyki ognia. Wszelki sceptycyzm znika. Wo\u0142am pokazuj\u0105c szpar\u0119: &bdquo; Ogie\u0144! Wywa\u017cajmy drzwi&rdquo;!<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Rzucamy si\u0119 wszyscy do nich i wpieramy w nie z ca\u0142\u0105 si\u0142\u0105. Ale trud daremny, go\u0142ymi r\u0119koma nic nie zdzia\u0142amy. Drzwi s\u0105 mocno \u017celazem okute.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Na szcz\u0119\u015bcie stoi pod \u015bcian\u0105 \u0142awka. Kilkana\u015bcie par ramion chwyta ja i miarowymi ruchami, niby taranem bij\u0105 ni\u0105 odrzewi raz po raz. Kto s\u0142abnie ust\u0119puje miejsca drugiemu. Uderzenia staj\u0105 si\u0119 coraz gwa\u0142towniejsze, od \u0142awki odpadaj\u0105 drzazgi. Zdaje si\u0119, \u017ce p\u0119knie, ale drzwi nie ust\u0105pi\u0105. A tu czas nagli. Czujemy ju\u017c zapach dymu. Zdwajamy wysi\u0142ki. Z korytarza krzycz\u0105 do nas: &bdquo;Bijcie jeszcze troch\u0119, drzwi p\u0119kn\u0105, jak u nas&rdquo;.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zbieramy ostatek si\u0142 i uderzamy dalej bez przerwy. Bijemy si\u0119 o w\u0142asne \u017cycie. Z \u0142awki pozosta\u0142a ju\u017c tylko po\u0142owa, oby wystarczy\u0142a do ruszenia drzwi. W ko\u0144cu zaczynaj\u0105 ust\u0119powa\u0107 pod niezmordowanym naporem, powstaje szpara, wyginaj\u0105 si\u0119 i odpadaj\u0105 sztaby, wreszcie p\u0119kaj\u0105 deski i \u0142ami\u0105 si\u0119 z trzaskiem.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Jeste\u015bmy wolni, a przynajmniej tak si\u0119 nam wydaje. Porywamy worki i w jednej chwili jeste\u015bmy na korytarzu. Pali si\u0119 ju\u017c drewniana pod\u0142oga. Biegniemy ni\u0105 rozdeptuj\u0105c \u017carz\u0105ce si\u0119 w\u0119gle. Dopadamy \u017celaznej bramy pod schodami. Na szcz\u0119\u015bcie jest otwarta. Gdyby by\u0142a zamkni\u0119ta, \u017cadna ludzka si\u0142a nie wywa\u017cy\u0142aby jej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zbiegamy po schodach i znajdujemy si\u0119 na dolnym korytarzu. Tu zgie\u0142k nie do opisania: ze wszystkich cel, z pietra i z parteru cisn\u0105 si\u0119 wi\u0119\u017aniowie przez bram\u0119 wchodow\u0105 chc\u0105c wydosta\u0107 si\u0119 jak najpr\u0119dzej. K\u0142\u0119by dymu zas\u0142aniaj\u0105 \u015bwiat\u0142o elektryczne i nie pozwalaj\u0105 dojrze\u0107 ilu nas jest. Ludzie kr\u0119c\u0105 si\u0119 bez\u0142adnie w p&oacute;\u0142mroku potr\u0105caj\u0105c si\u0119 wzajemnie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Naraz kto\u015b krzyczy: &bdquo; Nie otwiera\u0107 bramy, to zasadzka! Tam s\u0105 bolszewicy!&rdquo;.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ostrze\u017cenie skutkuje. Ci co ju\u017c chwycili za klamk\u0119 bramy cofaj\u0105 si\u0119, ale wobec tego co robi\u0107? Dok\u0105d i\u015b\u0107? Tam zasadzka, tu ogie\u0144. Dym wdziera si\u0119 w p\u0142uca i w oczy. Zadeptujemy miejscami p\u0142on\u0105c\u0105 pod\u0142og\u0119, ale ta zapala si\u0119 w innych miejscach, widocznie polana benzyn\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zosta\u0107 wi\u0119c, czy ucieka\u0107? Pa\u015b\u0107 pastw\u0105 p\u0142omieni czy karabinu maszynowego, kt&oacute;ry niew\u0105tpliwie oczekuje nas z tamtej strony bramy?<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nagle potworny huk. Szyby w oknie na ko\u0144cu korytarza sypi\u0105 si\u0119 z brz\u0119kiem, a jednocze\u015bnie pojawiaj\u0105 si\u0119 tam j\u0119zyki ognia. \u015awiat\u0142o elektryczne ga\u015bnie. Kto\u015b krzykn\u0105\u0142: &bdquo; Granaty! Na ziemi\u0119!&rdquo; Padamy wszyscy, nie zwa\u017caj\u0105c na tlej\u0105c\u0105 si\u0119 pod\u0142og\u0119. Chwila ciszy trwa kr&oacute;tko. Zn&oacute;w taki sam huk z przeciwnego ko\u0144ca korytarza, gdzie oszklone drzwi prowadz\u0105 na podw&oacute;rze. Zn&oacute;w te same p\u0142omienie i brz\u0119k t\u0142uczonego szk\u0142a. Padamy raz jeszcze na ziemi\u0119. Czuj\u0119 \u0142askotanie na karku. Dotykam go s\u0105dz\u0105c, \u017ce jestem ranny, ale tylko obsypa\u0142 mnie tynk z sufitu. Ale odzywaj\u0105 si\u0119 ju\u017c j\u0119ki rannych. Powstaje panika. Jedni, by unikn\u0105\u0107 granat&oacute;w, rzucaj\u0105 si\u0119 na o\u015blep w szalej\u0105cy ogie\u0144 na pi\u0119trze. Drudzy boj\u0105c si\u0119 wi\u0119cej ognia wybiegaj\u0105 na podw&oacute;rze drzwiami, przez kt&oacute;re wpad\u0142 granat. Inni wreszcie, g\u0142usi na ostrze\u017cenie o zasadzce, uciekaj\u0105 bram\u0105 wchodow\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Daj\u0105 si\u0119 s\u0142ysze\u0107 glosy: &bdquo; Przede wszystkim ratowa\u0107 kobiety&rdquo;!<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Jest ich kilkana\u015bcie. Ukrywamy je w &bdquo;oborni&rdquo; gdzie wysokie okno uniemo\u017cliwia wrzucenie granatu, a sami wybiegamy za drugimi na podw&oacute;rze. Tu s\u0142yszymy \u015bwist kul karabinowych. Biegniemy wzd\u0142u\u017c muru wi\u0119zienia i docieramy do miejsca ogrodzonego drutem kolczastym, prze\u0142azimy przez niego i znajdujemy si\u0119 pod p&oacute;\u0142nocn\u0105 \u015bcian\u0105 budynku, gdzie naprzeciwko, w odleg\u0142o\u015bci kilkunastu metr&oacute;w, znajduje si\u0119 drugi mur okalaj\u0105cy wi\u0119zienie i podw&oacute;rze.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Natrafiamy na wej\u015bcie do piwnicy wystaj\u0105ce z budynku wi\u0119ziennego. Wciskamy si\u0119 do podziemia, ale jest tu ju\u017c pe\u0142no ludzi. Z ca\u0142\u0105 brutalno\u015bci\u0105 wypychaj\u0105 nas stamt\u0105d. Opuszczamy piwnic\u0119 i szukamy miejsca, gdzie mo\u017cnaby si\u0119 ukry\u0107 przed coraz g\u0119stszymi kulami. Obok piwnicy dostrzegam k\u0105t, do kt&oacute;rego nie dociera \u015bwiat\u0142o ksi\u0119\u017cyca. Rezygnuj\u0105c wi\u0119c z dalszego szukania innego schronienia, k\u0142ad\u0119 si\u0119 na ziemi\u0119 i zas\u0142aniam workiem. Miejsce jest okropne, znajduj\u0105 si\u0119 tu rury kana\u0142owe, jest b\u0142oto i smr&oacute;d nie do wytrzymania, ale gdy chodzi o \u017cycie, wszystko mo\u017cna wytrzyma\u0107. Inni id\u0105 za moim przyk\u0142adem. Jest tu ju\u017c nas kilkunastu, a wnet przybywa wi\u0119cej. Ka\u017cdy k\u0142adzie si\u0119 pod murem i zas\u0142ania czym mo\u017ce. Po chwili brakuje miejsca. Powstaje drugi i trzeci rz\u0105d le\u017c\u0105cych. Wszyscy udaj\u0105c zabitych le\u017c\u0105 bez ruchu.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; A tymczasem pod murem naprzeciw skradaj\u0105 si\u0119 chy\u0142kiem jakie\u015b tajemnicze postacie z karabinami w reku szukaj\u0105c ofiar. Widzimy je dobrze na tle muru ja\u015bniej\u0105cego w \u015bwietle ksi\u0119\u017cyca. Oni jednak, na szcz\u0119\u015bcie, nie widz\u0105 nas, bo jeste\u015bmy pogr\u0105\u017ceni w cieniu. Po chwili s\u0142yszymy szereg strza\u0142&oacute;w karabinowych przy piwnicy, po chwili wszystko cichnie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Cisza jednak nie trwa d\u0142ugo. Teraz odzywaj\u0105 si\u0119 armaty. Z pocz\u0105tku pojedynczo, apotem ca\u0142ymi salwami. Pociski przeszywaj\u0105 powietrze przy akompaniamencie \u015bwist&oacute;w i wybuch&oacute;w. Na horyzoncie pokazuj\u0105 si\u0119 \u0142uny po\u017car&oacute;w. Kanonada jest chwilami tak pot\u0119\u017cna, i\u017c zdaje si\u0119, \u017ce mur pod kt&oacute;rym le\u017cymy, zawali si\u0119. I rzeczywi\u015bcie, wskutek ustawicznych wstrz\u0105s&oacute;w, a mo\u017ce i szalej\u0105cego za nim ognia, odrywaj\u0105 si\u0119 od niego kawa\u0142ki gzyms&oacute;w i cegie\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Dotychczasowe miejsce schronienia staje si\u0119 coraz mniej bezpieczne. Raz jaki\u015b ci\u0119\u017cki przedmiot pada obok mnie. Wyci\u0105gam r\u0119k\u0119 i podnosz\u0119 kawa\u0142ek szrapnela. Widocznie strzelaj\u0105 ju\u017c w naszym kierunku. Ju\u017c chc\u0119 wsta\u0107 aby zmieni\u0107 miejsce, kiedy widz\u0119 znowu tajemnicze postacie pod murem. Pozostajac tu mam prawdopodobn\u0105 \u015bmier\u0107, tam za\u015b pewn\u0105 z rak bolszewickich. Pozosta\u0142em wi\u0119c na miejscu.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Chwilami detonacje s\u0142abn\u0105, a w&oacute;wczas mo\u017cna, z zachowaniem wszelkich \u015brodk&oacute;w ostro\u017cno\u015bci porozumie\u0107 si\u0119 z s\u0105siadami. Jeden z nich \u015bciska mnie za r\u0119k\u0119 i hamuj\u0105c wzruszenie mowi: &rdquo;Wybi\u0142a dla nas ostatnia godzina, \u0142\u0105czy nas wsp&oacute;lna dola. B\u0105d\u017amy bra\u0107mi w obliczu \u015bmierci&rdquo; Wymienia swoje nazwisko, a ja podaj\u0119 mu swoje. Po chwili s\u0142ysz\u0119 z innej strony j\u0119ki i cich\u0105 pro\u015bb\u0119 o koc. Na to kto\u015b odpowiada:, &bdquo; Je\u015bli panu zimno, \u015bci\u0105gnij pan koc s\u0105siada, nie widzi pan, \u017ce to trup?&rdquo;<br \/> \t&nbsp;&nbsp; A wi\u0119c ju\u017c s\u0105 miedzy nami zabici, kt&oacute;rych og\u0142uszony hukiem wybuch&oacute;w, nie dostrzeg\u0142em.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po\u0142o\u017cenie nasze staje si\u0119 coraz gro\u017aniejsze. W ko\u0144cu jeden z nas o\u015bwiadcza, \u017ce d\u0142u\u017cej tu nie wytrzyma. Wstaje i przechodzi na drug\u0105 stron\u0119 budynku. Wraca jednak niebawem i m&oacute;wi, \u017ce mimo wszystko trzeba tu pozosta\u0107, bo wsz\u0119dzie jest gorzej. Natkn\u0105\u0142 si\u0119 na czterech zabitych, a prawdopodobnie jest ich wi\u0119cej, gdy\u017c tam \u015bwiat\u0142o ksi\u0119\u017cyca nie pozwala si\u0119 ukry\u0107 jak w naszym k\u0105cie. Przyszli mi na my\u015bl towarzysze Brock i Suchostaw, kt&oacute;rzy w\u0142a\u015bnie przeszli na tamt\u0105 stron\u0119. Czy \u017cyj\u0105 jeszcze. Trzeba ich b\u0119dzie za dnia odszuka\u0107.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tymczasem nasz wywiadowca relacjonuje dalej: &rdquo;Zajrza\u0142em za frontow\u0105 \u015bcian\u0119 budynku, ale cofn\u0105\u0142em si\u0119 szybko. Na schodach przy bramie le\u017cy trup, a obok niego stoi karabin maszynowy. Nie ma w\u0105tpliwo\u015bci, \u017ce bolszewicy urz\u0105dzili na nas zasadzk\u0119.&rdquo;<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Kanonada wzmaga si\u0119 znowu. Eksplozje ponurymi blaskami o\u015bwietlaj\u0105 ca\u0142y horyzont, ale tym razem w przerwach miedzy detonacjami s\u0142ycha\u0107 jakie\u015b niesamowite wrzaski i krzyki: &bdquo; Hurra, hurra&rdquo; powtarzane przez tysi\u0105ce g\u0142os&oacute;w. I ten okrzyk zbli\u017ca si\u0119 do nas.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nie znam sposobu walki Niemc&oacute;w, ale przypuszczam, \u017ce to ich bojowe zawo\u0142anie i wyobra\u017ania przedstawia mi atak na bagnety. Jakbym ju\u017c widzia\u0142 \u017co\u0142nierzy niemieckich wspinaj\u0105cych si\u0119 na przeciwleg\u0142y mur. W ogniu b\u0142yszcz\u0105 ich bagnety. Zeskakuj\u0105 z muru, podbiegaj\u0105 z wycelowanymi w nas karabinami, a ja krzycz\u0119 do nich po niemiecku: &bdquo; Nie strzela\u0107, my nie bolszewicy, tylko wi\u0119\u017aniowie mordowani przez nich, uciekamy&rdquo;. Niemcy wstrzymuj\u0105 atak, otaczaj\u0105 nas i bior\u0105 do niewoli, z kt&oacute;rej nas wypuszczaj\u0105, gdy si\u0119 przekonaj\u0105, \u017ce nie jeste\u015bmy kombatantami. Tak sobie wyobra\u017ca\u0142em przyj\u015bcie Niemc&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ale nic z tego. Okrzyki do kt&oacute;rych przywi\u0105zuj\u0119 tak\u0105 nadziej\u0119 s\u0142abn\u0105 powoli, a potem ustaj\u0105 zupe\u0142nie. Rozwiewa si\u0119 jeszcze jedno z\u0142udzenie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tymczasem kanonada si\u0119 wzmaga, chyba nigdy ko\u0144ca jej nie b\u0119dzie. Czuje si\u0119 tak s\u0142aby i wyczerpany, \u017ce zasn\u0105\u0142bym zaraz gdyby na chwile strzela\u0107 przestano. Oczy zamykaj\u0105 si\u0119 same a g\u0142owa opada bezw\u0142adnie na le\u017c\u0105cy obok worek. Ogarnia mnie odr\u0119twienie. Czuj\u0119 si\u0119 nik\u0142\u0105 \u0142upin\u0105 w morzu rozszala\u0142ego ognia i w ka\u017cdej chwili mog\u0119 w nim uton\u0105\u0107 zmia\u017cd\u017cony przez kamie\u0144 spadaj\u0105cy z muru lub kul\u0119 bolszewick\u0105. Ale czemu\u017c si\u0119 l\u0119kam? Mam ratunek w Bogu, do Kt&oacute;rego tera zwracam si\u0119 s\u0142owami psalmu: &bdquo;Kto si\u0119 w opiek\u0119 odda Panu swemu, a ca\u0142ym sercem szczerze ufa Jemu&#8230;&rdquo;. Powtarzam sobie t\u0119 modlitw\u0119 niesko\u0144czon\u0105 ilo\u015b\u0107 razy i znajduj\u0119 w niej upragnione ukojenie. Si\u0142y, kt&oacute;re wydawa\u0142y si\u0119 przed chwil\u0105 zupe\u0142nie wyczerpane, powracaj\u0105 z wolna. Rozpacz, granicz\u0105ca z oboj\u0119tno\u015bci\u0105, ust\u0119puje nadziei. W dusz\u0119 wnika pok&oacute;j, kt&oacute;rego nie zam\u0105ca ju\u017c najstraszniejsze pociski, gdy\u017c czuj\u0119, \u017ce bez woli Bo\u017cej nic si\u0119 nie stanie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Up\u0142ywaj\u0105 ostanie godziny nocne. Zaczyna \u015bwita\u0107. R&oacute;wnocze\u015bnie s\u0142abn\u0105 piekielne detonacje, a\u017c w ko\u0144cu ustaj\u0105 zupe\u0142nie. Zmieniam obecnie stanowisko. K\u0142ad\u0119 si\u0119 pod murem naprzeciw, teraz bowiem cie\u0144 jest z tamtej strony. To samo robi\u0105 inni.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ale nie pozostajemy tu d\u0142ugo. Wnet pokazuje si\u0119 s\u0142o\u0144ce i rozprasza ostatnie cienie tej koszmarnej nocy w czasie kt&oacute;rej przez 10 godzin patrzyli\u015bmy \u015bmierci w oczy. Dziwnym by\u0142o to, \u017ce nie widzieli\u015bmy ani jednego samolotu, nie rozumieli\u015bmy ani akcji bitwy ani post\u0119powania bolszewik&oacute;w. Dlaczego nie wyprowadzili nas na spacer tego dnia?&nbsp; Czy\u017cby chcieli ukry\u0107 przygotowania do masowego mordu? Ale dlaczego wywo\u0142ywali kryminalist&oacute;w? Czy tylko my, polityczni, mi\u0119liby\u015bmy by\u0107 zg\u0142adzeni?<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Na razie mi\u0119li\u015bmy jednak rozstrzygn\u0105\u0107 inne pytanie: jak wydosta\u0107 si\u0119 z tych mur&oacute;w?<\/p>\n<p> \t<strong><u>II. Ucieczka z wi\u0119zienia&nbsp; i nasi dobroczy\u0144cy<\/u><\/strong><br \/> \t&nbsp;&nbsp; Chwila do ucieczki by\u0142a odpowiednia. S\u0142o\u0144ce ledwie wsta\u0142o i doda\u0142o nam otuchy. Dotychczas zdo\u0142ali\u015bmy wydosta\u0107 si\u0119 z celi i budynku wi\u0119ziennego co ju\u017c wielu przep\u0142aci\u0142o \u017cyciem, ale to nie wszystko. Trzeba by\u0142o jeszcze wyj\u015b\u0107 poza mur otaczaj\u0105cy wi\u0119zienie, a nikt nie m&oacute;g\u0142 nam zar\u0119czy\u0107, czy poza nim nie kryje si\u0119 nowa zasadzka. Niebezpiecze\u0144stwa czyha\u0142y jeszcze na ka\u017cdym kroku.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Panowa\u0142a teraz spokojna cisza. Pr&oacute;cz nas nigdzie \u017cywego ducha, nigdzie owych tajemniczych postaci, kt&oacute;re nas prze\u015bladowa\u0142y w nocy. Przeszed\u0142em na wschodnia stron\u0119 budynku szukaj\u0105c moich znajomych, nigdzie ich jednak nie znalaz\u0142em, mo\u017ce uda\u0142a si\u0119 im ucieczka, mo\u017ce zgin\u0119li w pobli\u017cu. To spot\u0119gowa\u0142o moj\u0105 wol\u0119 wydostania si\u0119 st\u0105d czym pr\u0119dzej. Wok&oacute;\u0142 mnie tworzy\u0142y si\u0119 grupki ludzi, kt&oacute;rzy postanowili szuka\u0107 szcz\u0119\u015bcia, ka\u017cdy na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119. Woko\u0142o le\u017ca\u0142y cia\u0142a zabitych i rannych. W\u015br&oacute;d nich zauwa\u017cy\u0142em jakiego\u015b wi\u0119\u017ania w mundurze bolszewickim, m\u0142odego ch\u0142opaka, kt&oacute;ry mia\u0142 przestrzelone nogi, a chcia\u0142 koniecznie wyj\u015b\u0107. \u017bal mi go by\u0142o, ale nie wiedz\u0105c czy sami si\u0119 wyratujemy, nie mogli\u015bmy mu w niczym pom&oacute;c. Postanowi\u0142em tylko, \u017ce gdy spotkam Niemc&oacute;w b\u0119d\u0119 ich prosi\u0142 aby przyszli z pomoc\u0105 rannym postrzelonym przez bolszewik&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Przy\u0142\u0105czy\u0142em si\u0119 do jednej z naradzaj\u0105cych si\u0119 grup, kt&oacute;ra zamierza\u0142o i\u015b\u0107 na Po\u0142onne do Szepet&oacute;wki. Zauwa\u017cy\u0142em, \u017ce kilku z nich orientuje si\u0119 troch\u0119 w okolicy. Postanowi\u0142em wiec trzyma\u0107 si\u0119 z nimi. Przy zachowaniu wszelkich \u015brodk&oacute;w ostro\u017cno\u015bci id\u0105cy na przedzie naszej grupy zbli\u017cy\u0142 si\u0119 do g\u0142&oacute;wnej bramy. Nad ni\u0105 by\u0142a wie\u017ca stra\u017cnicza. Powoli, aby nie wywo\u0142a\u0107 skrzypienia zawias&oacute;w uchyli\u0142 bram\u0119 i wsun\u0105\u0142 g\u0142ow\u0119 w szpar\u0119. Gdy si\u0119 przekona\u0142, \u017ce w sieni pod wie\u017c\u0105 nie ma nikogo, da\u0142 znak, a wtedy przeszli\u015bmy wszyscy przez bram\u0119; w sieni zauwa\u017cy\u0142em mn&oacute;stwo granat&oacute;w r\u0119cznych. By\u0142y przygotowane na nas.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Pozosta\u0142a jeszcze do przej\u015bcia ostania brama, kt&oacute;ra oddziela\u0142a nas od \u015bwiata. Post\u0105pili\u015bmy tu jak przy pierwszej. Jeden z nas odchyli\u0142 j\u0105 nieco, a gdy zobaczy\u0142, ze za ni\u0105 r&oacute;wnie\u017c nie ma nikogo, wyszli\u015bmy wszyscy.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Znale\u017ali\u015bmy si\u0119 wi\u0119c na wolno\u015bci, ale niebezpiecze\u0144stwo jeszcze nie min\u0119\u0142o. Czuli\u015bmy to dobrze i rozumieli\u015bmy, \u017ce od naszego energicznego dzia\u0142ania zale\u017cy nasz los. Przede wszystkim musieli\u015bmy znale\u017a\u0107 drog\u0119 do Po\u0142onnego. Zapytali\u015bmy o ni\u0105 przechodz\u0105cego ch\u0142opa, a ten skierowa\u0142 nas w stron\u0119 rampy kolejowej, w odleg\u0142o\u015bci kilkuset krok&oacute;w. Gdy jednak przekroczyli\u015bmy pierwsze tory, posypa\u0142y si\u0119 w naszym kierunku strza\u0142y karabinowe z bolszewickiego poci\u0105gu pancernego stoj\u0105cego na stacji, kt&oacute;rego dot\u0105d nie widzieli\u015bmy. Wraca\u0107 ju\u017c by\u0142o za p&oacute;\u017ano. Musieli\u015bmy jak najszybciej przebiec tory. Liczba ich wydawa\u0142a si\u0119 nam niesko\u0144czenie wielka. By\u0142o nas kilkunastu i wszyscy wiedzeni instynktem biegli co si\u0142, potem padali podnosz\u0105c si\u0119 znowu aby przebiec jeszcze kilka krok&oacute;w i znale\u017a\u0107 si\u0119 wreszcie po drugiej stronie rampy, gdzie na zakr\u0119cie, za jakim\u015b budynkiem, mogli\u015bmy zej\u015b\u0107 z oczu naszym prze\u015bladowcom. Po\u0142o\u017cenie nasze przez chwile by\u0142o niezwykle gro\u017ane. Je\u015bli wyszli\u015bmy z tego bez szwanku, przypisa\u0107 to nale\u017cy szczeg&oacute;lnej opiece Matki Bo\u017cej, kt&oacute;r\u0105 o to w krytycznym momencie gor\u0105co prosi\u0142em.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Niebezpieczna ta przygoda pouczy\u0142a nas, \u017ce bolszewicy znajduj\u0105 si\u0119 jeszcze w Berdyczowie i \u017ce przedwczesne by\u0142y nasze nadzieje na spotkanie Niemc&oacute;w zaraz po wyj\u015bciu z wi\u0119zienia. Tote\u017c id\u0105c ulic\u0105 zabudowan\u0105 domkami z obu stron, rozgl\u0105dali\u015bmy si\u0119 bacznie dooko\u0142a, czy ich gdzie nie wida\u0107. Nagle kto\u015b krzykn\u0105\u0142: &bdquo; Bolszewickie auto ci\u0119\u017carowe za nami&rdquo;! W mgnieniu oka skr\u0119cili\u015bmy w pierwsze lepsze przej\u015bcie miedzy domami i weszli\u015bmy w jakie\u015b podw&oacute;rze a st\u0105d do sadu. Tutaj poczuli\u015bmy si\u0119 bezpieczniejsi, ale mimo to nie zwalniali\u015bmy kroku i chocia\u017c ogarnia\u0142o nas coraz wi\u0119ksze znu\u017cenie, szli\u015bmy szybko d\u0142u\u017csz\u0105 chwil\u0119 sadami i ogrodami warzywnymi. Ci\u0105gn\u0119\u0142y si\u0119 one r&oacute;wnolegle do drogi, kt&oacute;ra szli\u015bmy przed chwil\u0105. Pomy\u015bln\u0105 okoliczno\u015bci\u0105 by\u0142o to, \u017ce ogrody nie by\u0142y poprzedzielane miedzy sob\u0105 plotkami wskutek czego nie tr\u0105cili\u015bmy czasu na ich prze\u0142a\u017cenie. I nie by\u0142o w nich \u017cywego ducha. Natomiast zauwa\u017cyli\u015bmy kryj&oacute;wki w postaci do\u0142&oacute;w przykrytych w cz\u0119\u015bci chrustem i ziemi\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Widz\u0105c, \u017ce s\u0142abn\u0119 po przej\u015bciach nocnych i \u017ce nie jestem w stanie odby\u0107 d\u0142u\u017cszej drogi, zaproponowa\u0142em towarzyszom, aby schronili si\u0119 ze mn\u0105 w jednym z do\u0142&oacute;w, bodaj na kilka godzin. Jakby na poparcie mego projektu znowu da\u0142y si\u0119 s\u0142ysze\u0107 strza\u0142y armatnie, kt&oacute;re mog\u0142y zwiastowa\u0107 dalsz\u0105 bitw\u0119. Towarzysze moi, ludzie m\u0142odzi i odporni na trudy, nie podzielali jednak mego zapatrywania i postanowili i\u015b\u0107 dalej. W&oacute;wczas zosta\u0142em w tyle tylko z jednym z nich, kt&oacute;ry widocznie tak\u017ce ju\u017c z si\u0142 opada\u0142 i postanowili\u015bmy wej\u015b\u0107 do jednej kryj&oacute;wki. Powiedzia\u0142em memu towarzyszowi, ze trzymaj\u0105c si\u0119 ze mn\u0105 wyjdzie na tym dobrze, bo w\u0142adaj\u0105c niemieckim b\u0119d\u0119 m&oacute;g\u0142 porozumiewa\u0107 si\u0119 z napotkanymi Niemcami. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce on umia\u0142 po rosyjsku, wi\u0119c gdy spotkamy bolszewik&oacute;w, on b\u0119dzie zabiera\u0142 glos. Na razie jednak nie spotkali\u015bmy ani jednych ani drugich, tylko niespodziewanie Polak&oacute;w. Szukaj\u0105c bowiem odpowiedniej kryj&oacute;wki znale\u017ali\u015bmy w jednej z nich dwoje ludzi z ma\u0142ym dzieckiem. Zapyta\u0142em ich po polsku, licz\u0105c, \u017ce mo\u017ce si\u0119 z nimi dogadam, czy nie pozwoliliby nam odpocz\u0105\u0107 w swoim schronie, uciekamy bowiem z wi\u0119zienia i chcieliby\u015bmy doczeka\u0107 wieczoru, kiedy \u0142atwiej b\u0119dzie si\u0119 ukry\u0107 przed bolszewickim okiem.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ku mojemu zdziwieniu odpowiedziano mi najczystsz\u0105 polszczyzn\u0105, \u017ce najch\u0119tniej przyjm\u0105 nas do swego, jak tu m&oacute;wiono &bdquo;sza\u0144czyka&rdquo;, i ze mo\u017cemy zosta\u0107 z nimi tak d\u0142ugo, jak b\u0119dziemy chcieli. Na dow&oacute;d za\u015b wsp&oacute;\u0142czucia, jakie wywo\u0142ali\u015bmy naszym wygl\u0105dem, pocz\u0119stowano nas chlebem i herbat\u0105. Ta \u017cyczliwo\u015b\u0107 jakiej si\u0119 nie spodziewa\u0142em, a przy tym pewno\u015b\u0107, \u017ce mam do czynienia z rodakami, sprawi\u0142y, \u017ce ze \u0142zami dzi\u0119kowa\u0142em za okazane serce.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Byli to pa\u0144stwo Czarnieccy. On by\u0142 przed rewolucja bolszewick\u0105 w\u0142a\u015bcicielem futoru w za\u015bcianku szlacheckim pod Berdyczowem, obecnie zarabia\u0142 jako majster \u015blusarski w jednej z fabryk. Ona &#8211; kobieta jeszcze m\u0142oda &#8211; poch\u0142oni\u0119t\u0105 by\u0142a gospodarstwem domowym. Martwi\u0142a si\u0119, \u017ce wskutek wojny, kt&oacute;ra dosz\u0142a ju\u017c do ich terenu, przepadnie wszystko. Co mia\u0142a cenniejszego, zakopa\u0142a w ziemi\u0119, ale teraz obawia\u0142a si\u0119, \u017ce domek i co w nim zosta\u0142o, b\u0119dzie spalone na rozkaz Stalina. Kaza\u0142 bowiem swym wojskom przed cofaniem si\u0119 zostawia\u0107 Niemcom tylko ziemi\u0119 i niebo. Specjalne brygady mia\u0142y podpala\u0107 domy i ci\u0119\u017ckimi walami przyt\u0142acza\u0107 zbo\u017ce, a ludno\u015b\u0107 mia\u0142a by\u0107 ewakuowana. Nic dziwnego, \u017ce perspektywa takiego zniszczenia niepokoi\u0142a naszych gospodarzy.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Min\u0119\u0142o zaledwie par\u0119 godzin od chwili wyj\u015bcia z wi\u0119zienia a bitwa rozszala\u0142a si\u0119 na nowo. Lata\u0142y nad naszymi szrapnele i wida\u0107 by\u0142o samoloty. Przyszed\u0142 w&oacute;wczas brat naszego gospodarza, drugi pan Czarniecki, inwalida pierwszej wojny, aby si\u0119 ukry\u0107 z nami. Dowiedzia\u0142em si\u0119 od niego, \u017ce bolszewicy sami kazali budowa\u0107 ludziom sza\u0144czyki i chroni\u0107 do nich w razie potrzeby. Gdy strza\u0142y troch\u0119 ucich\u0142y, poszli pa\u0144stwo Czarnieccy do swoich zaj\u0119\u0107, ale prosili aby\u015bmy nigdzie nie wychodzili. Zostali\u015bmy wiec sami. Kryj&oacute;wka by\u0142a wilgotna, ale na tyle obszerna, \u017ce roz\u0142o\u017cywszy koc, mogli\u015bmy si\u0119 wyci\u0105gn\u0105\u0107 i zasn\u0119li\u015bmy natychmiast. Nie spali\u015bmy d\u0142ugo. Zbudzi\u0142 mnie jaki\u015b basowy glos. W pierwszej chwili s\u0105dz\u0105c, \u017ce odnalaz\u0142 nas dozorca wi\u0119zienny i przyszed\u0142 rozprawi\u0107 si\u0119 z nami, obudzi\u0142em swego towarzysza, aby si\u0119 rozm&oacute;wi\u0142 z nim po rosyjsku. Przyznam si\u0119, \u017ce w\u0142osy stan\u0119\u0142y mi na g\u0142owie, a s\u0142owa z gard\u0142a wypu\u015bci\u0107 nie mog\u0142em. Ale wpatruj\u0105c si\u0119 w przyby\u0142ego, pozna\u0142em w nim jednego z towarzyszy, kt&oacute;ry s\u0142ysz\u0105c wzmagaj\u0105c\u0105 si\u0119 kanonad\u0119, doszed\u0142 do wniosku, \u017ce lepiej poczeka\u0107 troch\u0119 z wypraw\u0105 do Po\u0142onnego. Inni r&oacute;wnie\u017c pochowali si\u0119 do okolicznych schron&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Gdy gospodyni nasza wr&oacute;ci\u0142a, prosi\u0142em j\u0105 o pozwolenie zostania i temu trzeciemu wi\u0119\u017aniowi. Zgodzi\u0142a si\u0119 z \u0142atwo\u015bci\u0105, a ja by\u0142em rad, \u017ce jest nas ju\u017c trzech. Obaj moi towarzysze byli Ukrai\u0144cami z powiatu brze\u017ca\u0144skiego. Z pocz\u0105tku patrzyli na mnie nieufnym wzrokiem, ale skoro przekonali si\u0119, \u017ce m&oacute;wi\u0119 biegle po niemiecku, postanowili ze mn\u0105 si\u0119 trzyma\u0107.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zupa pani Czarnieckiej smakowa\u0142a nam nadzwyczajnie, bo od po\u0142udnia zesz\u0142ego dnia nie jedli\u015bmy prawie nic. Nie zdawali\u015bmy sobie jednak sprawy, \u017ce nasze organizmy, odwyk\u0142e od lepszej strawy od szeregu miesi\u0119cy, odpokutuj\u0105 to w chwili, gdy najwi\u0119cej si\u0142 b\u0119dziemy potrzebowali.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Pod wiecz&oacute;r przyszed\u0142 pan Czarniecki ze z\u0142ymi wie\u015bciami. Bolszewicy spodziewaj\u0105 si\u0119 lada chwila Niemc&oacute;w, pal\u0105 wszystko, a ludno\u015b\u0107 przymusowo wysiedlaj\u0105. Wobec tego i oni b\u0119d\u0105 musieli opu\u015bci\u0107 dom, a my zostaniemy sami. Na ten wypadek przyobieca\u0142 zaopatrzy\u0107 nas w \u017cywno\u015b\u0107 i radzi\u0142 nie opuszcza\u0107 schronienia, jak d\u0142ugo si\u0119 da. Noc sp\u0119dzili\u015bmy wi\u0119c znowu w kryj&oacute;wce. Dw&oacute;ch rozlokowa\u0142o si\u0119 na ziemi, a trzeci, dla kt&oacute;rego miejsca ju\u017c nie by\u0142o, mia\u0142 siedzie\u0107 u wej\u015bcia i pilnowa\u0107. Podj\u0105\u0142em si\u0119 tego str&oacute;\u017cowania. Ksi\u0119\u017cyc w pe\u0142ni oblewa\u0142 \u015bwiat\u0142em sady i domy w pobli\u017cu. Noc by\u0142a zupe\u0142nie cicha. Modli\u0142em si\u0119 dzi\u0119kuj\u0105c Bogu za cudowna wprost opiek\u0119 dotychczas i polecaj\u0105c Jego \u0142asce siebie nadal oraz zacnych pa\u0144stwa Czarnieckich, kt&oacute;rzy okazali si\u0119 tak mi\u0142osierni.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Gdy mnie sen zacz\u0105\u0142 morzy\u0107, zbudzi\u0142em jednego z towarzyszy, kt&oacute;ry zaj\u0105\u0142 moje miejsce, a ja po\u0142o\u017cy\u0142em si\u0119. Zbudzi\u0142em si\u0119 gdy s\u0142o\u0144ce ju\u017c dobrze przygrzewa\u0142o. Pani Czarniecka przynios\u0142a nam \u015bniadanie i z p\u0142aczem opowiada\u0142a, \u017ce ju\u017c tworzy si\u0119 kolumna wychod\u017ac&oacute;w i, \u017ce za par\u0119 godzin maj\u0105 wszyscy wyruszy\u0107 na wsch&oacute;d. Panowie Czarnieccy te\u017c przyszli i o\u015bwiadczyli, \u017ce dostali ostre plecenie przygotowania si\u0119 do drogi.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Co do nas zastanawiali\u015bmy si\u0119, czy mamy prawo siedzie\u0107 w ich schronie, bo w razie wykrycia nas przez bolszewik&oacute;w przeszukuj\u0105cych domy i ogrody za tymi, co schroni\u0107 si\u0119 chcieli, mog\u0105 srodze odpokutowa\u0107 nasi gospodarze. Tymczasem nagle zagra\u0142y armaty. Tym razem s\u0142uchali\u015bmy z ulg\u0105, bo by\u0142o widoczne, \u017ce Niemcy mog\u0105 wkroczy\u0107 w ka\u017cdej chwili. Pociski, od kt&oacute;rych ziemia dr\u017ca\u0142a, pada\u0142y tu\u017c ko\u0142o nas. Ale my przywykli\u015bmy ju\u017c do tego. Ale i tym razem Niemcy nie wkraczali jeszcze i nast\u0105pi\u0142a druga noc, kt&oacute;r\u0105 musieli\u015bmy sp\u0119dzi\u0107 w schronie. Gorsza od pierwszej, bo deszcz zacz\u0105\u0142 pada\u0107 i poprzez cienkie nakrycie sza\u0144czyka woda kroplami \u015bcieka\u0142a do \u015brodka. Wilgo\u0107 przenika\u0142a nas do szpiku ko\u015bci. By\u0142em pewien, \u017ce dostaniemy reumatyzmu, ale w takich wypadkach cz\u0142owiek jest odporny, nawet kataru nikt nie dosta\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Gdy wreszcie zacz\u0119\u0142o szarze\u0107, opu\u015bcili\u015bmy schron na chwil\u0119, aby odetchn\u0105\u0107 troch\u0119 \u015bwie\u017cym powietrzem. Ranek zrobi\u0142 si\u0119 cudowny i \u017cal by\u0142o wchodzi\u0107 do st\u0119ch\u0142ego sza\u0144czyka z powrotem. Po chwili znowu zacz\u0119\u0142y gra\u0107 armaty, co sprowadzi\u0142o pa\u0144stwa Czarnieckich, kt&oacute;rzy przynie\u015bli nadanie dla wszystkich, po czym pan Czarniecki wybra\u0142 si\u0119 na zwiady, twierdz\u0105c, ze dzisiejszy dzien. b\u0119dzie ostrzygaj\u0105cy. Przysz\u0142o do nas tak\u017ce kilku towarzyszy z innych schron&oacute;w, kt&oacute;rzy kr\u0105\u017cyli dopytuj\u0105c si\u0119 o wiadomo\u015bci. Po pewnym czasie przyszli pa\u0144stwo Czarnieccy z t\u0142umokami, ju\u017c zebrani do drogi, zostawili nam troch\u0119 suchar&oacute;w i cukru oraz o\u015bwiadczyli, \u017ce to, czego obawiali si\u0119 sta\u0142o si\u0119 rzeczywisto\u015bci\u0105: pod gro\u017ab\u0105 ostrych represji musz\u0105 si\u0119 zaraz przy\u0142\u0105czy\u0107 do kolumny ewakuacyjnej, a niszczycielski batalion zaraz przyjdzie spali\u0107 dom. Zapowiedzieli jednak, \u017ce w razie przychylnej okoliczno\u015bci opuszcza kolumn\u0119 i zaraz wr&oacute;c\u0105 do domu. Po\u017cegnali\u015bmy si\u0119 wi\u0119c z zap\u0142akana pani\u0105 Czarnieck\u0105, d\u017awigaj\u0105c\u0105 kilkuletni\u0105 c&oacute;reczk\u0119 na rekach i jej zacnym m\u0119\u017cem. Poszli.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; D\u0142u\u017cy\u0142y si\u0119 godziny oczekiwania. Napi\u0119cie nerw&oacute;w dosz\u0142o do zenitu, gdy da\u0142y si\u0119 s\u0142ysze\u0107 strza\u0142y karabinowe od strony sad&oacute;w. Zdawa\u0142o si\u0119 nam, \u017ce to mo\u017ce ostatni oddzia\u0142 bolszewicki chce wszystko zniszczy\u0107 i strza\u0142ami wyp\u0142oszy\u0107 opornych z kryj&oacute;wek. Byli\u015bmy przygotowani na to, \u017ce w ka\u017cdej chwili uka\u017c\u0105 si\u0119 u wej\u015bcia do naszego schronu. Na ten przypadek przygotowali\u015bmy nawet sobie role. Moi towarzysze mieli udawa\u0107 tutejszych robotnik&oacute;w, kt&oacute;rzy przypadkowo znale\u017ali si\u0119 w kryj&oacute;wce, a ja, nie znaj\u0105cy j\u0119zyka rosyjskiego, postanowi\u0142em udawa\u0107 g\u0142uchoniemego.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Jednak Pan B&oacute;g zrz\u0105dzi\u0142 inaczej. Bolszewicy nie przyszli do nas, ani nie podpalili domu, natomiast, niespodziewanie, po po\u0142udniu przyszli uradowani pa\u0144stwo Czarnieccy, kt&oacute;rym uda\u0142o si\u0119 unikn\u0105\u0107 ewakuacji, gdy\u017c wobec wzrastaj\u0105cej paniki nie by\u0142o ju\u017c \u017cadnego dozoru i od razu ogromna ilo\u015b\u0107 zebranych stopnia\u0142a do ma\u0142ej garstki. Najwa\u017cniejsz\u0105 rzecz\u0105 by\u0142o to, ze Niemcy ju\u017c id\u0105 i najdalej za p&oacute;\u0142 godziny b\u0119d\u0105 w mie\u015bcie. \u017be to by\u0142a prawda przekonali\u015bmy si\u0119 rych\u0142o, s\u0142ysz\u0105c zrazu daleki, a potem coraz bli\u017cszy odg\u0142os motocykli. Wiedzieli\u015bmy wi\u0119c, \u017ce od strony bolszewik&oacute;w nie grozi nam ju\u017c \u017cadne niebezpiecze\u0144stwo, wyszli\u015bmy z kryj&oacute;wki i udali z gospodarzami na go\u015bciniec znajduj\u0105cy si\u0119 o par\u0119set krok&oacute;w. Zobaczyli\u015bmy setki motor&oacute;w, kt&oacute;re p\u0119dzi\u0142y sprawnie nieprzerwanym szeregiem. Na ka\u017cdej maszynie siedzia\u0142o trzech Niemc&oacute;w, pewnych siebie i ufnych, \u017ce ich pot\u0119dze i organizacji nie oprze si\u0119 \u017cadna si\u0142a \u015bwiata.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Pani Czarniecka, uszcz\u0119\u015bliwiona, \u017ce sko\u0144czy\u0142y si\u0119 dni udr\u0119ki i \u017ce dom ocala\u0142, zaprosi\u0142a nas na podwieczorek, m&oacute;wi\u0105c, \u017ce tym razem b\u0119dzie mog\u0142a swoim &bdquo; ho\u0142ubczykom&rdquo; jak nas nazywa\u0142a, da\u0107 u siebie w domu, a nie w kryj&oacute;wce co\u015b dobrego do jedzenia. Jej go\u015bcinne i szczere zaproszenie przyj\u0119li\u015bmy skwapliwie, przed tym jednak postanowili\u015bmy si\u0119 umy\u0107 i oczy\u015bci\u0107, bo byli\u015bmy niemi\u0142osiernie zab\u0142oceni. Gdy\u015bmy ju\u017c nasz wygl\u0105d doprowadzili do jakiego takiego porz\u0105dku, przysz\u0142o kilku towarzyszy z s\u0105siednich schron&oacute;w, z pro\u015bb\u0105 do mnie, abym, jako znaj\u0105cy j\u0119zyk niemiecki, zg\u0142osi\u0142 si\u0119 do w\u0142adz i przedstawi\u0142 nasze po\u0142o\u017cenie z pro\u015bb\u0105 o pomoc w powrocie do kraju. Zgodzi\u0142em si\u0119 na to, wobec czego zaprowadzono mnie do budynku szkolnego, gdzie ju\u017c si\u0119 zd\u0105\u017cy\u0142a zakwaterowa\u0107 komenda oddzia\u0142u motocyklowego. \u017bo\u0142nierze myli si\u0119 i golili w ogrodzie, inni czy\u015bcili buty i ubrania. Pod wzgl\u0119dem czysto\u015bci by\u0142a ogromna r&oacute;\u017cnica miedzy \u017co\u0142nierzami niemieckimi a bolszewickimi.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Poprosi\u0142em jednego z nich o wskazanie mi dow&oacute;dcy. Siedzia\u0142 za sto\u0142em studiuj\u0105c mapy. Gdy si\u0119 do niego zbli\u017cy\u0142em, zatrzyma\u0142 mnie niecierpliwym ruchem r\u0119ki i kaza\u0142 czeka\u0107. Po chwili, nie pozwalaj\u0105c mi si\u0119 zbli\u017cy\u0107 na wi\u0119cej ni\u017c 10 krok&oacute;w, zapyta\u0142 wynios\u0142ym tonem czego sobie \u017cycz\u0119. Odpowiedzia\u0142em hamuj\u0105c gniew, \u017ce jeste\u015bmy wi\u0119\u017aniami politycznymi, a uciek\u0142wszy z wiezienia bolszewickiego, chcemy si\u0119 dosta\u0107 do dom&oacute;w. Wspomnia\u0142em przy tym, \u017ce jestem w\u0142a\u015bcicielem ziemskim na terenie zaj\u0119tym teraz przez Niemc&oacute;w i \u017ce powr&oacute;t do mego warsztatu pracy wp\u0142ynie dodatnio na podniesienie jego wydajno\u015bci, jestem bowiem wykszta\u0142conym rolnikiem. To podzia\u0142a\u0142o uspokajaj\u0105co&nbsp; na Niemca, odpowiedzia\u0142 mi ju\u017c bowiem grzecznie, \u017ce do tych rzeczy miesza\u0107 si\u0119 nie mo\u017ce, ale do dw&oacute;ch tygodni przyjdzie tu specjalna w\u0142adza wojskowa, tzw. Etappenkomando, kt&oacute;re zajmie si\u0119 odtransportowaniem nas. Powt&oacute;rzy\u0142em to moim towarzyszom, kt&oacute;rzy zmartwili si\u0119 perspektyw\u0105 siedzenia w Berdyczowie jeszcze dw&oacute;ch tygodni.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tymczasem poszli\u015bmy do naszych gospodarzy, gdzie ju\u017c czeka\u0142 na nas obiecany podwieczorek na schludnie nakrytym stole. Od przesz\u0142o 8 miesi\u0119cy mia\u0142em mo\u017cno\u015b\u0107 po raz pierwszy zasi\u0105\u015b\u0107 w czystym pokoju i pi\u0107 herbat\u0119 w porz\u0105dnych fili\u017cankach. Nie mog\u0142em uwierzyc, aby te warunki by\u0142y trwa\u0142e i ile razy kto\u015b wchodzil do pokoju, obraca\u0142em si\u0119 nerwowo, czy to nie jaki\u015b wys\u0142annik NKWD, aby mnie odprowadzi\u0107 do wi\u0119zienia.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Rozgl\u0105daj\u0105c si\u0119 po pokoju, spojrza\u0142em przypadkiem w lustro i przerazi\u0142em si\u0119 swoim wygl\u0105dem. Wyros\u0142a mi d\u0142uga, siwa broda, policzki zapad\u0142y, jednym s\u0142owem wygl\u0105da\u0142em jak starzec. Chc\u0105c jak najszybciej wr&oacute;ci\u0107 do przyzwoitego wyg\u0142adu, poprosi\u0142em po herbacie pana Czarneckiego o po\u017cyczenie \u017cyletki i ogoli\u0142em si\u0119. Trudniejszego golenia nie mia\u0142em w \u017cyciu, ale jako\u015b da\u0142em sobie rad\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W mi\u0142ym nastroju schodzi\u0142 nam teraz czas. Przyszli s\u0105siedzi pa\u0144stwa Czarnieckich, kt&oacute;rzy wypytywali nas sk\u0105d jeste\u015bmy i za co zostali\u015bmy uwi\u0119zieni. Wszyscy byli rodowitymi Polakami i doskonale m&oacute;wili po polsku. Ubolewali nad tym, \u017ce ich dzieci nie b\u0119d\u0105 ju\u017c tak dobrze zna\u0142y tego j\u0119zyka, bo w szkole ucz\u0105 si\u0119 tylko po rosyjsku. Nie mogli dok\u0142adnie okre\u015bli\u0107 ilu Polak&oacute;w jest w Berdyczowie, ale z tego co m&oacute;wili wywnioskowa\u0142em, ze ich kolonia musi liczy\u0107 kilkaset rodzin. Od dw&oacute;ch dziesi\u0105tk&oacute;w lat przygnieciona ci\u0119\u017carem dyktatury bolszewickiej, ca\u0142\u0105 dusz\u0105 t\u0119skni\u0142a do rz\u0105d&oacute;w Polski. Wszyscy obawiali si\u0119 coraz bardziej okupacji niemieckiej. Uspokaja\u0142em ich, sam nie wiedz\u0105c jeszcze w&oacute;wczas, do czego ten nowy okupant jest zdolny.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Najwa\u017cniejszym tematem naszych rozm&oacute;w by\u0142 termin naszego wymarszu, bo tylko na w\u0142asne nogi&nbsp; w tym wypadku mogli\u015bmy liczy\u0107. Moi obaj towarzysze chcieli wyruszy\u0107 nazajutrz w kierunku Po\u0142onnego. Ja natomiast by\u0142em zdania, \u017ce nale\u017cy poczeka\u0107 na Etappenkomando, bo w przeciwnym wypadku, jako nie posiadaj\u0105cy \u017cadnych dokument&oacute;w, mo\u017cemy by\u0107 \u0142atwo przez Niemc&oacute;w aresztowani. Nie mia\u0142em r&oacute;wnie\u017c si\u0142 do tak dalekiej (sto kilkadziesi\u0105t kilometr&oacute;w) podr&oacute;\u017cy i co si\u0119 stanie gdy zas\u0142abniemy i dalej i\u015b\u0107 nie b\u0119dziemy mogli? Od\u0142o\u017cyli\u015bmy decyzj\u0119 do jutra. Tymczasem kilku towarzyszy uda\u0142o si\u0119 do naszej dawnej tiurmy, aby zobaczy\u0107 co si\u0119 tam dzieje. To, czego si\u0119 potem od nich dowiedzia\u0142em pozostanie mi na zawsze w pami\u0119ci. Na korytarzach, w celach i na podw&oacute;rzu widzieli ponad sto trup&oacute;w, dotychczas nie pochowanych. W piwnicy, do kt&oacute;rej chcia\u0142em si\u0119 schowa\u0107 by\u0142o te\u017c pe\u0142no trup&oacute;w. Widocznie bolszewicy wysiekli tam wi\u0119\u017ani&oacute;w do nogi. Mia\u0142em szcz\u0119\u015bcie, \u017ce mnie w&oacute;wczas nie wpu\u015bcili do \u015brodka. Zrozumia\u0142em cudowna opiek\u0119 Bo\u017c\u0105 nade mn\u0105. Rannych by\u0142o kilkudziesi\u0119ciu, le\u017celi dotychczas bez \u017cadnego zaopatrzenia o czym moi towarzysze zawiadomili Niemc&oacute;w, prosz\u0105c ich o opiek\u0119 nad nimi. Pyta\u0142em o moich znajomych i dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce zosta\u0142 zabity so\u0142tys z Narola, ten, kt&oacute;ry w Brygidkach obiecywa\u0142 nas nauczy\u0107 dojenia kr&oacute;w, gdy b\u0119dziemy wywiezieni na roboty. Innych znajomych nie widzieli, ale dowiedzieli si\u0119, \u017ce wielu wi\u0119\u017ani&oacute;w, przede wszystkim \u017byd&oacute;w, bolszewicy pognali w ostatniej chwili piechot\u0105 w kierunku Kijowa. Kto i\u015b\u0107 nie m&oacute;g\u0142, dostawa\u0142 bagnetem w plecy, aby innym pochodu nie utrudnia\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Poza tym widzieli na w\u0142asne oczy d&oacute;\u0142 posypany wapnem przy g\u0142&oacute;wnym wyj\u015bciu. Mia\u0142 s\u0142u\u017cy\u0107 do zakopania naszych cia\u0142, gdy zostaniemy zlikwidowani karabinem maszynowym podczas naszej ucieczki. Mieli\u015bmy wi\u0119c szcz\u0119\u015bcie, \u017ce nie dali\u015bmy si\u0119 wci\u0105gn\u0105\u0107 zasadzk\u0119 i nie wybrali\u015bmy tej drogi. A jak umiej\u0119tnie by\u0142a zastawiona, dowodzi fakt, ze brama \u017celazna prowadz\u0105ca na schody w d&oacute;\u0142, by\u0142a otwarta i nie byliby\u015bmy dali rady jej wywa\u017cy\u0107, jak zrobili\u015bmy to w drzwiach w celach. Wskazywa\u0142o wiec wszystko wyra\u017anie na to, \u017ce bolszewicy ogniem chcieli nas wyp\u0142oszy\u0107 na d&oacute;\u0142 i sprawi\u0107 aby\u015bmy uciekali g\u0142&oacute;wn\u0105 bram\u0105, gdzie oczekiwa\u0142 nas karabin maszynowy. Taki by\u0142 ich plan.&nbsp; Zwyczajni kryminali\u015bci, jako element mniej niebezpieczny, a w ka\u017cdym razie uprzywilejowany, zostali uwolnieni na kilka godzin przed podpaleniem gmachu. Likwidowa\u0107 chcieli tylko nas, politycznych. Pan B&oacute;g jednak zrz\u0105dzi\u0142 inaczej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zbadali tak\u017ce przyczyny owych koszmarnych detonacji podczas pami\u0119tnej nocy. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce bolszewicy, nie mog\u0105c wywie\u015b\u0107 ca\u0142ego zapasu amunicji, wyci\u0105gn\u0119li kilka wagon&oacute;w na boczny tor i tam je podpalili, co sprawi\u0142o nies\u0142ychane eksplozje. Pyta\u0142em jeszcze co mia\u0142y oznacza\u0107 okrzyki: &rdquo;hurra!&rdquo;, kt&oacute;re s\u0142yszeli\u015bmy, o a kt&oacute;rych mo\u017cna by\u0142o my\u015ble\u0107, \u017ce nast\u0105pi atak na bagnety. Odpowiedzieli, \u017ce to wszystko by\u0142o naumy\u015blnie zainscenizowane przez bolszewik&oacute;w, aby zmusi\u0107 ludzi do ucieczki, a miasto w&oacute;wczas podpali\u0107. O ataku Niemc&oacute;w w&oacute;wczas nie mog\u0142o by\u0107 mowy, gdy\u017c pojawili si\u0119 dopiero w dwie doby p&oacute;\u017aniej i zaj\u0119li miasto bez wystrza\u0142u. W ten spos&oacute;b uzyska\u0142em jasny obraz tego co\u015bmy prze\u017cyli tej okropnej nocy. Dlatego tak\u017ce dali nam na kilka godzin wcze\u015bniej dobra zup\u0119, aby u\u015bpi\u0107 nasz\u0105 czujno\u015b\u0107 i aby\u015bmy czasem nie zmiarkowali, \u017ce si\u0119 co\u015b przygotowuje.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zbli\u017ca\u0142a si\u0119 trzecia noc od tego czasu. Trzeba by\u0142o pomy\u015ble\u0107 o odpoczynku. W ciasnym mieszkaniu pa\u0144stwa Czarnieckich nie mogli\u015bmy si\u0119 pomie\u015bci\u0107. Wobec tego cz\u0119\u015b\u0107 z nas posz\u0142a spa\u0107 pod go\u0142ym niebem, a cz\u0119\u015b\u0107 do schronu. Noc by\u0142a pogodna i cicha. Gdy rano wygrzewa\u0142em si\u0119 na s\u0142o\u0144cu, przyszed\u0142 do mnie jeden z towarzyszy &ndash; Klimenko &#8211; Polak, dozorca parowozowni lwowskiej, kt&oacute;ry przebywa\u0142 dotychczas w s\u0105siednim schronie i zacz\u0105\u0142 mnie usilnie namawia\u0107 abym z nim, za godzin\u0119, wyruszy\u0142 piechot\u0105 do Po\u0142onnego. Powt&oacute;rzy\u0142em mu te same argumenty, kt&oacute;re przytacza\u0142em wczoraj, a kt&oacute;re przemawia\u0142y za tym, aby pozosta\u0107 jeszcze na miejscu. Nie ust\u0119powa\u0142 jednak w swym naleganiu dodaj\u0105c, \u017ce tak jemu jak i jego towarzyszom zale\u017cy na tym abym szed\u0142 z nimi, bo znaj\u0105c j\u0119zyk niemiecki m&oacute;g\u0142bym im by\u0107 potrzebny. Powiedzia\u0142em, \u017ce si\u0119 namy\u015bl\u0119, a przede wszystkim policz\u0119 z si\u0142ami, bo czuj\u0105c si\u0119 chorym, nie wiem czy podo\u0142a\u0142bym pieszej podr&oacute;\u017cy. Radzi\u0142em i\u015b\u0107 nie gromad\u0105, ale po dw&oacute;ch, trzech, bo wtedy \u0142atwiej znale\u017a\u0107 po drodze nocleg i wy\u017cywi\u0107 si\u0119. Stan\u0119\u0142o wiec na tym, \u017ce pan Klimenko p&oacute;jdzie najpierw ze swymi towarzyszami, a ja z moimi, o ile mi tylko si\u0142y pozwol\u0105, troch\u0119 p&oacute;\u017aniej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po \u015bniadaniu, kt&oacute;re nam znowu ofiarowali pa\u0144stwo Czarnieccy, widz\u0105c, \u017ce i moi towarzysze zdecydowani s\u0105 jak najpr\u0119dzej ruszy\u0107 w drog\u0119, postanowi\u0142em i ja p&oacute;j\u015b\u0107 z nimi licz\u0105c na to, \u017ce b\u0119dziemy drodze odpoczywa\u0107 i, w razie czego, pomog\u0105 mi nie\u015b\u0107 worek. O\u015bwiadczy\u0142em wi\u0119c naszym gospodarzom, \u017ce przysz\u0142a pora, aby\u015bmy si\u0119 po\u017cegnali dzi\u0119kuj\u0105c im za wy\u015bwiadczone dobrodziejstwa. Chcieli nas zatrzymywa\u0107, ale nie dziwili si\u0119, \u017ce nam spieszno do domu. Zaopatrzyli wiec nas w troch\u0119 \u017cywno\u015bci, a pan Czarniecki, tytu\u0142em po\u017cyczki, da\u0142 mi ca\u0142\u0105 posiadan\u0105 got&oacute;wk\u0119 czyli 18 rubli. Przyj\u0105\u0142em ze wzruszeniem te pieni\u0105dze i obieca\u0142em sobie, \u017ce je\u015bli tylko Pan B&oacute;g pozwoli mi przetrwa\u0107 t\u0119 wojn\u0119, odwdzi\u0119cz\u0119 si\u0119 za wszystko. W ostatniej chwili, drugi pan Czarniecki, inwalida, da\u0142 mi jeszcze kostur na drog\u0119, abym si\u0119 nim m&oacute;g\u0142 podpiera\u0107. Zarzuci\u0142em wiec sobie worek na plecy i prosz\u0105c Boga o si\u0142y do wytrwania, ruszy\u0142em z towarzyszami w drog\u0119.<\/p>\n<p> \t&nbsp;<\/p>\n<p> \t<u><strong>III. Pocz\u0105tek powrotu do kraju<\/strong><\/u><\/p>\n<p> \t&nbsp;<\/p>\n<p> \t<img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-953\" alt=\"\" height=\"253\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Berdyczow-Lwow.JPG\" width=\"684\" \/><\/p>\n<p> \t<em>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pogl\u0105dowa mapa powrotu z wi\u0119zienia w Berdyczowie do Lwowa<\/em><\/p>\n<p> \t&nbsp;&nbsp; Zacz\u0119\u0142a si\u0119 ci\u0119\u017cka droga, kt&oacute;ra, po wielu przygodach, mia\u0142a nas, w ko\u0144cu doprowadzi\u0107 do kraju. By\u0142a godzina dziesi\u0105ta przed po\u0142udniem. S\u0142o\u0144ce pra\u017cy\u0142o niemi\u0142osiernie. Szli\u015bmy t\u0105 sam\u0105 drog\u0105, kt&oacute;r\u0105 przebiegli\u015bmy po wyj\u015bciu z wi\u0119zienia, zanim zboczyli\u015bmy do sad&oacute;w. Wzd\u0142u\u017c niej ci\u0105gn\u0119\u0142y si\u0119 ma\u0142e, parterowe domki po\u0142\u0105czone z jezdni\u0105 mostkami, przerzuconymi ponad rynsztokami. O chodnikach mowy nie by\u0142o, ale jezdnia by\u0142a dobrze utrzymana. \u015acieki sp\u0142ywa\u0142y do rzeczki Berdycz&oacute;wki, przep\u0142ywaj\u0105cej przez miasto i po p&oacute;\u0142nocnej stronie rozszerzaj\u0105cej si\u0119 w staw. Nie by\u0142o tu \u017cadnych sklep&oacute;w, opr&oacute;cz tzw. bakalii, znanych nam ze Lwowa, nie by\u0142o tak\u017ce i latarni. Spotykana ludno\u015b\u0107 odnosi\u0142a si\u0119 do nas \u017cyczliwie. Pokazywano nam dok\u0142adnie drog\u0119 i starano si\u0119 nawi\u0105za\u0107 z nami rozmow\u0119, dopytuj\u0105c sk\u0105d przybywamy. Gdy si\u0119 dowiadywano, ze jeste\u015bmy by\u0142ymi wi\u0119\u017aniami politycznymi, sympatia ku nam wzrasta\u0142a.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po pewnym czasie ods\u0142oni\u0142 si\u0119 nam pi\u0119kny widok na ko\u015bci&oacute;\u0142 po\u0142o\u017cony malowniczo na wzg&oacute;rzu. Od przechodni&oacute;w dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce by\u0142 to dawniej ko\u015bci&oacute;\u0142 karmelit&oacute;w, s\u0142ynny z cudownego obrazu Matki Boskiej. Przedstawia\u0142 si\u0119 okazale, barokowa fasada przypomina\u0142a ko\u015bci&oacute;\u0142 dominikan&oacute;w ze Lwowa. Z dw&oacute;ch wie\u017c jedna by\u0142a spalona, co kaza\u0142o przypuszcza\u0107, \u017ce i wewn\u0105trz musi by\u0107 ko\u015bci&oacute;\u0142 zniszczony. Zachowa\u0142a si\u0119 jednak majestatyczna kopu\u0142a, i gdyby nie po\u015bpiech moich towarzyszy, ch\u0119tnie bym ten zabytek zwiedzi\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tu\u017c za miastem zatrzyma\u0142 nas patrol niemiecki \u017c\u0105daj\u0105c dokument&oacute;w. Tych, oczywi\u015bcie, nie mieli\u015bmy. Gdy \u017co\u0142nierz stwierdzi\u0142, \u017ce m&oacute;wi\u0119 po niemiecku wzi\u0105\u0142 mnie za \u017byda, gdy\u017c s\u0105dzi\u0142, \u017ce tylko taki mo\u017ce tu tym j\u0119zykiem w\u0142ada\u0107. Zaprzeczy\u0142em, \u017co\u0142nierz powiedzia\u0142, \u017ce go oszukuj\u0119. Wtedy, zniecierpliwiony, o\u015bwiadczy\u0142em, \u017ce nie mam powodu oszukiwa\u0107 a poza tym jestem na to za stary i za powa\u017cny. To wywar\u0142o pewne wra\u017cenie i Niemiec, po porozumieniu z drugim, pu\u015bci\u0142 nas swobodnie. Poszli\u015bmy dalej, ale o\u015bwiadczy\u0142em moim towarzyszom, \u017ce wobec takiego pocz\u0105tku w\u0105tpi\u0119&nbsp; czy uda si\u0119 nam dotrze\u0107 do Po\u0142onnego bez dostania si\u0119 w r\u0119ce niemieckie, to za\u015b mo\u017ce op&oacute;\u017ani\u0107 wi\u0119cej nasz powr&oacute;t ni\u017c czekanie w Berdyczowie na Etappenkomando. Zastosowa\u0142em si\u0119 wprawdzie do ich \u017cyczenia, ale w\u0105tpi\u0119 czy zrobili\u015bmy roztropnie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Na razie szli\u015bmy ci\u0105gle r&oacute;wnym traktem prowadz\u0105cym z Kijowa przez Berdycz&oacute;w do Szepet&oacute;wki. Wci\u0105\u017c spotykali\u015bmy mniejsze grupki \u017co\u0142nierzy. Bo bokach go\u015bci\u0144ca le\u017ca\u0142o mn&oacute;stwo rozbitych aut i czo\u0142g&oacute;w bolszewickich. Z widokiem tym spotka\u0142em si\u0119 pierwszy raz ale mi spowszednia\u0142. Dziwili\u015bmy si\u0119 tylko, ze nigdzie nie widzieli\u015bmy rozbitych maszyn niemieckich. Przekona\u0142em si\u0119 potem, \u017ce przyczyna tego le\u017ca\u0142a w tym, \u017ce niemieckie by\u0142y natychmiast usuwane, a i jako\u015b\u0107 ich by\u0142a lepsza od rosyjskich.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Z ciekawo\u015bci\u0105 patrzy\u0142em na pola. \u017bniwa nie by\u0142y jeszcze zacz\u0119te. Wsz\u0119dzie ogromne \u0142any, zagon&oacute;w ch\u0142opskich, ani \u015bladu. Urodzaje s\u0142abe. Gdzieniegdzie wi\u0119ksze miejsca wykoszono na zielona pasz\u0119. Nigdzie jednak nie widzia\u0142em zawa\u0142owanych plon&oacute;w, kt&oacute;re mia\u0142y by\u0107 na rozkaz Stalina zniszczone. Na drodze panowa\u0142 ogromny ruch. Co chwila przeje\u017cd\u017ca\u0142y sznury wielkich samochod&oacute;w, a poprzedza\u0142y je motocykle. W jednym miejscu ustawiano sprawnie armaty.<br \/> \t&nbsp;&nbsp;&nbsp; Nas to jednak mniej interesowa\u0142o, bo przy wielkim upale chcieli\u015bmy si\u0119 czego\u015b napi\u0107 i wst\u0119powali\u015bmy do przydro\u017cnych chat pytaj\u0105c o mleko. Patrzono na nasze zdziwieniem; musieli\u015bmy napi\u0107 si\u0119 wody, bo wszystkie krowy zosta\u0142y zabrane przez bolszewik&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;Uszli\u015bmy ju\u017c z Berdyczowa jakie\u015b 10 kilometr&oacute;w i nie spotkali\u015bmy ani jednej wsi, tylko przydro\u017cne domostwa. Natomiast w dali rysowa\u0142 si\u0119 przed nami las. By\u0142a gor\u0105ca pora po\u0142udniowa wi\u0119c postanowili\u015bmy odpocz\u0105\u0107 w jego cieniu. Ale gdy si\u0119 do niego dowlekli\u015bmy, zobaczyli\u015bmy patrol niemiecki, te\u017c tam rozlokowany. By\u0142o ju\u017c za p&oacute;\u017ano, aby powrotem wychodzi\u0107 na drog\u0119, wiec u\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 w cieniu. Niemcy obserwowali nas bacznie, a w ko\u0144cu jeden, podoficer, za\u017c\u0105da\u0142 naszych legitymacji. Na moje t\u0142umaczenie,\u017ce jeste\u015bmy politycznymi wi\u0119\u017aniami zbieg\u0142ymi bolszewickiego wiezienia, o\u015bwiadczy\u0142, \u017ce musi nas aresztowa\u0107, bo nie wolno si\u0119 kr\u0119ci\u0107 po froncie. W innym wypadku by\u0142bym energicznie protestowa\u0142, teraz jednak przyj\u0105\u0142em t\u0119 wiadomo\u015b\u0107 ze spokojem. Widocznie przywyk\u0142em ju\u017c do niewoli i utrata wolno\u015bci, tak niedawno odzyskanej, nie zrobi\u0142a na mnie wi\u0119kszego wra\u017cenia. Po cz\u0119\u015bci by\u0142em nawet zadowolony, \u017ce nie b\u0119d\u0119 potrzebowa\u0142 troszczy\u0107 si\u0119 o swoje jedzenie, a i spodziewa\u0142em si\u0119, \u017ce porozumiem si\u0119 z Niemcami i sk\u0142oni\u0119 ich do szybszego odstawienia nas do domu.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ten kt&oacute;ry nas zaaresztowa\u0142, okaza\u0142 si\u0119 do\u015b\u0107 uczynny: da\u0142 mi szklank\u0119 herbaty z rumem co na moje cierpienie spowodowane dobrym wiktem Pa\u0144stwa Czarnieckich, okaza\u0142o si\u0119 doskona\u0142ym lekarstwem. Po dobrym pocz\u0105tku spodziewa\u0142em si\u0119 dalszego dobrego traktowania. Niestety dostali\u015bmy si\u0119 w r\u0119ce gburowatych Niemc&oacute;w: wszelka rozmowa z nimi by\u0142a wykluczona.<br \/> \tIV. W obozie berdyczowskim<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Znale\u017ali\u015bmy si\u0119 w obozie niemieckim. Tu spotkali\u015bmy wszystkich towarzyszy, kt&oacute;rzy wyszli przed nami. Zostali zaaresztowani w tym samym lesie. By\u0142 w\u015br&oacute;d nich i pan Klimenko, kt&oacute;ry od razu zbli\u017cy\u0142 si\u0119 do mnie i od tej pory sta\u0142 si\u0119 moim najlepszym towarzyszem. Pr&oacute;cz dawnych znajomych, znale\u017ali\u015bmy tu mn&oacute;stwo innych ludzi. Przewa\u017cnie byli to bolszewicy przygnani a\u017c z Bessarabii, ale byli tak\u017ce urz\u0119dnicy z rozmaitych instytucji, na przyk\u0142ad lwowskiego Orbisu. Razem by\u0142o nas oko\u0142o 150 ludzi.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po kilkugodzinnym pobycie w lesie podczas kt&oacute;rego ka\u017cdy z nas posila\u0142 si\u0119 swymi zapasami, zajecha\u0142o kilka wielkich samochod&oacute;w i kazano nam wsiada\u0107. Powiedziano nam, \u017ce zostaniemy odstawieni do Po\u0142onnego. Byli\u015bmy zadowoleni, bo zamiast piechot\u0105, zrobimy t\u0119 drog\u0119 samochodem. Jazda wyda\u0142a mi si\u0119 kr&oacute;lewska, cho\u0107 \u015bci\u015bni\u0119ci byli\u015bmy jak \u015bledzie. Nagle na horyzoncie pokaza\u0142y si\u0119 rakiety \u015bwietlne, co by\u0142o ostrze\u017ceniem, \u017ce jazda w tym kierunku jest niebezpieczna. Musieli\u015bmy nawr&oacute;ci\u0107 i po d\u0142ugich naradach konwojuj\u0105cych nas stan\u0119li\u015bmy znowu przed tym samym lasem, z kt&oacute;rego wyjechali\u015bmy przed chwil\u0105. Kazano nam wysiada\u0107, po czym poprowadzono nas le\u015bn\u0105 drog\u0105 do jakiej\u015b le\u015bnicz&oacute;wki, obok kt&oacute;rej sta\u0142a z jednej strony stajnia a z drugiej pasieka. Porachowano nas i zamkni\u0119to w stajni. Obj\u0105\u0142em funkcj\u0119 t\u0142umacza. Kazano mi powiedzie\u0107, \u017ce je\u015bli nad ranem b\u0119dzie kogo\u015b brakowa\u0107, inni za to odpowiedz\u0105. A je\u015bli kto\u015b bez pozwolenia wyjdzie ze stajni, natychmiast zostanie zastrzelony. Rozkazy te przet\u0142umaczy\u0142em towarzyszom i przedstawi\u0142em im, \u017ce lepiej zrezygnowa\u0107 ze \u015bwie\u017cego powietrza a uchowa\u0107 ca\u0142\u0105 sk&oacute;r\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W stajni pe\u0142nej b\u0142ota, roz\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 do spania wyszukuj\u0105c suchszych miejsc. Zasn\u0119li\u015bmy zaraz ale nie spali\u015bmy d\u0142ugo gdy\u017c w nocy przyszli Niemcy i kazali nam wychodzi\u0107. Przed stajni\u0105 porachowano nas jeszcze raz, apotem prowadzono starym lasem przy \u015bwietle ksi\u0119\u017cyca. Przestrze\u017cono nas, \u017ce gdyby kto\u015b pr&oacute;bowa\u0142 ucieczki, zostanie zastrzelony. Nikt nie wiedzia\u0142 dok\u0105d nas prowadz\u0105, mog\u0142o to by\u0107 i na egzekucj\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Chwilami zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce jestem gdzie\u015b na polowaniu, tylko za du\u017co ludzi by\u0142o przede mn\u0105 i za mn\u0105. Ca\u0142\u0105 piersi\u0105 wdycha\u0142em balsamiczn\u0105 wo\u0144 lasu, kt&oacute;ra po d\u0142ugotrwa\u0142ym wi\u0119zieniu orze\u017awia\u0142a znakomicie, a cisza koi\u0142a nerwy.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W ko\u0144cu doszli\u015bmy do jakiej\u015b polany, gdzie sta\u0142y samochody ci\u0119\u017carowe. Znowu kazano nam wsiada\u0107. Kto\u015b powiedzia\u0142, \u017ce pewnie teraz pojedziemy do Po\u0142onnego, ale skoro wjechali\u015bmy na go\u015bciniec, wozy skr\u0119ci\u0142y w przeciwnym kierunku. Zamiast do Po\u0142onnego wracali\u015bmy do Berdyczowa, i w p&oacute;\u0142 godziny znale\u017ali\u015bmy si\u0119 tam, sk\u0105d wczoraj wychodzili\u015bmy piechot\u0105. Czy\u017c nie lepiej by\u0142o czeka\u0107 na Etappenkomando, jak s\u0105dzi\u0142em? Ale nie by\u0142o czasu na rozwa\u017cania, bo w\u0142a\u015bnie zajechali\u015bmy przed ten sam ko\u015bci&oacute;\u0142 na wzg&oacute;rzu, kt&oacute;ry z daleka podziwia\u0142em. Gdy nas do niego wprowadzono, zastali\u015bmy tu ju\u017c mn&oacute;stwo je\u0144c&oacute;w bolszewickich. Trudno by\u0142o przepcha\u0107 si\u0119 pomi\u0119dzy le\u017c\u0105cymi na pod\u0142odze lud\u017ami. Po d\u0142ugim szukaniu znalaz\u0142em z panem Klimenk\u0105 kawa\u0142ek wolnego miejsca pod o\u0142tarzem M\u0119ki Pa\u0144skiej. Z o\u0142tarza spogl\u0105da\u0142 na mnie Chrystus Ukrzy\u017cowany, a w \u015bwietle ksi\u0119\u017cyca p\u0142yn\u0119\u0142y z tej postaci powaga i smutek, kt&oacute;re jaskrawo odbija\u0142y od przekle\u0144stw i k\u0142&oacute;tni budz\u0105cych si\u0119 je\u0144c&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Rano obeszli\u015bmy ko\u015bci&oacute;\u0142. Pierwsz\u0105 rzecz\u0105, kt&oacute;ra zauwa\u017cy\u0142em, by\u0142a tablica wmurowana w bocznej nawie, kt&oacute;ra podawa\u0142a, \u017ce ko\u015bci&oacute;\u0142 zosta\u0142 zbudowany przez hrabiego Tyszkiewicza w 1759 r. Przechodz\u0105c obok wielkiego o\u0142tarza rzuci\u0142em okiem na obraz Matki Boskiej Bolesnej. Wyra\u017anym by\u0142o, \u017ce jest to tylko zas\u0142ona, za kt&oacute;r\u0105 kry\u0142 si\u0119 dawniej w\u0142a\u015bciwy, cudowny obraz. Poszli\u015bmy na ch&oacute;r, gdzie l\u015bni\u0142y w przepychu ogromne organy i mi\u0119li\u015bmy stamt\u0105d wspania\u0142y widok na ca\u0142y ko\u015bci&oacute;\u0142, siedem stylowych o\u0142tarzy, pot\u0119\u017cne kolumny i mn&oacute;stwo barokowych ozd&oacute;b. By\u0142o to zachowane jako muzeum dla zwiedzaj\u0105cych, ale wszystko tchn\u0119\u0142o smutkiem. Ko\u015bci&oacute;\u0142 by\u0142 zbezczeszczony, a w zakrystii je\u0144cy zrobili sobie ust\u0119p.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ledwo sko\u0144czyli\u015bmy zwiedza\u0107 ko\u015bci&oacute;\u0142, otwarto boczne drzwi, kazano nam wyj\u015b\u0107 i ustawi\u0107 si\u0119 w szeregi. Mieli\u015bmy dosta\u0107 jedzenie. B\u0119d\u0105c pewien \u017ce zaraz wr&oacute;cimy, zostawi\u0142em tak jak inni sw&oacute;j worek z rzeczami. Pan Klimenko, kt&oacute;ry nie mia\u0142 \u017cadnych rzeczy zostawi\u0142 tylko kapelusz dla zatrzymania okupowanego przez nas miejsca.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Na cmentarzu ko\u015bcielnym znajdowa\u0142o si\u0119 kilka kuchni polowych. Wydawano do\u015b\u0107 dobra zup\u0119, ale w ma\u0142ej ilo\u015bci. Naczy\u0144 by\u0142o r&oacute;wnie\u017c ma\u0142o, wiec kto zjad\u0142 musia\u0142 odst\u0119powa\u0107 misk\u0119 drugiemu. Talerze nie by\u0142y, oczywi\u015bcie, myte, ale na to nikt nie zwraca\u0142 uwagi, nawet je\u015bli poprzedni wylizywa\u0142 j\u0119zykiem ostatnie krople. Po d\u0142u\u017cszym czekaniu udali\u015bmy si\u0119 ze swymi talerzami na drug\u0105 stron\u0119 ko\u015bcio\u0142a, aby zje\u015b\u0107 spokojnie. Ledwo jednak tam usiedli\u015bmy zaalarmowa\u0142y nas p\u0142omienie wydobywaj\u0105ce si\u0119 z wie\u017cy, dotychczas nie spalonej. By\u0142a kryta gontem i spali\u0142a si\u0119 niezwykle szybko. Gdyby nie mia\u0142a po\u0142\u0105czenia z ch&oacute;rem, by\u0142oby si\u0119 na tym sko\u0144czy\u0142o, ale miedzy nimi by\u0142o kryte przej\u015bcie. Tedy dosta\u0142 si\u0119 ogie\u0144 do wn\u0119trza \u015bwi\u0105tyni obejmuj\u0105c chor, gdzie by\u0142o mn&oacute;stwo papier&oacute;w i rozrzuconych nut i wkr&oacute;tce obj\u0105\u0142 ca\u0142y ko\u015bci&oacute;\u0142. Wszystko to sta\u0142o si\u0119 nieprawdopodobnie szybko. Wtedy przypomnieli\u015bmy sobie, \u017ce zostawili\u015bmy tam nasze rzeczy. Wej\u015bcie jednak zagrodzi\u0142 nam niemiecki \u017co\u0142nierz ukazuj\u0105c morze ognia szalej\u0105ce w \u015bwi\u0105tyni. Mi\u0119li\u015bmy i tak szcz\u0119\u015bcie, \u017ce ogie\u0144 nie zacz\u0105\u0142 si\u0119 p&oacute;\u0142 godziny wcze\u015bniej gdy byli\u015bmy jeszcze wewn\u0105trz, otwiera\u0142y si\u0119 tylko jedne, boczne drzwi. Mia\u0142em jeszcze jeden niezbity dow&oacute;d opieki Bo\u017cej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nikt ognia nie gasi\u0142. Niemcy z ca\u0142ym spokojem patrzyli jak niszczej cenny zabytek. A przyczyn\u0105 po\u017caru by\u0142o zapewne pod\u0142o\u017cenie ognia przez bolszewik&oacute;w pod obie wie\u017ce znajduj\u0105ce si\u0119 po obu bokach ko\u015bcio\u0142a. Jedna spali\u0142a si\u0119 zaraz, a w drugiej ogie\u0144 tli\u0142 si\u0119 do dzi\u015b, a\u017c wybuchn\u0105\u0142 silnym p\u0142omieniem i przerzuci\u0142 si\u0119 na ko\u015bci&oacute;\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Przykro by\u0142o patrze\u0107 jak ta wspania\u0142a \u015bwi\u0105tynia pada\u0142a na naszych oczach pastwa p\u0142omieni. Ogie\u0144 wychodzi\u0142 przez szczyt kopu\u0142y. Wie\u017cyczka &#8211; latarnia na g&oacute;rze przechyli\u0142a si\u0119, a potem z \u0142oskotem run\u0119\u0142a.&nbsp; Blacha na kopule zwija\u0142a si\u0119 jak papier, szyby p\u0119ka\u0142y i co chwile pada\u0142y z brz\u0119kiem od\u0142amki szk\u0142a na ziemi\u0119. Niebezpiecznie by\u0142o teraz sta\u0107 obok ko\u015bcio\u0142a. Przeszli\u015bmy na druga stron\u0119 cmentarza. Poza nim znajdowa\u0142y si\u0119 zabudowania gospodarskie karmelit&oacute;w. I tu jednak dotar\u0142 wkr&oacute;tce ogie\u0144, obejmuj\u0105c wozowni\u0119. Na szcz\u0119\u015bcie by\u0142a izolowana od innych budynk&oacute;w i na niej sko\u0144czy\u0142o si\u0119 niszczycielskie dzia\u0142anie \u017cywio\u0142u.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tymczasem zbli\u017ca\u0142 si\u0119 wiecz&oacute;r. Zastanawiali\u015bmy si\u0119 gdzie nas Niemcy teraz ulokuj\u0105. Poradzili sobie jednak w prosty spos&oacute;b. Kazali nam wej\u015b\u0107 do krypty ko\u015bcielnej, kt&oacute;ra rozci\u0105ga\u0142a si\u0119 pod ca\u0142ym ko\u015bcio\u0142em tworz\u0105c jakby drug\u0105 \u015bwi\u0105tyni\u0119 o trzech nawach. Grubo\u015b\u0107 mur&oacute;w by\u0142a tutaj imponuj\u0105ca. Mi\u0142\u0105 niespodziank\u0119 sprawi\u0142 jeden z towarzyszy oddaj\u0105c mi worek, kt&oacute;ry uratowa\u0142 w ostatniej chwili. Kapelusz pana Klimenki jednak przepad\u0142. Odst\u0105pi\u0142em mu wiec m&oacute;j zatrzymuj\u0105c sobie tylko barankow\u0105 czapk\u0119, wprawdzie na upa\u0142y nie bardzo odpowiedni\u0105, ale s\u0142u\u017cy\u0142a mi doskonale jako poduszka, a rany na g\u0142owie by\u0142y jeszcze bolesne.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Krypta nie ba\u0142a si\u0119 ognia. Wszystko w niej by\u0142o kamienne, i posadzka, i sklepienie, a nawet \u017celazne drzwi stanowi\u0142y dobr\u0105 zapor\u0119 przeciw p\u0142omieniom. By\u0142a tak g\u0142\u0119boko w ziemi, \u017ce nawet \u017car ognia do niej nie przenika\u0142, przeciwnie by\u0142o w niej ch\u0142odno. Niezno\u015bnym tylko by\u0142o towarzystwo je\u0144c&oacute;w, przewa\u017cnie Mongo\u0142&oacute;w. Swym dzikim zachowaniem dokuczali nie tylko nam ale i Niemcom. Ci jednak pr\u0119dko sobie z nimi poradzili. Widz\u0105c, \u017ce trudno przeprowadzi\u0107 u nich subordynacj\u0119 strzelili do jednego dwa razy, zabili go, a trupa kazali innym wynie\u015b\u0107. Zrobi\u0142o to odpowiednie wra\u017cenie i od tej pory Mongo\u0142owie poskramiali sw&oacute;j temperament. Nie przypuszcza\u0142em jednak, \u017ce Niemcy byli w stanie strzela\u0107 do zwartej grupy je\u0144c&oacute;w. Przekona\u0142em si\u0119 p&oacute;\u017aniej, \u017ce to by\u0142 ich system, a nazywa\u0142 si\u0119 zbiorow\u0105 odpowiedzialno\u015bci\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Pierwsza noc w krypcie by\u0142a wzgl\u0119dnie spokojna. Natomiast rano zacz\u0119\u0142a si\u0119 w\u015bciek\u0142a kanonada. Bolszewicy walili z armat wprost na nasz\u0105 g&oacute;r\u0119. Co chwil\u0119 p\u0119ka\u0142y z \u0142oskotem nad naszymi g\u0142owami ci\u0119\u017ckie pociski, a\u017c mury dr\u017ca\u0142y. Dzi\u0119kowa\u0142em Bogu, \u017ce pozwoli\u0142 si\u0119 nam schroni\u0107 w\u015br&oacute;d tych pot\u0119\u017cnych kamieni, kt&oacute;re zdo\u0142aj\u0105 si\u0119 oprze\u0107 pociskom armatnim.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Byli\u015bmy ju\u017c g\u0142odni, zapasy zosta\u0142y zjedzone, a pilnuj\u0105cy nas Niemiec oznajmi\u0142, \u017ce z powodu padaj\u0105cych pocisk&oacute;w, kuchnie nie b\u0119d\u0105 pracowa\u0107. Dopiero wieczorem usta\u0142a kanonada, co umo\u017cliwi\u0142o rozdanie jedzenia. Trzeba si\u0119 by\u0142o jednak spieszy\u0107, bo od czasu do czasu pada\u0142y pociski. Dw&oacute;ch je\u0144c&oacute;w przyp\u0142aci\u0142o \u017cyciem pozostawanie d\u0142u\u017cej na dworze, nie zdaj\u0105c sobie sprawy z niebezpiecze\u0144stwa.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W nocy kanonada od\u017cy\u0142a w ca\u0142ej pe\u0142ni. Jeden pocisk pad\u0142 tu\u017c obok okna naszej krypty. Powsta\u0142 taki ha\u0142as, \u017ce zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce mury, kt&oacute;rym przedtem ufa\u0142em, zawal\u0105 si\u0119 na nas. Wszystkie szyby powylatywa\u0142y i powsta\u0142 dokuczliwy przeci\u0105g. Rano uspokoi\u0142o si\u0119, a poniewa\u017c przyby\u0142a nowa partia je\u0144c&oacute;w, kt&oacute;ra nie mog\u0142a ju\u017c w krypcie pomie\u015bci\u0107 si\u0119, przesiedlono nas z cz\u0119\u015bci\u0105 je\u0144c&oacute;w do suteren budynku znajduj\u0105cego si\u0119 pobli\u017cu ko\u015bcio\u0142a. Znajdowa\u0142o si\u0119 tu archiwum s\u0105dowe. Dokumenty przedstawia\u0142y sprawozdania i rachunki jakich\u015b w\u0142adz bolszewickich sk\u0142adanych przed s\u0105dem, inne, pochodz\u0105ce z urz\u0119d&oacute;w parafialnych, zawiera\u0142y inwentarze klasztor&oacute;w i ko\u015bcio\u0142&oacute;w, przy czym niekt&oacute;re z nich pochodzi\u0142y jeszcze z przedrozbiorowej Polski, inne wreszcie by\u0142y ksi\u0119gami metrykalnymi. Wszystkie te papiery, z kt&oacute;rych wiele by\u0142o cennych, znalaz\u0142y si\u0119 w okropnej poniewierce. Ludzie darli stare ksi\u0119gi na strz\u0119py i robili sobie z nich pos\u0142ania. Wiele ju\u017c rzeczy widzia\u0142em i prze\u017cy\u0142em, ale nie przypuszcza\u0142em, \u017ce b\u0119d\u0119 kiedy\u015b dos\u0142ownie spa\u0142 na aktach s\u0105dowych. W kr&oacute;tkim czasie ca\u0142e korytarze i przylegaj\u0105ce do nich ubikacje za\u015bcielone by\u0142y strz\u0119pami papier&oacute;w. By\u0142o tego tak wiele, \u017ce niekt&oacute;rzy zgarniali cale g&oacute;ry porozrzucanych kartek i robili z nich, pr&oacute;cz materacy, wcale wygodne poduszki. Gdyby kto\u015b rzuci\u0142 wtedy niedopa\u0142ek papierosa, byliby\u015bmy si\u0119 wszyscy \u017cywcem spalili.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ogl\u0105daj\u0105c porozrzucane ksi\u0119gi, natrafi\u0142em na jedn\u0105 z XIII wieku przedstawiaj\u0105c\u0105 inwentarze ko\u015bcielne jednej czy kilku parafii rzymskokatolickich tutejszej okolicy. Mia\u0142em ochot\u0119 zabra\u0107 t\u0119 ksi\u0119g\u0119 by po powrocie wr\u0119czy\u0107 j\u0105 do Ossolineum we Lwowie, ale obawia\u0142em si\u0119, \u017ce w drodze mo\u017ce jeszcze \u0142atwiej przepa\u015b\u0107 ni\u017c w zaba\u0142aganionym archiwum.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Teraz poprawi\u0142 si\u0119 troch\u0119 wikt. Otrzymywali\u015bmy jedzenie ju\u017c trzy razy dziennie. Rano dawano nam kaw\u0119 z miniaturow\u0105 porcj\u0105 chleba, na obiad do\u015b\u0107 po\u017cywn\u0105 zup\u0119 i tak\u0105\u017c wieczorem. Chleba jednak by\u0142o stale za ma\u0142o. Niemcy zdobywszy si\u0119 na lepszy wikt, zaraz zacz\u0119li wymaga\u0107 pracy. Przewa\u017cnie by\u0142a to robota przy usuwaniu gruz&oacute;w na dworcu kolejowym lub porz\u0105dkowaniu zostawionych tam przez bolszewik&oacute;w rozmaitych kufr&oacute;w i zapas&oacute;w \u017cywno\u015bci. By\u0142a to praca nadzwyczaj lukratywna, ba za ka\u017cdym razem wracali z niej moi znajomi ob\u0142adowani woreczkami cukru, m\u0105ki i innej \u017cywno\u015bci, kt&oacute;re przy tym porz\u0105dkowaniu znajdowali. Wiktua\u0142y te przyda\u0142y si\u0119 potem niezmiernie, gdy przysz\u0142y dni chude i nie by\u0142o co do ust w\u0142o\u017cy\u0107.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Pan Klimenko i ja zostali\u015bmy przeznaczeni do pracy &rdquo;administracyjnej&rdquo;, a mianowicie do krajania chleba na ma\u0142e kromki, kt&oacute;re Niemcy nazywali &bdquo;porcjami&rdquo;. Codziennie przed \u015bniadaniem musieli\u015bmy przygotowa\u0107 kilka tysi\u0119cy takich porcji. Przy tym jednak nie tylko zaspakajali\u015bmy w\u0142asny g\u0142&oacute;d, ale i odk\u0142adali\u015bmy sobie zapasy, kt&oacute;rymi dzielili\u015bmy si\u0119 ze znajomymi. W zamian otrzymywali\u015bmy od nich cukier, ten zdobywany na dworcu. Zaznajomili\u015bmy si\u0119 te\u017c z kucharzem, kt&oacute;ry jako Polak, stara\u0142 si\u0119 nam, w miar\u0119 mo\u017cno\u015bci, dogadza\u0107. Chocia\u017c nasza praca by\u0142a do\u015b\u0107 ci\u0119\u017cka i porobi\u0142y si\u0119 nam odciski na rekach, to przynosi\u0142a bezsprzeczne korzy\u015bci. Raz jednak sta\u0142a si\u0119 przyczyn\u0105 przykrej dla mnie straty: wybra\u0142em si\u0119 na poszukiwanie znajomego, kt&oacute;remu chcia\u0142em da\u0107 chleb, a worek powierzy\u0142em opiece pana Klimenki. Gdy wr&oacute;ci\u0142em, rzeczy ju\u017c nie zasta\u0142em: ukrad\u0142 je jeden z je\u0144c&oacute;w, a pan Klimenko cierpi\u0105c na oczy z powodu niedostatecznego wiktu i maj\u0105c chwile zupe\u0142nej \u015blepoty, nie zauwa\u017cy\u0142 tego. Je\u0144c&oacute;w by\u0142o w naszym obozie kilka tysi\u0119cy, poszukiwania na nic by si\u0119 nie zda\u0142y. Przepad\u0142a mi reszta bielizny i koc. Szcz\u0119\u015bciem zosta\u0142 mi jeszcze p\u0142aszcz, kt&oacute;ry z racji wieczornego ch\u0142odu mia\u0142em na sobie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Krajanie chleba odbywa\u0142o si\u0119 w budynku klasztornym ocala\u0142ym przed po\u017carem. Mia\u0142em tam okazj\u0119 zaznajomienia si\u0119 z akcj\u0105 bezbo\u017cnicz\u0105 w Rosji. Wsz\u0119dzie na \u015bcianach rozwieszone by\u0142y obrazy przedstawiaj\u0105ce w obrzydliwej karykaturze rozmaitych \u015bwi\u0119tych, a przy tym blu\u017aniercze napisy i tablice z wykresami statystycznymi przedstawiaj\u0105cych ludzi &bdquo;zatrutych opium religii&rdquo; w poszczeg&oacute;lnych krajach. Biedni karmelici nie przypuszczali zapewne do jakich cel&oacute;w po rewolucji ich pi\u0119kny klasztor b\u0119dzie s\u0142u\u017cy\u0142.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Praca nasz odbywa\u0142a si\u0119 we wczesnych godzinach rannych, bo mia\u0142a by\u0107 uko\u0144czona do \u015bniadania. Dzi\u0119ki temu potem mieli\u015bmy czas wolny a\u017c do wieczora. U\u017cytkowali\u015bmy go b\u0105d\u017a na czytanie gazet niemieckich, po\u017cyczanych od \u017co\u0142nierzy, b\u0105d\u017a na obserwowanie, z naszego pag&oacute;rka, ruchu wojsk inwazyjnych. A by\u0142o co ogl\u0105da\u0107! Przez kilka dni przewala\u0142a si\u0119 tu ca\u0142a pot\u0119ga niemiecka p\u0142yn\u0105c nieprzerwanym strumieniem aut, czo\u0142g&oacute;w, armat, konnych pojazd&oacute;w i pieszych \u017co\u0142nierz z zachodu na wsch&oacute;d. W por&oacute;wnaniu z inwazj\u0105 bolszewick\u0105 na Polsk\u0119, kt&oacute;r\u0105 obserwowa\u0142em ongi\u015b w Husiatynie, ten marsz by\u0142 bardziej imponuj\u0105cy, przewa\u017ca\u0142a bezwzgl\u0119dnie ci\u0119\u017cka motoryzacja i uderza\u0142 \u017celazny porz\u0105dek i dyscyplina, podczas gdy tam poch&oacute;d robi\u0142 wra\u017cenie na p&oacute;\u0142 dzikich ludzi.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Kt&oacute;ra armia zwyci\u0119\u017cy?- zadawa\u0142em sobie pytanie.<br \/> \tB\u0119d\u0105c przez tydzie\u0144 w Berdyczowskim obozie dla je\u0144c&oacute;w, by\u0142em \u015bwiadkiem takich eksces&oacute;w wobec \u017byd&oacute;w, \u017ce poj\u0105\u0107 nie mog\u0142em jak nar&oacute;d filozof&oacute;w, poet&oacute;w i muzyk&oacute;w, m&oacute;g\u0142 upa\u015b\u0107 tak nisko. Widzia\u0142em jak ok\u0142adano kijami starych \u017byd&oacute;w, wywleczonych gdzie\u015b z dziur berdyczowskich i bito ich tak d\u0142ugo a\u017c padali martwi na ziemi\u0119. Znajduj\u0105cy si\u0119 miedzy nami Ukrai\u0144cy, chc\u0105c przypodoba\u0107 si\u0119 Niemcom, robili to na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119. Tego co mog\u0142em sobie wyt\u0142umaczy\u0107 atawistycznym dziedzictwem po Gontach i \u017bele\u017aniakach (nacjonali\u015bci ukrai\u0144scy z XVIII w., odpowiedzialni za rze\u017a huma\u0144sk\u0105 na polskiej szlachcie i \u017bydach), u &bdquo;kulturalnych&rdquo; Niemc&oacute;w nie mog\u0142em zrozumie\u0107. Dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce strzelaj\u0105 do \u017byd&oacute;w w obr\u0119bie naszego obozu, kt&oacute;rych tu z rana \u015bci\u0105gaj\u0105. Jeden z moich znajomych, widz\u0105c, ze brakuje mi paska (przepasywa\u0142em si\u0119 dotychczas banda\u017cem, kt&oacute;ry ju\u017c dar\u0142 si\u0119 w strz\u0119py, ofiarowa\u0142 mi ca\u0142kiem dobry pas. Gdy spyta\u0142em gdzie go znalaz\u0142, powiedzia\u0142 mi, \u017ce w jakim\u015b k\u0105cie miedzy zabudowaniami klasztornymi, gdzie le\u017ca\u0142a ca\u0142a kupa odzie\u017cy pochodz\u0105cej po zamordowanych \u017bydach. Wzdrygn\u0105\u0142em si\u0119 i w pierwszej chwili chcia\u0142em pas odrzuci\u0107, ale, gdy u\u015bwiadomi\u0142em sobie, jak bardzo jest mi potrzebny, jak trudno tu nawet o kawa\u0142ek sznura &#8211; przyj\u0105\u0142em go.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Potem przysz\u0142a kolej na prze\u015bladowania tych \u017byd&oacute;w, kt&oacute;rzy dostali si\u0119 razem z nami do obozu, nie zdo\u0142awszy uciec z bolszewikami. By\u0142a ich garstka. Nie strzelano do nich wprawdzie, ale kazano wykonywa\u0107 najgorsz\u0105 robot\u0119. Prawie bez przerwy musieli nosi\u0107 wod\u0119 na potrzeby kuchni i je\u0144c&oacute;w, w ci\u0119\u017ckich kub\u0142ach. Droga pod g&oacute;r\u0119 by\u0142a stroma,&nbsp; a pilnuj\u0105cy&nbsp; \u017co\u0142nierz niemi\u0142osiernie ok\u0142ada\u0142 ich kijem nagl\u0105c do po\u015bpiechu. Sam widzia\u0142em, gdy z innymi szed\u0142em k\u0105pa\u0107 si\u0119 do stawu, jak \u017co\u0142nierz wp\u0119dzi\u0142 tam dw&oacute;ch \u017byd&oacute;w nios\u0105cych ci\u0119\u017cki kocio\u0142, w ubraniu , aby zaczerpali wody. Nikt nie m&oacute;g\u0142 si\u0119 za nimi uj\u0105\u0107, bo byli\u015bmy od nich \u015bci\u015ble izolowani.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po 5 dniach pobytu w obozie berdyczowskim kazano nam, niespodziewanie, wsiada\u0107 do aut ci\u0119\u017carowych, kt&oacute;re czeka\u0142y u st&oacute;p pag&oacute;rka. By\u0142o w nich&nbsp; ciasno i duszno. Na szcz\u0119\u015bcie w miejscu gdzie sta\u0142em by\u0142a dziura w brezencie, przez kt&oacute;ra mog\u0142em zaczerpn\u0105\u0107 troch\u0119 powietrza i przypatrze\u0107 si\u0119 okolicy. Wsz\u0119dzie porozrzucane resztki woz&oacute;w i aut \u015bwiadczy\u0142y o gwa\u0142townych bojach, w jednym miejscu widzia\u0142em kilka odartych trup&oacute;w bolszewickich.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po dwugodzinnej je\u017adzie dotarli\u015bmy do \u017bytomierza. Ca\u0142e ulice by\u0142y w nim zburzone. Nie zatrzymuj\u0105c si\u0119, jechali\u015bmy dalej na zach&oacute;d, widz\u0105c po drodze wsz\u0119dzie \u015blady bitew. W ko\u0144cu dotarli\u015bmy do Zwiahela (Nowogr&oacute;d Wo\u0142y\u0144ski)- r&oacute;wnie zniszczonego. Zatrzymali\u015bmy si\u0119 przed jakimi\u015b zabudowaniami. By\u0142 to ob&oacute;z je\u0144c&oacute;w, znacznie wi\u0119kszy od berdyczowskiego. Ju\u017c z daleka widzia\u0142em mrowie ludzi, kt&oacute;rych ocenia\u0142em na oko\u0142o 10 tysi\u0119cy. Po\u015brodku podw&oacute;rza jedna studnia by\u0142a oblegana nieustannie; aby do niej dotrze\u0107 czeka\u0142o si\u0119 par\u0119 godzin.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nie lepiej by\u0142o z wiktem. Dopiero na wiecz&oacute;r dostali\u015bmy misk\u0119 rzadkiej zupy i dwa suchary. Nazajutrz to samo, ale ju\u017c na ca\u0142y dzien. Os\u0142abiony wskutek stania i g\u0142odu, by\u0142em w&oacute;wczas bliski omdlenia. Nie lepiej by\u0142o z noclegiem. Na pierwsza noc zaprowadzono nas do jakiej\u015b przechodniej, niewielkiej ubikacji. By\u0142o tam tak ciasno, \u017ce nie mo\u017cna si\u0119 by\u0142o wyci\u0105gn\u0105\u0107, a w dodatku wci\u0105\u017c chodzili po nas je\u0144cy umieszczeni w s\u0105siedniej izbie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Odetchn\u0105\u0142em z ulg\u0105, gdy na drugi dzie\u0144 zaprowadzono nas na \u0142\u0105k\u0119 otoczon\u0105 kolczastym drutem. Wola\u0142em marzn\u0105\u0107 lub mokn\u0105\u0107, ani\u017celi spa\u0107 w dotychczasowych warunkach. Brak koca da\u0142 mi si\u0119 teraz odczu\u0107, ale na szcz\u0119\u015bcie mia\u0142em jeszcze p\u0142aszcz, a gdy raz zmarz\u0142em poprosi\u0142em w kuchni o mo\u017cliwo\u015b\u0107 zagrzania si\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Rygor w obozie by\u0142 wielki. Kto nie zrozumia\u0142 zakaz&oacute;w i zbli\u017cy\u0142 si\u0119 do drut&oacute;w, zostawa\u0142 natychmiast zastrzelony przez stra\u017cnika. Wszyscy zostali podzieleni na grupy, nad kt&oacute;rymi obj\u0119li komend\u0119 Ukrai\u0144cy kt&oacute;rzy przyszli z nami.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Drugiego dnia kazano wszystkim pokaza\u0107 buty. Kto mia\u0142 lepsze musia\u0142 je natychmiast odda\u0107 nie otrzymuj\u0105c w zamian nic innego. My, byli wi\u0119\u017aniowie mieli\u015bmy obuwie w takim stanie, \u017ce nie wzbudza\u0142y one chciwo\u015bci Niemc&oacute;w. Do tej pory mam w oczach g&oacute;r\u0119 but&oacute;w odebranych je\u0144com i \u017co\u0142nierza niemieckiego trzymaj\u0105cego w jednej r\u0119ce rewolwer, a w drugiej pr\u0119t, kt&oacute;rym ok\u0142ada\u0142 oci\u0105gaj\u0105cego si\u0119 je\u0144ca. Wszyscy ci ludzie pozostali bosi. Po torturowaniu \u017byd&oacute;w by\u0142a to druga sprawa, kt&oacute;ra ods\u0142oni\u0142a mi okrucie\u0144stwo niemieckie.<br \/> \t&nbsp; Kolejnego dnia przyjecha\u0142a komisja wojskowa. By\u0142o to os\u0142awione Gestapo. Kazano nam, by\u0142ym wi\u0119\u017aniom ustawi\u0107 si\u0119 czw&oacute;rkami i oznajmiono, \u017ce b\u0119dziemy wnet wolni. Pytano mnie sk\u0105d pochodz\u0119 i za co mnie bolszewicy wi\u0119zili. Powiedzia\u0142em, \u017ce aresztowano mnie za to, \u017ce posiada\u0142em maj\u0105tek ziemski i \u017ce pragn\u0105\u0142bym jak najszybciej wr&oacute;ci\u0107, aby uruchomi\u0107 gospodarstwo. S\u0105dzi\u0142em wtedy, \u017ce Niemcy nie b\u0119d\u0105 utrzymywa\u0107 w mocy zarz\u0105dze\u0144 bolszewickich dotycz\u0105cych zniesienia maj\u0105tk&oacute;w, ale mia\u0142em si\u0119 potem przekona\u0107, \u017ce nie zwr&oacute;cili nikomu w\u0142asno\u015bci folwarcznej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po 4 dniach pobytu w Zwiahelu zajecha\u0142y znowu auta ci\u0119\u017carowe i ruszyli\u015bmy w dalsz\u0105 drog\u0119. Tym razem podr&oacute;\u017c by\u0142a kr&oacute;tsza. Min\u0105wszy Korzec zajechali\u015bmy do R&oacute;wnego. Cieszy\u0142em si\u0119, \u017ce znalaz\u0142em si\u0119 znowu na ojczystej ziemi. Kazano nam wysiada\u0107 w \u015br&oacute;dmie\u015bciu i prowadzono czw&oacute;rkami. Je\u0144c&oacute;w mi\u0119dzy nami ju\u017c nie by\u0142o, ale wyg\u0142adem naszym zwracali\u015bmy uwag\u0119 przechodni&oacute;w i co chwil\u0119 kto\u015b podchodzi\u0142, a dowiedziawszy si\u0119, \u017ce jeste\u015bmy by\u0142ymi wi\u0119\u017aniami bolszewickimi nie by\u0142o ko\u0144ca pyta\u0144 o rozmaite, znajome osoby.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W budynku, do kt&oacute;rego nas przyprowadzono nie by\u0142o miejsca, wiec musieli\u015bmy nocowa\u0107 pod go\u0142ym niebem jak w Zwiahelu. \u017bo\u0142nierz, kt&oacute;rego opiece zostali\u015bmy powierzeni, wystara\u0142 si\u0119, na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119 o wieczerz\u0119 dla nas. Zreszt\u0105 nie by\u0142o to ju\u017c tak trudne, gdy\u017c stanowili\u015bmy tylko 50 osobow\u0105 grup\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nazajutrz jednak o\u015bwiadczono nam, \u017ce dla cywil&oacute;w w og&oacute;le chleba nie b\u0119dzie; grozi\u0142 nam prawdziwy g\u0142&oacute;d. Musieli\u015bmy sobie sami radzi\u0107. W jednym z ogrod&oacute;w znale\u017ali\u015bmy piwnic\u0119 z wp&oacute;\u0142 zgni\u0142ymi kartoflami. Wybierali\u015bmy je z b\u0142ota i gotowali w garnkach po\u017cyczonych od Niemc&oacute;w. Ja musia\u0142em szuka\u0107 opa\u0142u na ognisko. Szuka\u0142em ga\u0142\u0119zi i desek ale by\u0142em tak os\u0142abiony, \u017ce ledwo ma\u0142\u0105 nar\u0119cz mog\u0142em donie\u015b\u0107 do ognia. Ziemniaki, cho\u0107 nieomaszczone, smakowa\u0142y nam bardzo, a z kwiatu lipowego, kt&oacute;rego by\u0142o w ogrodzie pod dostatkiem, robili\u015bmy herbat\u0119. W ten spos&oacute;b prze\u017cyli\u015bmy par\u0119 dni do\u015bwiadczajac jak wsp&oacute;lnymi si\u0142ami i pomys\u0142owo\u015bci\u0105 mo\u017cna wybrn\u0105\u0107 trudnej stacji gro\u017c\u0105cej g\u0142odem.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Jedn\u0105 z nielicznych stron dodatnich naszego obozu by\u0142a wzgl\u0119dnie du\u017ca swoboda, kt&oacute;r\u0105 nam przyznano. Mogli\u015bmy rozpala\u0107 ogniska, chodzi\u0107 po ogrodzie, a nawet wychodzi\u0107 na miasto po zameldowaniu si\u0119 u \u017co\u0142nierza pe\u0142ni\u0105cego wart\u0119. Z tych wszystkich swob&oacute;d korzystali\u015bmy w pe\u0142ni, zw\u0142aszcza do ogrodu chodzili\u015bmy jak najcz\u0119\u015bciej rozkoszuj\u0105c si\u0119 pi\u0119kn\u0105 pogod\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Raz tylko zastali\u015bmy furtk\u0119 zamkni\u0119t\u0105, a przy niej \u017co\u0142nierza, kt&oacute;ry powiedzia\u0142, \u017ce w\u0142a\u015bnie tam odbywa si\u0119 egzekucja. Rzeczywi\u015bcie us\u0142yszeli\u015bmy strza\u0142y, a potem zobaczyli\u015bmy kilku je\u0144c&oacute;w z \u0142opatami prowadzonych przez podoficera niemieckiego. Nie up\u0142yn\u0119\u0142o p&oacute;\u0142 godziny jak wr&oacute;cili, a wtedy wartownik powiedzia\u0142 nam, \u017ce ju\u017c po egzekucji i pogrzebie. Wszystko to odby\u0142o si\u0119 tak spokojnie i szybko jakby nic wa\u017cnego nie zasz\u0142o. Zastrzeleni musieli by\u0107 komisarzami bolszewickimi, kt&oacute;rzy byli bezlito\u015bnie t\u0119pieni prze Niemc&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nad \u017bydami za\u015b zn\u0119cano si\u0119 specjalnie, \u0107wicz\u0105c instynkt okrucie\u0144stwa w\u015br&oacute;d w\u0142asnych \u017co\u0142nierzy. W Berdyczowie by\u0142em \u015bwiadkiem jak miedzy dwoma szeregami m\u0142odych ludzi &#8211; jakich\u015b spo\u0142ecznych m\u0119t&oacute;w &#8211; przep\u0119dzano \u017byda o d\u0142ugiej, siwej brodzie. Ka\u017cdy bi\u0142 go bez mi\u0142osierdzia a\u017c ten pad\u0142 martwy. Podobna egzekucja mia\u0142a si\u0119 powt&oacute;rzy\u0107 z nast\u0119pnym, ale nie mog\u0105c patrze\u0107 d\u0142u\u017cej, schowa\u0142em si\u0119 za mury klasztoru. Teraz zrozumia\u0142em znaczenie ponurych twarzy u niekt&oacute;rych Niemc&oacute;w.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W ko\u0144cu zacz\u0119\u0142a urz\u0119dowa\u0107 Ukrai\u0144ska Policja Pomocnicza, kt&oacute;ra mia\u0142a nas zaopatrzy\u0107 w przepustki. Wybrali\u015bmy si\u0119 do niej z panem Klimenko, ale poniewa\u017c by\u0142o ju\u017c p&oacute;\u017ano i przesta\u0142a urz\u0119dowa\u0107 a ja mia\u0142em stale 18 rubli od pana Czarneckiego, poszli\u015bmy do restauracji aby cho\u0107 raz zje\u015b\u0107 dobry obiad. Ceny tak jednak podskoczy\u0142y, wskutek z\u0142ej relacji rubla do marki, \u017ce nie mogli\u015bmy marzy\u0107 o zjedzeniu do syto\u015bci we dw&oacute;ch za ten kapita\u0142. W&oacute;wczas pan Klimenko, nie wahaj\u0105c si\u0119 d\u0142ugo sprzeda\u0142 swoja kurtk\u0119 pierwszemu lepszemu nabywcy i za cz\u0119\u015b\u0107 uzyskanej kwoty, zjad\u0142 obiad. Potem w poszukiwaniu chleba chodzili\u015bmy po mie\u015bcie, ale \u017cadnej piekarni w nim nie by\u0142o. Zawarli\u015bmy jednak znajomo\u015b\u0107 z piekarzem, Polakiem, panem Wo\u017anickim. Dowiedziawszy si\u0119 jakie przeszli\u015bmy koleje, zaprosi\u0142 nas go\u015bcinnie do siebie. W drodze powrotnej do obozu spotkali\u015bmy znajomych, kt&oacute;rzy powiedzieli, \u017ce Niemcy kazali wszystkim, by\u0142ym wi\u0119\u017aniom stara\u0107 si\u0119 o przepustki na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119. Mieli\u015bmy jak najszybciej opu\u015bci\u0107 ob&oacute;z. Wr&oacute;cili\u015bmy wiec do pa\u0144stwa Wo\u017anickich na noc, kt&oacute;ra sp\u0119dzi\u0142em na kanapie dzi\u0119ki ich go\u015bcinno\u015bci. Wydawa\u0142a mi si\u0119 puchowym \u0142o\u017cem.<\/p>\n<p> \t<strong><u>V.Ostatni etap<\/u><\/strong><br \/> \t&nbsp;&nbsp; Nazajutrz zdecydowali\u015bmy si\u0119, zaraz po otrzymaniu przepustek, wyruszy\u0107 piechota do Brod&oacute;w, sk\u0105d mi\u0119li\u015bmy nadziej\u0119 kolej\u0105 dosta\u0107 si\u0119 do Lwowa.<br \/> \t&nbsp;&nbsp;&nbsp; Z R&oacute;wnego \u017caden poci\u0105g nie kursowa\u0142. Pan Wo\u017anicki wskaza\u0142 nam drog\u0119 na Brody, dok\u0105d by\u0142o jeszcze jakie\u015b sto kilometr&oacute;w, i powiedzia\u0142, \u017ce po drodze s\u0105 zasobne kolonie czeskie, gdzie b\u0119dziemy mogli si\u0119 po\u017cywi\u0107, gdy\u017c ludno\u015b\u0107 tam jest go\u015bcinna.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po\u017cegnawszy wiec pa\u0144stwa Wo\u017anickich i zaopatrzywszy si\u0119 w przepustki w komendzie Pomocniczej Policji Ukrai\u0144skiej, kt&oacute;ra nie robi\u0142a nam \u017cadnych trudno\u015bci, wybrali\u015bmy si\u0119 we tr&oacute;jk\u0119, bo towarzyszy\u0142 nam jeszcze pan Stankiewicz, so\u0142tys z Lukawicy, najpierw do ko\u015bcio\u0142a, aby pomodli\u0107 si\u0119 przed czekaj\u0105c\u0105 nas d\u0142ug\u0105 podr&oacute;\u017c\u0105. Tam, po raz pierwszy od wielu miesi\u0119cy, mia\u0142em mo\u017cliwo\u015b\u0107 uczestniczy\u0107 we Mszy \u015awi\u0119tej i podzi\u0119kowa\u0107 Bogu za okazan\u0105 mi opiek\u0119 i \u0142ask\u0119 nade mn\u0105 i moimi bliskimi.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Z ko\u015bcio\u0142a udali\u015bmy si\u0119 do fryzjera aby zgoli\u0107 brody, nie chc\u0105c wygl\u0105da\u0107 na \u017byd&oacute;w. Fryzjer nie chcia\u0142 od nas wzi\u0105\u0107 pieni\u0119dzy.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; O 10 rano wyruszyli\u015bmy w drog\u0119. S\u0142o\u0144ce ju\u017c dobrze przypieka\u0142o. \u017badne z przeje\u017cd\u017caj\u0105cych aut nie chcia\u0142o nas wzi\u0105\u0107. Tak wiec dowlekli\u015bmy si\u0119 do owej kolonii czeskiej, pierwszej wsi za R&oacute;wnem. Staranne budynki kryte dach&oacute;wk\u0105 i porz\u0105dne obej\u015bcia wskazywa\u0142y na zasobno\u015b\u0107 mieszka\u0144c&oacute;w. Weszli\u015bmy do pierwszego domostwa i porosili\u015bmy o troch\u0119 mleka. Gospodyni, typowa Czeszka, m&oacute;wi\u0105ca s\u0142abo po polsku, da\u0142a nam doskona\u0142\u0105 ma\u015blank\u0119 i po kromce bia\u0142ego chleba. Odpocz\u0105wszy w cieniu drzew wyruszyli\u015bmy w dalsz\u0105 drog\u0119. Od tej pory byli\u015bmy na \u0142askawym chlebie tych, do kt&oacute;rych wst\u0119powali\u015bmy. Jak swego czasu bracia mniejsi \u015bw. Franciszka, \u017cyli\u015bmy proszonym chlebem. Wsz\u0119dzie co\u015b nam dano, raz lepiej, raz gorzej, ale nie odprawiano nas kategorycznie z pustymi r\u0119koma. Kilka razy powiedziano nam, ze ju\u017c by\u0142y w tym domu inne partie takich podr&oacute;\u017cnych i \u017ce wskutek tego nie maj\u0105 chwilowo nic do zaofiarowania. Nie by\u0142a to wi\u0119c z\u0142a wola, tylko rzeczywista niemo\u017cno\u015b\u0107 pocz\u0119stowania nas czymkolwiek. W takich przypadkach szli\u015bmy dalej, czasem zbaczaj\u0105c z drogi w s\u0142usznym mniemaniu, \u017ce dalej od traktu po\u0142o\u017cone gospodarstwa, b\u0119d\u0105 mia\u0142y mniej odwiedzaj\u0105cych. Cieszyli\u015bmy si\u0119 wtedy \u017ce jest nas tylko trzech i nie ci\u0105\u017cymy zbytnio dobroczy\u0144com. By\u0142em kiedy\u015b dobrze sytuowany, a dzi\u015b obdarty i wyg\u0142odnia\u0142y, a nawet bosy, bo buty wymienione w Berdyczowie nie nadawa\u0142y si\u0119 ju\u017c do pieszej drogi, spe\u0142nia\u0142em rol\u0119 prosz\u0105cego o ja\u0142mu\u017cn\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; R&oacute;wnie\u017c nigdzie nie odm&oacute;wiono nam noclegu. Musieli\u015bmy si\u0119 tylko zameldowa\u0107 Policji Ukrai\u0144skiej, gdzie nocleg b\u0119dziemy sp\u0119dza\u0107. Sypiali\u015bmy na sianie w stodole. By\u0142a to pora zwo\u017cenia siana, mieli\u015bmy wi\u0119c zawsze wonne, \u015bwie\u017ce pos\u0142anie, a w razie ch\u0142odu mogli\u015bmy zakopa\u0107 si\u0119 g\u0142\u0119biej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Rano myli\u015bmy si\u0119 pod studni\u0105, a po podzi\u0119kowaniu patrzyli\u015bmy tylko gdzie si\u0119 z komina ju\u017c dymi, aby tam wej\u015b\u0107 i prosi\u0107 o mleko. Najgo\u015bcinniejszego przyj\u0119cia doznali\u015bmy u gospodarza, Franciszka Miszczaka, kowala w Nowych D\u0119binach, ko\u0142o Dubna. Wprost nie chciano nas stamt\u0105d pu\u015bci\u0107, dop&oacute;ty nie zostanie dla nas przyrz\u0105dzony odpowiedni obiad. Gor\u0105cy patriotyzm tego cz\u0142owieka w czasach, gdy najci\u0119\u017csze ciosy spad\u0142y na Polsk\u0119, m&oacute;g\u0142 by\u0107 wzorem dla innych, kt&oacute;rzy zw\u0105tpili ju\u017c w nasz\u0105 spraw\u0119. Przy po\u017cegnaniu ka\u017cdy z nas dosta\u0142 wykonan\u0105 przez niego zgrabn\u0105 lask\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Par\u0119 razy skorzystali\u015bmy z furmanek jad\u0105cych obok szosy, a raz podwi&oacute;z\u0142 nas&nbsp; samoch&oacute;d ci\u0119\u017carowy zd\u0105\u017caj\u0105cy z robotnikami do Dubna. W mie\u015bcie tym nie zatrzymali\u015bmy si\u0119 i trzeciego dnia od wymarszu z R&oacute;wnego dotarli\u015bmy do Radziwi\u0142\u0142owa, sk\u0105d jest ju\u017c tylko par\u0119 kilometr&oacute;w do Brod&oacute;w dok\u0105d dojechali\u015bmy furmank\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tu na dworcu zg\u0142osi\u0142em si\u0119 do urz\u0119dnika kolejowego o pozwolenie bezp\u0142atnej jazdy do Lwowa. Urz\u0119dnik przychyli\u0142 si\u0119 do naszej pro\u015bby i oznajmi\u0142, \u017ce najbli\u017cszy poci\u0105g odjedzie wieczorem. Przez ca\u0142\u0105 noc wlekli\u015bmy si\u0119 towarowym poci\u0105giem, ale w ko\u0144cu, o pi\u0105tej rano, 27 lipca, znale\u017ali\u015bmy si\u0119 na g\u0142&oacute;wnym dworcu we Lwowie.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tu rozsta\u0142em si\u0119 ze swymi towarzyszami. Pan Stankiewicz pojecha\u0142 do Rawy Ruskiej, a pan Klimenko mia\u0142 tylko par\u0119 krok&oacute;w do domu, ja za\u015b wsiad\u0142em do tramwaju. Z bij\u0105cym sercem odby\u0142em ostatni kawa\u0142ek drogi, od poczty do ulicy Chmielowskiego. Gdy z dala zobaczy\u0142em realno\u015b\u0107 nietkni\u0119t\u0105 bomb\u0105, dozna\u0142em ulgi: przynajmniej od bomb nie ucierpieli najbli\u017csi, ale czy s\u0105, czy ich nie wywie\u017ali bolszewicy?<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zadzwoni\u0142em do bramy i gdy wysz\u0142a s\u0142u\u017c\u0105ca rzuci\u0142em cicho, nie\u015bmia\u0142e pytanie: &rdquo;S\u0105 wszyscy?&quot; Gdy us\u0142ysza\u0142em odpowied\u017a twierdz\u0105c\u0105 , os\u0142ab\u0142em z nadmiaru wzrusze\u0144 do tego stopnia, \u017ce ledwo mog\u0142em si\u0119 dowlec na pierwsze pi\u0119tro. Tu na galerii odby\u0142o si\u0119 powitanie z ca\u0142\u0105 rodzin\u0105. Jak by\u0142o gor\u0105ce po tylu przej\u015bciach i niepokojach, gdy zobaczyli\u015bmy si\u0119 wszyscy zdrowi, tego opisywa\u0107 nie potrzebuj\u0119.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W domu zasta\u0142em dawnego towarzysza z wiezienia, pana Brocka, kt&oacute;ry pami\u0119taj\u0105c m&oacute;j adres z Brygidek, zg\u0142osi\u0142 si\u0119 tu, bo chwilowo nie mia\u0142 si\u0119 gdzie podzia\u0107. Wr&oacute;ci\u0142 z panem Suchostanem o dwa tygodnie wcze\u015bniej ode mnie z Berdyczowa, gdy\u017c umkn\u0105wszy wcze\u015bniej z pal\u0105cego si\u0119 wi\u0119zienia, zdo\u0142a\u0142 szcz\u0119\u015bliwym zbiegiem okoliczno\u015bci unikn\u0105\u0107 obozu niemieckiego. Cieszy\u0142em si\u0119, \u017ce obaj moi towarzysze, kt&oacute;rych straci\u0142em z oczu w chwili gdy uciekali\u015bmy z wi\u0119zienia, odnale\u017ali si\u0119 zdrowi. Nie mog\u0119 tego jednak powiedzie\u0107 o wielu innych, zw\u0142aszcza o tych z kt&oacute;rymi z\u017cy\u0142em si\u0119 przez d\u0142ugie miesi\u0105ce w Brygidkach. Od pana Kaspruka, jednego z moich najbli\u017cszych towarzyszy, dowiedzia\u0142em si\u0119 par\u0119 dni p&oacute;\u017aniej, jak wielu z pomi\u0119dzy naszych wsp&oacute;lnych znajomych zabra\u0142a \u015bmier\u0107 z rak bolszewickich.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ta w\u0142a\u015bnie okoliczno\u015b\u0107 by\u0142a powodem okropnego niepokoju mojej \u017cony, kt&oacute;ra przynosz\u0105c dla mnie rzeczy na dwa dni przed moim wywiezieniem, mog\u0142a przypuszcza\u0107, \u017ce jestem we Lwowie, bo w przeciwnym razie nie przyj\u0119to by paczki. Tymczasem gdy mija\u0142y dni a ja nie powraca\u0142em, nasun\u0119\u0142o si\u0119 przypuszczenie, \u017ce zabito mnie jak wielu innych, kt&oacute;rych trupy le\u017ca\u0142y potem w wi\u0119zieniu gdy wkroczyli Niemcy. Z tego niepokoju wyprowadzi\u0142 j\u0105 pan Brock, kt&oacute;ry widzia\u0142 mnie w Berdyczowie i zapewnia\u0142, \u017ce zjawi\u0119 si\u0119 nied\u0142ugo.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Tak wiec to, co uwa\u017ca\u0142em za szczeg&oacute;lnie przykre zrz\u0105dzenie losu, \u017ce wywieziono mnie ze Lwowa w momencie gdy mo\u017cna si\u0119 by\u0142o spodziewa\u0107 lada chwila uwolnienia, sta\u0142o si\u0119 opatrzno\u015bciowe. By\u0142bym bowiem nie unikn\u0105\u0142 masakry, kt&oacute;ra urz\u0105dzili bolszewicy we lwowskich wi\u0119zieniach przed cofaniem si\u0119. Tylko o siedmiu z moich towarzyszy z Brygidek dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce \u017cyj\u0105. Z Berdyczowa natomiast uratowa\u0142o si\u0119 znacznie wi\u0119cej.<\/p>\n<p> \t<strong><u>Zako\u0144czenie<\/u><\/strong><br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ko\u0144cz\u0105c te wspomnienia musz\u0119 stwierdzi\u0107, \u017ce tylko dzi\u0119ki cudownej Opatrzno\u015bci Boskiej mog\u0142em ju\u017c po raz drugi wr&oacute;ci\u0107 z niewoli w Sowietach. B&oacute;g tez sprawi\u0142, \u017ce zasta\u0142em ca\u0142\u0105 rodzin\u0119 w zdrowiu, co nie ka\u017cdemu by\u0142o dane. Wielu moich znajomych ju\u017c w tym czasie gdy przebywali w wiezieniu, wiedzia\u0142o o deportacji swoich rodzin. Bolszewicy bowiem zamierzali wywie\u015b\u0107 rodziny aresztowanych i w tym celu sporz\u0105dzili listy. \u017bona moja musia\u0142a si\u0119 ukrywa\u0107 z dzie\u0107mi, nocuj\u0105c stale gdzie indziej. W mieszkaniu pozostawa\u0142a tylko matka, kt&oacute;ra ze wzgl\u0119du na sw&oacute;j wiek i stan zdrowia nie mog\u0142a wychodzi\u0107 z domu, nara\u017caj\u0105c si\u0119 przy tym na niebezpiecze\u0144stwo, gdy\u017c bolszewicy nie mieli wzgl\u0119du ani na wiek ani stan zdrowia tych, kt&oacute;rych prze\u015bladowa\u0107 chcieli.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Za niezmierzon\u0105 Dobro\u0107 b\u0119d\u0119 wdzi\u0119czny Bogu do ko\u0144ca \u017cycia. Dozna\u0142em jednak i dobroci od ludzi. Zapewne w ci\u0105gu mej dwukrotnej niewoli spotka\u0142em ludzi mniej od innych uczynnych, a nawet wrogich, ale zawsze to by\u0142y tylko wyj\u0105tki. To za\u015b nie mog\u0142o zachwia\u0107 mego najg\u0142\u0119bszego przekonania o dobroci serca ludzi, z kt&oacute;rymi los mnie zbli\u017cy\u0142. Czy to b\u0119d\u0105 ci, kt&oacute;rzy siedz\u0105c ze mn\u0105 d\u0142ugie miesi\u0105ce w jednej celi starali si\u0119 przyj\u015b\u0107 z pomoc\u0105 w naszych drobnych sprawach, czy ci, kt&oacute;rzy jak pa\u0144stwo Czarnieccy, z nara\u017ceniem osobistego niebezpiecze\u0144stwa ukrywali mnie przed bolszewikami. Czy ci wszyscy, kt&oacute;rzy w mojej drodze powrotnej ofiarowali mi po\u017cywienie i noclegi, czy wreszcie ci kt&oacute;rzy opiekowali si\u0119 we Lwowie rodzin\u0105 podczas mojej nieobecno\u015bci, lub jak ojcowie Jezuici i s\u0105siedzi, kt&oacute;rzy widz\u0105c m&oacute;j n\u0119dzny wygl\u0105d i r&oacute;wnoczesny, chwilowy niedostatek w domu, dopomogli w zaprowiantowaniu spi\u017carni &#8211;&nbsp; wszyscy oni wy\u015bwiadczyli mi, w miar\u0119 mo\u017cliwo\u015bci, dobrodziejstwo lub przys\u0142ug\u0119, okazuj\u0105c jak najlepsze serce, za co niech im Pan B&oacute;g stokrotnie wynagrodzi.<\/p>\n<p> \tDyn&oacute;w, w maju 1944 roku.<br \/> \t&nbsp; &nbsp;<\/p>\n<p> \t&nbsp;<br \/> \t&nbsp;&nbsp; <u><strong>Kilka&nbsp; s\u0142&oacute;w od rodziny<\/strong><\/u><br \/> \t&nbsp;&nbsp; Wspomnienia wi\u0119zienne naszego Ojca J&oacute;zefa Kalasantego Paygerta zosta\u0142y napisane przed 50 latami. Ju\u017c wtedy wszyscy wiedzieli\u015bmy dok\u0142adnie czym jest stalinizm i hitleryzm, faszyzm i komunizm, ale wielkie \u015bwiadectwa fizycznego i moralnego ludob&oacute;jstwa i dzie\u0142a literatury dokumentalnej, takie jak: &rdquo;Inny \u015bwiat&rdquo; Gustawa Herlinga Grudzi\u0144skiego, czy &bdquo;Archipelag Gu\u0142ag&rdquo; Aleksandra So\u0142\u017cenicyna, lub &rdquo;Opowiadania&nbsp; ko\u0142ymskie&rdquo; War\u0142ama Sza\u0142amowa mia\u0142y dopiero powsta\u0107.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; \u015awiadectwo naszego Ojca o losie sowieckiego wi\u0119\u017ania jest skromne, trudno mu jednak odm&oacute;wi\u0107 warto\u015bci wielkiego autentyzmu i g\u0142\u0119bokiej prawdy nie tylko o systemie i mechanizmie totalitarnego ucisku, ale przede wszystkim o warto\u015bci chrze\u015bcija\u0144skiej nadziei silniejszej od mur&oacute;w i \u0142a\u0144cuch&oacute;w niewoli.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Chcemy wydaniem wspomnie\u0144 Ojca sp\u0142aci\u0107 wobec niego jak\u0105\u015b cz\u0119\u015b\u0107 naszego d\u0142ugu wdzi\u0119czno\u015bci przede wszystkim za cich\u0105 lekcje nadziei i si\u0142y ducha. Wiedzieli\u015bmy o niej du\u017co jeszcze jako dzieci, gdy patrzyli\u015bmy na jego prac\u0119 gospodarsk\u0105 odziedziczonego maj\u0105tku, gdy s\u0142uchali\u015bmy rozm&oacute;w rodzic&oacute;w, gdy towarzyszyli\u015bmy im w modlitwie. Dopiero jednak do\u015bwiadczenia wojenne sta\u0142y si\u0119 czytelnym sprawdzianem energii jego nadziei.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Kim by\u0142 nasz Ojciec?<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Urodzony 4 lipca 1892 r, w rodzinie ziemia\u0144skiej o tradycjach artystyczno-intelektualnych, dzieci\u0144stwo i wczesn\u0105 m\u0142odo\u015b\u0107 sp\u0119dza\u0142 w maj\u0105tku swego ojca, Kornela, w Sidorowie nad Zbruczem (wschodnia Galicja, a przed II wojna- wojew&oacute;dztwo tarnopolskie) &ndash; uroczym zak\u0105tku zachodniego Podola. Gimnazjum sko\u0144czy\u0142 w Stanis\u0142awowie,&nbsp; a studia rolnicze Uniwersytetu Jagiello\u0144skiego uwie\u0144czy\u0142 w 1916 r. dyplomem i tytu\u0142em in\u017cyniera agronomii.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W czasie I wojny \u015bwiatowej pracowa\u0142 przez jaki\u015b czas w Izbie Rolniczej we Lwowie, a w 1920 r. zaci\u0105gn\u0105\u0142 si\u0119 jako ochotnik do wojska polskiego stawiaj\u0105cego w&oacute;wczas czo\u0142a nawa\u0142nicy bolszewickiej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; W 1921 r. o\u017ceni\u0142 si\u0119 z J&oacute;zef\u0105 Trzeciesk\u0105 z Dynowa,&nbsp; a po przej\u0119ciu od swego ojca maj\u0105tku w Sidorowie gospodarowa\u0142 tu do dnia ponownej inwazji sowieckiej, tj. do dnia 17 wrze\u015bnia 1939 r., kiedy zosta\u0142 uwi\u0119ziony po raz pierwszy. Po ponownym uwiezieniu i uwolnieniu w lipcu 1941 r. wr&oacute;ci\u0142 do Lwowa, po czym przeni&oacute;s\u0142 si\u0119 z ca\u0142\u0105 rodzina do maj\u0105tku swych Te\u015bci&oacute;w Trzecieskich w Dynowie nad Sanem.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Po wojnie zosta\u0142 nauczycielem fizyki i chemii w miejscowym gimnazjum i liceum. Z podziwu godnym zapa\u0142em przypomina\u0142 sobie dawno zdobyta wiedz\u0119, uzupe\u0142ni\u0142 j\u0105 i sta\u0142 si\u0119 cenionym i lubianym nauczycielem, kt&oacute;ry umia\u0142 rozpali\u0107 zainteresowanie i entuzjazm pracy naukowej.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Zmar\u0142 cicho i pogodnie na r\u0119kach oddanej mu i kochaj\u0105cej \u017cony1 kwietnia 1962 r.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Przeszed\u0142 przez Zycie dobrze czyni\u0105c. Nasz dw&oacute;r w Sidorowie by\u0142 dzi\u0119ki niemu miejscem, gdzie rodzi\u0142o si\u0119, w skali lokalnej, porozumienie polsko-ukrai\u0144skie, gdzie ka\u017cdy, niezale\u017cnie od swojej narodowo\u015bci, m&oacute;g\u0142 znale\u017a\u0107 pomoc duchow\u0105 czy materialn\u0105, gdzie ka\u017cdy spotyka\u0142 si\u0119 z \u017cyczliwo\u015bci\u0105 i szacunkiem.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Ojciec by\u0142 zdumiewaj\u0105co wytrwa\u0142ym optymist\u0105, jak\u017ce cenionym za t\u0119 cech\u0119 przez swoich wsp&oacute;\u0142wi\u0119\u017ani&oacute;w. By\u0142 optymist\u0105 chrze\u015bcija\u0144skim, \u015bwiadomym, \u017ce ka\u017cdy ma przed sob\u0105 przysz\u0142o\u015b\u0107, \u017ce nic nie usprawiedliwia rozpaczy czy buntu przeciw Bogu.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Niech publikacja tych wspomnie\u0144 przybli\u017cy jego posta\u0107 ludziom obecnego progu epok, kiedy brakuje autorytet&oacute;w,&nbsp; najwa\u017cniejsze warto\u015bci s\u0105 odsuwane w k\u0105t lub pomijane milczeniem. S\u0105dzimy, \u017ce \u015bwiadectwo naszego ojca jest wa\u017cne, pocieszaj\u0105ce, ucz\u0105ce i wychowuj\u0105ce. Niech\u017ce te wspomnienia b\u0119d\u0105 jakim\u015b uzasadnieniem naszej pokornej dumy z Ojca, kt&oacute;ry nale\u017ca\u0142 do pokolenia buduj\u0105cego, ale i patrz\u0105cego na ruin\u0119 swoich dom&oacute;w i warsztat&oacute;w pracy, a zarazem umiej\u0105cego stale na nowo zaczyna\u0107 i \u017cy\u0107 nadziej\u0105.<br \/> \t&nbsp;&nbsp; Oby\u015bmy umieli by\u0107 spadkobiercami tak\u017ce tej postawy i si\u0142y!<\/p>\n<p> \tWarszawa, czerwiec 1994 r.<\/p>\n<p> \t&nbsp;&nbsp;<\/p>\n<p> \t&nbsp; &nbsp;<br \/> \t&nbsp;<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Cze\u015b\u0107 trzecia I.&nbsp;&nbsp; &nbsp;Po\u017car wi\u0119zienia w Berdyczowie &nbsp;&nbsp; Nadszed\u0142 wreszcie dzie\u0144 piaty lipca. &nbsp;&nbsp; Zaraz rano po apelu, weszli do nas dozorcy i wywo\u0142ali tych,&hellip; <\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":953,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":""},"categories":[32],"tags":[],"class_list":["post-954","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-wspomnienia"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/954","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=954"}],"version-history":[{"count":2,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/954\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2177,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/954\/revisions\/2177"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/media\/953"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=954"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=954"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=954"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}