Witam Panią, z ogromną przyjemnością przeczytałam Pani wspomnienia, jak również wspomnienia Pani Bliskich. Choć osobiste i pisane dla Rodziny, naprawdę mnie zainteresowały. Szczególnie dlatego, że pojawia się w nich osoba, która łączy nasze wspomnienia. Na Pani stronę trafiłam, również snując wspomnienia o wakacjach, spędzonych u babci, a właściwie nie u babci, tylko na plebanii w Warzycach, gdzie pracowała jako gospodyni. Nasze wspomnienia dzieli 30 lat, ale łączy postać księdza Czesława Korczykowskiego, który był w latach 80-tych proboszczem w Warzycach i gościł nas co roku jak własną rodzinę. Ostatnio właśnie wspominałam czasy wypraw przez całą Polskę, z odległych Mazur do Warzyc, wspominałam księdza Czesława, który był wspaniałym człowiekiem, uwielbiał dzieci i - może zabrzmi to dziwnie, ale chwilami wolałam Go od własnej babci (dość wymagającej i surowej). Pani opowieść o myszkach z chusteczki, które robił Ksiądz Czesław przywołała w mojej pamięci jego życzliwy uśmiech i dobrotliwe spojrzenie zza okularów. Ostatni raz widziałam Księdza Korczykowskiego kilka miesięcy przed śmiercią, latem 1994 roku. Był już bardzo schorowany, choć lekarze nie do końca wiedzieli, co Mu dolega. Pamiętam, że, goszcząc w wakacje w Warzycach, bardzo przeżywałam chorobę Księdza, obrzęd ostatniego namaszczenia, którego Mu wówczas udzielono. Ksiądz zmarł pod koniec października 1994 roku. I co roku, kiedy odżywają wspomnienia wakacji z dzieciństwa, przypominam sobie właśnie tę starą plebanię, ocieniona wielkimi włoskimi orzechami, z zawsze uśmiechniętym i pogodnym, choć budzącym respekt jednak, Księdzem Czesławem. I w taki właśnie sposób, szukając w sieci zdjęć, informacji, trafiłam na Pani stronę. Naprawdę, rzadko zdarza się w Internecie znaleźć treści tak wartościowe a do tego w jakiejś mierze osobiste. Dlatego do Pani piszę, dziękując za wspaniałą sobot nią lekturę:)
Serdecznie pozdrawiam Małgorzata Jacewicz