Zostaw wiadomość

 
 
 
 
 
Pola oznaczone * są wymagane. Email nie będzie upubliczniony, ew. użyty w celu kontaktu.
Zbigniew Rojek Zbigniew Rojek napisał/a 24 stycznia 2012 o 14:12
Cieszę się bardzo, że moje wspomnienia dokładają maleńką cegiełkę do obrazu tamtych czasów. Muszę się przyznać, że pisanie nie jest moją najmocniejszą stroną, a ten list jest pierwszym od ponad 25 lat ale nie mogłem się oprzeć pokusie. Oczywiście cała przyjemność po mojej stronie jeżeli może Pani ten list wykorzystać. Chciałbym dodać do moich wspomnień o spotkaniach brydżowych, że przychodził na nie oprócz ks. Śmietany ks. Bar, a później ks. Wojcik. Pamiętam gorączkę przygotowań do tych spotkań. Mama uwijała się przygotowując dania na kolację jakich na codzień nie widywaliśmy. Jako dziecko nie bardzo rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi ale intuicyjnie wyczuwałem, że ocieram się o zupełnie inny świat. Świat którego już nie ma. Ze szkoły podstawowej pamięta Pani prawdopodobnie mojego starszego brata Janusza ur. w 1947r. Ja urodziłem się razem z bratem bliźniakiem w 1952r., a szkołę 8 klasową ukończyłem w 1967r. po czym wyjechałem z Dynowa i nigdy oprócz wakacji na stałe do niego nie wróciłem. Z Waszego rodzeństwa najbardziej pamiętam Marcina i doskonale rodziców. Pod koniec lat 60 tych naszą pasją były modele latające. Żeby uruchomić silnik akrobatki potrzebne było paliwo, którego w sklepach /jak zresztą większości/nie było. Wysyłaliśmy ojca do apteki po eter i naftę. Robił to bardzo niechętnie i bez przekonania ale Wasz ojciec był bardziej wyrozumiały i za każdym razem tato wracał z butelkami eteru i nafty. I znowu na stadionie mogliśmy zrobić pokaz pojedynku dwóch akrobatek obcinając sobie śmigłami papierowe taśmy przypięte do ogonów. Chwilę później zajęliśmy się z bratem bliźniakiem muzyką, która gdzieś tam w nas drzemała od dawna, ale wcześniej nie było warunków. Po tragicznej śmierci Marka Witkowskiego, pierwszego gitarzysty w Dynowie powstała pustka. Świat jednak nieubłaganie szedł naprzód a z nim Rock and Roll. Musieliśmy te pustkę wypełnić. W naszym bandzie oprócz nas dwóch grali Wacek Mazur, Franio Socha na zmianę z Januszem Rybakiem. Do dziś niektórzy w Dynowie pamiętają koncert na dachu w rynku oraz msze beatowe w dynowskim kościele w 1970r. Do Dynowa wracałem też w latach 90 tych z jeszcze większą "zadymą". Organizowałem w Dynowie obozy muzyczne z warsztatami dla młodych uzdolnionych muzycznie członków Towarzystwa Muzycznego "Pod Papugami" ze Stalowej Woli, którego byłem inicjatorem. Przywoziłem od 30 do 40 młodych gniewnych i była niezła jazda. Graliśmy bardzo dużo koncertów w Ośrodku Kultury, a także plenerowych w rynku i ruinach zamku w Dąbrówce. Podczas obozu w 1996r. jeden z koncertów w dynowskim rynku zatytułowałem pamięci dedykowałem nieżyjącym gitarzystom dynowskim: Markowi Witkowskiemu i mojemu bratu bliźniakowi Kazikowi. O Marku zdobyłem więcej informacji od Marty Majewskiej. Zapowiadając koncert przypomniałem widzom zebranym w rynku postacie nieżyjących muzyków. W tym koncercie zagrali moi młodzi wychowankowie, którzy wtedy nie przewidywali ze będą robić w przyszłości całkiem fajne kariery miedzy innymi: Jacek Tarkowski pianista Moniki Brodki,producent muzyczny polskich seriali, Szymon Majewski Show, Łukasz Moskal perkusista Zakopałer, Piotr Hołody basista WooWoo, Modest Ruciński aktor /Teatr Narodowy/ i Maciej Zakościelny aktor. Jest tych historii związanych z Dynowem o wiele więcej ale już przynudziłem wystarczająco. Dynów jest tym miejscem na ziemi do którego wracam zawsze z przyjemnością a wspomnienia z niego najmilsze. Pozdrawiam serdecznie Zbigniew Rojek.
Proszę czekać…