{"id":972,"date":"2015-08-10T15:56:00","date_gmt":"2015-08-10T13:56:00","guid":{"rendered":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/2015\/08\/10\/dwa-razy-w-bolszewickiej-niewoli-cz-i\/"},"modified":"2020-10-23T16:08:31","modified_gmt":"2020-10-23T14:08:31","slug":"dwa-razy-w-bolszewickiej-niewoli-cz-i","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/?p=972","title":{"rendered":"JK Paygert &#8211; Dwa razy w niewoli bolszewickiej cz. I"},"content":{"rendered":"<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"size-full wp-image-965 aligncenter\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/kal.legit_..jpg\" alt=\"\" width=\"202\" height=\"264\" \/><\/p>\n<p style=\"text-align: center;\"><em>J\u00f3zef Kalasanty Paygert w roku1943 i 1952<\/em><\/p>\n<p>\u00a0Wszystkim Drogim Czytelnikom mojej strony internetowej przedstawiam bardzo ciekawe\u00a0 wspomnienia. Ich autorem jest m\u00f3j Dziadek J\u00f3zef Kalasanty Paygert. Po dwukrotnym uwi\u0119zieniu w latach 1939 i 1940 r. przez\u00a0 w\u0142adz\u0119 sowieck\u0105 za fakt posiadania maj\u0105tku ziemskiego, wraca jednak do rodziny, a swoje dramatyczne losy, spisuje w 1944 r.<br \/>\nW 1994 r. dzieci\u00a0 nie\u017cyj\u0105cego ju\u017c Autora, opublikowa\u0142y tekst\u00a0 w formie ksi\u0105\u017ckowej. Ksi\u0105\u017cka jest ju\u017c dawno wyczerpana.<br \/>\nPostanowi\u0142am wiec, korzystaj\u0105c z \u0142am\u00f3w internetowych, przedstawi\u0107 j\u0105 szerszemu gronu czytelnik\u00f3w ilustruj\u0105c niewielk\u0105 ilo\u015bci\u0105 , zachowanych, rodzinnych zdj\u0119\u0107.<br \/>\nW nawiasach pisanych kursyw\u0105 wyja\u015bniam niekt\u00f3re zawi\u0142o\u015bci\u00a0 genealogiczne i lingwistyczne, aby\u00a0 nikt nie mia\u0142 k\u0142opotu z ich zrozumieniem.<\/p>\n<p>Do tekstu obu wyw\u00f3zek w g\u0142\u0105b Rosji bolszewickiej dodali\u015bmy mapy z zaznaczonymi przybli\u017conymi\u00a0 trasami wywozu i powrotu (wg dzisiejszego stanu granic i pa\u0144stw).<br \/>\nTekst ko\u0144cz\u0119 s\u0142owem o Autorze od rodziny, zamieszczonym w wydaniu ksi\u0105\u017ckowym.<br \/>\n\u017bycz\u0119 bardzo ciekawej i poruszaj\u0105cej lektury.<br \/>\nMaria Baraniecka-Witkowska<br \/>\nsierpie\u0144 2015<\/p>\n<p><span style=\"font-size: 14px;\"><strong>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0<\/strong><u><strong> Dwa razy w niewoli bolszewickiej<br \/>\n<\/strong><\/u><strong>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 <\/strong><u><strong>Wspomnienia J\u00f3zefa Kalasantego Paygerta z lat 1939-41\u00a0<\/strong><\/u><strong>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 <\/strong><\/span><\/p>\n<p><u><strong>Cz\u0119\u015b\u0107 pierwsza<\/strong><\/u><\/p>\n<p><u><strong>I.\u00a0\u00a0 \u00a0Moje aresztowanie 17 wrze\u015bnia 1939 roku<\/strong><\/u><br \/>\nCudna, b\u0142\u0119kitna pogoda panowa\u0142a w pierwszej po\u0142owie wrze\u015bnia 1939 roku.<br \/>\nSidor\u00f3w, wie\u015b po\u0142o\u017cona nad Zbruczem, w pobli\u017cu Husiatyna przystroi\u0142 si\u0119 w prawdziw\u0105 polska jesie\u0144.<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-966\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/sidor.-wioska.jpg\" alt=\"\" width=\"700\" height=\"409\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/sidor.-wioska.jpg 700w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/sidor.-wioska-300x175.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px\" \/><\/p>\n<p><em>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Sidor\u00f3w<\/em><\/p>\n<p>Cisza i spok\u00f3j w przyrodzie nie pozwala\u0142y si\u0119 w niczym domy\u015bla\u0107 grozy zbli\u017caj\u0105cym si\u0119 ku nam ci\u0119\u017ckich dni.<br \/>\nKrwawa wojna toczy\u0142a si\u0119 na przeciwleg\u0142ym kra\u0144cu Polski. Kolej i poczta dotychczas funkcjonuj\u0105ce regularnie stopniowo przerywa\u0142y swoje czynno\u015bci. Od\u0142\u0105czono telefon. Wie\u015b zosta\u0142a odci\u0119ta od \u015bwiata, a tylko urz\u0119duj\u0105ce komisje poboru koni i woz\u00f3w, coraz nowe zarz\u0105dzenia w\u0142adz i rozkazy mobilizacyjne \u015bwiadczy\u0142y, \u017ce si\u0119 cos wa\u017cnego dzieje. Ale co? M\u00f3wi\u0142o o tym radio podaj\u0105c pierwszy i drugi komunikat wojenny, potem rozkaz naczelnego wodza, \u017ce si\u0119 dalej nie cofniemy o krok, a potem wiadomo\u015bci o obronie Warszawy, i niezno\u015bn\u0105, denerwuj\u0105c\u0105 lekk\u0105 muzyk\u0119, a w mi\u0119dzyczasie wiadomo\u015bci o upadku Cz\u0119stochowy, Krakowa, Tarnowa oraz lotnicze ostrze\u017cenia: \u201dNadchodzi \u2013 baczno\u015b\u0107 &#8211; uwaga \u2013 przeszed\u0142 &#8211; wypatrywa\u0107\u201d.<br \/>\nTrzeba by\u0142o zdusi\u0107 w sobie niepok\u00f3j i trosk\u0119 o bliskich, bo nale\u017ca\u0142o ca\u0142\u0105 uwag\u0119 skupi\u0107 na gospodarstwie, kt\u00f3rego wytwor\u00f3w b\u0119dzie Polska obecnie potrzebowa\u0107 bardziej ni\u017c kiedykolwiek. Trzeba ora\u0107 i sia\u0107, jak d\u0142ugo jeszcze s\u0105 konie. Trzeba m\u0142\u00f3ci\u0107 zanim nadlec\u0105 samoloty z bombami zapalaj\u0105cymi, by zniszczy\u0107 sterty. A tu o ludzi coraz trudniej. M\u0119\u017cczyzn powo\u0142anych do wojska zast\u0119powa\u0107 musia\u0142y kobiety. Coraz cz\u0119\u015bciej widzia\u0142o si\u0119 je id\u0105ce za p\u0142ugiem, jak za czas\u00f3w pierwszej wojny. Coraz trudniej by\u0142o wyp\u0142aca\u0107 regularnie robocizn\u0119, gdy\u017c cho\u0107 w spichlerzach ros\u0142y ca\u0142e g\u00f3ry \u015bwie\u017co wym\u0142\u00f3conego zbo\u017ca, nie by\u0142o na nie kupca. Komisje zakupu zbo\u017ca pracowa\u0142y powoli, prywatny handel znik\u0142 prawie zupe\u0142nie. Nie by\u0142o wi\u0119c wcale got\u00f3wki, po\u017cycza\u0142o si\u0119 pieni\u0105dze drobnymi sumkami od znajomych.<br \/>\nW\u015br\u00f3d takich trosk i niepokoj\u00f3w mija\u0142y pierwsze dni wojny, a tym czasem jej fala zbli\u017ca\u0142a si\u0119 do naszego cichego zak\u0105tka. Dochodzi\u0142y do nas s\u0142uchy o strzelaniu z samolot\u00f3w nieprzyjacielskich do ludzi pracuj\u0105cych na roli, a nawet do zwierz\u0105t. Wyda\u0142em wi\u0119c polecenie, aby w razie pojawienia si\u0119 samolotu odczepiano natychmiast koniom postronki od orczyk\u00f3w i rozp\u0119dzano po polu, a robotnicy maj\u0105 kry\u0107 si\u0119 w stertach.<br \/>\nPojawi\u0142y si\u0119 nakazy oddawania ca\u0142ej broni. Chc\u0105c zachowa\u0107 bodaj jedn\u0105 sztuk\u0119 dla osobistej ochrony, uda\u0142em si\u0119 do powiatowego miasteczka, do Kopyczyniec, gdzie by\u0142em \u015bwiadkiem gor\u0105czki, kt\u00f3ra opanowa\u0142a urz\u0119dnik\u00f3w starostwa. Do Biur cisn\u0119\u0142o si\u0119 mn\u00f3stwo zdenerwowanych interesant\u00f3w, a urz\u0119dnicy, przepracowani, nie mogli podo\u0142a\u0107 obowi\u0105zkom. W\u015br\u00f3d ludzi czekaj\u0105cych w kolejkach na za\u0142atwienie sprawy pojawi\u0142 si\u0119 kto\u015b, kto przed chwil\u0105 wydosta\u0142 si\u0119 szcz\u0119\u015bliwie z Czortkowa, gdzie prze\u017cy\u0142 pierwszy nalot nieprzyjacielski. Od razu w\u015br\u00f3d zgromadzonych wybuch\u0142a panika, ludzie biegali jak szaleni z miejsca na miejsce nie widz\u0105c gdzie si\u0119 schroni\u0107, bo schrony zacz\u0119to dopiero budowa\u0107.<br \/>\nR\u00f3wnocze\u015bnie zacz\u0119\u0142y nas dochodzi\u0107 s\u0142uchy o zbli\u017caj\u0105cej si\u0119 fali uchod\u017ac\u00f3w. W Probu\u017cnej, miasteczku s\u0142ynnym kiedy\u015b z targ\u00f3w ko\u0144skich, pojawili si\u0119 jacy\u015b dygnitarze wojskowi, a z nimi eleganckie damy. W s\u0105siednich \u017babi\u0144cach pa\u0144stwa Horodyskich zakwaterowa\u0142o si\u0119 podobno Ministerstwo Spraw Wojskowych.<br \/>\nWreszcie i w Sidorowie pokazali si\u0119 uchod\u017acy i to nie byle jacy: na ma\u0142ej roztrz\u0119sionej ch\u0142opskiej furze przyjechali do nas pa\u0144stwo Korni\u0142owiczowie z c\u00f3rk\u0105. On &#8211; emerytowany pu\u0142kownik wojsk polskich, ona &#8211; c\u00f3rka Henryka Sienkiewicza. Serce mi si\u0119 \u015bcisn\u0119\u0142o na widok kobiety sponiewieranej (zna\u0142em j\u0105 dawniej) trudami podr\u00f3\u017cy z Warszawy a\u017c do naszego zak\u0105tka na wschodnim kra\u0144cu Polski. Pokoje dla uchod\u017ac\u00f3w mieli\u015bmy ju\u017c przygotowane. Cieszy\u0142a mnie my\u015bl, \u017ce odpocznie u nas troch\u0119.W par\u0119 dni potem zaje\u017cd\u017ca pod bram\u0119 bryczka, z kt\u00f3rej wysiada wuj Stanis\u0142aw Ujejski, s\u0105siad z Wasylkowiec z c\u00f3rk\u0105 i wnuczk\u0105. Oznajmia, \u017ce zdecydowali si\u0119 przyjecha\u0107 do nas, gdy\u017c ich ca\u0142y dom zaj\u0119ty zosta\u0142 przez oficer\u00f3w polskich, kt\u00f3rzy zdecydowani s\u0105, po przegrupowaniu, stawia\u0107 op\u00f3r Niemcom.<br \/>\nMamy wi\u0119c drug\u0105 parti\u0119 uchod\u017ac\u00f3w, cho\u0107 tym razem z bliska. Powi\u0119kszy\u0142a si\u0119 ilo\u015b\u0107 s\u0142uchaczy radia, ale mija dzie\u0144 i drugi, a w radiu tylko lekka muzyka i opowiadanie nowelek, a wiadomo\u015bci \u017cadnych!<br \/>\nPan Korni\u0142owicz decyduje si\u0119 wyjecha\u0107 pozostawiaj\u0105c \u017con\u0119 i dziecko pod moj\u0105 opiek\u0105. Odprowadzam go do granicy moich p\u00f3l, a nast\u0119pnie proponuj\u0119 wujowi Ujejskiemu, aby ze mn\u0105 objecha\u0142 i skontrolowa\u0142 rol\u0119 siewn\u0105 pod pszenic\u0119. Spieszy\u0142em si\u0119 z siewem wci\u0105\u017c patrz\u0105c na zach\u00f3d, sk\u0105d mog\u0142o nam grozi\u0107 niebezpiecze\u0144stwo &#8211; o wschodnim wrogu nie my\u015bleli\u015bmy zupe\u0142nie. Wszak bolszewicy zawarli z nami pakt o nie agresji i kilkakrotnie zapewniali nas, \u017ce w razie wojny z Niemcami pozostan\u0105 neutralni. Stosownie do tego zosta\u0142y zmniejszone posterunki KOP-u (<em>Korpus Ochrony Pogranicza<\/em>) i zast\u0105pione mniej wy\u0107wiczonym \u017co\u0142nierzem. Sama granica wygl\u0105da\u0142a spokojnie i cicho.<br \/>\nDzie\u0144 17 wrze\u015bnia okaza\u0142 jak bardzo mylili\u015bmy si\u0119. By\u0142a to niedziela, zamierzali\u015bmy wi\u0119c troch\u0119 d\u0142u\u017cej spa\u0107, a tu ju\u017c o czwartej rano budz\u0105 nas grzmoty. W pierwszej chwili my\u015bla\u0142em \u017ce to burza. Biegn\u0105 do okna a tu niebo b\u0142\u0119kitne, pogoda pi\u0119kna. A wi\u0119c mo\u017ce nalot? Detonacje nie ustaj\u0105, dach gontowy nad g\u0142owami trzeszczy, szyby brz\u0119cz\u0105. Budz\u0119 wszystkich i prosz\u0119 o zej\u015bcie do piwnicy. Schodz\u0105 tam r\u00f3wnie\u017c i fornale mocno poruszeni, bo ju\u017c dotar\u0142a do nich pog\u0142oska, \u017ce bolszewicy wkraczaj\u0105 do Polski. Nie daj\u0119 temu wiary. Kto\u015b m\u00f3wi, \u017ce strzelaj\u0105 z armat do naszych. Wychodz\u0119 z piwnicy i widz\u0119 kilkana\u015bcie samolot\u00f3w lec\u0105cych ze wschodu na zach\u00f3d, a wi\u0119c mo\u017ce to naprawd\u0119 bolszewicy, nie chce mi si\u0119 to w g\u0142owie pomie\u015bci\u0107.<br \/>\nSpotykam gumiennego (<em>nadzorca gumna \u2013 ogrodzonej cz\u0119\u015bci gospodarstwa, przeznaczonej do m\u0142\u00f3cenia zbo\u017ca<\/em>) kt\u00f3ry z p\u0142aczem m\u00f3wi, \u017ce teraz wszystko przepad\u0142o. Tym razem musia\u0142em si\u0119 zgodzi\u0107 z rzeczywisto\u015bci\u0105 i odpowiedzia\u0142em zrezygnowany: \u201dB\u00f3g da\u0142, B\u00f3g wzi\u0105\u0142\u201d. Ale cios by\u0142 zbyt niespodziewany i straszny. By\u0142em bliski za\u0142amania. Niekt\u00f3rzy twierdzili, \u017ce bolszewicy id\u0105 Polakom na pomoc przeciw Niemcom, ale wkr\u00f3tce okaza\u0142o si\u0119 na folwarku jak ta pomoc wygl\u0105da. Dw\u00f3ch \u017co\u0142nierzy &#8211; KOP-u zatrzyma\u0142o si\u0119 na folwarku aby opatrzy\u0107 rany przez wkraczaj\u0105cych Rosjan.<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-967\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/sidor.z-ogrodem.jpg\" alt=\"\" width=\"700\" height=\"397\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/sidor.z-ogrodem.jpg 700w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/sidor.z-ogrodem-300x170.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 700px) 100vw, 700px\" \/><\/p>\n<p><em>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Dw\u00f3r w Sidorowie jeszcze przed 17 wrze\u015bnia 1939<\/em><\/p>\n<p>Kieruj\u0105c si\u0119 na nasz dom toczy\u0142y si\u0119 z dala przy potwornym \u0142oskocie czo\u0142gi, a obok bramy przemaszerowa\u0142 oddzia\u0142 piechoty radzieckiej.<br \/>\nPoszed\u0142em si\u0119 ubra\u0107. W chwili gdy wk\u0142ada\u0142em do kieszeni w kamizelce z\u0142oty zegarek &#8211; pami\u0105tk\u0119 po \u015bwi\u0119tej pami\u0119ci ojcu &#8211; przysz\u0142o mi na my\u015bl aby zostawi\u0107 go w kasie, potem jednak przewa\u017cy\u0142a refleksja, \u017ce maj\u0105c go przy sobie b\u0119d\u0119 m\u00f3g\u0142 w razie czego wykupi\u0107 si\u0119 i w\u0142o\u017cy\u0142em go z powrotem do kieszeni. Z ganku zobaczy\u0142em pierwszy patrol bolszewicki w pe\u0142nym rynsztunku przecinaj\u0105cy druty telefoniczne do dworu. Nast\u0119pnie weszli \u017co\u0142nierze do domu i oprowadzeni przez moj\u0105 \u017con\u0119, zacz\u0119li szuka\u0107 broni. Wydali\u015bmy im natychmiast wszystko, co by\u0142o jeszcze w naszym posiadaniu. Podczas rewizji zabrano mimochodem i budzik. To by\u0142 pierwszy przedmiot skradziony nam przez bolszewik\u00f3w, a otwiera bardzo d\u0142ug\u0105 list\u0119 rzeczy, kt\u00f3re nam jeszcze mia\u0142y przepa\u015b\u0107.<br \/>\nPo rewizji domu przysz\u0142a kolej na strych. Tu ogromne podejrzenia wzbudzi\u0142y bele we\u0142ny z naszych owiec, przeznaczonej do fabryki w Leszczkowie. \u017bo\u0142nierze k\u0142uli je bagnetami, a nieufno\u015b\u0107 ich dosz\u0142a do takiego stopnia, \u017ce gdy kt\u00f3ry\u015b chcia\u0142 si\u0119 napoi\u0107 wody z wodoci\u0105gu, zmusza\u0142 przedtem do napicia jednego z domownik\u00f3w, aby si\u0119 upewni\u0107, \u017ce nie jest zatruta.<br \/>\nPodczas tego siedzia\u0142em na ganku i dla nadania sobie pozoru oboj\u0119tno\u015bci udawa\u0142em, \u017ce czytam jak\u0105\u015b star\u0105 gazet\u0119 (\u015bwie\u017cych nie mieli\u015bmy od tygodnia). Po chwili zacz\u0119\u0142y przeje\u017cd\u017ca\u0107 obok nasze bramy czo\u0142gi, s\u0142u\u017cba i domownicy gnani ciekawo\u015bci\u0105 wyszli zobaczy\u0107, czy czo\u0142gi przypadkiem nie skr\u0119caj\u0105 do dworu. Odetchn\u0105\u0142em widz\u0105c, \u017ce kieruj\u0105 si\u0119 dalej, ale nie up\u0142yn\u0119\u0142o par\u0119 minut, gdy zobaczy\u0142em, \u017ce zbli\u017ca si\u0119 do nas inny oddzia\u0142 a na jego czele jaki\u015b typ w sk\u00f3rzanej kurtce, kt\u00f3ry od razu zwraca si\u0119 do nas z pytaniem: \u201dDa pomieszczyk?\u201d S\u0142owa tego nie rozumia\u0142em, ale kto\u015b ze s\u0142u\u017cby t\u0142umaczy, \u017ce to mniej wi\u0119cej co gospodarz. Wobec tego wysun\u0105\u0142em si\u0119 naprz\u00f3d i powiedzia\u0142em, \u017ce to ja nim jestem. Politruk w sk\u00f3rzanej kurtce pyta z kolei wuja Ujejskiego i mego syna Adasia czy s\u0105 r\u00f3wnie\u017c pomieszczykami. Syn wykazuje si\u0119 legitymacj\u0105 ucznia chyrowskiego, z kt\u00f3rej wynika, \u017ce nie ma jeszcze 16 lat. Ta okoliczno\u015b\u0107 ratuje go. Politruk pozwala mu zosta\u0107, mnie za\u015b i wuja wzywa na badanie, a chc\u0105c rozkazowi nada\u0107 wi\u0119cej mocy, otacza nas wojskiem i przez chwil\u0119 trzyma nas pod karabinami maszynowymi. Ca\u0142a moja rodzina &#8211; \u017cona i czworo dzieci, go\u015bcie i s\u0142u\u017cba &#8211; wszyscy zbici w jedna gromadk\u0119 milcz\u0105co oczekuj\u0105 najgorszego rozkazu politruka: strzelania do bezbronnych. Kr\u00f3tka chwila zdawa\u0142a si\u0119 przed\u0142u\u017ca\u0107 w niesko\u0144czono\u015b\u0107. Wreszcie politruk os\u0105dzi\u0142, \u017ce skruszeli\u015bmy dostatecznie i kaza\u0142 \u017co\u0142nierzom rozej\u015b\u0107 si\u0119, a wujowi i mnie i\u015b\u0107 za sob\u0105. Czu\u0142em, \u017ce opuszczam dom i rodzin\u0119 na d\u0142u\u017cszy czas, ale bolszewik chc\u0105c uspokoi\u0107 moj\u0105 \u017con\u0119, powiedzia\u0142, \u017ce za p\u00f3\u0142 godziny b\u0119dziemy z powrotem, bo badanie d\u0142u\u017cej trwa\u0107 nie b\u0119dzie. Polegaj\u0105c na tym zapewnieniu, nie da\u0142a mi \u017cadnej bielizny na zmian\u0119, a tylko Ada\u015b w ostatniej chwili poda\u0142 mi zarzutk\u0119, kt\u00f3ra w przysz\u0142o\u015bci bardzo mi si\u0119 przyda\u0142a. Politruk przynagla\u0142, wi\u0119c pr\u0119dko po\u017cegna\u0142em si\u0119 ze wszystkimi, odda\u0142em \u017conie klucze, po czym z wujem Ujejskim pod\u0105\u017cy\u0142em do czekaj\u0105cego nas auta. Korzystaj\u0105c z ostatniej chwili widzenia z rodzin\u0105, uspokaja\u0142em j\u0105, \u017ce da Pan B\u00f3g wr\u00f3c\u0119 nied\u0142ugo szcz\u0119\u015bliwie, wi\u0119c nie upadajmy na duchu. Auto mia\u0142o ju\u017c ruszy\u0107, a moja \u017cona w spazmatycznym p\u0142aczu pochyli\u0142a si\u0119 nade mn\u0105 i nie chcia\u0142a mi\u0119 pu\u015bci\u0107. Obawiaj\u0105c si\u0119, aby auto ruszaj\u0105c nie uderzy\u0142o jej b\u0142otnikiem ,odsun\u0105\u0142em j\u0105 m\u00f3wi\u0105c ostatnie s\u0142owa po\u017cegnania: \u201dPan B\u00f3g z nami\u201d. Na co bolszewicy odezwali si\u0119 z przek\u0105sem: \u201dDa, da, Boh z wami\u201d.<\/p>\n<p><u><strong>II.\u00a0\u00a0 \u00a0Pocz\u0105tek tu\u0142aczki w\u0119ziennej<\/strong><\/u><br \/>\nZacz\u0119\u0142a si\u0119 moja w\u0119dr\u00f3wka. Do Sidorowa nie mia\u0142em wr\u00f3ci\u0107 wcze\u015bniej jak po\u00a0 trzech latach i po to tylko, aby zobaczy\u0107 spalony dom i ruin\u0119 gospodarstwa, w kt\u00f3re w\u0142o\u017cy\u0142em tyle pracy.<br \/>\nMin\u0119li\u015bmy las, gdzie tyle razy szuka\u0142em odpoczynku, mi\u0142e zagajniki i sekcj\u0119 \u015bwierkow\u0105, potem pola Szyd\u0142owieckie. Jechali\u015bmy drog\u0105 wzd\u0142u\u017c Zbrucza poprzez Trojan\u00f3wk\u0119, o kt\u00f3rej wspomina Sienkiewicz w \u201eOgniem i mieczem\u201d a\u017c do Husiatyna.<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-968\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Zbrucz.jpg\" alt=\"\" width=\"650\" height=\"458\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Zbrucz.jpg 650w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Zbrucz-300x211.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 650px) 100vw, 650px\" \/><\/p>\n<p><em>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Zbrucz rzeka graniczna<\/em><\/p>\n<p>Po drodze wuj poprosi\u0142 konwojenta o chwil\u0119 przystanku, aby sobie m\u00f3g\u0142 skr\u0119ci\u0107 papierosa. \u017bo\u0142nierz uwzgl\u0119dni\u0142 \u017cyczenie, dzi\u0119ki czemu mogli\u015bmy uspokoi\u0107 nerwy i oszuka\u0107 g\u0142\u00f3d, kt\u00f3ry dawa\u0142 si\u0119 nam we znaki, bo byli\u015bmy na czczo. Po p\u00f3\u0142godzinnej je\u017adzie dotarli\u015bmy do Husiatyna, gdzie przed pierwsz\u0105 wojn\u0105 \u015bwiatow\u0105 znajdowa\u0142 si\u0119 most nad Zbruczem, a obecnie po przeciwnej stronie rzeki wznosi\u0142a si\u0119 jaka\u015b dziwaczna budowla z frontonem \u015bwi\u0105tyni greckiej, na kt\u00f3rym wisia\u0142 napis z\u0142oconymi literami: \u201dProletariusze wszystkich kraj\u00f3w \u0142\u0105czcie si\u0119.\u201d<br \/>\nO kilkaset krok\u00f3w od tej \u015bwi\u0105tyni proletariackiej przerzucony by\u0142 przez rzek\u0119 prowizoryczny most, kt\u00f3rym wali\u0142y samochody i ci\u0119\u017car\u00f3wki z Bolszewii do Polski. Zdawa\u0142o si\u0119, \u017ce pow\u00f3d\u017a jaka\u015b wlewa si\u0119 do naszego kraju. Obok mostu przechodzi\u0142a rzek\u0119 wp\u0142aw konnica, a tak\u017ce z hukiem i trzaskiem czo\u0142gi. Zbrucz przez tyle lat odgradza\u0142 nas od nieprzyjaznej Bolszewii, a teraz zmala\u0142, sta\u0142 si\u0119 potokiem, przez kt\u00f3ry bezkarnie i \u0142atwo wzd\u0142u\u017c ca\u0142ej granicy par\u0142a, podobna do tatarskiej nawa\u0142a, pustosz\u0105c kraj i niszcz\u0105c dorobek wielu lat pracy.<br \/>\nMusieli\u015bmy d\u0142u\u017cszy czas czeka\u0107 na wolniejszy przejazd. W ko\u0144cu znale\u017ali\u015bmy si\u0119 na ziemi, kt\u00f3r\u0105 ogl\u0105dali\u015bmy wprawdzie z naszego brzegu, ale to ju\u017c nie by\u0142a Polska, tylko straszne w swej pot\u0119dze pa\u0144stwo, kt\u00f3re najlepsz\u0105 nasz\u0105 krew przelewa\u0142o przez wiele lat i teraz zapewne szuka nowych ofiar.<br \/>\nZaje\u017cd\u017camy do budynku, w kt\u00f3rym\u00a0 mie\u015bci\u0142a si\u0119 graniczna stra\u017c rosyjska. Wprowadzaj\u0105 nas do izby, znajdujemy w niej ju\u017c kilka os\u00f3b jak my, pozbawionych wolno\u015bci. Jaki\u015b wojskowy, niewiadomej rangi ka\u017ce nam wyj\u0105\u0107 wszystko co mamy w kieszeniach i z\u0142o\u017cy\u0107 na rozpostartych na stole gazetach, ka\u017cdy osobno t\u0142umacz\u0105c, \u017ce po przeprowadzonym przes\u0142uchaniu rzeczy b\u0119d\u0105 nam zwr\u00f3cone. Widz\u0105c, \u017ce wuj Ujejski i inni pos\u0142usznie stosuj\u0105 si\u0119 do rozkazu, zdecydowa\u0142em si\u0119 i ja wy\u0142o\u017cy\u0107, co mia\u0142em w kieszeniach. Bolszewik przeszuka\u0142 mi jeszcze ubranie i wyj\u0105\u0142 chusteczk\u0119 do nosa, r\u00f3\u017caniec i kaza\u0142 zdj\u0105\u0107 obr\u0105czk\u0119 \u015blubn\u0105. Poniewa\u017c na ka\u017cdej gazecie umieszczano nazwiska w\u0142a\u015bciciela s\u0105dzi\u0142em w naiwno\u015bci, \u017ce wszystko zostanie nam zwr\u00f3cone, jak zapowiedzia\u0142 urz\u0119dnik oficjalnie i wobec stra\u017cy. Oczywi\u015bcie, nikt z nas swoich przedmiot\u00f3w nie zobaczy\u0142 wi\u0119cej. Zgin\u0105\u0142 mi w\u00f3wczas \u00f3w zegarek z\u0142oty i portfel z kilkuset z\u0142otymi.<br \/>\nPo rewizji wyprowadzono nas na podw\u00f3rze, kazano usi\u0105\u015b\u0107 na stoku zwr\u00f3conym do po\u0142udnia i tam czeka\u0107 dop\u00f3ki nas nie zawezw\u0105. Stra\u017c z bagnetami na karabinach nieustannie kr\u0119ci\u0142a si\u0119 woko\u0142o. Zacz\u0119\u0142y si\u0119 d\u0142ugie godziny czekania. S\u0142o\u0144ce pra\u017cy\u0142o niemi\u0142osiernie. Z miejsca, na kt\u00f3rym znajdowali\u015bmy si\u0119 i do kt\u00f3rego co chwila przybywa\u0142 nowy aresztant, wida\u0107 by\u0142o ca\u0142y ruch na Zbruczu. Poch\u00f3d wojsk nie ustawa\u0142 ani na chwil\u0119, ani nie s\u0142ab\u0142o jego nat\u0119\u017cenie. Mimo woli zadawa\u0142em sobie pytanie, jaka si\u0142a potrafi t\u0119 nawa\u0142\u0119 wyrzuci\u0107 z Polski?<br \/>\nGodziny oczekiwania wlok\u0142y si\u0119 bez ko\u0144ca. S\u0142o\u0144ce zbli\u017ca\u0142o si\u0119 ku zachodowi, a nikogo z nas na pos\u0142uchanie jeszcze nie wzywano. Siedzieli\u015bmy w ca\u0142kowitym milczeniu, skuleni, w przewidywaniu jakich\u015b strasznych rzeczy. Szepta\u0142em: \u201eKto si\u0119 w opiek\u0119 odda Panu swemu&#8230;\u201d. Nie dostali\u015bmy nic do jedzenia. Jaki\u015b \u017byd przechodzi\u0142 obok z koszem bu\u0142ek. Poprosi\u0142em go o bu\u0142k\u0119, da\u0142 mi j\u0105 i podzieli\u0142em si\u0119 z wujem.<br \/>\nWieczorem Husiatyn przybra\u0142 wygl\u0105d du\u017cego miasta. Wsz\u0119dzie mn\u00f3stwo reflektor\u00f3w samochodowych. Niekt\u00f3re wozy zaje\u017cd\u017ca\u0142y na nasze podw\u00f3rze, i wtedy zauwa\u017cyli\u015bmy, \u017ce by\u0142y to \u015bwie\u017co zarekwirowane wozy polskie. Wyrzucano z nich przed koszarami mn\u00f3stwo but\u00f3w, koc\u00f3w, \u015brodk\u00f3w opatrunkowych i innych przedmiot\u00f3w, b\u0119d\u0105cym pierwszym \u0142upem zdradzieckiej napa\u015bci na Polsk\u0119. Wszystko to by\u0142o rozchwytywane przez \u017co\u0142nierzy. Zwr\u00f3cili\u015bmy si\u0119 do jednego z nich prosz\u0105c, aby nam tak\u017ce rzuci\u0142 dwa koce i p\u0142aszcze, a dla wuja dodatkowo prze\u015bcierad\u0142o i par\u0119 but\u00f3w. Buty okryte prze\u015bcierad\u0142em mia\u0142y nam s\u0142u\u017cy\u0107 za poduszk\u0119, zbili\u015bmy si\u0119 w ciasn\u0105 gromadk\u0119, nakryli czym kto mia\u0142 i u\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 do snu dzi\u0119kuj\u0105c Bogu, \u017ce jeszcze \u017cyjemy. Nie spali\u015bmy jednak d\u0142u\u017cej chyba ni\u017c godzin\u0119 gdy gwa\u0142townie zbudzono nas i kazano wychodzi\u0107 z podw\u00f3rza. Na drodze przedstawia\u0142 si\u0119 nam i\u015bcie grottgerowski obraz pochodu wi\u0119\u017ani\u00f3w. Przy \u015bwietle wschodz\u0105cego ksi\u0119\u017cyca ujrza\u0142em ogromny w\u0105\u017c ludzi gubi\u0105cy si\u0119 gdzie\u015b w oddali. Szli czw\u00f3rkami a ka\u017cdy ni\u00f3s\u0142 jaki\u015b w\u0119ze\u0142ek. By\u0142o ich co najmniej kilka tysi\u0119cy, bezdenny smutek bi\u0142 z ich twarzy. W\u015br\u00f3d nich by\u0142y kobiety i starcy. Kazano nam przy\u0142\u0105czy\u0107 si\u0119 do pochodu, stan\u0105\u0142em z wujem w pierwszej lepszej czw\u00f3rce. Na oko\u0142o s\u0142ycha\u0107 by\u0142o komend\u0119: \u201dStroity sia po czotyry czo\u0142owika\u201d. Ktokolwiek wyjdzie z szeregu b\u0119dzie z miejsca zastrzelony. Gdyby tu kto od strza\u0142u zgin\u0105\u0142, nikt by si\u0119 o niego nie upomina\u0142. \u017bycie by\u0142o tanie. Ale nas pociesza\u0142a troch\u0119 okoliczno\u015b\u0107, \u017ce byli\u015bmy teraz ju\u017c w tak licznej gromadzie, trudno by\u0142o wystrzela\u0107 wszystkich.<br \/>\nPoch\u00f3d ruszy\u0142. Ksi\u0119\u017cyc s\u0142abo o\u015bwietla\u0142 drog\u0119, a w dodatku oczy, co chwila o\u015blepiane blaskiem reflektor\u00f3w, niedok\u0142adnie rozr\u00f3\u017cnia\u0142y wypuk\u0142o\u015bci terenu, zacz\u0105\u0142em si\u0119 potyka\u0107, a wuj po kilkunastu minutach z powodu duszno\u015bci nie m\u00f3g\u0142 i\u015b\u0107 dalej. Pr\u00f3bowa\u0142em go zach\u0119ca\u0107, podtrzymywa\u0107, ale na nic si\u0119 to nie zda\u0142o. Zaczyna\u0142 oddycha\u0107 coraz ci\u0119\u017cej, lada chwila upadnie, cho\u0107 dobrze wygimnastykowany, ongi\u015b doskona\u0142y je\u017adziec, siedemdziesi\u0119cioletni, ju\u017c do wi\u0119kszych wyczyn\u00f3w pieszych nie by\u0142 zdolny. Na moje wo\u0142anie o pomoc wycofano wuja z szereg\u00f3w a zrobiono to tak pr\u0119dko i akurat w chwile gdy o\u015blepia\u0142 nas reflektor \u017ce si\u0119 z nim niemal nie po\u017cegna\u0142em. Widzia\u0142em go wtedy ostatni raz. Podobno wi\u0119ziony w Kamie\u0144cu Podolskim sk\u0105d wys\u0142ano go z parti\u0105 do Starobielska.<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-969\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/44-Stanis%C5%82aw-Ujejski.jpg\" alt=\"\" width=\"384\" height=\"580\" \/><\/p>\n<p><em>Stanis\u0142aw Ujejski (w m\u0142odo\u015bci)<\/em><br \/>\nDalsz\u0105 tu\u0142aczk\u0119 odbywa\u0142em sam. Zrobi\u0142o si\u0119 tak ciemno, \u017ce ledwo mog\u0142em dotrze\u0107 najbli\u017cszych s\u0105siad\u00f3w. Droga stawa\u0142a si\u0119 coraz bardziej nier\u00f3wna, zacz\u0105\u0142em si\u0119 coraz cz\u0119\u015bciej potyka\u0107. Jeden z towarzyszy zaproponowa\u0142 mi w\u00f3wczas, \u017ce poniesie mi koc. Nie podejrzewaj\u0105c niczego, zgodzi\u0142em si\u0119 na to ale koca ju\u017c wi\u0119cej nie zobaczy\u0142em. M\u00f3j uczynny s\u0105siad umia\u0142 tak zr\u0119cznie przej\u015b\u0107 do innych szereg\u00f3w, \u017ce go odnale\u017a\u0107 ju\u017c nie mog\u0142em. Brak koca dawa\u0142 mi si\u0119 dotkliwie odczu\u0107.<br \/>\nPo godzinnym, uci\u0105\u017cliwym marszu dotarli\u015bmy do wsi Olchowiec. Z daleka widnia\u0142 rz\u0119si\u015bcie o\u015bwietlony budynek, do kt\u00f3rego nas zaprowadzono. By\u0142 to teatr ludowy w takich rozmiarach, \u017ce m\u00f3g\u0142by stan\u0105\u0107 w wielkim mie\u015bcie. Bolszewicy widocznie przeczuwaj\u0105c, \u017ce nast\u0105pi tu wi\u0119kszy ruch graniczny budowali takie teatry w celach propagandowych. Obok obszernej widowni, mog\u0105cej pomie\u015bci\u0107 kilkaset os\u00f3b, i odpowiednio du\u017cej sceny o\u015bwietlonej elektrycznie, znajdowa\u0142o si\u0119 jeszcze w tym budynku kilka sal klubowych, gdzie po raz pierwszy widzia\u0142em porozwieszane na \u015bcianach fotografie wybitnych dzia\u0142aczy komunistycznych. Napatrzy\u0142em si\u0119 potem na takie portrety do przesytu.<br \/>\nZaj\u0119li\u015bmy ca\u0142y budynek, nie wy\u0142\u0105czaj\u0105c du\u017cego przedsionka i jeszcze z powodu braku miejsca wiele os\u00f3b musia\u0142o pozosta\u0107 na dworze. Kazano nam przynie\u015b\u0107 sobie po wi\u0105zce s\u0142omy ze sterty i u\u0142o\u017cy\u0107 ja sobie na legowisko. Byli\u015bmy radzi ze stosunkowo wygodnego noclegu. P\u00f3\u017aniej ju\u017c nie mieli\u015bmy nigdy takiego zbytku, musia\u0142y nam wystarczy\u0107 go\u0142e deski pod\u0142ogi w baraku lub w wagonie.<br \/>\nPrzed spaniem przyniesiona nam zup\u0119. Najpierw jedli ci co mieli ze sob\u0105 wojskowe naczynia, a potem ci co je od nich po\u017cyczali. To samo powtarza\u0142o si\u0119 potem przy ka\u017cdym posi\u0142ku, dop\u00f3ki nie otrzymali\u015bmy kubk\u00f3w sporz\u0105dzonych prymitywnie z puszek od konserw.<br \/>\nTej nocy ma\u0142o kto spa\u0142 z powodu ra\u017c\u0105cego \u015bwiat\u0142a elektrycznego i powodu nieustannie kr\u0105\u017c\u0105cej miedzy nami stra\u017cy w pe\u0142nym uzbrojeniu. Co kilka godzin, przy zmianie warty, budzi\u0142 nas te\u017c trzask na nowo \u0142adowanych karabin\u00f3w.<br \/>\nWreszcie nasta\u0142 d\u0142ugo oczekiwany ranek. Wyprowadzono nas na dziedziniec, a w\u0142a\u015bciwie zwyk\u0142e pastwisko przylegaj\u0105ce do teatralnego budynku. Nigdzie \u015bladu ogrodzenia, wsz\u0119dzie zaniedbanie nie daj\u0105ce si\u0119 opisa\u0107. Budynek przedstawiaj\u0105cy si\u0119 tak okazale wczoraj wieczorem przy \u015bwietle elektrycznym, okaza\u0142 si\u0119 odrapan\u0105 bud\u0105, murowan\u0105 wprawdzie i kryt\u0105 blach\u0105, ale na \u015bcianach by\u0142y plamy wilgoci, poobrywane rynny zwisa\u0142y \u017ca\u0142o\u015bnie, a woda, nie maj\u0105ca odp\u0142ywu, pomimo posuchy, gromadzi\u0142a si\u0119 wok\u00f3\u0142 mur\u00f3w. Przed frontem sta\u0142 pomnik Stalina, kt\u00f3ry prawdopodobnie mia\u0142 ozdabia\u0107 to miejsce i dodawa\u0107 mu powagi, w rzeczywisto\u015bci przez swoj\u0105 nieproporcjonalno\u015b\u0107 i brzydot\u0119, pobudza\u0142 do \u015bmiechu, np. r\u0119ka by\u0142a wi\u0119ksza od g\u0142owy. By\u0142 to blichtr najgorszego gatunku obliczony na brak smaku w\u015br\u00f3d t\u0142um\u00f3w. Tak samo mniej wi\u0119cej wygl\u0105da\u0142y wszystkie budynki bolszewickie, kt\u00f3re w czasie mej tu\u0142aczki po Rosji sowieckiej mog\u0142em zobaczy\u0107. Wsz\u0119dzie ch\u0119\u0107 imponowania przy najgorszej tandecie.<br \/>\nZacz\u0105\u0142em si\u0119 przygl\u0105da\u0107 moim towarzyszom. By\u0142o miedzy nimi troch\u0119 kobiet, z kt\u00f3rych jedna zwr\u00f3ci\u0142a moj\u0105 uwag\u0119 obrazem bezmiernego b\u00f3lu. By\u0142o to \u017cona sier\u017canta KOP-u z Trybuchowiec, pobliskiej nadgranicznej miejscowo\u015bci. M\u0105\u017c jej poprzedniego dnia pe\u0142ni\u0105c s\u0142u\u017cb\u0119 stawia\u0142 op\u00f3r wkraczaj\u0105cym bolszewikom, zosta\u0142 przez nich zastrzelony i w\u015br\u00f3d m\u0119czarni skona\u0142 na jej r\u0119kach. Nie pozwolono jej zaj\u0105\u0107 si\u0119 pogrzebem i nie zwa\u017caj\u0105c na jej pro\u015bby i odmienny stan wywieziono z pi\u0119cioletnim synkiem. Przej\u015bcia odbi\u0142y si\u0119 na zdrowiu nieszcz\u0119snej kobiety i musiano j\u0105 zabra\u0107 do szpitala.\u00a0 Jej rozpacz pozostanie mi na zawsze w pami\u0119ci.<br \/>\nSzukaj\u0105c pilnie znajomych napotka\u0142em mego s\u0105siada z Liczkowiec, Emilana Kimelmana. Ucieszy\u0142em si\u0119 nim, bo \u0142atwiej jest znosi\u0107 wsp\u00f3lnie ci\u0119\u017ckie chwile. Odt\u0105d by\u0142 moim sta\u0142ym towarzyszem przez ca\u0142y m\u00f3j pierwszy pobyt w Rosji. By\u0142 to cz\u0142owiek starszy i rozwa\u017cny, z kt\u00f3rym mo\u017cna by\u0142o godzinami, w przyjemny spos\u00f3b rozmawia\u0107 i skraca\u0107 chwile niewoli. Wsp\u00f3lny zaw\u00f3d rolnika dostarcza\u0142 nam wielu temat\u00f3w.<br \/>\nWezwano nas do zbi\u00f3rki. Musieli\u015bmy si\u0119 ustawi\u0107 w d\u0142ugie, podw\u00f3jne szeregi, osobno cywilni, osobno wojskowi i inni umundurowani. Zauwa\u017cy\u0142em wtedy, \u017ce s\u0105 miedzy nami rozmaite grupy, kt\u00f3re si\u0119 razem trzymaj\u0105: grupa wo\u017anych Banku Polskiego z Warszawy, grupa policjant\u00f3w, szofer\u00f3w, a nawet stra\u017cy ogniowej z Krakowa. Jeden ze stra\u017cak\u00f3w, jako znaj\u0105cy j\u0119zyk rosyjski i maj\u0105cy wojskowe zaci\u0119cie zosta\u0142 nam wyznaczony na komendanta. Do niego mieli\u015bmy si\u0119 zwraca\u0107 we wszystkich sprawach Poprosi\u0142em go, wi\u0119c aby dowiedzia\u0142 si\u0119 kiedy nam zwr\u00f3c\u0105 zabrane poprzedniego dnia przedmioty. Odpowiedzia\u0142, \u017ce nie nale\u017cy si\u0119 o nie upomina\u0107 teraz, ale \u017ce zostan\u0105 nam zwr\u00f3cone w odpowiednim czasie. Zrobi\u0142 mi wi\u0119c nadziej\u0119, kt\u00f3ra si\u0119 szybko potem rozwia\u0142a.<br \/>\nPrzeliczono nas i zakomunikowano nam, \u017ce wszyscy, b\u0105d\u017a wojskowi, b\u0105d\u017a cywilni, jeste\u015bmy je\u0144cami wojennymi i jako tacy b\u0119dziemy traktowani. Pozwolono nam obmy\u0107 si\u0119 przy studni. Z prawdziw\u0105 przyjemno\u015bci\u0105 orze\u017awi\u0142em si\u0119 wod\u0105, ale nie maj\u0105c r\u0119cznika, a nawet chustki do nosa, musia\u0142em czeka\u0107 a\u017c wiatr osuszy mi twarz. Na szcz\u0119\u015bcie pogoda wci\u0105\u017c by\u0142a wspania\u0142a.<br \/>\nNa dziedzi\u0144cu podchodzili do nas agitatorzy bolszewiccy, kt\u00f3rzy troch\u0119 po rosyjsku, a troch\u0119 po rusku t\u0142umaczyli nam o ile lepiej zarabiali robotnicy w Bolszewii ni\u017c u nas. Jeden z nich zapyta\u0142 Kimelmana ile p\u0142aci\u0142 dni\u00f3wki dziewczynie na folwarku. Na to m\u00f3j s\u0105siad odpowiedzia\u0142, \u017ce dobra robotnica zarabia\u0142a z\u0142ot\u00f3wk\u0119 dziennie. Wtedy agitator zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 z tryumfem do t\u0142umu s\u0142uchaczy:<br \/>\n\u201eWidzicie wyzysk obszarnika! Tylko jeden z\u0142oty! A u nas si\u0119 p\u0142aci pi\u0119\u0107 do sze\u015bciu rubli za dzie\u0144.\u201d<br \/>\nKimelman nie da\u0142 si\u0119 jednak zbi\u0107 z tropu i zapyta\u0142:<br \/>\n\u201eA jak\u0105 si\u0142\u0119 kupna ma u was rubel? U nas za dziesi\u0119\u0107 z\u0142otych, a czasem nawet za osiem mo\u017cna kupi\u0107 sto kilo \u017cyta.\u201d<br \/>\nTo zdezorientowa\u0142o agitatora, widomo bowiem by\u0142o, \u017ce w Rosji \u017cyto by\u0142o kilkakrotnie dro\u017csze ni\u017c u nas, pomijaj\u0105c, \u017ce w legalnym handlu prawie go nie by\u0142o. Wynagrodzenie wi\u0119c naszej robotnicy przewy\u017csza\u0142o znacznie to, kt\u00f3re otrzymywa\u0142a ich robotnica. Agitator nie chc\u0105c si\u0119 nara\u017ca\u0107 na \u015bmiech, zapl\u0105tawszy si\u0119 bez wyj\u015bcia, przerwa\u0142 dyskusj\u0119.<br \/>\nDo tych agitator\u00f3w przyzwyczaili\u015bmy si\u0119 wnet. Co chwila zjawia\u0142 si\u0119 inny, kt\u00f3ry chcia\u0142 zainteresowa\u0107 audytorium swoimi teoriami filozoficzno &#8211; ekonomicznymi, ale w dyskusjach nie brali\u015bmy ju\u017c nigdy udzia\u0142u, nie chc\u0105c zwraca\u0107 na siebie uwagi w\u0142adz i pogarsza\u0107 tym swego losu.<br \/>\nZauwa\u017cy\u0142em na dziedzi\u0144cu \u0142adny zaprz\u0119g, by\u0142a to w\u0142asno\u015b\u0107 Kimelmana. Na ko\u017ale siedzia\u0142 bolszewik, kt\u00f3ry szlachetne konie wci\u0105\u017c smaga\u0142 batem. Na pewno i moje podobny los spotka\u0142 i \u017cal mi si\u0119 zrobi\u0142o, nie tego, \u017ce ich ju\u017c nie mam, ale \u017ce mog\u0105 by\u0107 tak torturowane. Wiejskie kobiety rozdawa\u0142y mleko uwi\u0119zionym matkom i dzieciom. Chcia\u0142em nak\u0142oni\u0107 jedn\u0105 z nich aby posz\u0142a do oddalonego o kilkana\u015bcie kilometr\u00f3w Sidorowa i zanios\u0142a \u017conie karteczk\u0119, kt\u00f3ra napr\u0119dce skre\u015bli\u0142em. Na nic jednak by\u0142y moje namowy i obietnica hojnej nagrody ze strony mej \u017cony. Boja\u017a\u0144 kary ze strony bolszewik\u00f3w by\u0142a zbyt wielka.<br \/>\nTymczasem zbli\u017ca\u0142a si\u0119 pora posi\u0142ku. Dostali\u015bmy po talerzu zupy z kapust\u0105 i p\u0119czakiem, a chleb dostali\u015bmy ju\u017c rano.<br \/>\nPo po\u0142udniu zacz\u0105\u0142 pada\u0107 deszcz, dawno niewidziany. My\u015blami by\u0142em jeszcze przy moim gospodarstwie, czy te\u017c zdo\u0142ano posia\u0107 przed s\u0142ot\u0105? Nie przypuszcza\u0142em wtedy, \u017ce ani w przysz\u0142ym roku, ani w nast\u0119pnych nie b\u0119d\u0119 zbiera\u0142 plon\u00f3w, tak jednak by\u0142em przyzwyczajony my\u015ble\u0107 o gospodarstwie, \u017ce nawet burza bolszewicka nie zdo\u0142a\u0142a tego wykorzeni\u0107.<br \/>\nNadszed\u0142 wiecz\u00f3r. Zajecha\u0142o kilka aut ci\u0119\u017carowych, a r\u00f3wnocze\u015bnie zjawili si\u0119 jacy\u015b komisarze, kt\u00f3rzy zacz\u0119li si\u0119 kr\u0119ci\u0107 mi\u0119dzy nami. Do jednego z nich zbli\u017cy\u0142 si\u0119 Kimelman prosz\u0105c o zwolnienie ze wzgl\u0119du na sw\u00f3j podesz\u0142y wiek. Komisarz przyrzek\u0142, \u017ce za p\u00f3\u0142 godziny zostanie odstawiony do granicy, po czym b\u0119dzie wolny. Gdy to us\u0142ysza\u0142em, postanowi\u0142em si\u0119 trzyma\u0107 blisko szcz\u0119\u015bliwca w nadziei, \u017ce i mnie to spotka\u0107 mo\u017ce. Wsiad\u0142em wiec pr\u0119dko do tego samego co on auta.<br \/>\nRuszyli\u015bmy w kierunku Husiatyna. Nasz w\u00f3z by\u0142 pierwszy. Za nim jecha\u0142o jeszcze 7 innych, a w ka\u017cdym znajdowa\u0142 si\u0119 \u017co\u0142nierz w pe\u0142nym uzbrojeniu. T\u0119 sam\u0105 drog\u0119, kt\u00f3ra niedawno przebyli\u015bmy mozolnie piechot\u0105 przejechali\u015bmy autem w kilka minut. Z zapartym tchem \u015bledzi\u0142em dok\u0105d jedziemy. Czy przekroczymy Zbrucz, czy tez powioz\u0105 nas dalej? Niestety tuz przed miasteczkiem skr\u0119cili\u015bmy na po\u0142udnie. Oszukano wi\u0119c Kimelmana, a tym samym i moja nadzieja na odzyskanie wolno\u015bci zgas\u0142a. Szybko oddalali\u015bmy si\u0119 od Husiatyna. Przez pewien czas droga sz\u0142a wzd\u0142u\u017c Zbrucza. Rezydencja hrabiego Go\u0142uchowskiego, obok kt\u00f3rej przeje\u017cd\u017ca\u0142em cz\u0119sto w drodze do Husiatyna widnia\u0142a teraz po drugiej stronie.<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-970\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Sidorow-krzywy-rog.JPG\" alt=\"\" width=\"680\" height=\"298\" srcset=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Sidorow-krzywy-rog.JPG 720w, https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Sidorow-krzywy-rog-300x132.jpg 300w\" sizes=\"auto, (max-width: 680px) 100vw, 680px\" \/><\/p>\n<p><em>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Pogl\u0105dowa mapa trasy pierwszej wyw\u00f3zki do Krzywego Rogu<\/em><\/p>\n<p>Znajdowa\u0142em si\u0119 jeszcze w mojej okolicy, ale przedzielony od swoich Zbruczem. Opuszcza\u0142em \u017con\u0119 i dzieci w chwili kiedy najwi\u0119cej opieki potrzebowa\u0142y. W oczach stawa\u0142y mi obrazy prze\u015bladowania rodzin ziemia\u0144skich w czasie rewolucji bolszewickiej. My\u015bl, \u017ce mo\u017ce spotka\u0107 to samo moja, by\u0142a tak natarczywa, \u017ce usuwa\u0142a w dal trosk\u0119 o to dok\u0105d nas wioz\u0105 i na jak d\u0142ugi czas bez \u017cadnego zaopatrzenia wobec zbli\u017caj\u0105cej si\u0119 zimy. Ci\u0119\u017cka to by\u0142a chwila, ale w ko\u0144cu weso\u0142e usposobienie naszych towarzyszy podr\u00f3\u017cy, przewa\u017cnie m\u0142odych, zaciekawionych t\u0105 jazd\u0105 w nieznane i obiecuj\u0105cych sobie dostosowa\u0107 si\u0119 jak najlepiej do oczekuj\u0105cych ich warunk\u00f3w egzystencji, ufno\u015b\u0107 w lepsz\u0105 przysz\u0142o\u015b\u0107 udzieli\u0142y si\u0119 i nam, starszym.<br \/>\nDroga d\u0142u\u017cy\u0142a si\u0119, musieli\u015bmy kilka razy stawa\u0107 czekaj\u0105c na pozosta\u0142e auta, kt\u00f3re psu\u0142y si\u0119 na wyboistej drodze. Krajobraz by\u0142 taki sam jak u nas. Wsz\u0119dzie r\u00f3wnina, wsie g\u0119sto zabudowane, a chaty kryte s\u0142om\u0105.<br \/>\nO godzinie dziewi\u0105tej wieczorem wje\u017cd\u017cali\u015bmy do Kamie\u0144ca (<em>Podolskiego<\/em>) przez bram\u0119 Batorego, kt\u00f3rej nazwa jest najlepszym \u015bwiadectwem wiekowego w\u0142adania Polski t\u0105 krain\u0105. Mijamy katedr\u0119 o wspania\u0142ej fasadzie, lecz oknach zabitych deskami, smutn\u0105 i opuszczon\u0105. Przy \u015bwietle ksi\u0119\u017cyca widzimy w dole jaru wij\u0105c\u0105 si\u0119 wst\u0119g\u0119 Smotrycza, a na stromym pag\u00f3rku ruiny zamku. Stan\u0105\u0142 mi w oczach zamek Kalinowskich w Sidorowie gdzie pag\u00f3rek wprawdzie mniejszy i s\u0119dziwe mury mniej okaza\u0142e, ale podobne temu.<br \/>\nZajechali\u015bmy przed koszary. Tu panowa\u0142 ruch ogromny. Wsz\u0119dzie pe\u0142no polskich je\u0144c\u00f3w i \u017co\u0142nierzy &#8211; je\u0144c\u00f3w jak i my. Wszyscy zagarni\u0119ci zostali przez wojska rosyjskie w chwili, gdy w pobli\u017cu naszej wschodniej granicy przygotowywali si\u0119 do ostatniej rozprawy z Niemcami. Spotka\u0142em tu mi\u0119dzy innymi ksi\u0119dza majora Zi\u00f3\u0142kowskiego, kapelana KOP-u, kt\u00f3ry nieraz przyje\u017cd\u017ca\u0142 na odpust do Sidorowa. Szepn\u0105\u0142 mi kilka s\u0142\u00f3w otuchy, ale na d\u0142u\u017csz\u0105 rozmow\u0119 nie by\u0142o czasu, bo ju\u017c zacz\u0119to odczytywa\u0107 nasze nazwiska, aby sprawdzi\u0107 czy nikt nie uciek\u0142. Przy ka\u017cdym nazwisku notowano teraz \u201eotczestwo\u201d (<em>imi\u0119 ojca<\/em>) i tak ju\u017c potem stale by\u0142o. Rozgl\u0105daj\u0105c si\u0119 po korytarzach zauwa\u017cy\u0142em mn\u00f3stwo afiszy propagandowych, kt\u00f3re zaczyna\u0142em odczytywa\u0107 dla wprawy w cyrylicy. Zbli\u017cy\u0142 wtedy do mnie \u00f3w komendant nadany nam przez bolszewik\u00f3w, \u017ce nie maj\u0105c zarzutki zmarz\u0142 po drodze do Kamie\u0144ca (<em>Podolskiego<\/em>) i prosi mnie o odst\u0105pienie szynela, kt\u00f3ry otrzyma\u0142em w Olchowcu. Widzia\u0142em, \u017ce ch\u0142opisko zmarz\u0142 porz\u0105dnie, tote\u017c nie namy\u015blaj\u0105c si\u0119 d\u0142ugo odst\u0105pi\u0142em mu szynel, on za\u015b obieca\u0142 si\u0119 postara\u0107 w zamian o koc. Wyszed\u0142em na tym fatalnie, bo \u201estarszy\u201d przydzielony zosta\u0142 do innej grupy i straci\u0142em go z oczu. Jedyn\u0105 przys\u0142ug\u0119 jak\u0105 mi odda\u0142 by\u0142o znalezienie wolnego l\u00f3\u017cka w koszarach.<br \/>\nPrzed u\u0142o\u017ceniem si\u0119 do snu, wezwano nas na kolacj\u0119. Podano j\u0105 w ogromnej, czystej sali na ma\u0142ych sze\u015bcioosobowych stolikach. Przypomina\u0142o to restauracj\u0119, a po prywacjach (<em>wyrzeczeniach<\/em>) olchowieckich stanowi\u0142o przyjemn\u0105 niespodziank\u0119, zw\u0142aszcza, \u017ce i naczynie by\u0142o czyste, aluminiowe. Przypad\u0142a mi funkcja przyniesienia jad\u0142a dla wszystkich przy naszym stoliku. Uda\u0142em si\u0119 do wskazanego okna, gdzie z kuchni wydawano potrawy. Przyzna\u0107 musz\u0119, \u017ce pomimo ogromnego ruchu, obs\u0142u\u017cony zosta\u0142em sprawnie, a co najwa\u017cniejsze, mog\u0142em porozumie\u0107 si\u0119 po polsku. Z apetytem zabrali\u015bmy si\u0119 do barszczu z kasz\u0105 jaglan\u0105, byli\u015bmy bowiem solidnie g\u0142odni.<br \/>\nW koszarach odnalaz\u0142em zarezerwowane \u0142\u00f3\u017cko, rzuci\u0142em si\u0119 na nie i natychmiast zasn\u0105\u0142em, mimo ha\u0142asu jaki panowa\u0142 w sali. Oko\u0142o dwunastej zbudzono nas jednak do zbi\u00f3rki. Z najwi\u0119ksz\u0105 niech\u0119ci\u0105 zwlok\u0142em si\u0119 z \u0142\u00f3\u017cka i pospieszy\u0142em na korytarz. Z urywk\u00f3w dos\u0142yszanych rozm\u00f3w mi\u0119dzy oficerami wyrozumia\u0142em, \u017ce za chwil\u0119 odjedziemy do Kijowa. Ta wiadomo\u015b\u0107 zrobi\u0142a na mnie wra\u017cenie. Poznanie Kijowa kontentowa\u0142o mi\u0119 zawsze, przy tym sadzi\u0142em, \u017ce \u0142atwiej mi stamt\u0105d b\u0119dzie przes\u0142a\u0107 wiadomo\u015b\u0107 do \u017cony.<br \/>\nWyprowadzono nas na podw\u00f3rze i kazano ustawi\u0107 si\u0119 czw\u00f3rkami. W ciemn\u0105 noc, po nier\u00f3wnej drodze maszerowali\u015bmy do dworca. Za\u0142adowano nas do poci\u0105g\u00f3w czteroosiowych po osiemdziesi\u0105t ludzi do ka\u017cdego. Zaraz potem zasuni\u0119to drzwi i zostawiono w ciemno\u015bci. St\u0142oczeni na ciasnej przestrzeni ludzie zacz\u0119li si\u0119 niecierpliwi\u0107. Jedni deptali po nogach drugim, k\u0142\u00f3cili si\u0119, przeklinali, a przy tym panowa\u0142 okropny zaduch. Powsta\u0142o pytanie czy w og\u00f3le nie podusimy si\u0119 tu wszyscy. Na szcz\u0119\u015bcie znale\u017ali\u015bmy cztery g\u00f3rne okienka zamkni\u0119te drzwiczkami. Otworzyli\u015bmy je przemoc\u0105 i odetchn\u0119li troch\u0119 \u015bwie\u017cym powietrzem. Min\u0119\u0142a obawa zaduszenia si\u0119, ale trzeba by\u0142o jeszcze wyznaczy\u0107 ka\u017cdemu miejsce aby usta\u0142y swary.<br \/>\nPrzez okienka zaczyna\u0142o powoli przenika\u0107 \u015bwiat\u0142o ranne i w\u00f3wczas znale\u017ali\u015bmy w k\u0105cie kilkana\u015bcie desek, z kt\u00f3rych postanowili\u015bmy zrobi\u0107 \u0142awki. W ko\u0144cu urz\u0105dzili\u015bmy si\u0119 jako tako, ale wagon wci\u0105\u017c sta\u0142 w miejscu. Ruszyli\u015bmy dopiero po trzech godzinach.<\/p>\n<p><u><strong>III.\u00a0\u00a0 \u00a0Wyw\u00f3zka wi\u0119\u017ani\u00f3w do Tiotkina<\/strong><\/u><br \/>\nPodr\u00f3\u017c trwa\u0142a przesz\u0142o cztery doby. Wyjechali\u015bmy w \u015brod\u0119 rano, a stan\u0119li\u015bmy na miejscu w niedziel\u0119 w po\u0142udnie. Rozgl\u0105da\u0142em si\u0119 pomi\u0119dzy towarzyszami podr\u00f3\u017cy dla siebie. Rej w\u015br\u00f3d nich prowadzili szoferzy z Warszawy. Tworzyli najliczniejsz\u0105, zwart\u0105 grup\u0119, kt\u00f3ra czuj\u0105c swoj\u0105 przewag\u0119 terroryzowa\u0142a innych domagaj\u0105c si\u0119 najlepszych miejsc dla siebie. Grali zapami\u0119tale w karty i zdumiony by\u0142em widz\u0105c, \u017ce stawki dochodz\u0105 do kilku tysi\u0119cy z\u0142otych. Za te pieni\u0105dze nic wprawdzie nie mo\u017cna dosta\u0107, ale sk\u0105d oni mieli takie sumy?<br \/>\nPr\u00f3cz szofer\u00f3w by\u0142o kilku wojskowych. Jeden z nich wida\u0107 gor\u0105cy patriota narzeka\u0142 na dow\u00f3dztwo wojskowe przypisuj\u0105c mu kl\u0119sk\u0119. Twierdzi\u0142, \u017ce w wojsku by\u0142 duch i zapa\u0142 i mo\u017cna si\u0119 by\u0142o obroni\u0107.<br \/>\nBy\u0142o tak\u017ce trzech dziennikarzy, \u017byd\u00f3w, kt\u00f3rzy znali j\u0119zyk rosyjski i mogli si\u0119 porozumiewa\u0107 z nasz\u0105 stra\u017c\u0105. Jednego z nich mianowano starost\u0105. Obowi\u0105zkiem jego by\u0142o pilnowa\u0107 porz\u0105dku i rozdawa\u0107 przydzielone nam wiktua\u0142y.<br \/>\nCa\u0142\u0105 podr\u00f3\u017c odby\u0142em z p. Kimelmanem i jego zi\u0119ciem. By\u0142em z tego rad, bo mia\u0142em z kim dzieli\u0107 si\u0119 spostrze\u017ceniami.<br \/>\nDroga nasza sz\u0142a przez P\u0142oskir\u00f3w, Szepet\u00f3wk\u0119, Antoniny, Kij\u00f3w, Bachmacz do Tiotkina (<em>dzisiejsza nazwa Totkino<\/em>), miasteczka niedaleko Kurska. Stacje by\u0142y bardzo rzadkie, czasami jechali\u015bmy po cztery i wi\u0119cej godzin bez zatrzymania. Czasami zn\u00f3w na jakiej\u015b stacyjce lub nawet szczerym polu stali\u015bmy bez ko\u0144ca. Otwierano w\u00f3wczas wagony i pozwalano nam wychodzi\u0107. Korzystali\u015bmy z tego aby si\u0119 umy\u0107 pod jak\u0105\u015b studni\u0105. Podczas postoj\u00f3w byli\u015bmy prowiantowani. Przez pierwsze trzy dni nie mieli\u015bmy w ustach ciep\u0142ej strawy. Dawano nam chleb, mas\u0142o, kt\u00f3re s\u0105dz\u0105c po jego doskona\u0142ej jako\u015bci, pochodzi\u0142o prawdopodobnie ze zrabowanej mleczarni polskiej, (bowiem produkcja rosyjska sta\u0142a o wiele ni\u017cej od polskiej). Dawano nam te\u017c po gar\u015bci cukru, kt\u00f3ry rozpuszczali\u015bmy w otrzymywanej raz dziennie gor\u0105cej wodzie.<br \/>\nUpa\u0142, kt\u00f3ry dokucza\u0142 nam w ci\u0105gu dnia, zmniejsza\u0142 si\u0119 w miar\u0119 jak jechali\u015bmy na p\u00f3\u0142noc, a ranki by\u0142y stale ch\u0142odne. Okolicy nie mogli\u015bmy dobrze rozpozna\u0107, bo drzwi wagon\u00f3w by\u0142y zamkni\u0119te, a miejsca ko\u0142o g\u00f3rnych okienek obsadzone przez szofer\u00f3w warszawskich. Rzadko tylko mog\u0142em si\u0119 do jednego docisn\u0105\u0107. Roztacza\u0142 si\u0119 w\u00f3wczas przede mn\u0105 krajobraz jednostajny: r\u00f3wne jak st\u00f3\u0142 pola, urodzajne, czarnoziemne, a w\u015br\u00f3d bezkresnych r\u00f3wnin gdzieniegdzie tylko jaka\u015b zapad\u0142a wioska, lub na kresach horyzontu wysmuk\u0142e topole w\u0142oskie. Pomi\u0119dzy topolami wida\u0107 by\u0142o gdzieniegdzie ogromne zabudowania folwarczne ko\u0142choz\u00f3w.<br \/>\nCharakterystycznym jest brak las\u00f3w, pokazuj\u0105 si\u0119 one cz\u0119\u015bciej za Bachmaczem, a s\u0105 o rzadkim przetrzebionym drzewostanie, przewa\u017cnie li\u015bciastym: d\u0105b, brzoza, zupe\u0142ny brak graba. Na zr\u0119bach pasie si\u0119 byd\u0142o, co \u015bwiadczy o zupe\u0142nie zaniedbanej gospodarce le\u015bnej. Gospodarka rolna, o ile mo\u017cna sobie z niej zda\u0107 spraw\u0119 z okien wagonu, przedstawia si\u0119 r\u00f3wnie\u017c \u017ale. A\u017c \u017cal patrze\u0107 jak marne s\u0105 plony na bogatych ukrai\u0144skich ziemiach. Nigdzie nie widzia\u0142em rozpocz\u0119tych orek zimowych pod jarzyny przysz\u0142oroczne. Tam gdzie siano ju\u017c pszenic\u0119 ozim\u0105, siewniki przedstawia\u0142y obraz zupe\u0142nego zaniedbania, konie by\u0142y chude i s\u0142abe, uprz\u0105\u017c parciana i zniszczona. Jedynym plonem przedstawiaj\u0105cym si\u0119 nieco lepiej by\u0142y buraki cukrowe, z uprawy kt\u00f3rych s\u0142yn\u0119\u0142a dawniej Ukraina.<br \/>\nBy\u0142em ciekawy Kijowa, nie widzia\u0142em go jednak, bo\u015bmy si\u0119 w nim nie zatrzymywali. Podziwia\u0107 mog\u0142em tylko Dniepr.<br \/>\nW Bachmaczu zagrza\u0142y si\u0119 osie naszego wagonu i musieli\u015bmy si\u0119 przesi\u0105\u015b\u0107 do dw\u00f3ch innych, po 40 ludzi w ka\u017cdym. Wyszed\u0142em na tym \u017ale, bo straci\u0142em dotychczasowego s\u0105siada, z kt\u00f3rym dzieli\u0142em koc w nocy, wobec tego mog\u0142em z p\u0142aszcza zrobi\u0107 poduszk\u0119, teraz p\u0142aszcz s\u0142u\u017cy\u0107 musia\u0142 za okrycie, a pod g\u0142ow\u0105 k\u0142ad\u0142em buciki nakryte czapk\u0105. Nie by\u0142o to higieniczne, ale kto w\u00f3wczas dba\u0142 o higien\u0119! Chodzi\u0142o o to aby co\u015b w przybli\u017ceniu przypomina\u0142o poduszk\u0119, reszt\u0119 dope\u0142nia\u0142a wyobra\u017ania. A gdy zbyt bola\u0142y skronie m\u00f3wi\u0142o si\u0119 z rezygnacj\u0105: \u201e niczewo\u201d. Tym magicznym s\u0142owem cz\u0142owiek wmawia\u0142 w siebie, \u017ce jego niewygody i dolegliwo\u015bci s\u0105 drobiazgami wobec ogromu wydarze\u0144 i nie warte zastanawiania si\u0119. Przy tym to s\u0142owo oddaje jaki\u015b, nie daj\u0105cy si\u0119 w innym j\u0119zyku okre\u015bli\u0107, rosyjski fatalizm, kt\u00f3ry sprawia, \u017ce gdy cz\u0142owiek czemu\u015b zaradzi\u0107 nie mo\u017ce, powinien si\u0119 biernie podda\u0107, a wtedy ustaje ch\u0119\u0107 buntu, wzmaga si\u0119 cierpliwo\u015b\u0107 u\u0142atwiaj\u0105ca znoszenie ma\u0142ych prywacji.<\/p>\n<p><u><strong>IV.\u00a0\u00a0 \u00a0Wi\u0119zienny pobyt w Tiotkinie<\/strong><\/u><br \/>\nCzwartego dnia podr\u00f3\u017cy, w niedziel\u0119, w po\u0142udnie, um\u0119czeni okrutnie i niemo\u017cliwie brudni dojechali\u015bmy do stacji Tiotkino o kilkadziesi\u0105t kilometr\u00f3w od Kurska. Kazano nam wysiada\u0107 z rzeczami, przekonali\u015bmy si\u0119 wi\u0119c, \u017ce to jest miejsce naszego przeznaczenia, dotychczas bowiem nie wiedzieli\u015bmy dok\u0105d nas wioz\u0105<br \/>\nW pobli\u017cu stacji zauwa\u017cy\u0142em cukrowni\u0119, zna\u0142em si\u0119 troch\u0119 na produkcji cukru z burak\u00f3w i przysz\u0142o mi na my\u015bl, \u017ce mo\u017ce b\u0119d\u0119 m\u00f3g\u0142 tu znale\u017a\u0107 jak\u0105\u015b prac\u0119. Nie zatrzymali\u015bmy si\u0119 jednak przed cukrowni\u0105, tylko w obowi\u0105zkowych czw\u00f3rkach pomaszerowali\u015bmy do kolejki w\u0105skotorowej gdzie za\u0142adowano nas na otwarte wagoniki, z kt\u00f3rych po godzinie wysiedli\u015bmy w jakim\u015b osiedlu zwanym \u201egorodkiem\u201d. By\u0142o tam kilka budynk\u00f3w mieszkalnych rozrzuconych po szerokiej r\u00f3wninie, a z r\u00f3wniny wyrasta\u0142 stromy pag\u00f3rek, na kt\u00f3ry kazano si\u0119 nam wdrapa\u0107 po piaszczystej drodze. Szczyt jego obejmowa\u0142 mniej wi\u0119cej obszar hektara w kszta\u0142cie prostok\u0105ta. Wzd\u0142u\u017c jego d\u0142u\u017cszych bok\u00f3w znajdowa\u0142y si\u0119 po cztery drewniane budynki na podmurowaniu, a wzd\u0142u\u017c kr\u00f3tszych mniejsze budynki z jednej strony przeznaczone na biura i administracj\u0119, z drugiej na kuchnie i magazyny. Wszystko, z wyj\u0105tkiem administracji, by\u0142o otoczone kolczastym drutem na dziewi\u0119ciometrowych s\u0142upach w kilkunastu rz\u0119dach.<br \/>\nW po\u015brodku podw\u00f3rza ros\u0142y miedzy budynkami, w pewnym oddaleniu od siebie, dwa d\u0119by, a bli\u017cej kuchni znajdowa\u0142a si\u0119 studnia. Pag\u00f3rek z jednej strony przylega\u0142 do kopalni torfu rozrzuconej po ca\u0142ej r\u00f3wninie, sk\u0105d \u0142adowano i wywo\u017cono go do cukrowni, a z drugiej strony schodzi\u0142 \u0142agodnym stokiem w kierunku lasu o kar\u0142owatych sosnach na piaszczystym gruncie.<br \/>\nPobyt w Tiotkinie zaliczam do najci\u0119\u017cszych w moim \u017cyciu. Tu bowiem poczu\u0142em co znaczy gorycz poniesionej kl\u0119ski, t\u0119sknota za domem odleg\u0142ym o par\u0119 tysi\u0119cy kilometr\u00f3w, niepok\u00f3j o rodzin\u0119 i uczucie, \u017ce dwudziestoletnia praca w gospodarstwie posz\u0142a na marne. U stopo pag\u00f3rka ci\u0105gn\u0119\u0142a si\u0119 wst\u0119ga linii kolejowej, a ta linia i biegn\u0105ce wzd\u0142u\u017c niej druty telegraficzne by\u0142y jakby nici\u0105 \u0142\u0105cz\u0105c\u0105 mnie ze \u015bwiatem, a jednak nieuchwytn\u0105, bo ju\u017c za drutami kolczastymi, a te druty przypomina\u0142y mi, \u017ce jestem je\u0144cem.<br \/>\nNa kra\u0144cu rozleg\u0142ej r\u00f3wniny, poros\u0142ej z rzadka k\u0119pami drzew, a b\u0119d\u0105cej ogromnym torfowiskiem, w odleg\u0142o\u015bci czterech kilometr\u00f3w l\u015bni\u0142y w s\u0142o\u0144cu trzy kopu\u0142y, a w\u015br\u00f3d nich strzelista wie\u017ca. By\u0142y to ruiny klasztoru prawos\u0142awnego pod wezwaniem \u015bwi\u0119tego Serafina, a p\u00f3\u017aniej dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce obok monasteru znajduj\u0105 si\u0119 tak\u017ce szcz\u0105tki klasztoru podominika\u0144skiego. A\u017c tu wi\u0119c si\u0119ga\u0142a nasza praca misyjna, cho\u0107 to by\u0142y swego czasu najdalsze rubie\u017ce Rzeczpospolitej nale\u017c\u0105ce do wojew\u00f3dztwa Czernichowskiego.<br \/>\nOb\u00f3z nasz powsta\u0142 w czasie I wojny \u015bwiatowej i przeznaczony by\u0142 dla je\u0144c\u00f3w austriackich. W czasie dwudziestolecia s\u0142u\u017cy\u0142 mo\u017ce jako pomieszczenie dla robotnik\u00f3w zaj\u0119tych kopaniem torfu. Zaprowadzono nas do jednego budynk\u00f3w. Wn\u0119trze jego przedstawia\u0142o si\u0119 marnie: na \u015bcianach prze\u015bwieca\u0142y szpary miedzy deskami i dawa\u0142y do zrozumienia, \u017ce dostatecznego schronienia przed mrozem i wichrami mie\u0107 tu nie b\u0119dziemy. O jakichkolwiek \u0142\u00f3\u017ckach czy cho\u0107by pryczach mowy nie by\u0142o. Musieli\u015bmy si\u0119 po\u0142o\u017cy\u0107 na pod\u0142odze, ale okaza\u0142o si\u0119, \u017ce miejsca dla wszystkich brakuje, nie mo\u017cna by\u0142o wyci\u0105gn\u0105\u0107 nogi, aby nie kopn\u0105\u0107 s\u0105siada w drugim rz\u0119dzie. Na tym tle powstawa\u0142y nieporozumienia i przez pewien czas barak hucza\u0142 jak ul. Pierwszej nocy by\u0142o nas dwie\u015bcie pi\u0119\u0107dziesi\u0105t ludzi w baraku przeznaczonym na po\u0142ow\u0119 tej liczby. Nie dano nam niczego do jedzenia. Krzyki i przekle\u0144stwa nie wzrusza\u0142y wartownik\u00f3w, kt\u00f3rzy nakazywali nam milczenie s\u0142owem: \u201dNie szumiat\u201d. Cz\u0119\u015b\u0107 je\u0144c\u00f3w w og\u00f3le po\u0142o\u017cy\u0107 si\u0119 nie mog\u0142a. Skulony obok ci\u0105gle graj\u0105cych w karty i co chwila \u015bwiec\u0105cych latark\u0105, zasn\u0105\u0142em jednak b\u0119d\u0105c bardzo znu\u017cony. Nast\u0119pnej nocy sytuacja poprawi\u0142a si\u0119 nieco, bo cz\u0119\u015b\u0107 je\u0144c\u00f3w odesz\u0142a do innych oboz\u00f3w, mimo to ciasnota da\u0142a mi si\u0119 jeszcze bardziej we znaki, bo otrzyma\u0142em za s\u0105siada niedelikatnego \u017byda, kt\u00f3ry usi\u0142owa\u0142 przez ci\u0105g\u0142e kopanie powi\u0119kszy\u0107 przypadaj\u0105ce mu miejsce, a to doprowadzi\u0142o do scysji pomi\u0119dzy mn\u0105 a reszt\u0105 \u017byd\u00f3w kt\u00f3rzy wzi\u0119li go w obron\u0119. Postanowi\u0142em od tej pory trzyma\u0107 nerwy na wodzy, aby przez g\u0142upstwo nie wpa\u015b\u0107 w k\u0142opoty.<br \/>\nPotem przeniesiono nas do innego baraku, gdzie by\u0142y nawet prycze o dw\u00f3ch kondygnacjach i maty z trzciny, kt\u00f3re w ko\u0144cu zamieniono na sienniki licz\u0105c po jednym na dwie osoby. To ju\u017c wydawa\u0142o si\u0119 nam szczytem komfortu po poprzednim prymitywie.<br \/>\nM\u00f3wi\u0105c o tak przyziemnych sprawach jak spanie, trudno nie wspomnie\u0107 o wy\u017cywieniu. Jako\u015bciowo i ilo\u015bciowo wikt nie by\u0142 dostateczny. Rano dawano tzw. kipiatok (wrz\u0105tek), kt\u00f3ry ka\u017cdy m\u00f3g\u0142 sobie wzi\u0105\u0107 z kuchni. Popijaj\u0105c t\u0119 wod\u0119 i przechadzaj\u0105c si\u0119 mi\u0119dzy dwoma d\u0119bami w podw\u00f3rzu mo\u017cna by\u0142o sobie wyobrazi\u0107, \u017ce si\u0119 jest w jakiej\u015b miejscowo\u015bci uzdrowiskowej i \u017ce si\u0119 spaceruje po deptaku z kubkiem wody mineralnej w r\u0119ku. Potem by\u0142 \u201eczaj\u201d przypominaj\u0105cy troch\u0119 herbat\u0119, oko\u0142o dziesi\u0105tej rozdawano zup\u0119. Na ka\u017cdych 10 wi\u0119\u017ani\u00f3w przypada\u0142a jedna jej miednica. Co dzie\u0144 komendant przynosi\u0142 j\u0105 z kuchni i nalewa\u0142 do nadstawianych kubk\u00f3w blaszanych. Id\u0105c z kuchni z pe\u0142nym naczyniem wo\u0142a\u0142 g\u0142o\u015bno: \u201e Uwaga, uwaga nadchodzi&#8230;\u201d By\u0142o to has\u0142o nieustannie rzucane przez nasze radio na pocz\u0105tku wojny. Gdy co\u015b z zupy zosta\u0142o w miednicy, komendant rozdawa\u0142 \u201eprzycinki\u201d. Nie upomina\u0142em si\u0119 o nie nigdy, ale cz\u0119sto komendant, kt\u00f3ry mi\u0119 lubi\u0142, przydziela\u0142 mi je. Zupy by\u0142y rozmaite. Czasem p\u0142ywa\u0142y w nich kawa\u0142ki mi\u0119sa lub ryby ( okolica obfitowa\u0142a w ryby), ale opr\u00f3cz tego bywa\u0142a w nich soczewica, fasola, kapusta lub kasza jaglana. Pojemno\u015b\u0107 kubka wynosi\u0142a \u00bd litra, a najcz\u0119\u015bciej znajdowali\u015bmy w niej soczewic\u0119. Nie dziwi\u0142em si\u0119 Ezawowi, \u017ce sprzeda\u0142 za ni\u0105 pierwor\u00f3dztwo, ja sam by\u0142bym w\u00f3wczas to uczyni\u0142. Wieczorem znowu kubek \u201eczaju\u201d i na ca\u0142y dzie\u0144 oko\u0142o czterysta gram\u00f3w chleba, zwykle \u017ale wypieczonego. Od czasu do czasu otrzymywali\u015bmy par\u0119 kawa\u0142k\u00f3w r\u0105banego cukru. By\u0142 to wielki specja\u0142. Z ka\u017cdej dziesi\u0105tki codziennie inny mia\u0142 obowi\u0105zek my\u0107 wszystkie naczynia pod studni\u0105. Par\u0119 razy ta funkcja i mnie przypad\u0142a, a mi\u0142\u0105 nie by\u0142a. Trzeba by\u0142o d\u0142ugie chwile wyczekiwa\u0107 w ogonku aby si\u0119 dosta\u0107 do studni, a woda by\u0142a lodowata, bo ju\u017c zaczyna\u0142y si\u0119 przymrozki.<br \/>\nRozk\u0142ad dnia by\u0142 jak zwykle w obozie monotonny. \u015acis\u0142ych godzin nie przestrzegano. Zaj\u0119cia by\u0142y nieliczne. Wstawa\u0107 mo\u017cna by\u0142o o dowolnej godzinie, byle przed sprz\u0105taniem baraku. Poniewa\u017c mo\u017cna si\u0119 by\u0142o my\u0107 tylko pod jedn\u0105 studni\u0105 na podw\u00f3rzu, chc\u0105c unikn\u0105\u0107 t\u0142oku i marzni\u0119cia podczas coraz zimniejszych porank\u00f3w, czekaj\u0105c na swoja kolejk\u0119, wstawa\u0142em najwcze\u015bniej kiedy jeszcze nikogo przy studni nie by\u0142o. Mog\u0142em za to podziwia\u0107 cudowne wschody s\u0142o\u0144ca, kt\u00f3re stroi\u0142o blaskiem kopu\u0142y i wie\u017c\u0119 wspomnianego monasteru. Potem chodz\u0105c po podw\u00f3rzu mog\u0142em spokojnie odm\u00f3wi\u0107 ranny pacierz, nie b\u0119d\u0105c nagabywanym przez znajomych, kt\u00f3rzy p\u00f3\u017aniej na podw\u00f3rze wychodzili, a w\u00f3wczas nawi\u0105zywa\u0142y si\u0119 pogaw\u0119dki.<br \/>\nPo \u015bniadaniu wzywano nas, ale tylko na ochotnika, do jakiej\u015b roboty fizycznej. Polega\u0142a ona w najwi\u0119kszej cz\u0119\u015bci na zak\u0142adaniu s\u0142up\u00f3w pod druty kolczaste albo ok\u0142adanie chrustem i ziemi\u0105 naszych barak\u00f3w od do\u0142u, by\u0142y one bowiem zbudowane tylko na murowanych s\u0142upach i wiatr pod nimi hula\u0142 swobodnie. Niekt\u00f3rzy prali bielizn\u0119 grzej\u0105c wod\u0119 w kuchni. Torfu nie \u017ca\u0142owano nam, by\u0142o go w br\u00f3d. Po obiedzie odwiedzano si\u0119 nieraz w s\u0105siednich barakach. Byli i tacy, kt\u00f3rzy zrobiwszy sobie figury szachowe z chleba, a szachownic\u0119 z chustki do nosa grali zapami\u0119tale w szachy. Dwa razy urz\u0105dzano nam kino na podw\u00f3rzu wy\u015bwietlaj\u0105c stare filmy z rewolucji bolszewickiej. Kino wci\u0105\u017c si\u0119 psu\u0142o, a wiatr zrywa\u0142 ekran. Wi\u0119kszym powodzeniem cieszy\u0142y si\u0119 popisy gimnastyczne m\u0142odzie\u017cy.<br \/>\nA teraz nale\u017cy opowiedzie\u0107 troch\u0119 o wsp\u00f3\u0142towarzyszach. Zaraz pierwszego ranka, gdy wyszed\u0142em si\u0119 my\u0107 pod studni\u0119 chwyci\u0142 mnie kto\u015b za r\u0119k\u0119. Poniewa\u017c panowa\u0142 jeszcze mrok, nie od razu go pozna\u0142em. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce to m\u00f3j dawny fornal Jan Roma\u0144czuk. Zacz\u0105\u0142em go gor\u0105czkowo wypytywa\u0107 jak si\u0119 tu dosta\u0142. Opowiedzia\u0142, \u017ce gdy go powo\u0142ano do wojska, dosta\u0142 przydzia\u0142 do s\u0142u\u017cby w KOP-ie na wschodniej granicy w Siekierzy\u0144cach, odleg\u0142ych o kilkana\u015bcie kilometr\u00f3w od Sidorowa. Tam zabrali go bolszewicy do niewoli. Wraz z nim zagarn\u0119li i Wiktora Bolanowskiego r\u00f3wnie\u017c z Sidorowa, kt\u00f3ry pracowa\u0142 u mnie jako pomocnik ogrodnika. Ucieszy\u0142em si\u0119, \u017ce jest ju\u017c nas trzech z tej samej wsi. Zobowi\u0105zali\u015bmy si\u0119 wzajemnie, \u017ce kto z nas pierwszy wr\u00f3ci do domu, zawiadomi rodziny pozosta\u0142ych o losie tamtych. By\u0142em pewny, \u017ce oni wr\u00f3c\u0105 wcze\u015bniej, a ja jako znienawidzony \u201epomieszczyk\u201d b\u0119d\u0119 d\u0142u\u017cej przetrzymywany. Sta\u0142o si\u0119 inaczej. Wr\u00f3ci\u0142em pierwszy, wprawdzie nie do Sidorowa, ale do Lwowa i zawiadomi\u0142em w\u00f3wczas rodziny obu ch\u0142opak\u00f3w o ich pobycie w Tiotkinie.<br \/>\nO p. Kimelmanie wspomina\u0142em. W drodze pozna\u0142em tak\u017ce pana Mosdofa, naczelnego dyrektora dzia\u0142u wojskowego fabryk w Stalowej Woli.<br \/>\nW drodze pozna\u0142em tak\u017ce lepiej ksi\u0119dza Zi\u00f3\u0142kowskiego, majora wojsk polskich. Swym pogodnym usposobieniem dawa\u0142 przyk\u0142ad cierpliwego znoszenia niedoli. Uwa\u017ca\u0142, \u017ce skoro Wol\u0105 Bosk\u0105 by\u0142o aby\u015bmy tu przyjechali, to widocznie Jego zamiarem jest tak\u017ce, aby\u015bmy szerzyli wiar\u0119 tam gdzie znajduje si\u0119 ona w ucisku. Przyzna\u0107 jednak nale\u017cy, \u017ce w naszych warunkach by\u0142o to rzecz\u0105 trudn\u0105: nie wolno nam by\u0142o w niczym wiary naszej okaza\u0107, zabronione by\u0142o \u015bpiewanie pie\u015bni pobo\u017cnych, nie m\u00f3wi\u0105c ju\u017c o spowiedzi. Je\u015bli kto\u015b si\u0119 chcia\u0142 spowiada\u0107 czyni\u0142 to potajemnie chodz\u0105c z ksi\u0119dzem Zi\u00f3\u0142kowskim po podw\u00f3rzu w czapce na g\u0142owie. Ksi\u0105dz mieszka\u0142 w baraku oficerskim.<br \/>\nTam r\u00f3wnie\u017c przebywa\u0142 pp\u0142k Morawski, profesor elektrotechniki na Politechnice Warszawskiej. By\u0142 to cz\u0142owiek wielkiej kultury, z kt\u00f3rym rozmowa by\u0142a nie tylko przyjemna, ale i pouczaj\u0105ca. Pami\u0119tam, z jak\u0105 matematyczn\u0105 precyzj\u0105 przedstawia\u0142 o ile szanse Niemiec wygrania obecnej wojny s\u0105 mniejsze w stosunku do poprzedniej.<br \/>\nSpo\u015br\u00f3d oficer\u00f3w bardzo mi\u0142ym znajomym, jeszcze z czas\u00f3w przedwojennych w Kopyczy\u0144cach, by\u0142 kpt. W\u0105sik. Mam mu wiele do zawdzi\u0119czenia: widz\u0105c \u017ce jestem obrabowany, wspiera\u0142 mi\u0119 jak m\u00f3g\u0142, mi\u0119dzy innymi da\u0142 mi r\u0119cznik, kt\u00f3rego mi tak brakowa\u0142o i chustk\u0119 do nosa. Optymizm jego udziela\u0142 si\u0119 innym. By\u0142 zawsze pe\u0142en najrozmaitszych pomys\u0142\u00f3w politycznych, kt\u00f3re jego zdaniem musz\u0105 si\u0119 sprawdzi\u0107.<br \/>\nW\u015br\u00f3d oficer\u00f3w by\u0142o paru lekarzy i to znakomitych, gdy wi\u0119c kto\u015b zachorowa\u0142, m\u00f3g\u0142 by\u0107 pewien, \u017ce diagnoza zostanie dobrze postawiona. Ma\u0142a jednak by\u0142a z tego pociecha, skoro nie by\u0142o \u017cadnych lekarstw, nawet aspiryny nie mo\u017cna by\u0142o dosta\u0107. W razie choroby jedyna rad\u0105 by\u0142o zwr\u00f3cenie si\u0119 do s\u0142u\u017cbowego felczera, kt\u00f3ry na podstawie orzeczenia naszych lekarzy kierowa\u0142 pacjenta do izby chorych, wzgl\u0119dnie kaza\u0142 odsy\u0142a\u0107 do szpitala w Tiotkinie.<br \/>\nBli\u017cej jeszcze ni\u017c z oficerami zaznajomi\u0142em si\u0119 z tymi, z kt\u00f3rymi \u0142\u0105czy\u0142 mnie wsp\u00f3lna znajomo\u015b\u0107 zawodu rolniczego. Do nich zaliczam pan\u00f3w Dwernickiego, Koz\u0142owskiego i Korzeniowskiego. Wszyscy oni przyjechali do naszego obozu o par\u0119 dni p\u00f3\u017aniej od nas. Z wyj\u0105tkiem pana Korzeniowskiego, kt\u00f3rego umieszczono w naszym baraku, umieszczono ich w baraku naprzeciw. Zagl\u0105da\u0142em do nich co dzie\u0144. Pan Karol Dwernicki, w\u0142a\u015bciciel maj\u0105tku w powiecie brzozowskim, dosta\u0142 si\u0119 do niewoli w Ochrymowcach pod Zbara\u017cem, maj\u0105tku pana Koz\u0142owskiego, do kt\u00f3rego wyjecha\u0142 przed inwazj\u0105 niemieck\u0105 i z kt\u00f3rym zosta\u0142 wzi\u0119ty przez bolszewik\u00f3w. Nie chc\u0105c przyzna\u0107 si\u0119 do posiadanego maj\u0105tku, aby nie pogarsza\u0107 swojej sytuacji, udawa\u0142 ogrodnika, a czyni\u0142 to tak zabawnie, \u017ce\u015bmy si\u0119 za\u015bmiewali. By\u0142 cz\u0142owiekiem pe\u0142nym dowcipu i humoru. Niezwykle mi\u0142ym towarzyszem by\u0142 tak\u017ce pan Koz\u0142owski. Mimo swego wieku i kalectwa (by\u0142 cz\u0119\u015bciowo sparali\u017cowany) nale\u017ca\u0142 do moich najweselszych znajomych w obozie. Widz\u0105c jego pogod\u0119 ducha, pomimo wielkich strat materialnych, zapomina\u0142em o w\u0142asnych.<br \/>\nPan Korzeniowski zosta\u0142 wywieziony z \u017con\u0105 jako w\u0142a\u015bcicielk\u0105 folwarku Roman\u00f3wka ko\u0142o Trembowli z dwoma ma\u0142oletnimi synami. \u017bon\u0119 z m\u0142odszym synem odes\u0142ano do obozu dla kobiet, kt\u00f3ry mie\u015bci\u0142 si\u0119 we wspomnianym ju\u017c pobliskim klasztorze, jego za\u015b ze starszym synem umieszczono u nas. Poniewa\u017c oboje byli \u015bwiadkami rabunku we dworze, czego ja nie widzia\u0142em b\u0119d\u0105c wywieziony p\u00f3\u0142 godziny po wkroczeniu bolszewik\u00f3w do Sidorowa, s\u0142ucha\u0142em z ciekawo\u015bci\u0105 jego opowiada\u0144. Ot\u00f3\u017c te oddzia\u0142y, kt\u00f3re wkroczy\u0142y do Roman\u00f3wki pierwszego dnia nic z\u0142ego nie uczyni\u0142y. Ale te co przysz\u0142y nazajutrz da\u0142y si\u0119 we znaki. W\u0142a\u015bcicielowi, kt\u00f3ry w\u0142a\u015bnie wydawa\u0142 ordynari\u0119 ze spichlerza kazali wyj\u015b\u0107, a komisarz bolszewicki zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 do ludno\u015bci, aby bra\u0142a wszystko co chce, bo to do niej nale\u017cy. Tak\u017ce w domu wezwano ludno\u015b\u0107 do rabunku. Tego samego dnia zajecha\u0142o do Roman\u00f3wki auto ci\u0119\u017carowe, w kt\u00f3rym znajdowali si\u0119 je\u0144cy, przewa\u017cnie studenci ze Lwowa i tym autem wywieziono pa\u0144stwa Korzeniowskich. Charakterystycznym by\u0142o jednak, \u017ce ci sami ludzie, kt\u00f3rzy przed kilku godzinami rabowali dw\u00f3r, nie chc\u0105c dopu\u015bci\u0107 aby wywo\u017ceni cierpieli od ch\u0142odu, zacz\u0119li znosi\u0107 zrabowane koce, ko\u0142dry, a nawet dywan perski. Skorzystali na tym towarzysze podr\u00f3\u017cy i ca\u0142y obfity zapas okry\u0107 i ko\u0142der dojecha\u0142 nietkni\u0119ty do Tiotkina i tu wspom\u00f3g\u0142 niejednego. Mnie ofiarowa\u0142 pan Korzeniowski \u00f3w dywan perski, kt\u00f3ry mi potem wielkie przys\u0142ugi odda\u0142.<br \/>\nPr\u00f3cz oficer\u00f3w i rolnik\u00f3w pozna\u0142em tak\u017ce ludzi innych zawod\u00f3w, z kt\u00f3rymi \u0142\u0105cz\u0105 mnie do dzi\u015b mi\u0142e stosunki. Do nich zaliczam w pierwszym rz\u0119dzie magistra Adama Gawlikowskiego, wy\u017cszego urz\u0119dnika Najwy\u017cszej Izby Kontroli Pa\u0144stwa we Lwowie i Adama Kirchnera, notariusza z Radziechowa. Obydw\u00f3ch zaj\u0119li bolszewicy r\u00f3wnocze\u015bnie w pobli\u017cu granicy, trzymali jaki\u015b czas pod terrorem, gdzie kazano im obraca\u0107 si\u0119 twarzami do \u015bciany, udaj\u0105c, \u017ce b\u0119d\u0105 ich rozstrzeliwa\u0107. Byli jednak o tyle w lepszym po\u0142o\u017ceniu ode mnie, \u017ce nie zostali ogo\u0142oceni z got\u00f3wki i innych drobiazg\u00f3w jak ja. Dzi\u0119ki temu mogli sobie kupowa\u0107 kasz\u0119, herbat\u0119 i tyto\u0144 dziel\u0105c si\u0119 tym po bratersku. Przy ko\u0144cu niewoli stali si\u0119 jednymi z moich najbli\u017cszych towarzyszy.<br \/>\nOsobna wzmianka nale\u017cy si\u0119 panu Franciszkowi Ludwigowi, inspektorowi magistratu w Katowicach. Pozna\u0142em go dzi\u0119ki temu, \u017ce zauwa\u017cy\u0142em u niego ksi\u0105\u017ceczk\u0119 do nabo\u017ce\u0144stwa i poprosi\u0142em o po\u017cyczenie mi. To sta\u0142o si\u0119 pocz\u0105tkiem naszej znajomo\u015bci. Jako wybitny dzia\u0142acz spo\u0142eczny musia\u0142 zaraz po wkroczeniu Niemc\u00f3w opu\u015bci\u0107 Katowice.<br \/>\nPr\u00f3cz tych znajomo\u015bci mia\u0142em wielu innych, kt\u00f3rych wszystkich nie spos\u00f3b wymieni\u0107, od nikogo nie dozna\u0142em \u017cadnej przykro\u015bci, przeciwnie, wy\u015bwiadczali mi nieraz przys\u0142ugi. Najcz\u0119stszym tematem rozm\u00f3w miedzy nami by\u0142a naturalnie polityka. Wiadomo\u015bci o sytuacji czerpali\u015bmy z gazet rosyjskich albo z rozm\u00f3w z przedstawicielami w\u0142adz obozowych, z kt\u00f3rych na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119 wyci\u0105gali\u015bmy daleko id\u0105ce wnioski, zwykle bardzo optymistyczne. Mimo, \u017ce nasze prognozy nie sprawdza\u0142y si\u0119, atmosfera rozm\u00f3w by\u0142a swobodna i szczera, omawiali\u015bmy bez ko\u0144ca przyczyny naszej kl\u0119ski, a ka\u017cdy dopatrywa\u0142 si\u0119 jej gdzie indziej: w ustroju rzeczpospolitej, w rz\u0105dzie, w ludziach na kierowniczych stanowiskach itp.<br \/>\nW trzecim tygodniu pobytu w obozie zjecha\u0142a do nas jaka\u015b komisja bolszewicka i zacz\u0119\u0142a po raz nie wiem kt\u00f3ry spisywa\u0107 nie tylko daty naszych urodzin i \u201eotczestwo\u201d, ale te\u017c i stosunki maj\u0105tkowe i przynale\u017cno\u015b\u0107 partyjn\u0105. Pytano mi\u0119 ile mia\u0142em koni i byd\u0142a, ile pola i jakie narz\u0119dzia rolnicze.. Zauwa\u017cy\u0142em, \u017ce pod moim nazwiskiem umieszczono napis: \u201epomieszczyk\u201d, a obok znak zapytania. Ten znak zaniepokoi\u0142 mnie. S\u0105dzi\u0142em \u017ce s\u0105 do mnie jeszcze jakie\u015b podejrzenia. Stara\u0142em si\u0119 wi\u0119c pokierowa\u0107 mymi zeznaniami, aby je uchyli\u0107. Na zapytanie czy by\u0142em czynny spo\u0142ecznie, odpowiedzia\u0142em, \u017ce jedn\u0105 z moich dzia\u0142alno\u015bci by\u0142o za\u0142o\u017cenie z kilku innymi osobami sp\u00f3\u0142dzielni mleczarskiej, kt\u00f3rej zosta\u0142em prezesem. Zapytano mi\u0119 w\u00f3wczas jakie pobiera\u0142em wynagrodzenie, na co odrzek\u0142em, \u017ce funkcje moje by\u0142y honorowe i nawet nie przyj\u0105\u0142bym za nie wynagrodzenia. To widocznie zaimponowa\u0142o bolszewikowi, wymaza\u0142 bowiem \u00f3w gro\u017any znak, a ja dzi\u0119kowa\u0142em Bogu, \u017ce mnie szcz\u0119\u015bliwie natchn\u0105\u0142, bo gdyby ten znak zosta\u0142, mo\u017ce do dzi\u015b przebywa\u0142bym w Rosji jak niekt\u00f3rzy z moich \u00f3wczesnych znajomych.<br \/>\nW par\u0119 dni po komisji oznajmiono nam, \u017ce nied\u0142ugo zostaniemy odstawieni do kraju z wyj\u0105tkiem wojskowych i przynale\u017cnych do policji, kt\u00f3rych spora garstka znajdowa\u0142a si\u0119 w obozie. Przedtem jednak b\u0119dziemy musieli przej\u015b\u0107 kwarantann\u0119 w wi\u0119kszym obozie, aby nie zawie\u017a\u0107 jakiej\u015b choroby. Zdziwi\u0142a mnie troch\u0119 ta dba\u0142o\u015b\u0107 bolszewicka o stan zdrowia naszego kraju, przyj\u0119li\u015bmy to o\u015bwiadczenie za dobr\u0105 monet\u0119 i cieszyli\u015bmy si\u0119 z rych\u0142ego powrotu do dom\u00f3w. Otrzyma\u0142em w\u00f3wczas mn\u00f3stwo list\u00f3w od wojskowych i policjant\u00f3w z pro\u015bb\u0105 o dor\u0119czenie ich rodzinom w kraju.<br \/>\nZapanowa\u0142 ruch w obozie, przygotowywali\u015bmy si\u0119 do wyjazd\u00f3w. Jedni prali bielizn\u0119, inni cerowali i szyli, je\u015bli mieli co. Dzi\u0119kowa\u0142em Bogu, \u017ce zbli\u017ca\u0142 si\u0119 wyjazd, bo przy braku ekwipunku i bodaj jednej zmiany bielizny mog\u0142em bardzo cierpie\u0107. Spad\u0142 ju\u017c \u015bnieg, a w\u015bciek\u0142a wichura trwaj\u0105ca kilka dni obni\u017cy\u0142a temperatur\u0119 o par\u0119 stopni poni\u017cej zera. Przy pompowaniu wody ze studni trzeba by\u0142o odr\u0105bywa\u0107 sople lodu. Marz\u0142em jak nigdy w \u017cyciu, a \u017ce si\u0119 nie zazi\u0119bi\u0142em uwa\u017cam za prawdziwy cud. Nie tylko zimno by\u0142o na podw\u00f3rzu i usta\u0107 musia\u0142y pogadanki ze znajomymi od d\u0119bu do d\u0119bu, ale i w barakach, gdzie nie by\u0142o \u017cadnej powa\u0142y, \u015bnieg wciska\u0142 si\u0119 miedzy deski i nigdzie nie mo\u017cna si\u0119 by\u0142o ogrza\u0107.<br \/>\nPrzed wyjazdem pozwolono tym, kt\u00f3rzy mieli rodziny w obozie kobiecym odwiedzi\u0107 je. Poszli wi\u0119c pod stra\u017c\u0105 do tego obozu, gdzie zabawili ca\u0142y dzie\u0144 i gdzie zosta\u0142o postanowione z administracj\u0105, \u017ce w dzie\u0144 wyjazdu zg\u0142osz\u0105 si\u0119 powt\u00f3rnie i w\u00f3wczas po\u0142\u0105czywszy si\u0119 z \u017conami i dzie\u0107mi wyjad\u0105 wsp\u00f3lnie do miejsca przeznaczenia.<br \/>\nNa drugi dzie\u0144 zbudzono nas wcze\u015bnie, a o godzinie sz\u00f3stej podano ju\u017c po\u0142udniowy posi\u0142ek, kazano nam wyj\u015b\u0107 z budynku i ustawi\u0107 si\u0119 czw\u00f3rkami. Zacz\u0119\u0142y si\u0119 gor\u0105czkowe po\u017cegnania z tymi, kt\u00f3rzy pozosta\u0107 mieli. Kilkakrotnie odczytywano nasze nazwiska i liczono nas. Trwa\u0142o to kilka godzin. Marzli\u015bmy wtedy tak, \u017ce dla rozgrzewki bili\u015bmy si\u0119 nawzajem po plecach, a ja utuli\u0142em si\u0119 szczelnie w sw\u00f3j dywan perski, nie zwa\u017caj\u0105c na to, \u017ce wygl\u0105dam w nim jak maharad\u017ca. Gdy ju\u017c namarzli\u015bmy si\u0119 porz\u0105dnie, przyszed\u0142 niespodziewany rozkaz powrotu do barak\u00f3w. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce w\u0142adze kolejowe nie zd\u0105\u017cy\u0142y przygotowa\u0107 dla nas wagon\u00f3w. Wyjazd zosta\u0142 od\u0142o\u017cony na dzie\u0144 nast\u0119pny.<br \/>\nKsi\u0105dz Zi\u00f3\u0142kowski i W\u0105sik odprowadzili nas a\u017c do samej bramy. Ci, kt\u00f3rzy mieli rodziny w monasterze zostali za\u0142adowani do ci\u0119\u017car\u00f3wki i pojechali po nie. Nam kazano ustawi\u0107 si\u0119 czw\u00f3rkami i pomaszerowa\u0107 w kierunku Tiotkina. Tylko najs\u0142abszym pozwolono wsi\u0105\u015b\u0107 do wozu z prowiantami, kt\u00f3ry jecha\u0142 na ko\u0144cu kolumny. Dopiero teraz mo\u017cna by\u0142o zauwa\u017cy\u0107 jak os\u0142abli\u015bmy przez te par\u0119 tygodni z\u0142ego od\u017cywiania. Odleg\u0142o\u015b\u0107 z naszego obozu do stacji wynosi\u0142a 17 kilometr\u00f3w, w normalnych warunkach taki spacer nie by\u0142by niczym nadzwyczajnym, obecnie ju\u017c by\u0142 ponad nasze si\u0142y. Tote\u017c musieli\u015bmy cz\u0119sto odpoczywa\u0107 po drodze siadaj\u0105c na jakich\u015b suchych pniach, byleby cho\u0107 troch\u0119 si\u0142 zaoszcz\u0119dzi\u0107. Spotykali\u015bmy tak\u017ce inne partie, kt\u00f3re tak jak my mia\u0142y by\u0107 odstawione do koncentracyjnego obozu. Mniejsza o to gdzie on si\u0119 znajdowa\u0142, cieszyli\u015bmy si\u0119, \u017ce wyruszyli\u015bmy st\u0105d, gdzie by\u0142o zimno i g\u0142odno, a w dalszej perspektywie widnia\u0142 powr\u00f3t do domu. Czas by\u0142 pi\u0119kny. \u015anieg, kt\u00f3ry spad\u0142 obficie przed kilku dniami taja\u0142 szybko ods\u0142aniaj\u0105c ziele\u0144 \u0142\u0105k i li\u015bci trzymaj\u0105cych si\u0119 jeszcze na drzewach. Wsz\u0119dzie ten sam krajobraz: jednostajna r\u00f3wnina poros\u0142a k\u0119pami sosen i krzak\u00f3w, idealny teren do polowania na wilki, kt\u00f3rych tu sporo.<br \/>\nPo kilku godzinach doszli\u015bmy, a raczej dowlekli\u015bmy si\u0119 do miasta. Pomy\u015bla\u0142em, \u017ce ju\u017c niedaleko do dworca. Tymczasem poch\u00f3d przez miasto, roz\u0142o\u017cone jak wszystkie w Rosji, bardzo szeroko, trwa\u0142 be\u017c ko\u0144ca. Teraz szczeg\u00f3lnie musieli\u015bmy pilnowa\u0107 czw\u00f3rek, nie mo\u017cna by\u0142o nigdzie odpocz\u0105\u0107, si\u0142y nasze by\u0142y na wyczerpaniu.<br \/>\nLudno\u015b\u0107 przypatrywa\u0142a si\u0119 nam ciekawie czyni\u0105c miedzy sob\u0105 r\u00f3\u017cne uwagi. Dywan perski by\u0142 przedmiotem szczeg\u00f3lnej obserwacji. \u201eWot popowski brezent\u201d (kapa popa), us\u0142ysza\u0142em w chwili mijania jakiej\u015b grupy ludzi, kt\u00f3rzy, jak wymiarkowa\u0142am z ich zachowania, nie byli nam przychylni. Odczuwa\u0142o si\u0119 to zw\u0142aszcza po pe\u0142nym nieufno\u015bci spojrzeniu starych ch\u0142op\u00f3w. Wygl\u0105d ich zaniedbanych, o d\u0142ugich kacapskich brodach, sprawia\u0142 nawet gro\u017ane wra\u017cenie. By\u0142a mo\u017ce u nich ciekawo\u015b\u0107, zw\u0142aszcza u m\u0142odzie\u017cy i kobiet, ale ani cienia wsp\u00f3\u0142czucia, \u017ce oderwani od naszych ognisk, a\u017c tu b\u0142\u0105ka\u0107 si\u0119 musimy. W Rosji s\u0105 ju\u017c wszyscy dawno do tego przyzwyczajeni. Nie wolno nam by\u0142o rozmawia\u0107 z ludno\u015bci\u0105. Jeden z wi\u0119\u017ani\u00f3w pr\u00f3bowa\u0142 zbli\u017cy\u0107 si\u0119 do kacapa i poprosi\u0107 o szczypt\u0119 tytoniu, zosta\u0142 jednak zaraz kolb\u0105 karabinu odp\u0119dzony.<br \/>\nDomy wzd\u0142u\u017c nieko\u0144cz\u0105cej si\u0119 ulicy, kt\u00f3r\u0105 post\u0119powali\u015bmy, przedstawia\u0142y si\u0119 w por\u00f3wnaniu do n\u0119dznego wygl\u0105du ich mieszka\u0144c\u00f3w, stosunkowo dobrze. By\u0142y wszystkie parterowe z ozdobnymi futrynami przy oknach i drzwiach i z zewn\u0119trznymi okiennicami malowanymi przewa\u017cnie na kolor zielony. Domy te pami\u0119ta\u0142y, prawdopodobnie, jeszcze czasy carskie. Nowych budynk\u00f3w mieszkalnych ju\u017c tu si\u0119 nie wznosi, tylko banalne, rz\u0105dowe, lub kooperatywy.<br \/>\nOgarnia\u0142o mnie takie zm\u0119czenie, zmy\u015bla\u0142em chwilami, \u017ce upadn\u0119 i tylko my\u015bl, \u017ce gdybym teraz usta\u0142 i odes\u0142ano by mnie do szpitala, powr\u00f3t m\u00f3j do kraju op\u00f3\u017ani\u0142by si\u0119 znacznie, utrzymywa\u0142a mnie na nogach. Ca\u0142\u0105 si\u0142\u0105 woli zmusza\u0142em si\u0119 do dobrego humoru i \u017cartowania z kolegami. Wreszcie po czterech czy pi\u0119ciu godzinach tego uci\u0105\u017cliwego marszu dobrn\u0119li\u015bmy do dworca. Czeka\u0142 ju\u017c na nas ca\u0142y szereg wagon\u00f3w, a r\u00f3\u017cni\u0142y si\u0119 tylko tym od tych, kt\u00f3rymi przyjechali\u015bmy, \u017ce z ka\u017cdego wystawa\u0142 blaszany komin biegn\u0105cy od \u017celaznego piecyka ustawionego po\u015brodku wagonu. Obok przygotowany by\u0142 w\u0119giel, co napawa\u0142o nadziej\u0105, \u017ce nie b\u0119dziemy marzn\u0105\u0107. Piecyk taki nazywa\u0142 si\u0119, \u201etiep\u0142uszk\u0105\u201d.<br \/>\nNie od razu pozwolono nam wsi\u0105\u015b\u0107, przedtem policzono raz jeszcze i porozdzielano po czterdziestu do ka\u017cdego wagonu oraz wyznaczonego \u201estarszego\u201d i ten\u017ce musia\u0142 znowu zrobi\u0107 spis podleg\u0142ych mu. To wszystko zabra\u0142o znowu jakie\u015b dwie godziny. W ko\u0144cu mogli\u015bmy si\u0119 za\u0142adowa\u0107. Maj\u0105c ju\u017c do\u015bwiadczenie rozlokowali\u015bmy si\u0119 szybko i sprawnie. Cz\u0119\u015b\u0107 ludzi na g\u00f3rnej kondygnacji, cz\u0119\u015b\u0107 na dolnej. Mnie, jako posiadaj\u0105cemu dywan, kt\u00f3ry mog\u0142em cz\u0119\u015bciowo roz\u0142o\u017cy\u0107, a cz\u0119\u015bciowo przykry\u0107 si\u0119, przypad\u0142o gorsze miejsce na dole. Pozwolono nam tym razem pozostawi\u0107 drzwi otwarte, a obiecywali\u015bmy sobie lepiej pali\u0107, gdy zimno zacznie dokucza\u0107, ufaj\u0105c, \u017ce potrafimy sobie poradzi\u0107, gdy w\u0119giel si\u0119 nam wyczerpie. Dano nam herbat\u0119, kt\u00f3r\u0105 mieli\u015bmy sobie zaparzy\u0107 na piecyku, cukier i chleb oraz kubki i cztery rynki (<em>pod\u0142u\u017cne blaszane naczynie kuchenne<\/em>). Ogromnie wyg\u0142odzeni, bo nic nie jedli\u015bmy od rana zmietli\u015bmy wszystko do ostatniej kruszyny po\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 spa\u0107, zapaliwszy na noc latark\u0119 ze \u015bwiec\u0105 co by\u0142o dowodem pewnego komfortu wagonu.<br \/>\nSpali\u015bmy ju\u017c dobrych kilka godzin, gdy nagle, oko\u0142o p\u00f3\u0142nocy, zostali\u015bmy zbudzeni gwa\u0142townym odsuwaniem drzwi. Wezwano starszego, aby zaraz wys\u0142a\u0142 trzech ludzi do pomocy wartownikowi stacji. Zg\u0142osi\u0142o si\u0119 zaraz na ochotnika trzech m\u0142odzie\u0144c\u00f3w ciekawych co to ma by\u0107 za pomoc i na jakiej stoimy stacji. Po chwili wr\u00f3cili nios\u0105c ogromny termos w kszta\u0142cie du\u017cego wiadra o podw\u00f3jnych \u015bcianach i pokrywie za\u015brubowanej oraz jaki\u015b okaza\u0142y baniak. By\u0142 to barszcz i kasza jaglana a stacja nazywa\u0142a si\u0119 Sumy. Zawarto\u015b\u0107 termosu i baniaka znik\u0142a w jednej chwili. Komendant okaza\u0142 si\u0119 dobrym organizatorem: porozlewa\u0142 zup\u0119 do kubk\u00f3w, a kasz\u0119 podzieli\u0142 do czterech rynek na dziesi\u0119\u0107 os\u00f3b ka\u017cda i wyznaczy\u0142 dla dziesi\u0105tki jednego, kt\u00f3ry mia\u0142 czuwa\u0107 nad sprawiedliwym rozdzia\u0142em. Potem u\u0142o\u017cyli\u015bmy si\u0119 znowu do snu. Nad ranem rozpalili\u015bmy w \u017celaznym piecyku i otworzyli drzwi na ca\u0142\u0105 szeroko\u015b\u0107. Poci\u0105g mkn\u0105\u0142 szybko, czasami nawet niepokoj\u0105co, bo rzuca\u0142 w prawo i w lewo i trzeba by\u0142o uwa\u017ca\u0107, aby nie uderzy\u0107 o \u015bcian\u0119 wagonu. Tym wi\u0119kszej wagi jednak nabiera\u0142y mijane przestrzenie, ca\u0142ymi godzinami pozostawa\u0142y wci\u0105\u017c te same: kraj smutny, stepowy, poprzerzynany miejscami jakimi\u015b ogromnymi rozpadlinami, ma\u0142o zaludniony. Ludzie z zachodu, nie przywykli do tych przestrzeni, nie mog\u0105 si\u0119 w\u015br\u00f3d nich dobrze czu\u0107, a c\u00f3\u017c dopiero gdy s\u0105 przemoc\u0105 wyrzuceni ze swoich \u015brodowisk. W takich chwilach z l\u0119kiem zdawali\u015bmy sobie pytanie, gdzie b\u0119dzie kres naszej jazdy, gdzie nas wioz\u0105? Nie by\u0142a to bowiem ta sama droga, kt\u00f3ra przyjechali\u015bmy. Czy\u017c ten ob\u00f3z koncentracyjny, dok\u0105d rzekomo nas wioz\u0105, znajdowa\u0142 si\u0119 w g\u0142\u0119bi Rosji, a nie bli\u017cej jej zachodniej granicy? To niepokoj\u0105ce pytanie nasuwa\u0142o si\u0119 ka\u017cdemu z nas coraz bardziej. Pytali\u015bmy gor\u0105czkowo wartownik\u00f3w zagl\u0105daj\u0105cych czasami do naszego wagonu, gdzie jeste\u015bmy i dok\u0105d nas wioz\u0105? Za ka\u017cdym razem spotykali\u015bmy si\u0119 z ironicznym u\u015bmiechem, daj\u0105cym do zrozumienia, \u017ce dowiemy si\u0119 o tym jak przyjedziemy na miejsce.<br \/>\nNiepok\u00f3j wzrasta\u0142. Co chwil\u0119 kto\u015b czyni\u0142 przypuszczenia, \u017ce oszukano nas, ze jedziemy w g\u0142\u0105b Rosji, a mo\u017ce nawet na Syberi\u0119. Nadzieja powrotu do kraju zgas\u0142a. Trzeba by\u0142o widzie\u0107 wyraz tego niepokoju w oczach ludzi, kt\u00f3rzy nawzajem zadawali sobie pytanie: czy to mo\u017cliwe? Co b\u0119dziemy robi\u0107 na Syberii? Kto\u015b posiadaj\u0105cy kompas wpad\u0142 na pomys\u0142 przekona\u0107 si\u0119 za jego pomoc\u0105 w jakim kierunku jedziemy. Na tej podstawie dowiedzieli\u015bmy si\u0119 \u017ce w kierunku wschodnim. Teraz ju\u017c nikt prawie nie w\u0105tpi\u0142, \u017ce jedziemy na Syberi\u0119. Wci\u0105\u017c pytano w\u0142a\u015bciciela kompasu, czy kierunek nie zmienia si\u0119, ale wci\u0105\u017c by\u0142 ten sam z lekkim odchyleniem do po\u0142udnia. M\u00f3wi\u0142em sobie: \u201e B\u0119dzie, co B\u00f3g da\u201d, a widz\u0105c niepok\u00f3j towarzyszy powiedzia\u0142em ju\u017c troch\u0119 zniecierpliwiony: \u201eCzy jeste\u015bmy czym\u015b lepszym od naszych poprzednik\u00f3w, kt\u00f3rych tysi\u0105cami wywo\u017cono na Syberi\u0119? Dzi\u0119kujmy Bogu, \u017ce je\u017celi ju\u017c tak ma by\u0107, jedziemy tam kolej\u0105, a nie kibitk\u0105 lub p\u0119dzeni piechot\u0105 i \u017ce nie jedziemy w kierunku p\u00f3\u0142nocno-wschodnim, bo w\u00f3wczas mogliby\u015bmy si\u0119 spodziewa\u0107 tylko pracy w kopalni rt\u0119ci\u201d.<br \/>\nPrzypuszczenie o kopalniach rt\u0119ci wyrazi\u0142em w formie negatywnej, wywo\u0142a\u0142o ono w\u015br\u00f3d obecnych takie przera\u017cenie, \u017ce podzielili si\u0119 nim na postoju z innymi s\u0105siadami w wagonach. Przez pewien czas mia\u0142em sposobno\u015b\u0107 przekona\u0107 si\u0119 jak szybko powsta\u0142a i roznios\u0142a si\u0119 plotka. Napomkn\u0105wszy mimochodem o kopalniach rt\u0119ci wt\u0142oczy\u0142em w tych ludzi, spodziewaj\u0105cych si\u0119 zawsze najgorszego, pewno\u015b\u0107, \u017ce jedziemy do tych kopal\u0144, cho\u0107 kierunek jazdy jeszcze na to nie wskazywa\u0142.<br \/>\nTa niepewno\u015b\u0107 celu naszej podr\u00f3\u017cy trwa\u0142a ca\u0142y dzie\u0144. Ludzie posmutnieli i oboj\u0119tnie przypatrywali si\u0119 widokom, kt\u00f3re przesuwa\u0142y si\u0119 przed otwartymi drzwiami wagonu. Ju\u017c i sprawa po\u017cywienia nie wywo\u0142ywa\u0142a zainteresowania. Ka\u017cdy jad\u0142 w milczeniu kawa\u0142ek chleba posypany cukrem, kt\u00f3rego nam nie \u017ca\u0142owano i popija\u0142 herbat\u0105. Niestety ko\u0144czy\u0142 si\u0119 nasz zapas w\u0119gla, ale znalaz\u0142a si\u0119 na to rada. Na jednym z postoj\u00f3w zauwa\u017cyli\u015bmy kilka spr\u00f3chnia\u0142ych prog\u00f3w kolejowych. Wci\u0105gn\u0119li\u015bmy je wi\u0119c bez namys\u0142u., siekiera znalaz\u0142a si\u0119 r\u00f3wnie\u017c, mieli\u015bmy wi\u0119c nowy zapas opa\u0142u, kt\u00f3ry powi\u0119kszy\u0142 si\u0119, gdy\u017c palacz z przeje\u017cd\u017caj\u0105cej lokomotywy udzieli\u0142 nam na nasz\u0105 pro\u015bb\u0119 par\u0119 sztuk w\u0119gla.<br \/>\nTymczasem kierunek naszej jazdy zwraca\u0142 si\u0119 wybitnie na po\u0142udnie. W\u0142a\u015bciciel kompasu stale musia\u0142 powtarza\u0107: \u201dKierunek po\u0142udniowy\u201d. Nad wieczorem czeka\u0142a nas mi\u0142a niespodzianka: wjechali\u015bmy w obr\u0105b jakiej\u015b olbrzymiej stacji. Przez d\u0142ug\u0105 chwil\u0119 mieli\u015bmy po jednej i drugiej stronie niesko\u0144czony g\u0105szcz zbiegaj\u0105cych si\u0119 i rozchodz\u0105cych tor\u00f3w kolejowych, jakie\u015b fabryki, magazyny, wreszcie na jednym z budynk\u00f3w zauwa\u017cyli\u015bmy naciosa \u201eChark\u00f3w\u201d. A wi\u0119c tu nas zawie\u017ali. Chyba przez Chark\u00f3w nie pojedziemy na Syberi\u0119. Przygn\u0119bienie zacz\u0119\u0142o ust\u0119powa\u0107 nadziei.Przy pe\u0142nym ju\u017c zmroku zajechali\u015bmy na peron, gdzie kazano nam wysi\u0105\u015b\u0107 bez rzeczy. Obok peronu by\u0142a studnia, z kt\u00f3rej skorzystali\u015bmy skwapliwie, aby si\u0119 umy\u0107, a potem kazano nam uformowa\u0107 czw\u00f3rki i poprowadzono przez most ponad torami do du\u017cego budynku, gdzie znale\u017ali\u015bmy si\u0119 w olbrzymiej sali pe\u0142nej ruchu i gwaru. Mi\u0142a wo\u0144 roznoszonych potraw przypomnia\u0142a nam, \u017ce przez ca\u0142y dzie\u0144 prawie nic nie jedli\u015bmy. Gdy zaj\u0119li\u015bmy miejsca przy pierwszym lepszym stole, od razu postawiono przed nami pe\u0142ne miski barszczu i kaszy jaglanej. Widocznie daleko posuni\u0119ta normalizacja wytwor\u00f3w jad\u0142odajni bolszewickich ka\u017ce si\u0119 trzyma\u0107 tego jednostajnego menu. Trzeba jednak przyzna\u0107, \u017ce w obu potrawach tutejsi kucharze doszli do perfekcji: smakowa\u0142y wszystkim.<br \/>\nW sali jad\u0142o jednocze\u015bnie przynajmniej pi\u0119\u0107set os\u00f3b. Co chwila jaka\u015b partia wstawa\u0142a, a zaraz potem przychodzi\u0142a nast\u0119pna. I nam kazano zaraz wsta\u0107 po jedzeniu, aby zrobi\u0107 miejsce innym. Zauwa\u017cy\u0142em, \u017ce w ten spos\u00f3b jad\u0142odajnia mo\u017ce w ci\u0105gu godziny wyda\u0107 bez trudu oko\u0142o czterech tysi\u0119cy obiad\u00f3w. Rosja co robi &#8211; to na gigantyczna skal\u0119.<br \/>\nWracaj\u0105c do wagonu przez most rzuci\u0142em okiem na ci\u0105gn\u0105ce si\u0119 we wszystkich kierunkach miasto. Rozleg\u0142o\u015b\u0107 jego wydawa\u0142a mi si\u0119 olbrzymia. Wsz\u0119dzie gdzie okiem si\u0119gn\u0105\u0107 morze \u015bwiate\u0142, jakie\u015b sylwetki drapaczy chmur odbijaj\u0105cych si\u0119 dziwnie od ma\u0142ych, parterowych domk\u00f3w w najbli\u017cszym s\u0105siedztwie.<br \/>\nNiebawem nasz poci\u0105g ruszy\u0142 znowu. Jechali\u015bmy ca\u0142\u0105 noc w kierunku po\u0142udniowo-wschodnim. Obawa przed Syberi\u0105 znikn\u0119\u0142a zupe\u0142nie, za to powstawa\u0142a chwilami inna, mianowicie wykolejenia si\u0119 poci\u0105gu, jazda przybiera\u0142a tempo wprost wy\u015bcigowe. Chwilami poci\u0105g tak rzuca\u0142, \u017ce trudno by\u0142o spa\u0107, dw\u00f3ch koleg\u00f3w pospada\u0142o z g\u00f3rnych \u0142awek. Cho\u0107 do \u015bwitu by\u0142o jeszcze daleko, zrezygnowali\u015bmy z dalszego snu i skupiwszy si\u0119 ko\u0142o piecyka korzystali\u015bmy z jego ciep\u0142a, suszyli suchary i parzyli herbat\u0119 opowiadaj\u0105c sobie o przesz\u0142o\u015bci. Najwymowniejszym by\u0142 pan Kurek, kt\u00f3rego \u017cyczliwych us\u0142ug nieraz dozna\u0142em w obozie.<br \/>\nPowoli stawa\u0142o si\u0119 coraz widniej. W \u015bwietle dnia ukaza\u0142y si\u0119 nam ogromne \u0142any kukurydzy; cieplejszy powiew musn\u0105\u0142 od p\u00f3l, byli\u015bmy ju\u017c w po\u0142udniowej Rosji, sko\u0144czy\u0142y si\u0119 obawy przed zimnem, teraz nawet bez piecyka ogrza\u0107 si\u0119 mo\u017cna by\u0142o w s\u0142o\u0144cu. Kukurydza, kt\u00f3r\u0105 widzieli\u015bmy z okien wagonu, by\u0142a zaledwie w po\u0142owie zebrana, a tak marna, \u017ce u siebie kaza\u0142bym j\u0105 dawno skosi\u0107 na zielon\u0105 pasz\u0119.Na \u0142odygach, nie wy\u017cszych jak metr, wida\u0107 by\u0142o zaledwie jedn\u0105 marn\u0105 kolb\u0119, podczas gdy powinno ich by\u0107 trzy albo cztery. Przyczyn\u0105 tego nie m\u00f3g\u0142 by\u0107 klimat ani gleba, tylko zapewne p\u00f3\u017any siew i brak nawozu potasowego. Drug\u0105 rzecz\u0105 niemile uderzaj\u0105c\u0105, w oczy podr\u00f3\u017cnego to ogromne pryzmy czy kupy wym\u0142\u00f3conego ziarna pszenicy, z\u0142o\u017cone na \u015bwie\u017cym powietrzu obok magazyn\u00f3w kolejowych, bez \u017cadnego zabezpieczenia przed deszczem. Poniewa\u017c akurat zacz\u0105\u0142 m\u017cy\u0107 deszcz z przykro\u015bci\u0105 widzia\u0142o si\u0119 jak zbo\u017ce, kt\u00f3rego tutaj nadmiaru nie ma, marnuje si\u0119 i porasta od wilgoci.<br \/>\nPo polach wida\u0107 by\u0142o coraz wi\u0119cej betonowych s\u0142up\u00f3w z elektrycznymi przewodami. Nic dziwnego, zbli\u017cali\u015bmy si\u0119 do Dnieprostroju, olbrzymiej tamy na Dnieprze, kt\u00f3ra spi\u0119trzaj\u0105c masy w\u00f3d jest pot\u0119\u017cnym \u017ar\u00f3d\u0142em energii elektrycznej. Ca\u0142a okolica jest te\u017c zelektryfikowana, ale ta elektryfikacja stoi w jawnej sprzeczno\u015bci z prymitywem. Jest wprawdzie \u015bwiat\u0142o elektryczne w mieszkaniach, ale one same, zw\u0142aszcza lepianki robotnik\u00f3w przedstawiaj\u0105 obraz takiej n\u0119dzy, \u017ce pal\u0105c\u0105 si\u0119 w nich \u017car\u00f3wk\u0119 mo\u017cna przyr\u00f3wna\u0107 do przys\u0142owiowego kwiatka do ko\u017cucha. Takich przyk\u0142ad\u00f3w mo\u017cna by mno\u017cy\u0107 bez ko\u0144ca.<br \/>\nNad wieczorem zajechali\u015bmy do Dniepropietrowska. Stoj\u0105c d\u0142u\u017cszy czas na wielkiej stacji mog\u0142em zauwa\u017cy\u0107, \u017ce ilo\u015b\u0107 urz\u0119dniczek kolejowych znacznie przewy\u017csza ilo\u015b\u0107 m\u0119\u017cczyzn. Czy\u017cby Rosja dla zaj\u0119cia kawa\u0142ka Polski potrzebowa\u0142a tylu m\u0119\u017cczyzn, \u017ce trzeba ich by\u0142o kobietami zast\u0105pi\u0107? Ubi\u00f3r tych kobiet jest szary i zaniedbany, a odbija z niego tylko jaskrawa chustka.<br \/>\nPo tradycyjnym barszczu z kasz\u0105 jaglan\u0105 ruszyli\u015bmy w dalsz\u0105, nieznan\u0105 nam drog\u0119 i zaraz prawie przeje\u017cd\u017cali\u015bmy Dniepr. Z trudem uda\u0142o mi si\u0119 docisn\u0105\u0107 do g\u00f3rnego okienka pod sam koniec mostu (drzwi wagonu musieli\u015bmy na rozkaz pozamyka\u0107), mog\u0142em tylko rzuci\u0107 okiem na wij\u0105c\u0105 si\u0119 pod nami wspania\u0142\u0105 rzek\u0119, na kt\u00f3rej uwija\u0142o si\u0119 mn\u00f3stwo ma\u0142ych statk\u00f3w parowych, a mnogo\u015b\u0107 \u015bwiate\u0142 Dniepropietrowska dodawa\u0142a malowniczo\u015bci temu niezapomnianemu widokowi.<br \/>\nTrzecia noc podr\u00f3\u017cy wydawa\u0142a si\u0119 nam spokojniejsza. Widocznie kraj by\u0142 r\u00f3wny, bez wi\u0119kszych spadk\u00f3w, a wi\u0119c mniej okazji do kawalerskich zjazd\u00f3w z g\u00f3ry. Nad ranem zatrzymali\u015bmy si\u0119 na jakiej\u015b zapad\u0142ej stacyjce. Postanowili\u015bmy z tego, aby zaopatrzy\u0107 si\u0119 w wod\u0119. Zg\u0142osi\u0142em si\u0119 na ochotnika i wzi\u0105\u0142em wiadro pod pomp\u0119, nie przypuszcza\u0142em jednak, \u017ce studnia jest tak daleko a \u017ce zasta\u0142em przy niej ca\u0142y ogonek towarzyszy, nie mog\u0142em si\u0119 pr\u0119dko docisn\u0105\u0107 i pos\u0142yszawszy gwizd wzywaj\u0105cy do powrotu, dop\u0119dzi\u0142em niemal ju\u017c w ruchu poci\u0105g i zdo\u0142a\u0142em wskoczy\u0107 do wagonu.<br \/>\nPo po\u0142udniu przyjechali\u015bmy do Krzywego Rogu. Pogoda zrobi\u0142a si\u0119 pi\u0119kna. S\u0142o\u0144ce przygrzewa\u0142o niemal jak w lecie. Wysiedli\u015bmy z wagon\u00f3w, aby si\u0119 nim nacieszy\u0107. Spotka\u0142em w\u00f3wczas moich znajomych z Sidorowa: Roma\u0144czuka i Bolanowskiego, kt\u00f3rzy wyjechali wcze\u015bniejsz\u0105 parti\u0105, ale teraz po\u0142\u0105czono ich z nami. Szuka\u0142em wsz\u0119dzie pa\u0144stwa Korzeniowskich, pyta\u0142em o nich kierownika warszawskiej agencji \u201eHavas\u201d, kt\u00f3ry by\u0142 r\u00f3wnie\u017c wywieziony z \u017con\u0105 i jak oni mia\u0142 na dworzec wyjecha\u0107 z monasteru.. Powiedzia\u0142 mi, \u017ce Korzeniowscy zostali zatrzymani w ostatniej chwili, wi\u0119c nie ma celu dalej ich szuka\u0107. Zmartwi\u0142em si\u0119 t\u0105 wiadomo\u015bci\u0105 i nie wiedzia\u0142em co o tym s\u0105dzi\u0107.<br \/>\nW Krzywym Rogu dostali\u015bmy kolacj\u0119 z\u0142o\u017cona z kawa\u0142ka kie\u0142basy, og\u00f3rk\u00f3w kiszonych, pomidor\u00f3w, bia\u0142ego chleba i cukru. Podobno kolacje t\u0119 zafundowa\u0142 nam Komitet Opieki nad je\u0144cami. Wiadomo\u015bci tej jednak sprawdzi\u0107 nie mog\u0142em, bo nie pozwalano nam z nikim rozmawia\u0107. Na stacji w Krzywym Rogu stali\u015bmy do wieczora. O wielko\u015bci miasta mo\u017cna si\u0119 by\u0142o przekona\u0107, gdy rozb\u0142ys\u0142y \u015bwiat\u0142a rozrzucone po ca\u0142ym horyzoncie. I znowu nowe budowle s\u0105siadowa\u0142y z najgorszymi ruderami.<br \/>\nCzwarta noc naszej podr\u00f3\u017cy by\u0142a niepodobna do ubieg\u0142ych. Wolnym, \u015blimaczym tempem przesuwali\u015bmy si\u0119 od stacji do stacji przy ci\u0105g\u0142ym przetaczaniu woz\u00f3w. Ujechali\u015bmy w ten spos\u00f3b oko\u0142o 20 kilometr\u00f3w i znale\u017ali\u015bmy si\u0119 na przedmie\u015bciu Krzywego Rogu, zwanym Dubowaja Ba\u0142ka. Tu kazano nam wysi\u0105\u015b\u0107 z rzeczami, co by\u0142o dowodem, \u017ce stan\u0119li\u015bmy u celu naszej podr\u00f3\u017cy.<\/p>\n<p><u><strong>V.\u00a0\u00a0 \u00a0Wi\u0119zienie W Krzywym Rogu<\/strong><\/u><br \/>\nKazano nam wsi\u0105\u015b\u0107 do aut i po kilkunastu minutach przewieziono przed dom, w kt\u00f3rym znajdowa\u0142a si\u0119 \u0142a\u017ania. Po d\u0142ugiej podr\u00f3\u017cy k\u0105piel pod tuszem by\u0142a prawdziwym b\u0142ogos\u0142awie\u0144stwem. Podczas k\u0105pieli bielizna nasza i rzeczy zosta\u0142y poddane dezynfekcji. Potem zaprowadzono nas do jednego z blok\u00f3w stoj\u0105cych d\u0142ugim rz\u0119dem naprzeciw. Baraki by\u0142y murowane, w ka\u017cdym znajdowa\u0142y si\u0119 dwie lub trzy sale z piecami i kaloryferami. W ka\u017cdej sali by\u0142y prycze na czterdziestu do pi\u0119\u0107dziesi\u0119ciu ludzi, st\u00f3\u0142, kilka krzese\u0142, \u0142awki, wi\u0119c urz\u0105dzenie wcale kulturalne w por\u00f3wnaniu do prymitywu obozu w Tiotkinie. Do ka\u017cdej sali wchodzi\u0142o si\u0119 przez sie\u0144, w kt\u00f3rej by\u0142a posadzka betonowa i kran z wod\u0105, mieli\u015bmy wi\u0119c co\u015b jakby \u0142azienk\u0119. Korzystne wra\u017cenie wzmog\u0142o si\u0119 jeszcze gdy zasiedli\u015bmy za sto\u0142em na \u0142awkach, kt\u00f3rych przez ca\u0142y miesi\u0105c byli\u015bmy pozbawieni. Na pryczach znajdowa\u0142y si\u0119 koce. Deski by\u0142y jeszcze wilgotne, bo \u015bwie\u017co zbite, ale nikt w naszych warunkach nie zwraca\u0142 na to uwagi. Obiecywano nam, \u017ce dostaniemy sienniki, a zatem tylko kilka nocy przyjdzie nam spa\u0107 na wilgotnych pryczach.<br \/>\nRozejrzawszy si\u0119 woko\u0142o, rzuci\u0142em okiem na widok z okien, a by\u0142o ich w naszej celi cztery. W pobli\u017cu zobaczy\u0142em jakie\u015b olbrzymie zwa\u0142y czerwonej rudy i imponuj\u0105ce wielko\u015bci\u0105 machiny, wywnioskowa\u0142em wi\u0119c, \u017ce byli\u015bmy obok z jednej kopal\u0144 rudy \u017celaznej, kt\u00f3rych jest kolo Krzywego Rogu kilkana\u015bcie i nale\u017c\u0105 do najbogatszych w \u017celazo kopal\u0144 w ca\u0142ej Rosji.\u00a0 Nie przywieziona nas do jakiego\u015b obozu koncentracyjnego, tylko do kopalni na roboty. Zmala\u0142a nadzieja na szybki powr\u00f3t do kraju, a sta\u0142o si\u0119 oczywistym, \u017ce zim\u0119 sp\u0119dzimy na robotach w kopalni.<br \/>\nNiebawem przyszed\u0142 do nas przedstawiciel jej zarz\u0105du i oznajmi\u0142, \u017ce za par\u0119 dni zaczniemy pracowa\u0107 i zar\u0119czy\u0142, \u017ce dla ka\u017cdego znajdzie si\u0119 praca odpowiednia do jego kwalifikacji. Poniewa\u017c jednak by\u0142o w\u015br\u00f3d nas wielu prawnik\u00f3w, in\u017cynier\u00f3w, agronom\u00f3w itd., pytali\u015bmy go w jaki spos\u00f3b ma si\u0119 i dla nas znale\u017a\u0107 odpowiednia praca w kopalni. Na to nam odpowiedzia\u0142, \u017ce wszyscy b\u0119dziemy pracownikami pa\u0144stwowymi wobec tego na niczym zbywa\u0107 nam nie b\u0119dzie: \u201eWsio budiet\u201d- oto s\u0142owa, kt\u00f3re powtarza\u0142y si\u0119 co chwila w ustach przedstawiciela zarz\u0105du i na tym w\u0142a\u015bciwie si\u0119 ko\u0144czy\u0142o, bo mimo obietnic nie otrzymali\u015bmy siennik\u00f3w, nie wyprano nam bielizny, nie pozwalano nawet korzysta\u0107 z biblioteki zarz\u0105du, cho\u0107 chwalono si\u0119, \u017ce w sowietach ka\u017cdy mo\u017ce czyta\u0107 ile chce.<br \/>\nPosi\u0142ki otrzymywali\u015bmy trzy razy dziennie w osobnym budynku, gdzie mie\u015bci\u0142y si\u0119 kuchnia i jadalnia zak\u0142adowa. By\u0142 tam tak\u017ce klub robotniczy, ale do niego nie mieli\u015bmy wst\u0119pu. Jadalnia by\u0142a czysta. Przy d\u0142ugich sto\u0142ach mog\u0142o usi\u0105\u015b\u0107 po kilkadziesi\u0105t os\u00f3b. Rano dawano zup\u0119, oko\u0142o czwartej po po\u0142udniu obiad sk\u0142adaj\u0105cy si\u0119 z dw\u00f3ch da\u0144 i herbaty, a oko\u0142o p\u00f3\u0142nocy kolacj\u0119, jak\u0105\u015b mleczn\u0105 potraw\u0119. Chleb dawano w dostatecznej ilo\u015bci, potrawy by\u0142y smaczne, dawa\u0142 si\u0119 tylko odczuwa\u0107 brak mi\u0119sa, podawano go bowiem w minimalnych porcjach. Przy tak ci\u0119\u017ckiej pracy jak\u0105 tu wykonywali\u015bmy, by\u0142 to wikt niewystarczaj\u0105cy. Przyczyn\u0105 za\u015b tak p\u00f3\u017anych posi\u0142k\u00f3w by\u0142o to, \u017ce przed nami otrzymywali je robotnicy stali, my za\u015b jako nowicjusze traktowani byli\u015bmy na samym ko\u0144cu. Zanim wi\u0119c po kilku partiach robotniczych przychodzi\u0142a na nas kolej, wybija\u0142a p\u00f3\u0142noc. To da\u0142o si\u0119 nam we znaki, gdy\u017c po paru dniach zacz\u0119to nas wo\u0142a\u0107 do roboty. W\u00f3wczas wchodzi\u0142 bolszewik o pi\u0105tej rano do sali i wo\u0142a\u0142 tubalnym g\u0142osem: \u201dPodimajta sia skoryj\u201d(<em>wstawa\u0107 szybko<\/em>). Ci\u0119\u017cko by\u0142o wstawa\u0107 tak wcze\u015bnie gdy si\u0119 k\u0142ad\u0142o spa\u0107 oko\u0142o pierwszej Nie pomog\u0142y narzekania i pro\u015bby. Mogli\u015bmy jedynie po powrocie z pracy uzupe\u0142ni\u0107 potrzeb\u0119 snu kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0105, zanim nas wezw\u0105 na kolacj\u0119, ale w\u00f3wczas jeszcze przykrzej by\u0142o przerywa\u0107 sen najsmaczniejszy, albo w og\u00f3le rezygnowa\u0107 z kolacji. Na przemian wi\u0119c byli\u015bmy albo g\u0142odni albo niewyspani. Drugim przykrym wspomnieniem by\u0142o niemo\u017cliwe do opisania b\u0142oto. Kto nie mia\u0142 odpowiedniego obuwia, biedowa\u0142 strasznie. A prawie wszyscy wyrwani niespodziewanie z dom\u00f3w, byli\u015bmy go pozbawieni. B\u0142oto si\u0119gaj\u0105ce znacznie powy\u017cej kostek, przelewa\u0142o si\u0119 do p\u0142ytkich trzewik\u00f3w stwarzaj\u0105c niezno\u015bne uczucie ch\u0142odu, kt\u00f3re trwa\u0142o bez przerwy a\u017c do naszego wyjazdu, tzn. oko\u0142o dw\u00f3ch tygodni. Chodzi\u0107 po tym b\u0142ocie by\u0142o prawdziw\u0105 tortur\u0105. Za dnia by\u0142o jeszcze jako tako, ale gdy w nocy musieli\u015bmy i\u015b\u0107 do jad\u0142odajni drog\u0105 zupe\u0142nie nieo\u015bwietlon\u0105, pe\u0142n\u0105 zdradzieckich ka\u0142u\u017c i otwartych szacht powsta\u0142ych przy naprawie wodoci\u0105g\u00f3w, niebezpiecze\u0144stwo zapadania si\u0119 w te zdradzieckie pu\u0142apki by\u0142o nieustanne. T\u0119 uci\u0105\u017cliw\u0105 drog\u0119 przebywali\u015bmy zwykle z panem Koz\u0142owskim i pomagali\u015bmy sobie wzajemnie: on by\u0142 kulawy i potrzebowa\u0142 oparcia, ale mia\u0142 \u015bwietny wzrok, ja mia\u0142em dobre nogi, ale \u017ale widzia\u0142em. Wytworzy\u0142a si\u0119 wi\u0119c symbioza tylko wbrew przys\u0142owiu: kulawy prowadzi \u015blepego. Podtrzymywa\u0142 nas obu r\u00f3wnie\u017c dobry humor. Powiedzia\u0142em raz, \u017ce nie wiedzia\u0142em, i\u017c b\u0119dziemy prowadzi\u0107, tak nocne \u017cycie, bo nie omieszka\u0142bym w\u00f3wczas wzi\u0105\u0107 ze sob\u0105 fraka. Nie upadali\u015bmy wi\u0119c na duchu, cho\u0107 tak bole\u015bnie zadrwili z nas bolszewicy przywo\u017c\u0105c tu zamiast jak obiecali, wr\u00f3ci\u0107 do kraju.<br \/>\nPraca w kopalni by\u0142a pe\u0142na niebezpiecze\u0144stw. Aby nas pouczy\u0107 jak zachowa\u0107 si\u0119 w razie wypadku, przyszed\u0142 do nas dyrektor kopalni z urz\u0119dniczk\u0105, kt\u00f3ra odczyta\u0142a nam odno\u015bne instrukcje po rosyjsku.. Cho\u0107 ma\u0142o kto je rozumia\u0142, stwierdzi\u0142a, \u017ce jeste\u015bmy ju\u017c dok\u0142adnie poinformowani i \u017ce wobec tego w razie wypadku przy pracy ponosi\u0107 b\u0119dzie win\u0119 pracownik, a nie zarz\u0105d kopalni, kt\u00f3ry tym samym b\u0119dzie wolny od p\u0142acenia jakiegokolwiek odszkodowania.\u00a0 Niebezpiecze\u0144stwo za\u015b czyha\u0142o na ka\u017cdym kroku: korytarze podziemne, kt\u00f3rymi bieg\u0142y wagoniki na\u0142adowane rur\u0105 a poruszane elektrycznie, by\u0142y w\u0105skie i \u015bliskie. Trzeba by\u0142o dobrze uwa\u017ca\u0107, aby g\u0142ow\u0105 nie dotkn\u0105\u0107 przewodu i nie zosta\u0107 pora\u017conym, albo wymin\u0105\u0107 na czas wagonik i dobiec do najbli\u017cszego zag\u0142\u0119bienia w korytarzu, aby nie zosta\u0107 przejechanym. Urz\u0105dzenia kopalni ur\u0105ga\u0142y prymitywnym warunkom bezpiecze\u0144stwa. Twierdzenie wi\u0119c urz\u0119dniczki, \u017ce jeste\u015bmy dok\u0142adnie poinformowani o przepisach maj\u0105cych ustrzec przed wypadkiem, nale\u017cy napi\u0119tnowa\u0107 jako i\u015bcie bolszewicki spos\u00f3b zwalniania odpowiedzialno\u015bci za wypadki na samych g\u00f3rnik\u00f3w, kt\u00f3rych zostawia si\u0119 bez zaopatrzenia w\u0142asnemu losowi. W czasie kr\u00f3tkiego tu pobytu zdarzy\u0142o si\u0119 kilka wypadk\u00f3w, miedzy innymi jednemu z naszych towarzyszy wagonik zmia\u017cd\u017cy\u0142 nogi. Przewieziono go do szpitala, ale uratowanie \u017cycia nie jest jeszcze wszystkim, najwa\u017cniejsz\u0105 rzecz\u0105 jest zabezpieczenie kaleki i jego rodziny od n\u0119dzy i niemo\u017cliwo\u015bci zarobkowania. Ale o to nie troszczono si\u0119 tutaj.<br \/>\nW niedziel\u0119, trzeciego dnia po przyje\u017adzie, zawezwano nas do roboty. Ustawili\u015bmy si\u0119 czw\u00f3rkami i poszli\u015bmy do magazynu po \u0142opaty. Nast\u0119pnie jak wojsko z karabinami na ramieniu udali\u015bmy si\u0119 do parku miejskiego, gdzie kazano nam kopa\u0107 ziemie pod traw\u0119, kt\u00f3r\u0105 powt\u00f3rnie trzeba by\u0142o zasiewa\u0107 w nowo za\u0142o\u017conym parku. Na razie wi\u0119c nie wzi\u0119to nas do kopalni.<br \/>\nW kraju walki z Bogiem trzeba si\u0119 by\u0142o pogodzi\u0107 z prac\u0105 w niedziel\u0119. Ze \u015bci\u015bni\u0119tym sercem, ale modlitw\u0105 na ustach chwyci\u0142em \u0142opat\u0119 wraz z innymi i zacz\u0105\u0142em przewraca\u0107 tward\u0105 ziemi.<br \/>\nNieprzyzwyczajeni do tego rodzaju pracy, m\u0119czyli\u015bmy si\u0119 pr\u0119dko, na d\u0142oniach powstawa\u0142y p\u0119cherze, a b\u00f3l w krzy\u017cach stawa\u0142 si\u0119 coraz dokuczliwszy. Ch\u0119tnie wtedy s\u0142uchali\u015bmy s\u0142\u00f3w przechodni\u00f3w, kt\u00f3rzy widz\u0105c nasz wysi\u0142ek, mawiali aby\u015bmy zbyt gorliwie nie pracowali.<br \/>\nBy\u0142a to jakby odwr\u00f3cona stachanowszczyzna, \u017ar\u00f3d\u0142em jej w moim przekonaniu by\u0142 bierny op\u00f3r znienawidzonym w\u0142adzom. Oczywi\u015bcie tak zach\u0119ceni odpoczywali\u015bmy coraz cz\u0119\u015bciej, uwa\u017caj\u0105c czy nie stoi obok dozorca. Nie przypuszcza\u0142em kiedy\u015b na wsi, gdy s\u0142ysza\u0142em ostrzegawcze g\u0142osy moich robotnik\u00f3w: \u201dpany idut\u201d, nawo\u0142uj\u0105cych w ten spos\u00f3b do intensywniejszej pracy w miar\u0119 mego zbli\u017cania si\u0119, \u017ce sam b\u0119d\u0119 mia\u0142 kiedy\u015b podobne nastawienie psychiczne: udawa\u0107 prac\u0119, a nie przem\u0119cza\u0107 si\u0119.<br \/>\nDrug\u0105 obserwacj\u0119, jak\u0105 wtedy zrobi\u0142em, by\u0142o nadzwyczaj przychylne nastawienie do nas ludno\u015bci miejscowej, wr\u0119cz przeciwnie ni\u017c w Tiotkinie. S\u0105dz\u0119, \u017ce przyczyn\u0105 tego by\u0142a znacznie inteligentniejsza ludno\u015b\u0107 zamieszkuj\u0105ca jeden z najwa\u017cniejszych o\u015brodk\u00f3w przemys\u0142owych w Rosji, kt\u00f3ra lepiej zdawa\u0142a sobie spraw\u0119 z nies\u0142usznie przypad\u0142ego nam losu &#8211; a mo\u017ce i niema\u0142e znaczenie mia\u0142 w tym spory odsetek Polak\u00f3w. Wzruszaj\u0105ca by\u0142a ofiarno\u015b\u0107 ludno\u015bci. Rozdawano nam chleb, tyto\u0144, papierosy. Dowiadywali\u015bmy si\u0119 od niej jakie s\u0105 ceny produkt\u00f3w. Ot\u00f3\u017c para but\u00f3w kosztowa\u0142a 600 rubli, ubranie robotnicze oko\u0142o tysi\u0105ca. Z\u0142oty by\u0142 w\u00f3wczas zr\u00f3wnany z rublem, mo\u017cna wi\u0119c by\u0142o sobie wyobrazi\u0107, \u017ce ceny w Polsce by\u0142y tylko drobnym u\u0142amkiem tego co tu robotnik za towary p\u0142aci\u0142. Raz zapyta\u0142em kobiet\u0119 przechodz\u0105ca przez park ze \u015bwi\u0144sk\u0105 g\u0142ow\u0105 pod pach\u0105, ile za ni\u0105 zap\u0142aci\u0142a. Powiedzia\u0142a, \u017ce 60 rubli. U nas tak\u0105 mniej wi\u0119cej cen\u0119 p\u0142acono za ca\u0142\u0105 utuczon\u0105 \u015bwini\u0119. A towary tutejsze by\u0142y niezmiernie liche. Opowiada\u0142a mi jedna z piel\u0119gniarek tutejszego szpitala, Polka, \u017ce posiada\u0142a na ksi\u0105\u017ceczce oszcz\u0119dno\u015bci do\u015b\u0107 \u0142adny kapitalik kilkunastu tysi\u0119cy rubli, nie ma jednak z niego \u017cadnego po\u017cytku, wobec dro\u017cyzny i z\u0142ej jako\u015bci towar\u00f3w nic porz\u0105dnego nie mo\u017ce sobie kupi\u0107.<br \/>\nJako przyk\u0142ad ju\u017c niecodziennej ofiarno\u015bci i mi\u0142o\u015bci bli\u017aniego pos\u0142u\u017cy\u0107 mo\u017ce nast\u0119puj\u0105cy fakt: podczas jednego z naszych posi\u0142k\u00f3w w jadalni, zbli\u017cy\u0142a si\u0119 do sto\u0142u, przy kt\u00f3rym siedzieli \u017co\u0142nierze-je\u0144cy, kobieta w \u0142achmanach z dzieckiem na r\u0119ku i bez s\u0142owa po\u0142o\u017cy\u0142a bochenek chleba, po czym odesz\u0142a.<br \/>\nPraca w ogrodzie by\u0142a najprzyjemniejsza, bo dawa\u0142a mo\u017cliwo\u015b\u0107 kontaktu z ludno\u015bci\u0105, zw\u0142aszcza, \u017ce nasz dozorca, stary ogrodnik dawniej pracuj\u0105cy w Holandii, przymyka\u0142 oczy na wiele rzeczy, o ile sam nie by\u0142 kontrolowany. Z chwil\u0105 jednak gdy przychodzili do nas rozmaici dygnitarze bolszewiccy, wtedy i on stawa\u0142 si\u0119 gro\u017any przynaglaj\u0105c do pospiechu. Dygnitarze wymy\u015blili norm\u0119 akordow\u0105 ka\u017c\u0105c dozorcy wydzieli\u0107 i odmierzy\u0107 spore kawa\u0142ki gazonu, kt\u00f3ry mieli\u015bmy skopa\u0107. Nie przejmowali\u015bmy si\u0119 jednak tym zbytnio, bo dygnitarze nie pozostawali u nas d\u0142ugo, a przychodzili rzadko.<br \/>\nZnacznie uci\u0105\u017cliwsza by\u0142a praca w kopalni lub nad ni\u0105, dok\u0105d po kilku dniach zacz\u0119to nas wo\u0142a\u0107. Tutaj o porozumiewaniu si\u0119 z ludno\u015bci\u0105 nie mog\u0142o by\u0107 mowy. Do rob\u00f3t pod ziemi\u0105 wybierano m\u0142odych, nie by\u0142em wi\u0119c tam ani razu, natomiast pracowa\u0142em nad kopalni\u0105 przy rowie, kt\u00f3ry mia\u0142 odprowadza\u0107 wypompowan\u0105 wod\u0119 z kopalni. Robota by\u0142a ci\u0119\u017cka, ale znacznie bezpieczniejsza ni\u017c pod ziemi\u0105. Trzeba by\u0142o odrzuca\u0107 ci\u0119\u017ck\u0105, rozmok\u0142\u0105 glin\u0119 na jeden bok rowu szerokiego na cztery metry. Ka\u017cdy z nas dosta\u0142 odcinek, kt\u00f3ry mia\u0142 wykopa\u0107. Je\u015bli kto\u015b s\u0142abszy nie podo\u0142a\u0142 robocie na czas, musieli mu pom\u00f3c s\u0105siedzi. Zreszt\u0105 sama aura zmusza\u0142a do pracy, miejsce by\u0142o ods\u0142oni\u0119te i zimny wiatr d\u0105\u0142 niemi\u0142osiernie, zamarzliby\u015bmy, gdyby\u015bmy si\u0119 porz\u0105dnie nie ruszali, a wymigiwa\u0107 si\u0119 nie by\u0142o mo\u017cna. Po takiej pracy mieli\u015bmy zaledwie si\u0142\u0119 dowlec si\u0119 do baraku i wielu z nas rezygnowa\u0142o z czekaj\u0105cej o p\u00f3\u0142nocy kolacji.<br \/>\nTote\u017c starali\u015bmy si\u0119 o powt\u00f3rny przydzia\u0142 pracy w ogrodzie. Pogoda by\u0142a przepi\u0119kna, miedzy drzewami zacisznie i ciep\u0142o. Po sko\u0144czonym kopaniu gazon\u00f3w kazano nam karczowa\u0107 akacje. Przy tej robocie uk\u0142u\u0142em si\u0119 dotkliwie kolcem drzewa w palec, a lekcewa\u017c\u0105c rank\u0119, nie zdezynfekowa\u0142em jej, skutkiem czego nabawi\u0142em si\u0119 potem ostrej flegmony, kt\u00f3ra o ma\u0142y w\u0142os nie wyprawi\u0142aby mnie na tamten \u015bwiat. Na razie jednak, nie spodziewaj\u0105c si\u0119 niczego z\u0142ego podj\u0105\u0142em starania o zwolnienie mnie z ci\u0119\u017ckich rob\u00f3t w og\u00f3le, bo grozi\u0142o mi powt\u00f3rne wezwanie do kopalni.<br \/>\nBy\u0142o nas kilkunastu, kt\u00f3rych stan fizyczny nie pozwala\u0142 na d\u0142u\u017csz\u0105 prac\u0119, nawet w ogrodzie. Zameldowali\u015bmy si\u0119 jako chorzy i prosili o zbadanie. Bez specjalnych trudno\u015bci dostali\u015bmy zwolnienie na jeden dzie\u0144 i udali\u015bmy si\u0119 do \u201ebolnicy\u201d(szpital).<br \/>\nSzpital by\u0142 do\u015b\u0107 dobrze zorganizowany, posiada\u0142 oddzia\u0142y: chirurgiczny, wewn\u0119trzny, laryngologiczny itp. Ka\u017cdy wi\u0119c zg\u0142osi\u0142 si\u0119 do tego oddzia\u0142u, kt\u00f3ry go interesowa\u0142. Pan Dwernicki i ja zg\u0142osili\u015bmy si\u0119 do ocznego, bo obaj mieli\u015bmy s\u0142aby wzrok i na tej podstawie spodziewali\u015bmy si\u0119 uzyska\u0107 jak najpr\u0119dzej zwolnienie. Zdziwili\u015bmy si\u0119 niepomiernie, gdy dowiedzieli\u015bmy si\u0119, \u017ce ten oddzia\u0142 obs\u0142uguje wenerolog. Po c\u00f3\u017c wi\u0119c s\u0105 oddzia\u0142y, je\u017celi w nich nie pracuj\u0105 specjali\u015bci? Lekarze, kt\u00f3rzy nas badali orzekli, \u017ce na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119 decydowa\u0107 nie mog\u0105, ale za kilka dni przyb\u0119dzie komisja, kt\u00f3ra zadecyduje. Tymczasem zarz\u0105d, nie zwa\u017caj\u0105c na nasza niezdolno\u015b\u0107 do pracy, czyni\u0142 wielkie starania, aby nas sk\u0142oni\u0107 do dobrowolnego pozostania w kopalni. T\u0142umaczono nam, \u017ce je\u017celi zapiszemy si\u0119 na sta\u0142ych robotnik\u00f3w, b\u0119dziemy traktowani na r\u00f3wni z innymi, a przestaniemy by\u0107 je\u0144cami. Wynagrodzenie nasze b\u0119dzie wynosi\u0107 300 rubli, z czego 200 b\u0119dzie potr\u0105cane na utrzymanie. Wiedzieli\u015bmy ju\u017c jednak, \u017ce za pozosta\u0142e 100 rubli nic kupi\u0107 nie mogliby\u015bmy, a brakowa\u0142o nam odzie\u017cy ciep\u0142ej, obuwia, bielizny. To wi\u0119c wynagrodzenie nie mog\u0142o\u00a0 nikogo z nas zach\u0119ci\u0107 do pozostania, natomiast ka\u017cdy spodziewa\u0142 si\u0119, \u017ce po zwolnieniu b\u0119dzie m\u00f3g\u0142 \u0142atwiej, jako niezdolny do pracy, dosta\u0107 si\u0119 do domu. Oczekiwali\u015bmy wi\u0119c, z niecierpliwo\u015bci\u0105, przyjazdu komisji.<br \/>\nNiekt\u00f3rzy, chc\u0105c sobie zapewni\u0107 korzystny jej wynik, chodzili do szpitala, gdzie jako chorzy poddawali si\u0119 leczeniu. A poniewa\u017c wszyscy byli\u015bmy wycie\u0144czeni i s\u0142abi, przeto wynajdowanie rozmaitych dolegliwo\u015bci nie by\u0142o trudne. Trzeba przyzna\u0107, \u017ce i ze strony personelu lekarskiego spotykali\u015bmy si\u0119 z pomoc\u0105 i \u017cyczliwo\u015bci\u0105, zw\u0142aszcza wiele dobrego doznali\u015bmy od piel\u0119gniarki &#8211; Polki.<br \/>\nCzas oczekiwania skracali\u015bmy sobie gr\u0105 w szachy. Kilku z nas zrobi\u0142o \u0142adne figurki z drzewa lub ugniot\u0142o takie z chleba. Urz\u0105dzili\u015bmy sobie nawet turniej szachowy, w kt\u00f3rym bra\u0142o udzia\u0142 20 os\u00f3b. Mistrzem zosta\u0142 pan Dwernicki.<br \/>\nDo naszego grona przyby\u0142 pan Jasieniak, restaurator na dworcu kolejowym w Rawie Ruskiej. By\u0142 on ju\u017c wprawdzie z nami w Tiotkinie, ale dopiero teraz da\u0142 si\u0119 pozna\u0107 jako doskona\u0142y narrator anegdot i niewyczerpany w rozmaitych dowcipach. Ci z nas, kt\u00f3rzy nie zostali doszcz\u0119tnie obrabowani, kupowali w budce znajduj\u0105cej si\u0119 pomi\u0119dzy naszym barakiem a kuchni\u0105, bu\u0142ki i kaw\u0119, a cz\u0119stuj\u0105c nas tymi specja\u0142ami urz\u0105dzali prawdziwe rauty podczas kt\u00f3rych w\u015br\u00f3d \u015bmiech\u00f3w i \u017cart\u00f3w starali\u015bmy si\u0119 zapomnie\u0107 o tym co nas gn\u0119bi\u0142o. Nasze k\u00f3\u0142ko i w nocy trzyma\u0142o si\u0119 blisko siebie. Mnie przypad\u0142o miejsce ko\u0142o pana Koz\u0142owskiego, z kt\u00f3rym dzieli\u0142em si\u0119 swoim najwi\u0119kszym skarbem, perskim dywanem, roz\u015bcielaj\u0105c go na mokrych deskach naszych pryczy.<br \/>\nPar\u0119 razy urz\u0105dzano dla nas, tak jak w Tiotkinie &#8211; kino. Tym razem nie mie\u015bci\u0142o si\u0119 ono na podw\u00f3rzu, lecz w du\u017cej sali. Tre\u015b\u0107 przedstawie\u0144 obraca\u0142a si\u0119 wy\u0142\u0105cznie wok\u00f3\u0142 rewolucji pa\u017adziernikowej. Par\u0119 razy musieli\u015bmy na tej sali wys\u0142ucha\u0107 przem\u00f3wie\u0144 agitacyjnych. By\u0142y one tylko powtarzaniem oklepanych do niemo\u017cliwo\u015bci hase\u0142 bolszewickich.<br \/>\nWreszcie zacz\u0119\u0142a urz\u0119dowa\u0107 komisja lekarska. Zostali\u015bmy wezwani do szpitala, gdzie nago, jak przy asenterunku (<em>komisja wojskowa<\/em>), defilowali\u015bmy przed gremium komisji, z\u0142o\u017conej w przewa\u017cnej cz\u0119\u015bci z kobiet, kt\u00f3re stosownie do tutejszych obyczaj\u00f3w nie okazywa\u0142y najmniejszego za\u017cenowania. Niespodziewanie komisja okaza\u0142a si\u0119 wzgl\u0119dna, na 40 os\u00f3b z naszej sali mniej wi\u0119cej po\u0142owa okaza\u0142a si\u0119 niezdolna do rob\u00f3t w kopalni. Wzgl\u0119dno\u015b\u0107 ow\u0105 przypisuj\u0119 okoliczno\u015bci, \u017ce dnia poprzedniego przyjecha\u0142 tu nowy, du\u017cy transport je\u0144c\u00f3w, zarz\u0105d, wi\u0119c mia\u0142 wi\u0119kszy wyb\u00f3r i postanowiono zatrzyma\u0107 tylko najsilniejszych. Tego samego dnia mieli\u015bmy odmaszerowa\u0107 na stacj\u0119 odleg\u0142\u0105 o kilka kilometr\u00f3w.<br \/>\nDano nam na drog\u0119 chleb, ale o gor\u0105cym posi\u0142ku ju\u017c mowy nie by\u0142o. Zn\u00f3w trzeba by\u0142o ustawi\u0107 si\u0119 czw\u00f3rkami i czeka\u0107 rozkazu wymarszu. Godziny mija\u0142y, a rozkazu nie by\u0142o. Postanowi\u0142em wiec skorzysta\u0107 z tego i zg\u0142osi\u0107 si\u0119 jeszcze do szpitala dla opatrzenia palca, kt\u00f3ry w\u0142a\u015bnie zacz\u0105\u0142 si\u0119 obiera\u0107. Prosi\u0142em wi\u0119c \u017co\u0142nierza aby mnie pu\u015bci\u0142, bo opatrunek nie potrwa\u0142by d\u0142u\u017cej ni\u017c par\u0119 minut. Nie chcia\u0142 mnie jednak pu\u015bci\u0107 twierdz\u0105c, \u017ce lada chwila ruszy\u0107 mo\u017cemy, a sprawa palca to drobiazg, \u201eniczewo\u201d. Tym sugestywnym s\u0142owem przekona\u0142 mnie i zrezygnowa\u0142em z opatrunku, ale \u017ale na tym wyszed\u0142em.<br \/>\nUp\u0142yn\u0119\u0142a jeszcze godzina czekania, mog\u0142em wi\u0119c \u015bmia\u0142o wyrwa\u0107 si\u0119 do szpitala zanim dano w ko\u0144cu sygna\u0142 do wymarszu. Szli\u015bmy w\u015br\u00f3d wspania\u0142ych urz\u0105dze\u0144 do \u0142adowania rudy \u017celaznej, kt\u00f3rej ca\u0142e poci\u0105gi odchodzi\u0142y st\u0105d co dzie\u0144 do Niemiec. Jedno z nich tak mnie zaj\u0119\u0142o, \u017ce zosta\u0142em w tyle, aby mu si\u0119 przyjrze\u0107, ale zaraz przyskoczy\u0142 stra\u017cnik i pchn\u0105\u0142 mnie z ca\u0142ej si\u0142y. By\u0142 to jedyny raz, kiedy bolszewik odni\u00f3s\u0142 si\u0119 do mnie w ten spos\u00f3b.<\/p>\n<p><u><strong>VI.\u00a0\u00a0 \u00a0Powr\u00f3t do kraju i do rodziny<\/strong><\/u><br \/>\nPo p\u00f3\u0142godzinnym marszu znale\u017ali\u015bmy si\u0119 z towarzyszami przed towarowymi wagonami. Wraz z nasz\u0105, 20 osobow\u0105 grupa, do kraju wraca\u0142o oko\u0142o 200 os\u00f3b.<\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\" size-full wp-image-971\" src=\"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/wp-content\/uploads\/2015\/08\/Krzywy-rog-lwow.JPG\" alt=\"\" width=\"670\" height=\"331\" \/><\/p>\n<p><em>\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0\u00a0 Pogladowa mapa trasy powrotu z Krzywego Rogu do Lwowa<\/em><\/p>\n<p>Urz\u0105dzenie w wagonach by\u0142o takie samo jak w tych, kt\u00f3rymi tu przyjechali\u015bmy. Starszym naszego wagonu zosta\u0142 pan Czekaj\u0142o, przedwojenny egzekutor podatkowy. Okaza\u0142 si\u0119 dobrym towarzyszem pomimo niesympatycznej funkcji pe\u0142nionej dawniej. Bra\u0142 udzia\u0142 swego czasu w wojnie polsko-ukrai\u0144skiej, mia\u0142 \u017co\u0142nierskie zaci\u0119cie i zdolno\u015b\u0107 przeprowadzenia swej woli. Objawi\u0142o si\u0119 to zaraz nast\u0119pnego dnia podr\u00f3\u017cy, kiedy to zauwa\u017cy\u0142, \u017ce wszystkie najlepsze miejsca na g\u00f3rnych pryczach pozajmowali \u017bydzi, kt\u00f3rych w naszym wagonie by\u0142a po\u0142owa i pomimo ich opozycji, w\u0142\u0105cznie z uciekaniem si\u0119 do w\u0142adz, przeprowadzi\u0142 zmian\u0119 i nam pokrzywdzonym te miejsca odda\u0142. Wyszed\u0142em dobrze na tym uzyskuj\u0105c miejsce przy okienku, a nale\u017ca\u0142o mi si\u0119 ono ze wzgl\u0119du na wzmagaj\u0105c\u0105 si\u0119 gor\u0105czk\u0119.<br \/>\nDawano nam chleb, cukier i herbat\u0119, ale nie zwa\u017ca\u0142em na nic, le\u017ca\u0142em jak k\u0142oda. Flegmona r\u0119ki czyni\u0142a gwa\u0142towne post\u0119py, a b\u00f3l gruczo\u0142\u00f3w stawa\u0142 si\u0119 niezno\u015bny, chwilami traci\u0142em przytomno\u015b\u0107. Koledzy na najbli\u017cszej stacji zacz\u0119li rozgl\u0105da\u0107 si\u0119 za lekarzem. Pan Ludwig znalaz\u0142 takiego w s\u0105siednim wagonie. By\u0142 je\u0144cem tak jak my a pochodzi\u0142 w W\u0142odzimierza Wo\u0142y\u0144skiego. Przyszed\u0142 zaraz do nie i przyst\u0105pi\u0142 do przecinania wrzodu, nie maj\u0105c za\u015b \u017cadnych narz\u0119dzi pos\u0142ugiwa\u0142 si\u0119 ig\u0142\u0105, kt\u00f3ra dezynfekowa\u0142 w prymitywny spos\u00f3b nad \u015bwiec\u0105. Po operacji za\u0142o\u017cy\u0142 opatrunek, a na najbli\u017cszej stacji wyprowadzi\u0142 mnie do ambulatorium Kasy Chorych. Lecznica znajdowa\u0142a si\u0119 niedaleko dworca, ale droga do niej pozostanie mi na zawsze w pami\u0119ci: bagna, kt\u00f3re trzeba by\u0142o przebrn\u0105\u0107 w gor\u0105czce przy zupe\u0142nym opadni\u0119ciu z si\u0142 by\u0142y chyba najwi\u0119ksze jakie dotychczas, w sensie przeszk\u00f3d, przebrn\u0105\u0107 musia\u0142em.<br \/>\nLekarka za\u0142o\u017cy\u0142a mi wcale dobry opatrunek, po kt\u00f3rym poczu\u0142em si\u0119 zaraz lepiej, a dr Dobrowolski &#8211; m\u00f3j opiekun- zaopatrzy\u0142 si\u0119 zaraz w materia\u0142y opatrunkowe, aby mi nazajutrz zmieni\u0107 te, kt\u00f3re za\u0142o\u017cy\u0142a lekarka. Zaj\u0105\u0142 si\u0119 bardzo gorliwie moj\u0105 osob\u0105 i gdyby nie on, nie wiem czy by\u0142bym wyszed\u0142 z tej opresji.<br \/>\nPodr\u00f3\u017c nasza trwa\u0142a jeszcze dwie doby. D\u0142u\u017cy\u0142a mi si\u0119 ogromnie. By\u0142em tak wyczerpany po przebytej gor\u0105czce, \u017ce ka\u017cdorazowe wyj\u015bcie z wagonu stawa\u0142o si\u0119 niezwykle uci\u0105\u017cliwe. Nie mog\u0142em si\u0119 bowiem opiera\u0107 na chorej r\u0119ce, a wagony by\u0142y wysokie i nie mia\u0142y stopni. Jechali\u015bmy stale praw\u0105 stron\u0105 Dniepru na p\u00f3\u0142noc. Krajobraz by\u0142 monotonny i przypomina\u0142 ten, jaki widzieli\u015bmy jad\u0105c do Tiotkina. Pola wsz\u0119dzie niedbale uprawiane, dopiero teraz w listopadzie zaczynano orki jesienne. Za \u017bytomierzem krajobraz zmienia\u0142 si\u0119 powoli, pojawia\u0142y si\u0119 lasy brzozowe i olchowe, co \u015bwiadczy\u0142o, \u017ce zbli\u017camy si\u0119 do bagien poleskich, czyli do granicy.<br \/>\nNad wieczorem zajechali\u015bmy do stacji Olesk. Kazano nam wysiada\u0107. Noc by\u0142a tak ciemna, \u017ce nie widzia\u0142o si\u0119 nic. Zgubi\u0142em wtedy pana Koz\u0142owskiego, a do mnie podszed\u0142 jeden z towarzyszy, kr\u00f3tkowidz jak ja z pro\u015bb\u0105 abym mu pom\u00f3g\u0142 w przej\u015bciu. Zwr\u00f3ci\u0142em mu uwag\u0119, \u017ce nie b\u0119dzie mia\u0142 ze mnie wiele po\u017cytku, ale gdy nie ust\u0119powa\u0142, wzi\u0105\u0142em go pod r\u0119k\u0119 i zacz\u0105\u0142em post\u0119powa\u0107 za innymi. Wpadli\u015bmy od razu w wielka ka\u0142u\u017c\u0119 b\u0142ota, gdzie w lepkiej glinie o ma\u0142o nie pogubili\u015bmy trzewik\u00f3w. Poczu\u0142em w nogach niezno\u015bny ch\u0142\u00f3d, co po takiej gor\u0105czce mog\u0142o \u0142atwo sprowadzi\u0107 zazi\u0119bienie. Szcz\u0119\u015bciem ta uci\u0105\u017cliwa droga nie trwa\u0142a d\u0142ugo. Doszli\u015bmy do obszernego budynku, gdzie kazano si\u0119 nam rozlokowa\u0107. By\u0142 to teatr ludowy- jak w Olchowcu, na pocz\u0105tku naszej niewoli- ale nie by\u0142o ju\u017c mowy o s\u0142omie. Ka\u017cdy uk\u0142ada\u0142 si\u0119 na pod\u0142odze. Rad by\u0142em z mego dywanu, kt\u00f3rym, po zdj\u0119ciu mokrych bucik\u00f3w, owin\u0105\u0142em si\u0119 ca\u0142y aby si\u0119 rozgrza\u0107, rezygnuj\u0105c z kolacji. Na szcz\u0119\u015bcie przyniesiono zup\u0119 do sali.<br \/>\nNazajutrz, wysuszywszy buty na piecu, wyszed\u0142em si\u0119 obmy\u0107 .Tym razem nasz\u0105 \u0142azienk\u0105 by\u0142 staw z lodowat\u0105 wod\u0105. Obok stawu le\u017ca\u0142y dwa zdech\u0142e konie. Widok wojenny, cho\u0107 tu wojny nie by\u0142o. By\u0142y sp\u0119tane, prawdopodobnie puszczono je wieczorem na pastwisko, w nocy d\u0105\u0142 silny wiatr ze \u015bniegiem, a konie pozbawione ruchu zmarz\u0142y i nikt si\u0119 o to nie zatroszczy\u0142. By\u0142 to charakterystyczny obrazek dla stosunk\u00f3w sowieckich. Wszystkie konie zosta\u0142y znacjonalizowane, wi\u0119c ludzie przestali o nie dba\u0107, albo tylko o tyle, o ile mo\u017cna si\u0119 by\u0142o spodziewa\u0107 kontroli, ta za\u015b nigdy nie zast\u0105pi \u201eoka pa\u0144skiego, kt\u00f3re konia tuczy\u201d. Los koni jest w sowietach po\u017ca\u0142owania godny. Wszystkie, kt\u00f3re widzia\u0142em, b\u0105d\u017a na roli, b\u0105d\u017a na terenach woskowych, b\u0105d\u017a nawet kawaleryjskie, mia\u0142y wygl\u0105d op\u0142akany. Te dwa le\u017c\u0105ce trupy mia\u0142y gorzka wymow\u0119: poucza\u0142y jakie ogromne warto\u015bci materialne marnuj\u0105 si\u0119 w sowietach.<br \/>\nPo porannej zupie zjawi\u0142o si\u0119 kilku urz\u0119dnik\u00f3w i oznajmili nam, \u017ce za kilka godzin, wzgl\u0119dnie na drugi dzie\u0144, o ile nie sp\u00f3\u017ani\u0105 si\u0119 wagony, zostaniemy odstawieni do Sarn, gdzie nas definitywnie zwolni\u0105 i ka\u017cdy b\u0119dzie m\u00f3g\u0142 jecha\u0107 dok\u0105d chce. Otrzymamy po pi\u0119\u0107 rubli na wy\u017cywienie i po\u015bwiadczenie, \u017ce byli\u015bmy je\u0144cami wojennymi. Podchodzili\u015bmy kolejno do sto\u0142\u00f3w, przy kt\u00f3rych siedzieli urz\u0119dnicy i ka\u017cdy z nas podawa\u0142 stacj\u0119, do kt\u00f3rej chce si\u0119 uda\u0107. Gdy powiedzia\u0142em, \u017ce zamierzam uda\u0107 si\u0119 do Lwowa, urz\u0119dnik udaj\u0105c zdziwienie i zagl\u0105daj\u0105c do wykazu zapyta\u0142: \u201eCzemu do Lwowa, a nie do Kopyczyniec, przecie tam jest wasza ziemia\u201d. Us\u0142yszawszy to pytanie, jakby zach\u0119caj\u0105ce mnie do powrotu na miejsce gdzie jako ziemianina natychmiast powt\u00f3rnie by mnie aresztowano, porwa\u0142 mnie gniew. W pierwszej chwili chcia\u0142em mu powiedzie\u0107, \u017ce to nie jego rzecz dok\u0105d jad\u0119, ale pohamowa\u0142em si\u0119 i pokazuj\u0105c obanda\u017cowana r\u0119k\u0119 o\u015bwiadczy\u0142em, \u017ce czuj\u0119 si\u0119 chory i musz\u0119 jecha\u0107 do szpitala we Lwowie.<br \/>\nW rzeczywisto\u015bci wybra\u0142em Lw\u00f3w przypuszczaj\u0105c, \u017ce \u017cona z dzie\u0107mi ju\u017c tam do mojej matki dojecha\u0142a nie czuj\u0105c si\u0119 na wsi bezpieczna. Otrzyma\u0142em wi\u0119c od urz\u0119dnika za\u015bwiadczenie, \u017ce by\u0142em je\u0144cem wojennym i udaj\u0119 si\u0119 do Lwowa i na mocy tego dokumentu przys\u0142ugiwa\u0142 mi bezp\u0142atny bilet do tej stacji. Drugi urz\u0119dnik wr\u0119czy\u0142 mi 5 rubli jako zarobek za prac\u0119 w kopalni!<br \/>\nPotem zacz\u0119\u0142o si\u0119 czekanie na poci\u0105g. Nocowali\u015bmy jeszcze w teatrze. Nazajutrz spostrzeg\u0142em brak flaszeczki ze spirytusem kamforowym, kt\u00f3ra otrzyma\u0142em w szpitalu jako dezynfekcj\u0119 i w braku wody mog\u0142em twarz bodaj troch\u0119 obmy\u0107. Dzi\u0119ki energicznej interwencji odzyska\u0142em\u00a0 flaszeczk\u0119. Schowa\u0142 j\u0105 \u017co\u0142nierz umys\u0142owo chory, do\u0142\u0105czony w drodze do naszego transportu. Mieli\u015bmy z nim wiele k\u0142opotu, to chcia\u0142 ucieka\u0107 w ciemna noc z poci\u0105gu w ruchu, to wyrzuci\u0142 koc s\u0105siada przez okno itp. Bardzo deprymuj\u0105co dzia\u0142a\u0142 na nas, a nabawi\u0142 si\u0119 choroby na skutek zaj\u015b\u0107 wojennych.<br \/>\nPoci\u0105g mia\u0142 nadej\u015b\u0107 dopiero po po\u0142udniu, wybrali\u015bmy si\u0119 wi\u0119c na poszukiwanie lepszej wody do picia, bo ta, kt\u00f3ra by\u0142a tu wprost zagra\u017ca\u0142a zdrowiu. Nie b\u0119d\u0105c ju\u017c \u015bci\u015ble kontrolowani, mogli\u015bmy oddala\u0107 si\u0119 troch\u0119 na w\u0142asn\u0105 r\u0119k\u0119. Zaszli\u015bmy w ten spos\u00f3b do przedszkola, gdzie rzeczywi\u015bcie znale\u017ali\u015bmy lepsz\u0105 wod\u0119. Przy sposobno\u015bci wdali\u015bmy si\u0119 w pogaw\u0119dk\u0119 z kierowniczk\u0105, kt\u00f3ra okaza\u0142a si\u0119 gorliw\u0105 wyznawczyni\u0105 teorii Marksa. Przez ca\u0142y czas pobytu w Sowietach, by\u0142 to jedyny raz, gdy s\u0142ysza\u0142em same pochwa\u0142y ustroju z ust osoby, kt\u00f3ra nie by\u0142a oficjaln\u0105 agentka komunistyczn\u0105.<br \/>\nTego\u017c dnia nast\u0105pi\u0142 nasz wyjazd do Sarn, czyli dawnej stacji granicznej Polski. W drodze kt\u00f3ry\u015b z koleg\u00f3w kupi\u0142 chleb pochodz\u0105cy ju\u017c z polskiego terenu, zachwycali\u015bmy si\u0119 nim, bo wszystko co polskie wydawa\u0142o si\u0119 nam lepsze: powietrze zdrowsze, krajobraz weselszy; rado\u015b\u0107, \u017ce jedziemy do Polski nie mia\u0142a granic.<br \/>\nDo Sarn dojechali\u015bmy 5 listopada przed po\u0142udniem. Stacja by\u0142a dwustronna, z jednej strony szerokie tory rosyjskie, z drugiej normalne, polskie. Poci\u0105g do Lwowa mia\u0142 odej\u015b\u0107 dopiero wieczorem. Maj\u0105c wiec oko\u0142o 8 godzin czasu uda\u0142em si\u0119 do lekarza dla zmiany opatrunku. Id\u0105c ulicami doznawa\u0142em mi\u0142ego wra\u017cenia, \u017ce jestem na wolno\u015bci, a wychodz\u0105c od lekarza zdziwi\u0142em si\u0119 wr\u0119cz, \u017ce nie czeka na mnie \u017caden bolszewik &#8211; opiekun.<br \/>\nSarny to miasteczko w po\u0142owie \u017cydowskie, ale po nieporz\u0105dkach sowieckich wyda\u0142o si\u0119 nam schludne i sympatyczne, cieszy\u0142y napisy polskie, kt\u00f3re jeszcze rosyjskimi nie by\u0142y zast\u0105pione. Najwi\u0119cej jednak cieszy\u0142a mowa polska, kt\u00f3r\u0105 ju\u017c mogli\u015bmy si\u0119 wsz\u0119dzie porozumie\u0107 bez uciekania si\u0119 do jakiego\u015b vol a pucku (Sztuczny j\u0119zyk stworzony jako mi\u0119dzynarodowy w 1879 r. przez M. Schleyer\u2019a \u2013 nazwany volapuk, po polsku znany bardziej jako wolapik) rusko-rosyjskiego. Bez trudu dopytali\u015bmy si\u0119 o jak\u0105\u015b chrze\u015bcija\u0144sk\u0105, porz\u0105dn\u0105 restauracj\u0119, gdzie protekcyjnie, za nasze 5 rubli mogli\u015bmy zje\u015b\u0107 obiad. Znalaz\u0142szy si\u0119 kulturalniejszym \u015brodowisku, odczuli\u015bmy, \u017ce nasz wygl\u0105d pozostawia wiele do \u017cyczenia: ubrania nasze by\u0142y brudne, zniszczone i podarte, w\u0142osy d\u0142ugie, brody niegolone, a poniewa\u017c by\u0142a niedziela nie mogli\u015bmy i\u015b\u0107 do fryzjera. Wstydz\u0105c si\u0119 naszego wygl\u0105du, zas\u0142aniali\u015bmy, o ile to by\u0142o mo\u017cliwe, bardziej zniszczone cz\u0119\u015bci naszego ubioru, a mimo to obserwowano nas jako ludzi o dobrych manierach, ale wygl\u0105dzie apasz\u00f3w, wi\u0119c zacz\u0119li\u015bmy nadrabia\u0107 min\u0105 i szczerym \u015bmiechem, kt\u00f3rym rozbrajali\u015bmy podejrzliwo\u015b\u0107 w stosunku do nas. Obok siedzieli nasi dotychczasowi dozorcy, wychodz\u0105c uk\u0142onili si\u0119 nam pierwsi okazuj\u0105c tym szacunek, kt\u00f3ry acz w niewoli, umieli\u015bmy zdoby\u0107.<br \/>\nPoci\u0105g wile\u0144ski do Lwowa mia\u0142 kilka godzin sp\u00f3\u017anienia. Czekamy cierpliwie na dworcu, a tymczasem t\u0142umy chc\u0105ce si\u0119 do niego dosta\u0107 rosn\u0105 tak, \u017ce zaczynami w\u0105tpi\u0107 czy w og\u00f3le dostaniemy si\u0119 sami. Pan Koz\u0142owski, kt\u00f3remu obieca\u0142em pom\u00f3c przy wsiadaniu jako u\u0142omnemu, nie wiele m\u00f3g\u0142 na mnie liczy\u0107 bo sam mia\u0142em chor\u0105 r\u0119k\u0119. Zimny wiatr d\u0105\u0142 w\u015bciekle, czekanie robi\u0142o si\u0119 coraz przykrzejsze, w ko\u0144cu nadszed\u0142 poci\u0105g, z daleka wida\u0107 jednak, \u017ce jest ju\u017c przepe\u0142niony, a tu t\u0142umy chc\u0105 si\u0119 do niego wedrze\u0107. Przy tym panuj\u0105 zupe\u0142ne ciemno\u015bci, bolszewicy bowiem nie uznaj\u0105 o\u015bwietlania wagon\u00f3w. Nadzieja dostania si\u0119 by\u0142a minimalna, ale szcz\u0119\u015bcie nam sprzyja\u0142o, wepchn\u0119\u0142a nas do \u015brodka pr\u0105ca z ty\u0142u fala ludzi. Znale\u017ali\u015bmy si\u0119 w korytarzu pe\u0142nym \u017byd\u00f3w, a w Kowlu, gdzie wysiad\u0142o par\u0119 os\u00f3b, nawet usi\u0105\u015b\u0107 w przedziale. By\u0142em tak wyczerpany, \u017ce zasn\u0105\u0142em zaraz. Nie wiedzia\u0142em co si\u0119 sta\u0142o z innymi towarzyszami i dopiero we Lwowie przekona\u0142em si\u0119, \u017ce wszyscy jako\u015b dostali si\u0119 tak\u017ce, wskakuj\u0105c w razie potrzeby i przez okna.<br \/>\nRano dojechali\u015bmy do Brod\u00f3w. Po rosyjskich stosunkach wyda\u0142a mi si\u0119 dziwna mnogo\u015b\u0107 stacji.\u00a0 Z przyjemno\u015bci\u0105 s\u0142ucha\u0142em g\u0142osu przekupni.<br \/>\nW Busku musia\u0142em si\u0119 rozsta\u0107 z panem Koz\u0142owskim, gdy\u017c postanowi\u0142 jecha\u0107 do siebie do Ochrymowic ko\u0142o Zbara\u017ca i mia\u0142 si\u0119 przesi\u0105\u015b\u0107 do poci\u0105gu id\u0105cego do Tarnopola. \u017bal mi by\u0142o rozsta\u0107 si\u0119 z nim, cho\u0107 znacznie starszy, a w dodatku kaleka, \u015bwieci\u0142 nam wspania\u0142ym przyk\u0142adem chrze\u015bcija\u0144skiego znoszenia dopust\u00f3w Bo\u017cych. Jego \u017cywa wiara by\u0142a \u017ar\u00f3d\u0142em pogodnego humoru, kt\u00f3rym krzepi\u0142 nas w najci\u0119\u017cszych chwilach.<br \/>\nWysiad\u0142em we Lwowie na Podzamczu, ale nie maj\u0105c pieni\u0119dzy uda\u0142em si\u0119 piechot\u0105 do mieszkania mojej matki. Po drodze zatrzymywa\u0142o mnie par\u0119 os\u00f3b pytaj\u0105c czy dywan przewieszony przez moje ramie jest na sprzeda\u017c. Pytania te dziwi\u0142y mnie, bo nie wiedzia\u0142em, \u017ce ogarn\u0119\u0142a wszystkich gor\u0105czka sprzeda\u017cy swoich rzeczy. I ja potem musia\u0142em sprzedawa\u0107 aby \u017cy\u0107. Na razie nie wdawa\u0142em z nikim w rozmowy, a tylko spieszy\u0142em aby jak najpr\u0119dzej zobaczy\u0107 si\u0119 z rodzin\u0105. Po drodze widzia\u0142em zniszczone bombardowaniem miasto i l\u0119k mnie ogarnia\u0142 na my\u015bl w jakim stanie jest nasza kamieniczka. Ostatkiem si\u0142 dobieg\u0142em do ulicy Chmielowskiego 11 gdzie mieszka\u0142a moja matka i z niewymown\u0105 ulg\u0105 zobaczy\u0142em z daleka, \u017ce dom stoi. Matk\u0119 zasta\u0142em zdrow\u0105, \u017cony i dzieci nie by\u0142o.<br \/>\nSzcz\u0119\u015bliwym zbiegiem okoliczno\u015bci tego samego dnia przyjecha\u0142 gospodarz z Sidorowa, od kt\u00f3rego dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce \u017cona i dzieci mieszkaj\u0105 jeszcze we dworze i s\u0105 zdrowi. Napisa\u0142em list do domu oznajmiaj\u0105c sw\u00f3j szcz\u0119\u015bliwy powr\u00f3t i pos\u0142a\u0142em przez gospodarza.<br \/>\nNa drugi dzie\u0144 przyprowadzi\u0142em garderob\u0119 do porz\u0105dku, ogoli\u0142em si\u0119 i wyszed\u0142em na miasto. By\u0142o to 7 listopada i obchodzono w\u0142a\u015bnie rocznic\u0119 rewolucji bolszewickiej. Ulicami maszerowa\u0142y oddzia\u0142y Czerwonej Armii, wsz\u0119dzie mn\u00f3stwo transparent\u00f3w z has\u0142ami bolszewickimi. Naprzeciw teatru powsta\u0142 jaki\u015b pomnik otoczony czerwonymi flagami, kt\u00f3re o\u015bwietlone wieczorem od do\u0142u sprawia\u0142y wra\u017cenie p\u0142omieni wytryskuj\u0105cych z wn\u0119trza ziemi. Zdawa\u0142o si\u0119, \u017ce piek\u0142o otwar\u0142o si\u0119 w tym miejscu i wyrzuca swe ognie na nasz\u0105 ojczyzn\u0119. Bola\u0142 mnie widok dzieci, kt\u00f3re tak cz\u0119sto widywali\u015bmy podczas naszych obchod\u00f3w religijnych lub patriotycznych, u\u017cyto teraz do szerzenia k\u0142amliwych hase\u0142.<br \/>\nRozmy\u015bla\u0142em: na agitacj\u0119 bolszewick\u0105 musimy odpowiedzie\u0107 przeciw-agitacj\u0105: dobrym przyk\u0142adem. Nie mamy dzi\u015b prasy, radia ani \u017cadnej prasy. Wszystko nam odebrano pr\u00f3cz jednej rzeczy: pot\u0119gi dobrego przyk\u0142adu. Podobnie jak podtrzymywa\u0142a nas w czasie niewoli, podtrzymywa\u0107 nas b\u0119dzie teraz, gdy sko\u0144czy\u0142a si\u0119 niewola osobista, a zacz\u0119\u0142a niewola ojczyzny.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>J\u00f3zef Kalasanty Paygert w roku1943 i 1952 \u00a0Wszystkim Drogim Czytelnikom mojej strony internetowej przedstawiam bardzo ciekawe\u00a0 wspomnienia. Ich autorem jest m\u00f3j Dziadek J\u00f3zef Kalasanty Paygert.&hellip; <\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":964,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":""},"categories":[32],"tags":[],"class_list":["post-972","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-wspomnienia"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/972","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=972"}],"version-history":[{"count":2,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/972\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":1905,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/972\/revisions\/1905"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/media\/964"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=972"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=972"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.witkowscy.net\/wp\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=972"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}