27 stycznia 2026 roku mija 85 rocznica śmierci młodszego brata naszego ojca, zwanego w rodzinie Staszkiem.
Niespełna 19- letni maturzysta, wesoła „dusza towarzystwa”, beztroski chłopiec.
Był najmłodszym synem Wandy i Franciszka Baranieckich: ur. 4 marca 1922 roku. Po niezbyt udanym pobycie w internacie OO. Jezuitów w Chyrowie (dziś- już Ukraina), Staszek nie lubił wymagającego rygoru, zamieszkał u dziadków Grochowiczów w Przemyślu i tam, zapewne, w Gimnazjum im. Słowackiego, zdał w 1939 r. maturę. Nie wiemy jakie miał dalsze plany. Lato przed wojną wykorzystał na wycieczki ( na jednym z zachowanych zdjęć stoi z kolegami przy Batorym), życie towarzyskie i sport.
Nic więcej nie wiemy o Staszku w pierwszym roku wojny.
W maju 1940 rozpoczęła się tragedia.
Staszek, razem z paroma innymi Dynowianami, młodymi chłopcami z rodzin inteligenckich, został zaaresztowany przez gestapo i przewieziony ciężarówką, razem z innymi do więzienia w Tarnowie. Stamtąd, 14 czerwca, po oddaniu więźniów pod „opiekę” zwyrodniałych więźniów niemieckich, znaleźli się w nowopowstającym obozie koncentracyjnym KL Auschwitz. Staszek dostał numer 208. Był to pierwszy więzienny transport.
Zaczęła się gehenna opisywana przez nielicznych którzy przeżyli…
Ale Niemcy zachowywali pozory: Staszek wysłał do rodziców parę listów, naturalnie po niemiecku, w których oznajmia że jest zdrowy, paczkę dostał(??), że niczego mu nie brakuje . Jeden z tych listów załączam.
Przy totalnym braku informacji (radia były konfiskowane na początku wojny, a gazety, „gadzinówki”??), otrzymywanie takich listów było jakąś namiastka nadziei, uśmierzeniem lęku. Ale nikt nie miał pojęcia co to jest ten KL Auschwitz….
Przyszła straszna, mroźna zima 40/41. Staszek pracował w komando elektryków (o czym wspomina ks. kard. Adam Kozłowiecki w swojej książce ”Ucisk i strapienie” str. 146).
Co „przeskrobał?”, czym się naraził kapo? Ostatecznie, według relacji Władysława Fuksy i Tadeusza Krupińskiego, znajdujących się archiwum muzeum oświęcimskiego, został straszliwie pobity, oblewany wodą na mrozie i w mękach zmarł. Było to 27 stycznia 1941 r. Rodzice dostali telegram dwa dni później. Przerażenie, rozpacz, niewiedza…
I tak już zostało. O Staszku nikt nic nie mówił. Przypominało go tylko duże zdjęcie na ścianie pokoju jadalnego. Rodzice do śmierci (w 55 i 71 r) nie zdjęli żałoby. Ostatecznej prawdy nie znali powtarzając tylko: ”zmarł o chłodzie i głodzie”.
Starszy brat Staszka, nasz Ojciec, dowiedział się o szczegółach od współwięźnia, pana Wyszatyckiego, który łagier przeżył. Bogu dzięki, że zachował to do śmierci rodziców w tajemnicy. Dla nas, jego bratanków urodzonych już po wojnie, Staszek był postacią nieznaną, której losy przypieczętowała wojna, jak i wielu innych. Przy milczeniu dorosłych, uważaliśmy, że pytać nie można.
Dopiero teraz, przy aktywnej pracy i pomocy naszej Kuzynki Kamili Baranieckiej-Olszewskiej , zaangażowaniu w gromadzenie dokumentów rodzinnych mego Brata Marcina Baranieckiego oraz wieloletniego namawiania mię przez Andrzeja, Mego męża, że jesteśmy to winni pamięci Stryja, postanowiłam opublikować tę informację.
Maria Baraniecka-Witkowska
Za parę dni 27 stycznia br r. minie 85 rocznica męczeńskiej śmierci Staszka. Nikt go już nie pamięta…..Pozostały strzępy informacji, rodzinne wspomnienie…
Pozostaniesz Staszku w naszych sercach i modlitwach jako Ktoś bardzo bliski.

Staszek z Matką Wandą Baraniecką



Gdynia 1939 – Staszek pierwszy z lewej
Listy Staszka z Auschwitz do Rodziców i tłumaczenie:





Telegram z Auschwitz do Rodziców i tłumaczenie:


Tłumaczenie: Adam Paygert